70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Komentarz do tekstu Paula Seabrighta

W samych powieściach James angażuje nasze zainteresowanie i literackie emocje w zadanie wyobrażania, rozmyślania i oceniania, jakiego dokonywać musi dobry arystotelesowski podmiot – i to właśnie tworzy prawdziwą fabułę jego powieści.

W przedmowie do Portretu damy Henry James podkreśla, że podstawowe zadanie powieściopisarza to, mówiąc ogólnie, zadanie moralne – zadanie wyrażenia poglądu na to, jak należy żyć:

Powracamy więc w oczywisty sposób do kwestii rodzaju i stopnia podstawowej wrażliwości artysty, która jest glebą dla wszystkich jego tematów. Jakość i możliwości tej gleby, jej zdolność do „rodzenia” wszelkich wizji życia z właściwą świeżością i prostotą, jest silnym lub słabym obrazem przedstawianej moralności.

Jednak sama powieść Jamesa dostarcza nam wielu powodów, by ostrożnie i krytycznie oceniać, w jaki sposób ze swojej moralnej funkcji wywiązywały się inne powieści. Kiedy Isabel przedstawia sobie własną przyszłość – a czyni to często – w kategoriach wywiedzionych ze swoich doświadczeń literackich, pan Touchett zauważa z suchym sceptycyzmem:

Nie czytuję powieści (…) ale, o ile mi wiadomo, są to historie zręcznie opowiedziane, niezbyt jednak ściśle przedstawiające prawdę. Była tu kiedy w Gardencourt pewna pani pisząca powieści, znajoma Ralpha, który ją tu zaprosił. Pani jak najbardziej na miejscu, pod każdym względem w porządku, ale typ świadka, że się tak wyrażę, na którym nie można polegać. Za dużo fantazji; myślę, że w tym cała przyczyna (67) .

Doskonały szkic Paula Seabrighta jest zapisem takiego odczytania powieści Jamesa, które z pewnością jej autorowi bardzo by przypadło do gustu: odczytania skupionego na tematyce moralnej, stawiającego na koniec trudne pytania dotyczące wzajemnego stosunku zainteresowań literackich, a także samej powieści jako formy literackiej i celów edukacji moralnej. Otwierając dyskusję, chciałabym wypowiedzieć się w trzech kwestiach i zasugerować, że Isabel Archer cierpi na zaburzenie rozumienia pojęcia „charakter”, a w powieści widzimy związek owego zaburzenia z literackim przygotowaniem bohaterki. Chcę postawić tezę, że jeśli sami nie ulegniemy temu zaburzeniu, możemy odnaleźć odpowiedzi na niektóre zarzuty, jakie Seabright stawia systemom moralnym opartym na charakterze. Poczynię też pewne uwagi na temat powiązania moralności opartej na charakterze z paradygmatami literackimi i zasugeruję bardziej szczegółowe trudności, jakie wynikają z tego powiązania dla wychowania moralnego, szczególnie wychowania moralnego kobiet. Postawię też pytanie o to, w jakim stopniu sama powieść Jamesa broni się przed jego własną subtelną krytyką wyobraźni literackiej. [w chorągiewce dodać pytajnik na końcu]
Seabright przekonująco przedstawia wysiłki, które Isabel Archer podejmuje, by stać się postacią o charakterze pewnego typu: szlachetnym, bezinteresownym, niesamolubnym. Autor podnosi też niepokojące kwestie dotyczące relacji, jaka może istnieć między takim zamierzeniem a osiąganiem opisanego celu, sugerując, że w odniesieniu do pewnych cech, najistotniejszych dla moralności opartej na charakterze, świadome dążenie do wzbudzenia ich w sobie może w istocie zniweczyć ich osiągnięcie, podobnie jak u człowieka cierpiącego na bezsenność świadomy wysiłek, by zasnąć, jest gwarancją, że dopóki będzie aktywnie dążyć do celu, zasnąć mu się nie uda. Gdyby te twierdzenia okazały się prawdziwe, stanowiłyby poważny zarzut wobec moralności opartej na charakterze i dobry powód, by ją odrzucić. Wydaje mi się jednak, że Seabright nie dochodzi do aż tak ponurego wniosku, być może dlatego, że pod koniec artykułu najpoważniejsze problemy Isabel przenosi na inną płaszczyznę: na plan dążenia do stawania się pewnego typu charakterem w sensie literackim – a taki cel niekoniecznie przyświeca wszystkim dążącym do tego, by stawać się ludźmi dobrego charakteru w sensie, jakiego wymaga moralność oparta na charakterze. Wydaje mi się, że o tym rozróżnieniu należy powiedzieć więcej niż mówi Seabright – jak również o tym, dlaczego Isabel uparcie go nie dostrzega.

