|
JANUSZ PONIEWIERSKI
„W tym znaku zwyciężysz”. Krótka historia miesięcznika „Znak”
Dekada czwarta (1976–1986):
Wybór Papieża i doświadczenie „Solidarności”
Po wprowadzeniu stanu wojennego władze zawiesiły swą zgodę
na dalsze wydawanie „Znaku” (to dotyczyło zresztą wszystkich ukazujących
się w PRL tygodników i miesięczników), ale nie zamknęły
redakcji. Codziennie więc, tak jak dawniej, przychodziło się na Sienną
– po prostu: żeby się ze sobą spotkać, żeby pogadać. Nikt nie wiedział, co przyniesie przyszłość.
Bohdan Cywiński był redaktorem naczelnym „Znaku” niedługo,
zaledwie cztery lata. A zrezygnował z dalszego pełnienia tej funkcji
w okolicznościach dość dramatycznych.
Wiosną 1977 roku działacze opozycji demokratycznej zwrócili
się doń z prośbą o pomoc w zorganizowaniu (w kościele!) głodówki
w obronie uwięzionych robotników z Radomia i Ursusa. Cywiński
bardzo się tym przejął – i osobiście zaangażował. W rezultacie nie
tylko pomógł ów protest zorganizować (znalazł odpowiedni kościół,
uzyskał błogosławieństwo prymasa Wyszyńskiego etc.), ale i sam wziął
w nim udział. Jednak nie skonsultował tego z kolegami ze Społecznego
Instytutu Wydawniczego Znak, którego był pracownikiem.
Rzecz wydawała mu się oczywista i bezdyskusyjna, chodziło przecież
o obronę praw człowieka – w Krakowie (który przeżywał właśnie
śmierć studenta-opozycjonisty Stanisława Pyjasa) wzbudziła jednak
spore emocje. Duża część środowiska zarzuciła Cywińskiemu
nielojalność i brak roztropności. Dobrze pamiętano podpis Jerzego
Turowicza pod „Listem 34” w obronie wolności słowa (1964 r.) –
i reakcję władz, które z tego właśnie powodu poważnie ograniczyły wówczas nakład „Tygodnika Powszechnego”. Obawiano się, że historia
może się powtórzyć: że udział redaktora naczelnego „Znaku”
w tak jawnym proteście negatywnie odbije się na c a ł y m wydawnictwie.
Sam Turowicz nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.
Zresztą nie tylko on. Zdaniem ks. Józefa Tischnera na przykład,
Bohdan Cywiński pakował ich wszystkich w kłopoty, „zaczynając
grę na innym fortepanie”. Bo przecież – mówił po latach Tischner –
„Znak” istniał legalnie i „ciągnął robotę strategiczną, intelektualną,
formacyjną”, a tymczasem Cywiński, „przyłączając się do głodówki,
zamienił intelektualne armaty na polityczny rewolwer”.
Trzeba było zająć w tej sprawie jakieś stanowisko. U Jacka Woźniakowskiego
odbyło się więc zebranie z udziałem środowiskowych
VIP-ów (poza Bohdanem Cywińskim nie zaproszono na nie nikogo
z ówczesnej redakcji miesięcznika; nie było tam także Hanny Malewskiej).
Od dotychczasowego redaktora naczelnego „Znaku” zażądano,
żeby w przyszłości nie angażował się w tego rodzaju działalność
bez zgody władz Społecznego Instytutu Wydawniczego. Dla
większości uczestników tego spotkania to był warunek sine qua non
dalszej współpracy z Cywińskim jako naczelnym – dla niego to była
kwestia sumienia. Odmówił, zdając sobie sprawę, że składa w ten
sposób dymisję. Ze względów czysto formalnych, jak podejrzewam,
jego rezygnacja została jeszcze poddana pod głosowanie. Przyjęto ją
stosunkiem głosów sześć do jednego.
Tymczasem głodówka w warszawskim kościele Świętego Marcina
jakoś „rozeszła się po kościach”: represje nie dotknęły żadnego
z jej uczestników. W tej sytuacji – ironizował Adam Michnik – „jedyną
represją będzie dymisja Cywińskiego”. Rzeczywiście, to wyglądało
fatalnie i kierownictwo SIW Znak zdawało sobie z tego sprawę.
