|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Piętno stalinizmu (fragment)
SŁAWOMIR BURYŁA
Anna Bikont i Joanna Szczęsna,
Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, ss. 584
Dałoby się wymienić kilka powodów, dla których warto zapoznać
czytelnika z pracą Anny Bikont i Joanny Szczęsnej. Ale jest też co najmniej
jeden, który może powstrzymywać pióro recenzenta – to emocje,
jakie wzbudza Lawina i kamienie. Trzeba się opowiedzieć „za” lub „przeciw”.
Ktoś, kto chciałby uniknąć zajmowania stanowiska w tym sporze,
może mieć niejakie kłopoty. Nawet wbrew intencjom krytyka jego głos
będzie zakwalifikowany jako dobywający się z jednej lub z drugiej strony
barykady. Wydaje się, że jest to nie do ominięcia. Również i moja
wypowiedź zostanie zapewne zinterpretowana jako „za” lub „przeciw”.
Mimo iż w Lawinie i kamieniach dominują biografie sześciu twórców
(Jerzego Andrzejewskiego, Adama Ważyka, Kazimierza Brandysa,
Wiktora Woroszylskiego, Tadeusza Borowskiego, Tadeusza Konwickiego),
jest to opowieść mająca o wiele większe aspiracje. Otrzymujemy
bowiem panoramę środowiska literackiego, którego losy ukazano od
czasów wojny po zmierzch PRL-u. Tę panoramę z konieczności zawężono
do prezentacji postaw pisarzy – po pierwsze, uznanych (niekiedy
będących klasykami już za życia), po drugie, związanych ze środowiskiem
warszawskim. Materiał na inną książkę (książki) stanowią dzieje
artystów mniej znanych, drugorzędnych, działających na prowincji. Póki
wszakże nie mamy takiego dzieła, powróćmy do luminarzy pióra i zarazem
głównych bohaterów Lawiny i kamieni.
Najważniejsze pytanie, które towarzyszy lekturze tej publikacji, brzmi:
dlaczego artyści zgodzili się na mariaż z systemem? Jak to się stało, że
elity narodu dały się omamić, a zwykli, prości ludzie zachowali powściągliwy
dystans? Oczywiście tego typu zestawienia – jakkolwiek narzucające
się samowolnie – nie są do końca trafne. Już chociażby z tego tytułu,
że władza zazwyczaj nie interesowała się „zwykłymi ludźmi”, choć
chętnie przyznawała im prymarne miejsce w pustych hasłach i sloganach
propagandowych. Władzy potrzebni byli ci, których mogła umieścić na
firmamencie, którymi mogła się podeprzeć i wyręczyć, którzy swoimi czynami i słowami mogli dokonywać jej legitymizacji. Wybór wspomnianej
szóstki autorów na wiodące postacie książki wydaje się trafny. Nade
wszystko dlatego, że mamy przed sobą wielkich grzeszników, a wśród
nich także tych, którzy upadli najniżej. A do tego gorliwych wyznawców
o kaznodziejskich zapędach (jak Woroszylski czy Ważyk).