Chcę zatem rozróżnić dwa znaczenia pojęcia „charakteru”: (1) to, które nazwę arystotelesowskim i (2) to, które określę literackim. Będę dowodzić, że charakter w sensie arystotelesowskim nie jest samoniweczący; w przypadku Isabel natomiast cel, by stać się dobrym charakterem w sensie literackim prowadzi do zniweczenia również przez nią podjętego zamierzenia stania się dobrą w sensie arystotelesowskim.

W sensie arystotelesowskim osoba o dobrym charakterze – weźmy przykład sprawiedliwości, tak istotnej w myśleniu Isabel – to osoba, która w sposób wiarygodny wybiera pewne działania, w tym wypadku działania sprawiedliwe, ponieważ kocha je dla nich samych. By stać się osobą o sprawiedliwym charakterze, trzeba stworzyć wzorce pragnień i zainteresowań mogących stanowić motywację do tego, by w różnych okolicznościach wybierać pewne działania dla nich samych. Oznacza to także konieczność wykształcenia zdolności takiego postrzegania i widzenia, które pozwala w szeregu różnorodnych okoliczności rozpoznać, co byłoby działaniem sprawiedliwym. Pobudki osoby sprawiedliwej są wykształcone w kierunku sprawiedliwego działania jako takiego. Taka osoba żywi po prostu pragnienie podejmowania tych działań i to podejmowania ich z powodu ich wartości, a nie ze wzglądu na to, kim staje się ktoś, kto je podejmuje. Wychowanie moralne, które Arystoteles przedstawia jako odpowiednie dla kształcenia tej cechy, polega na tym, że dziecko zaczyna od wykonywania dobrych uczynków dla osiągnięcia zewnętrznego uznania czy nagrody, ale stopniowo, zarówno dzięki doświadczeniu życiowemu, jak i tekstowemu (literackiemu i filozoficznemu) uczy się dostrzegać, co jest dobre w samych tych działaniach i wybierać je coraz częściej dla ich wewnętrznego dobra. Zatem motywacja do tego, by stawać się człowiekiem sprawiedliwym ma być pobudką, którą określić można jako moralnie przejrzystą: skupia się ona nie na podmiocie jako autorze działania, ale bezpośrednio na samym działaniu i jego cennych cechach charakterystycznych. Osoba, która uczy się być sprawiedliwą, powinna pielęgnować takie przejrzyste pobudki, ucząc się patrzenia na zewnątrz, ku światu, na przykład poprzez rozmyślanie nad problemami sprawiedliwości społecznej w społeczeństwie i nad sposobami ich rozwiązywania.

Arystoteles wyobraża sobie przyszłego sprawiedliwego przy lekturze dzieł z historii i teorii politycznej, podbudowujących poczucie sprawiedliwości i wrażliwości na potrzeby wszystkich ludzi i dostarczających równocześnie konkretnych informacji, które są istotnym elementem sprawiedliwych wyborów. Młoda osoba nauczyłaby się więc, by nie fascynować się własną rolą dramatyczną w zmaganiu politycznym, ale skupiać się raczej – i to od samego początku – na problemie sprawiedliwości jako takiej. Nie widzę żadnego powodu, by uznawać ten arystotelesowski projekt i towarzyszący mu model wychowania za samoniweczący; wydaje mi się całkiem wiarygodne, iż w ten sposób można wychowywać dziecko. Nie uważam też, aby James takie wychowanie uważał za niewiarygodne. Umieszcza on bowiem w powieści dwie różne postaci, to znaczy Ralpha i lorda Warburtona, które stały się osobami sprawiedliwymi w ten właśnie moralnie przejrzysty sposób, poprzez skierowanie się na zewnątrz, ku potrzebom innych. W przypadku lorda Warburtona, u którego przejęcie się pomocą innym jest absolutnie pozbawione samoświadomości i nieudramatyzowane, dowiadujemy się, że jego postawa jest owocem procesu wychowawczego celowo pielęgnowanego w jego rodzinie i dowodzi trwałości długowiecznej tradycji rodu.