Rozstanie przeprowadzono zatem „na miękko” – Bohdan Cywiński
figurował w stopce jako naczelny do końca roku 1977,
a i potem (do 1983 roku) pozostawiono go w redakcji, choć zajmował
się już czymś zupełnie innym.
Warto spojrzeć na tę sprawę bez emocji – i dostrzec całe jej skomplikowanie
i dramatyzm. Być redaktorem naczelnym i jawnym opozycjonistą
– to jeszcze wtedy, wiosną roku 1977, nie mieściło się
w głowie. Udział Cywińskiego w głodówce (a także pełnienie funkcji rzecznika głodujących przez redaktora naczelnego „Więzi” Tadeusza
Mazowieckiego) oznaczał przekroczenie jakiegoś Rubikonu –
przyznawał Adam Michnik. Dzięki temu doświadczeniu już wkrótce
ludzie ze środowiska Znaku otwarcie zaangażują się w działalność
opozycyjną – i nikt nie będzie miał im tego za złe. A okazji pojawi się
sporo. Choćby Towarzystwo Kursów Naukowych, czyli Latający
Uniwersytet, do którego narodzin przyczynił się zresztą Bohdan
Cywiński (TKN organizowało wykłady z szeroko pojętej humanistyki;
odbywały się one w prywatnych mieszkaniach). Przystąpili doń
także byli redaktorzy miesięcznika „Znak”: Hanna Malewska i Jacek
Woźniakowski.
Rezygnacja Cywińskiego oznaczała konieczność znalezienia jego
następcy. Spośród różnych kandydatur wybór padł na Stefana Wilkanowicza,
prezesa krakowskiego KIK-u (który był już kiedyś redaktorem
„Znaku”), człowieka, który rozkręcał właśnie „akcję kasetkową”.
Chodziło o nagrywanie ciekawych wykładów, dyskusji, katechez
na kasety magnetofonowe i ich kolportaż za pośrednictwem
parafii. Jednak Opatrzność miała wobec niego inne plany. Oficjalnie
Wilkanowicz w roli naczelnego zadebiutował w styczniu 1978 roku
– i pełnił tę funkcję przez następne szesnaście lat.
Najważniejsze wydarzenia czwartej już „Znakowej” dekady to,
bez wątpienia, wybór krakowskiego biskupa Karola Wojtyły, ich
przyjaciela i bliskiego współpracownika, na papieża oraz doświadczenie
„Solidarności”.
Dziś, w rok po śmierci Jana Pawła II, nie sposób bez przejęcia
czytać medytacje, którymi redaktorzy „Znaku” witali jego pontyfikat.
Bo są to teksty w jakimś sensie profetyczne.
Wchodzimy w nowy okres życia Kościoła. Jeżeli nawet trochę rozumiemy,
co się stało, to konsekwencje tego wydarzenia są trudne, wprost niemożliwe do
ogarnięcia (Stefan Wilkanowicz).
Fakt, który zaczął się stawać 16 października 1978 roku, przeorał dusze
narodu, tu i tam stwardniałą, tu i tam zamieniającą się już w ugór. Wyprowadził
ją z szarzyzny na otwartą przestrzeń, gdzie w miłości czyni się prawdę, gdzie
człowiek ma odwagę być sprawiedliwym (Stanisław Grygiel).
Musimy okazać się godną Ojczyzną Papieża. Dobrą Ojczyzną, która daje
wsparcie modlitwy, zaufania, ofiarności.
Musimy być także gotowi współcierpieć, we wszystkim na co dzień towarzyszyć.
(...) To jest nasze powołanie, które można przyjąć tylko z drżeniem
(Halina Bortnowska).
Te słowa „Znak” kierował również do siebie – i próbował Ojcu
Świętemu „na co dzień towarzyszyć”. Publikowano zatem niektóre
jego teksty (w latach: 1979, 1983 i 1987 wydano numery zawierające
dokumentację pielgrzymek Jana Pawła II do Polski), analizowano
najważniejsze dokumenty, a po pielgrzymce A.D. 1983 ogłoszono
wśród czytelników ankietę: „Moja odpowiedź na słowa Papieża”.
