Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

WRZESIEŃ 2007, NUMER 628

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Milczenie świata. Mass media wobec ludobójstwa



Spóźnione wiadomości
(fragment)

Z TADEUSZEM JAGODZIŃSKIM

rozmawiają Krystyna Strączek i Marcin Żyła


Wiedza o terminie zamierzonej inwazji na Irak i świadomość tego, jak funkcjonują media, mogłyby jakiemuś drobnemu a wrednemu despocie z egzotycznego kraju znakomicie ułatwić zaplanowanie eksterminacji mniejszości etnicznej. Bo w czasie amerykańskiego ataku agencje informacyjne nie miałyby po prostu środków ludzkich, żeby się tym zajmować. Strasznie to brzmi, ale rzeczywiście tak media funkcjonują.

Czy dzięki mediom czuje się Pan dobrze poinformowany o tym, co się dzieje w świecie?

Chciałbym wiedzieć więcej, ale napotykam na kilka barier. Choćby taką, że nie jestem w stanie wchłaniać informacji na temat wszystkiego, co się dzieje w świecie. Żyje nas na Ziemi trochę ponad sześć miliardów i rozmaitych konfliktów, napięć i dramatów jest na całym globie nieskończone mrowie. Jednak sporo informacji trafia do publicznego obiegu. Przez wiele lat śledziłem brytyjski sposób informowania o wydarzeniach zagranicznych i w oparciu o te informacje jakiś obraz świata potrafiłem sobie budować. Ale, rzecz jasna, jesteśmy dzisiaj skazani na fragmentaryczność. Idealnym odbiorcą i nadawcą programu dającego całościowy obraz wydarzeń mógłby być chyba tylko Pan Bóg. Ale zdaje się, że akurat On nie jest tym zajęciem zainteresowany...

Czy dominujące media elektroniczne, telewizja i Internet, są w stanie przekazać każdego dnia więcej niż wyrywkowy obraz planety?

Jako klient mediów zgadzam się na niekompletność obrazu i dlatego interesujących mnie wiadomości, których nie znajduję w popularnych serwisach, poszukuję na własną rękę. Wybieram pewne witryny internetowe, którym ufam i które pozwalają mi śledzić wydarzenia w odległych częściach świata – zwłaszcza w krajach interesujących mnie szczególnie, jak Birma czy Indonezja (www.irrawaddy.org, www.tempointeractive.com). Te informacje przedostają się do głównych serwisów dopiero wtedy, gdy stają się sprawami o naprawdę dużym zasięgu. Z kolei jako odbiorca najpowszechniejszych programów informacyjnych zakładam, że redakcje dbają o hierarchizację przekazu i podają faktycznie rzeczy ważne. Ale, oczywiście, ponieważ jako tako znam media od podszewki, czyli od strony produkcji, zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją pewne pozamerytoryczne parametry wpływające na proces doboru wiadomości.

Czy ostatecznie mam poczucie, że docieram do rzeczy najważniejszych? Tak, chociaż o niektórych sprawach wszyscy dowiadujemy się z opóźnieniem. Na przykład problem w Darfurze rozwijał się co najmniej od początków 2003 roku, aż wreszcie dziennikarze dotarli na miejsce, zobaczyli na własne oczy, co się dzieje, i zaczęli alarmować opinię publiczną. Ale to stało się dopiero wiosną roku 2004.

A czy zdarza się, że dziennikarz pozostaje sam z wiedzą o tragedii, bo jakieś naciski decydują o niepodawaniu tej informacji w serwisie?

Pytanie brzmi: jaką pozycję w redakcji ma ów korespondent? BBC stosuje zasadę nakazującą w pierwszej kolejności wierzyć własnemu wysłannikowi znajdującemu się na miejscu zdarzeń. Na placówki wysyła się ludzi już doświadczonych, których się darzy zaufaniem i którzy spełniają standardy etyczne wyznaczone przez korporację, dla jakiej pracują. I kiedy dziennikarz obserwuje konflikt, dajmy na to, w Timorze Wschodnim, jest w stanie przekonać swojego redaktora, że to bardzo ważna sprawa, albo z uwagi na kontekst regionalny, albo na szerszy humanitarny wymiar tego, co się dzieje. Jednocześnie ten korespondent powinien zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń, bo czasem nawet to, co widzimy na własne oczy, może okazać się łudzące. Mogę tu podać przykład: wiosną 1993 roku w Londynie znalazłem się blisko wybuchu bardzo dużej bomby. I ponieważ widziałem szyby wylatujące z budynku obok (a odłamki szkła leciały w moją stronę), mój pierwszy wniosek był taki: bomba musiała eksplodować tam w środku. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wielkie podciśnienia tworzą się w przypadku potężnych eksplozji pomiędzy zabudowaniami miejskimi. Szkło jest dosłownie wysysane na zewnątrz. W rzeczywistości wybuchł wtedy ładunek w ciężarówce zaparkowanej jakieś 200 metrów od miejsca, w którym się znajdowałem. W ten sposób naocznie przekonałem się, jak ważne jest to, żeby w naszej pracy czasem kwestionować nawet wrażenia swoich własnych zmysłów.

Więcej na łamach wrześniowego numeru „Znaku”

Zamów numer

TADEUSZ JAGODZIŃSKI, ur. 1962, dziennikarz, w latach 1988–2005 pracował w Sekcji Polskiej BBC. Obecnie kończy studia podyplomowe na wydziale historii stosunków międzynarodowych London School of Economics and Political Science. Mieszka w Londynie.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.