Przykładając miarę moralną do tych czasów, nie wolno nam zapominać,
że mamy do czynienia z różnymi postaciami winy, różnymi stopniami
zaangażowania. Najdalej na drodze akceptacji systemu posunęli
się ci, którzy – jak Jerzy Putrament – trwali przy nim do końca. Ale
i w tej grupie znajdziemy postawy, które należałoby rozpatrywać indywidualnie
i stosować indywidualną taryfę (chociażby wobec Romana
Bratnego, twórcy obrzydliwego opowiadania Dawid, syn Henryka, powstałego
na fali antysemickiej nagonki w Marcu ’68, czy Roku w trumnie
– paszkwilu na epokę wczesnej Solidarności). Gdyby skupić się tylko
na stalinizmie, który – nie bez racji – rodzi największe emocje i bezwzględnie
obfituje w najbardziej hańbiące teksty wydrukowane w okresie
PRL-u, to i w nim natrafimy na sytuacje wymykające się czarno-białej
optyce. Czym innym bowiem było płacenie haraczu komunizmowi
przez Tadeusza Różewicza czy Artura Sandauera (choć ten akurat wystawił
sobie fatalne świadectwo w stanie wojennym), a czym innym pełna
paroksyzmów publicystyka Borowskiego, czy opowiadanie Kazimierza
Brandysa Nim będzie zapomniany oraz cyniczny inicjalny fragment
o powstaniu warszawskim i Borze-Komorowskim w powieści Człowiek
nie umiera. Na tym tle siłą rzeczy jaśniej świeci gwiazda tych, którzy nie
ulegli. Była w tym gronie Hanna Malewska, Zbigniew Herbert, był outsider
klepiący biedę – Leopold Buczkowski i, szykanowany przez komunistów,
Jerzy Szaniawski. Byli poeci: Jerzy Braun i Wojciech Bąk. Nie
ma ich u Bikont i Szczęsnej, bo to nie oni zawiedli. Tak jak nie ma Jana
Parandowskiego. Korci, by zapytać, co miał autor Nieba w płomieniach,
a czego nie mieli inni, że w środku stalinizmu 1 maja 1950 roku w swoim
dzienniku Luźne kartki – ignorując świat na zewnątrz, schwytany
w sidła polityki – rozmyślał o urokach i przytulnej atmosferze własnego
pokoju.
Zapewne nie da się wyświetlić wszystkich przyczyn, które wpływały
na decyzje poszczególnych literatów. Być może nigdy nie poznamy ich
finalnej listy. Trzeba byłoby bowiem uwzględnić również czynniki psychologiczne,
skrywane fakty z biografii. Jedyne, co pozostaje, to próba
rekonstrukcji swoistej siatki motywacyjnej połączona ze świadomością,
że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Wymieńmy więc kilka zasadniczych powodów, które rozstrzygnęły o aliansie artystów
z systemem. Obok kuszenia dobrami materialnymi, postaw konformistycznych
i oportunistycznych (których znaczenia nie należy przeceniać,
ale też nie można całkowicie lekceważyć) pojawia się ludzka próżność,
skaza wychodząca poza obszar sztuki, znana zwykłym zjadaczom
chleba. Władza umiejętnie podsycała te uczucia, łechtała ambicje, zaspokajała
potrzebę uznania, bycia na piedestale. Nie wolno również negować
wagi tragedii wojennej i łączącego się z nią przeświadczenia o klęsce starych
idei, co prowadziło do automatycznej apoteozy komunizmu (ten
bowiem jawił się jako nieobciążony grzechami przeszłości). Swoją rolę
odegrała też potrzeba włączenia się w tzw. rwący nurt historii, bycia w centrum
zdarzeń. Entuzjazm odbudowy, przekonanie, iż uczestniczy się w narodzinach
nowej rzeczywistości, z pewnością sprzyjały podjęciu decyzji
o poparciu planów ekipy rządowej. Do tego dochodziła chwytliwa propaganda
o akcie sprawiedliwości społecznej (w Hańbie domowej wspomina
o niej jeden z nieugiętych – Jan Józef Szczepański) oraz równie miła
wiedza o tym, że opowiadając się za komunizmem, rodzimy prozaik czy
poeta mógł się poczuć częścią europejskich elit (w książce Bikont i Szczęsnej
tezę taką formułuje Jacek Bocheński).
Więcej na łamach wakacyjnego numeru „Znaku”
Zamów numer
SŁAWOMIR BURYŁA, ur. 1969, historyk literatury, adiunkt w Instytucie
Filologii Polskiej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Ostatnio
wydał: Opisać Zagładę. Holocaust w twórczości Henryka Grynberga.
POCZĄTEK STRONY |