Sporo powiedziano już na temat tego, jak pontyfikat Jana Pawła
II odmienił Kościół, świat i Polskę. Warto pamiętać, że wpłynął on
również na „Znak” – zwłaszcza na biografie jego ówczesnych redaktorów.
I tak: Stanisław Grygiel niebawem wyjechał na stałe do Rzymu
– zakładał tam Polski Instytut Kultury Chrześcijańskiej, a potem
objął katedrę filozofii człowieka na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim,
Halina Bortnowska została konsultorką watykańskiego Sekretariatu
ds. Jedności Chrześcijan, Stefan Wilkanowicz zaś – członkiem
Papieskiej Rady ds. Świeckich. Ten ostatni w roku 1979 otrzymał
z rąk Papieża Order Świętego Sylwestra.
Jan Paweł II przez długie lata zachowywał zwyczaj regularnego
czytania – lub przynajmniej przeglądania – „Znaku”. A ilekroć ktoś
z tzw. starej redakcji miesięcznika albo „Tygodnika Powszechnego”
przebywał w Rzymie, wiedział, że powinien się zameldować ks. Dziwiszowi
– zwykle kończyło się to zaproszeniem na nieformalne spotkanie
z Ojcem Świętym. Były jednak również okazje bardziej oficjalne:
w czerwcu 1979 roku w Krakowie, w trakcie wizyty w Polsce,
Papież przyjął pracowników „Tygodnika Powszechnego”,
„Więzi” i „Znaku”, a wiosną 1986 roku spotkał się z redaktorami
i współpracownikami miesięcznika „Znak”, którzy przybyli do Rzymu,
by właśnie tutaj świętować jubileusz 40-lecia istnienia pisma.
Drugą wielką przygodą, w którą zaangażowali się ludzie miesięcznika,
była „Solidarność”. A oto niektóre fakty: w niewielkim zespole
ekspertów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni
Gdańskiej w sierpniu 1980 roku obok Tadeusza Mazowieckiego
i Bronisława Geremka znalazł się między innymi Bohdan Cywiński;
krakowski KIK i sąsiadująca z nim redakcja „Znaku” czynnie uczestniczyli w zakładaniu NSZZ „Solidarność” na terenie Małopolski (chodziło
zwłaszcza o poradnictwo prawne); doradcą „Solidarności”
w Hucie im. Lenina była Halina Bortnowska, obecna w kombinacie
w czasie pacyfikacji strajku przez ZOMO po 13 grudnia 1981 roku
i z tego powodu aresztowana – zwolniono ją dopiero po interwencji
kardynała Macharskiego; Cywiński (notabene: zastępca redaktora
naczelnego Tygodnika „Solidarność”), którego stan wojenny zaskoczył
za granicą, okazał się jednym z najważniejszych działaczy związkowych
na emigracji – to właśnie on na prośbę Lecha Wałęsy odbierał
pokojową Nagrodę Nobla.
Porozumienia Sierpniowe „Znak” powitał odredakcyjnym wstępniakiem:
„...społeczeństwo polskie wyruszyło w drogę. Towarzyszy
mu nadzieja obejmująca wartości nienotowane na giełdach: sprawiedliwość,
prawdę, wolność i solidarność. Splatają się one ze sobą
i wzajemnie warunkują”. I dalej: „Uczymy się nowej nadziei, nie czekając
na nową rzeczywistość, ale ją tworząc”.
Odejście Bohdana Cywińskiego i Stanisława Grygiela oraz społeczne
zaangażowanie Haliny Bortnowskiej (która, co warto pamiętać, działała
też w ruchu hospicyjnym) oznaczało konieczność odnowienia składu
osobowego miesięcznika. Do pracy przyjęto zatem Henryka Woźniakowskiego
(syna Jacka), który został niebawem sekretarzem redakcji,
a już w połowie lat 80. – zastępcą redaktora naczelnego, oraz Tomasza
Fiałkowskiego, który przejął obowiązki sekretarza redakcji w roku 1984.
