Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC–SIERPIEŃ 2007, NUMER 626–627

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


DIAGNOZY




Czy we Francji nastała era Sarkozy'ego?


(fragment)

EWA BIEŃKOWSKA


Ogólną sympatię budzi jego pochodzenie – Sarkozy jest synem emigranta z Węgier. Mieszkający we Francji Polacy przypuszczają, że geograficzna bliskość ojczyzny jego przodków i Polski sprawi, iż będzie miał więcej wyczucia dla polskich problemów.

Spróbujmy przyjrzeć się wybranemu. Pięćdziesiątka, nieduża, drobna postać. Przy długim Chiraku wydawał się malutki – i z pewnym rozbawieniem oglądano, jak stopniowo zaczął wygrywać turnieje ze swoim dotychczasowym szefem, narzucając mu się jako ktoś nie do wyminięcia, mimo dużej niechęci eks-prezydenta i jego najbliższej drużyny. Narzucił się także jako szef prawicy, jako minister spraw wewnętrznych w niebezpiecznym okresie rewolty bezrobotnych przedmieść, podpalania samochodów i budynków publicznych. Nie cierpi go lewica (podejrzewająca go o skłonności autorytarne), ale trafia do serc tzw. milczącej większości jako ten, kto może „zrobić porządek”. Niemałą sztuką było zmuszenie partii prezydenckiej do wysunięcia go jako kandydata prawicy. Chirac długo próbował go podkopywać i ustąpił dopiero przed naciskiem opinii publicznej – nie odważył się, wobec jego popularności, wysunąć swojego faworyta (był nim jego ostatni premier, Villepin).

Ogólną sympatię (może poza Frontem Narodowym) budzi natomiast jego pochodzenie – jest synem emigranta z Węgier. On sam to podkreśla – zawsze w kontekście wdzięczności i miłości do Francji, których wyznanie w jego ustach brzmi dość autentycznie. W kandydackich wystąpieniach mówił o pięknie kraju i wielkości jego kultury – tak jak trzeba: nie za często. Mieszkający we Francji Polacy przypuszczają, że geograficzna bliskość ojczyzny jego przodków i Polski sprawi, iż będzie miał więcej wyczucia dla polskich problemów. Jest to również ważne w płaszczyźnie symbolicznej, bo to właśnie imigrant w drugim pokoleniu zaproponował utworzenie ministerstwa do spraw imigracji i tożsamości narodowej, co przez lewicę zostało okrzyknięte jako skandal. Nie wiemy jeszcze, jakie będą zadania i prace tego ministerstwa. Ale Francji został dany znak: nie chcemy rozpływać się w chaotyczną masę, gdzie poszczególne wspólnoty (etniczne, religijne) okopią w swoich cytadelach. Będziemy otwarci dla przybyszów, pod warunkiem, że zgłoszą chęć uczestniczenia w jednej społeczności, której język i historia nie będą dla nich lądem nieznanym (a i niezbyt interesującym). Ten projekt jest w pierwszej kolejności odpowiedzią na problem przedmieść zamieszkanych głównie przez ludność kolorową i bezrobotną, przez młodzież, która brutalnie demonstruje swoje rozczarowanie i resentyment do kraju, w którym żyje. Częściowe bodaj zaradzenie temu problemowi to jeden z punktów, z jakich nowy prezydent będzie za pięć lat surowo rozliczany.

Sarkozy i jego nowy rząd zapragnęli od razu stworzyć obraz ekipy młodej i energicznej – nie licząc się z rytuałami i hierarchiami, tak ważnymi dla Francji, której ustrój nie bez powodu określa się często jako monarchię prezydencką. Premier rządu zajeżdża na posiedzenia rady ministrów (w Pałacu Elizejskim) w szortach po joggingu i przebiera się w ostatniej chwili. Prezydent jeszcze przed oficjalnym objęciem władzy pojechał do najbardziej zagrożonego zwolnieniami przedsiębiorstwa i spędził dzień na rozmowach ze strajkującymi pracownikami. (Bagatela, chodzi o największą chlubę Francji i Europy: European Aeronautic Defense and Space Company, francusko-niemieckie konsorcjum produkujące między innymi airbusy!) Na ogół uważa się, że o ile Sarkozy jest neoliberałem w anglosaskim stylu, o tyle dobrał do swojej ekipy wielu ludzi z wrażliwością społeczną. Czas pokaże, czy będą mu oni tylko służyć za alibi.

Niemniej trzeba przyznać, że pierwszy gest po wyborze był bardzo niezręczny: elekt dał się zaprosić na jacht jednego ze znajomych miliarderów, jakby – świadomie czy nie – pokazując, jakie jest środowisko, w którym chce przebywać. Francuzi byli zniesmaczeni, oczekiwali innego znaku. Ale wydaje się, że Sarkozy potrafi szybko się uczyć. Zorientował się, jakie popełnił faux-pas, i prędko przerwał „nierepublikański” (jak to się mówi we Francji) pobyt u przedstawiciela wielkiej finansjery. Sam oznajmił wcześniej, że dojrzewał podczas kampanii wyborczej i że teraz jest innym człowiekiem.

Więcej na łamach wakacyjnego numeru „Znaku”

Zamów numer

EWA BIEŃKOWSKA, eseistka, tłumaczka, członek zespołu „Zeszytów Literackich”. Wydała m.in.: Pisarz i los. O twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (2003) oraz W ogrodzie ziemskim. Książka o Miłoszu (2004).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.