|

TEMAT MIESIĄCA:
Milczenie świata. Mass media wobec ludobójstwa
Spóźnione wiadomości (fragment)
Z TADEUSZEM JAGODZIŃSKIM
rozmawiają Krystyna Strączek i Marcin Żyła
Wiedza o terminie zamierzonej inwazji na Irak
i świadomość tego, jak funkcjonują media, mogłyby
jakiemuś drobnemu a wrednemu despocie
z egzotycznego kraju znakomicie ułatwić zaplanowanie
eksterminacji mniejszości etnicznej. Bo
w czasie amerykańskiego ataku agencje informacyjne
nie miałyby po prostu środków ludzkich,
żeby się tym zajmować. Strasznie to brzmi, ale
rzeczywiście tak media funkcjonują.
Czy dzięki mediom czuje się Pan dobrze poinformowany o tym, co się
dzieje w świecie?
Chciałbym wiedzieć więcej, ale napotykam
na kilka barier. Choćby taką, że nie jestem w stanie wchłaniać
informacji na temat wszystkiego, co się dzieje w świecie. Żyje nas na
Ziemi trochę ponad sześć miliardów i rozmaitych konfliktów, napięć
i dramatów jest na całym globie nieskończone mrowie. Jednak
sporo informacji trafia do publicznego obiegu. Przez wiele lat śledziłem
brytyjski sposób informowania o wydarzeniach zagranicznych
i w oparciu o te informacje jakiś obraz świata potrafiłem sobie budować.
Ale, rzecz jasna, jesteśmy dzisiaj skazani na fragmentaryczność. Idealnym odbiorcą i nadawcą programu dającego całościowy obraz
wydarzeń mógłby być chyba tylko Pan Bóg. Ale zdaje się, że akurat
On nie jest tym zajęciem zainteresowany...
Czy dominujące media elektroniczne, telewizja i Internet, są w stanie
przekazać każdego dnia więcej niż wyrywkowy obraz planety?
Jako klient mediów zgadzam się na niekompletność obrazu i dlatego
interesujących mnie wiadomości, których nie znajduję w popularnych
serwisach, poszukuję na własną rękę. Wybieram pewne witryny internetowe,
którym ufam i które pozwalają mi śledzić wydarzenia w odległych
częściach świata – zwłaszcza w krajach interesujących mnie
szczególnie, jak Birma czy Indonezja (www.irrawaddy.org, www.tempointeractive.com). Te informacje przedostają się do głównych
serwisów dopiero wtedy, gdy stają się sprawami o naprawdę
dużym zasięgu. Z kolei jako odbiorca najpowszechniejszych programów
informacyjnych zakładam, że redakcje dbają o hierarchizację
przekazu i podają faktycznie rzeczy ważne. Ale, oczywiście, ponieważ
jako tako znam media od podszewki, czyli od strony produkcji,
zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją pewne pozamerytoryczne parametry
wpływające na proces doboru wiadomości.
Czy ostatecznie mam poczucie, że docieram do rzeczy najważniejszych?
Tak, chociaż o niektórych sprawach wszyscy dowiadujemy się
z opóźnieniem. Na przykład problem w Darfurze rozwijał się co najmniej
od początków 2003 roku, aż wreszcie dziennikarze dotarli na
miejsce, zobaczyli na własne oczy, co się dzieje, i zaczęli alarmować
opinię publiczną. Ale to stało się dopiero wiosną roku 2004.
A czy zdarza się, że dziennikarz pozostaje sam z wiedzą o tragedii, bo
jakieś naciski decydują o niepodawaniu tej informacji w serwisie?
Pytanie brzmi: jaką pozycję w redakcji ma ów korespondent? BBC
stosuje zasadę nakazującą w pierwszej kolejności wierzyć własnemu
wysłannikowi znajdującemu się na miejscu zdarzeń. Na placówki
wysyła się ludzi już doświadczonych, których się darzy zaufaniem
i którzy spełniają standardy etyczne wyznaczone przez korporację,
dla jakiej pracują. I kiedy dziennikarz obserwuje konflikt, dajmy na
to, w Timorze Wschodnim, jest w stanie przekonać swojego redaktora,
że to bardzo ważna sprawa, albo z uwagi na kontekst regionalny,
albo na szerszy humanitarny wymiar tego, co się dzieje. Jednocześnie
ten korespondent powinien zdawać sobie sprawę z własnych
ograniczeń, bo czasem nawet to, co widzimy na własne oczy, może
okazać się łudzące. Mogę tu podać przykład: wiosną 1993 roku
w Londynie znalazłem się blisko wybuchu bardzo dużej bomby.
I ponieważ widziałem szyby wylatujące z budynku obok (a odłamki
szkła leciały w moją stronę), mój pierwszy wniosek był taki: bomba
musiała eksplodować tam w środku. Nie zdawałem sobie sprawy z tego,
jak wielkie podciśnienia tworzą się w przypadku potężnych eksplozji
pomiędzy zabudowaniami miejskimi. Szkło jest dosłownie
wysysane na zewnątrz. W rzeczywistości wybuchł wtedy ładunek
w ciężarówce zaparkowanej jakieś 200 metrów od miejsca, w którym
się znajdowałem. W ten sposób naocznie przekonałem się, jak
ważne jest to, żeby w naszej pracy czasem kwestionować nawet wrażenia
swoich własnych zmysłów.
Więcej na łamach wrześniowego numeru „Znaku”
Zamów numer
TADEUSZ JAGODZIŃSKI, ur. 1962, dziennikarz, w latach 1988–2005
pracował w Sekcji Polskiej BBC. Obecnie kończy studia podyplomowe
na wydziale historii stosunków międzynarodowych London School of
Economics and Political Science. Mieszka w Londynie.
POCZĄTEK STRONY |