Czytając stopkę redakcyjną, można jeszcze zauważyć zniknięcie w połowie
lat 80. Haliny Bortnowskiej (wyprowadziła się z Krakowa do
Warszawy). Ci, co odeszli, wchodzili do zespołu – ciała czysto symbolicznego,
będącego czymś w rodzaju „Znakowego” „panteonu” (poza
założycielami miesięcznika i jego byłymi redaktorami w pewnym momencie
znalazł się tam również Marek Skwarnicki). Niestety, ze względów
politycznych (emigracja i zaangażowanie w działalność opozycyjną,
a zwłaszcza nieprawidziwa – jak się później okazało – informacja o
podjęciu przezeń pracy w Radiu Wolna Europa) w roku 1983 nie tylko
z redakcji, ale i z zespołu musiano usunąć Bohdana Cywińskiego.
Jednakże stopka nie zawsze wiernie odzwierciedlała rzeczywistość.
Bo przecież były w redakcji osoby, które z różnych względów nigdy się tam nie znalazły*. W tym – czwartym już – dziesięcioleciu
rotacja pracowników miesięcznika była dość duża: Irena Felska (sekretarka)
i Tomasz Schoen, związani ze Studenckim Komitetem Solidarności,
dalej: Anna Witalis i Krystyna Herzig, a po wprowadzeniu
stanu wojennego trzej działacze opozycyjni z Warszawy: Jan Grosfeld,
Damian Kalbarczyk i Krzysztof Śliwiński, który przygotowywał
dla „Znaku” przegląd prasy krajowej i zagranicznej. Warto też wiedzieć,
że adiustacją tekstów zajmował się poeta Adam Zagajewski,
mający wówczas trudności ze znalezieniem stałego zatrudnienia (był
bowiem sygnatariuszem kilku listów protestacyjnych do władz i członkiem
wspomnianego TKN), a po nim Piotr Błoński (syn Jana). Po
odejściu Marii Michałowskiej i wyjeździe do Belgii Inki Felskiej w sekretariacie
na dobre zadomowiła się Maria Pajor (po ślubie nosząca
nazwisko: Makuch).
Do redakcji wchodziło się bezpośrednio z klatki schodowej, przez
podwójne drzwi i przechodni pokój, zawalony książkami, kartonami
i stosami zakurzonych tekturowych teczek. To właśnie był sekretariat
– królestwo Franciszka Blajdy, Marii Makuchowej i... jej psa,
dalmatyńczyka, który wabił się Kadot. Na środku stało ogromne biurko
(rzecz jasna, pełne papierów) z maszyną do pisania i telefonem,
a pod ścianą zniszczona, poplamiona kawą wersalka, na której – po
przełożeniu na podłogę leżących na niej maszynopisów – sadzano
gości. Był też „kącik czystości”: emaliowany dzban, miednica i wiadro
na brudną wodę. Toaleta, oczywiście nieogrzewana, znajdowała
się na zewnątrz. Korzystanie z niej musiało być ogromnym przeżyciem
dla cudzoziemców, którzy – zwłaszcza po wyborze Papieża
i w stanie wojennym – masowo odwiedzali redakcję „Znaku”. Kiedyś
pojawiła się tu nawet francuska aktorka Simone Signoret.
„Znak”, Klub Inteligencji Katolickiej i Liga Obrony Przyrody
mieściły się na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Siennej 5. Na
parterze znajdował się Komitet Pomocy Postpenitencjarnej, często
zamknięty. Interesanci wdrapywali się więc na piętro i wchodzili do
najbliższego otwartego pomieszczenia – to znaczy do redakcji. Na
brak gości nie można więc było narzekać.
1 I tak było zawsze. Na przykład w latach 50. z redakcją miesięcznika ściśle współpracowały
Barbara i Emilia Bielickie, a w połowie lat 70. bardzo krótko pracował tu Juliusz
Zychowicz.
Faktycznie, przychodziło tu mnóstwo ludzi. Wiadomo było –
wspomina ks. Michał Heller – że o godzinie 12 w południe w „Znaku”
zawsze można spotkać kogoś bardzo interesującego, kto akurat
opowiada, nad czym pracuje, czym żyje. Te krótkie wizyty zamieniały
się często w interdyscyplinarne debaty, niesłychanie inspirujące
dla ich uczestników. Zwłaszcza dla redaktorów, którzy dzięki nim
mieli pomysł na kolejny numer!
Księża Heller, Kłoczowski, Tischner, Życiński bywali na Siennej
tak często, że traktowano ich jak „swoich”. „Swój” był także młody
krakowski filozof Mirosław Dzielski i ukrainista Włodzimierz Mokry.
Jeśli zaś chodzi o gości – takich „prawdziwych”, spoza Krakowa
– Maria Makuch szczególnie zapamiętała wizyty Zbigniewa Podgórca,
Adama Michnika i Janusza Szpotańskiego. Regularnie bywał tu
również Stanisław Cichowicz, filozof i tłumacz.
Po wprowadzeniu stanu wojennego władze zawiesiły swą zgodę
na dalsze wydawanie „Znaku” (to dotyczyło zresztą wszystkich ukazujących
się w PRL tygodników i miesięczników), ale nie zamknęły
redakcji. Codziennie więc, tak jak dawniej, przychodziło się na Sienną
– po prostu: żeby się ze sobą spotkać, żeby pogadać. Potem szło się
do „Tygodnika”, na Wiślną, i do Hanny Malewskiej, na plac Axentowicza.
Nikt nie wiedział, co przyniesie przyszłość. Taki stan rzeczy
trwał do marca ’82, kiedy to – bez żadnych warunków wstępnych –
„odwieszono” „Znak”. Koncesja zezwalała na druk 15 tysięcy egzemplarzy.
To oznaczało akceptację wysokości nakładu, jaką udało
się wynegocjować w połowie roku 1981, na fali odnowy (wcześniej
miesięcznik ukazywał się w nakładzie „zaledwie” 7-tysięcznym).
W numerach z tego czasu nie sposób znaleźć jakiejkolwiek aluzji
do bieżącej sytuacji społecznej-politycznej (redakcji udawało się jednak zamieszczać teksty autorów internowanych: na przykład
w styczniu 1983 r. ukazał się esej Bronisława Geremka, pisany w obozie w Jaworzu). Winę za to ponosi zapewne
Urząd Kontroli Prasy (w numerze 336 na przykład wykreślono fragment
Psalmu pielgrzymów nowohuckich: „Dla tych uwięzionych, którzy
z nami iść nie mogą, wołamy o wolność i zmiłowanie”) i autocenzura
(w numerze zawierającym papieskie encykliki społeczne, redakcja
świadomie pominęła encyklikę Piusa XI Divini Redemptoris – „O bezbożnym
komunizmie”), ale także niewiarygodnie długi czas produkcji miesięcznika. Na przykład zeszyt z lipca ’81 oddano do drukarni już 24 kwietnia tego roku, a druk ukończono w listopadzie (numer ten,
noszący tytuł: O wolności, był ostatnim wydanym przed ogłoszeniem
stanu wojennego; władze nie dopuściły go już do ogólnopolskiej sieci
kolportażu). Z kolei numer sierpniowy złożono 16 czerwca 1981, a wydrukowano
w marcu 1982. Kiedy redakcji rzeczywiście zależało na
jakichś aktualnościach (np. wybór Papieża, powstanie „Solidarności”,
śmierć ks. Popiełuszki etc.), rozwiązywano ów problem za pomocą
specjalnej wklejki, w ostatniej chwili dołączanej do numeru.
Wspomniany tu numer „o wolności” zasługuje na szczególną
uwagę. W ówczesnej sytuacji – mówi Tomasz Fiałkowski – „to było
nasze credo”. I prawdziwa wizytówka pisma – zarówno ze względu
na temat, jak i autorów. W numerze tym – dedykowanym zresztą
Hannie Malewskiej z okazji jej 70-lecia – pisali bowiem między innymi:
Izydora Dąmbska, Emanuel Rostworowski, Henryk Wereszycki,
Jerzy Jedlicki, Stefan Kisielewski... Ponieważ redakcja po 13 grudnia
nie miała zgody na rozpowszechnianie tego zeszytu, groźba zmielenia
całego nakładu była wówczas bardzo realna. Uratował ich kard.
Macharski, który uznał ten numer „Znaku” za „publikację wewnątrzkościelną”.
27 marca 1983 roku zmarła Hanna Malewska. Redakcja miesięcznika
pożegnała ją notą krótką, ale bardzo zobowiązującą:
Straciliśmy jej obecność (...). Zachowujemy mądrość i wierność. (...) Tę
mądrość chcemy na nowo odczytywać i przybliżać wszystkim, którzy nie lękając
się trudności, szukają dziś pewnej drogi.
Jubileusz 40-lecia redakcja „Znaku” obchodziła w Rzymie. Z tej
okazji w Wiecznym Mieście odbyło się sympozjum poświęcone teologii
wyzwolenia oraz dialogowi kultur i jedności Europy. W obradach
uczestniczyli między innymi kardynałowie Joseph Ratzinger
i Paul Poupard z Papieskiej Rady ds. Kultury. Punktem kulminacyjnym
jubileuszu było spotkanie z Janem Pawłem II. Ojciec Święty
mówił o związkach pomiędzy wiarą i kulturą. Redaktorzy „Znaku”
usłyszeli, że są potrzebni Kościołowi! „Kościół stale potrzebuje tego
apostolatu myśli: to dzięki niemu dokonuje się ewangelizacja intelektualistów,
ale i społeczności chrześcijańskiej, która uczestniczy w kulturze”. Audiencję zakończyła prośba Biskupa Rzymu, żeby
„Znak” kontynuował dzieło, do którego został powołany: „ewangelizację
umysłów, budowanie królestwa Bożego, cywilizacji prawdy
i miłości”.
*
Pomimo trudności miesięcznik „Znak” starał się zachowywać
wierność własnej tradycji: był zatem „oknem na świat”, formował,
uczył wewnętrznej wolności... Czasem pełnił rolę światełka zapalonego
w ciemnościach. Przewodnika, bez którego trudno się obejść.
W tej dekadzie redakcji udało się opublikować kilka bardzo ważnych
– i cieszących się dużym zainteresowaniem – zeszytów monograficznych,
takich jak: Granice kompromisu, Drogi niepodległości,
Czego nauczyliśmy się od naszych dzieci? czy numer o Dostojewskim.
Jednakże dziś najważniejsze wydaje mi się poszerzenie perspektyw –
zwrócenie uwagi na „innego”, który żyje wśród nas. Wpłynęło na to
zapewne nauczanie Jana Pawła i namysł nad ideą solidarności.
Wiosną 1983 roku, w 40. rocznicę powstania w getcie warszawskim,
ukazał się numer „żydowski” – jeden z pierwszych głosów,
które uświadomiły polskim katolikom konieczność rachunku sumienia
i odbudowania pamięci o nieistniejącym już świecie polskich
Żydów. Przygotowywano również zeszyt ukraiński – niestety, cenzura
udaremniła jego wydanie, a redakcję oskarżono o przyjęcie „linii
programowej, która pozostaje w rażącej sprzeczności z zasadami
działania prasy” i zagrożono cofnięciem koncesji. Teksty, których
wówczas nie skonfiskowano, ukazały się w końcu – rozproszone
w kilku numerach z lat 80. Te zatrzymane przez cenzurę również
dotarły do czytelników – dzięki wydawnictwom niezależnym. „Pozytywne
reakcje środowisk ukraińskich – pisał kilka lat później Tomasz
Fiałkowski – stanowiły dowód, jak bardzo taka inicjatywa była
potrzebna”.
*) I tak było zawsze. Na przykład w latach 50. z redakcją miesięcznika ściśle współpracowały
Barbara i Emilia Bielickie, a w połowie lat 70. bardzo krótko pracował tu Juliusz
Zychowicz.
JANUSZ PONIEWIERSKI, ur. 1958, członek redakcji „Znaku”, autor
książek Pontyfikat. 1978–2005 (III wyd. 2005) i Kwiatki Jana Pawła II
(2002).
Ciąg dalszy historii „Znaku” (lata 1986–1996)
Pozostałe odcinki kalendarium
POWRÓT NA GÓRĘ STRONY
|