To prowadzi mnie do drugiej z wymienionych koncepcji charakteru. Wedle tej koncepcji stawanie się dobrym charakterem to nie tylko stawanie się osobą przejawiającą pewne charakterystyczne wzorce wyboru i motywacji, ale także kimś, kto na wzór postaci literackiej jest interesujący lub udramatyzowany w dokonywaniu wyborów. Podmiot dążący do takiego celu nie chce, czy też: nie tylko chce być osobą o dobrym charakterze, ale także, a może przede wszystkim dobrym charakterem w sensie literackim w jakiejś opowieści. Taka literacka koncepcja charakteru jest nieprzejrzysta. Podmiot nie jest wyćwiczony w patrzeniu bezpośrednio poprzez siebie na świat i zagadnienie sprawiedliwości. Wyobraża sobie raczej interesujące i dramatyczne sceny z udziałem siebie samego jako wykonawcy sprawiedliwych czynów i w wyobraźni układa literacki romans o życiu sprawiedliwym. Sensowne byłoby więc przypuszczenie, że liczne pobudki właściwe osobom dążącym do osiągnięcia charakteru w tym złożonym, moralno-literackim sensie (chwilowo zakładamy bowiem, że charakter literacki, jakim chce być dana osoba, to charakter moralnie dobry), będą niweczyć moralne cele programu arystotelesowskiego w sposób zbliżony do tego, co opisuje Seabright. Będą bowiem wytwarzać ego-centryczność i samo-świadomość, która zupełnie nie pasuje do zamierzenia, by działać sprawiedliwie dla samej sprawiedliwości. Trzeba jednak zauważyć, że nie jest to dokładnie samoniweczenie: jest to podważenie jednego celu, a precyzyjnie rzecz ujmując celu arystotelesowskiego, poprzez podjęcie innego zamierzenia, który można – i często tak się czyni – z nim pomylić.

Chciałabym tu zasugerować, że kłopoty Isabel nie wynikają z jakiegoś błędu zawartego w koncepcji arystotelesowskiej, ale z faktu, że dąży ona do realizacji swojego arystotelesowskiego celu poprzez koncepcję literacką. Isabel całkowicie miesza te dwa porządki, co uwidacznia się na przykład w chwili, kiedy mówi, że ocenia ludzi „ze względu na zalety charakteru i umysłu” (117), a zaraz w następnym zdaniu dodaje, że „sama była niepospolitą indywidualnością” – absolutnie niepostrzeżenie ześlizgując się z poziomu arystotelesowskiego na poziom literacki. Od samego początku Isabel jest nam przedstawiana jako osoba, której wychowanie moralne – z powodu leseferyzmu wychowawczego w jej rodzinie – pochodzi właściwie wyłącznie z powieści, głównie typu dramatycznego czy nawet tragicznego. Po raz pierwszy widzimy ją, jak siedzi „samotnie nad książką” (30), a autor informuje nas, że zaangażowanie w dramaty literackie oszczędziło jej kontaktu z nagą rzeczywistością, która ją otacza: „Nigdy dotychczas nie otworzyła zaryglowanych drzwi ani też nie zdarła z bocznych okienek zielonego papieru (…) wolała nie wiedzieć, że za nimi ciągnie się zwyczajna ulica” (33). To wychowanie na fikcji także było wychowaniem moralnym; dowiadujemy się wszak, że jego centralny element stanowiły powieści George Eliot. Kwestia polega jednak na tym, że moralizatorstwo, które prezentuje i pielęgnuje literatura, jest w szczególny sposób niebezpośrednie i nieprzejrzyste. Kiedy chodzi o sprawiedliwość, Isabel nie potrafi spojrzeć wprost na działanie; w zasadzie wykazuje ona zaskakująco niewiele zainteresowania szerszymi kwestiami sprawiedliwości. Jej wyobraźnia zawsze wędruje okrężną drogą i tworzy jakąś opowieść o sprawiedliwym działaniu, w której ona sama gra główną rolę. Opowieść ta musi zawierać elementy dramatyczne, cierpienie, konflikt, jaki zdaniem naszej bohaterki koniecznie zawiera dobra opowieść. (Pamiętamy uwagę, którą wygłasza na temat swojego domu: „Tu wiele osób umarło, dom dawniej kipiał życiem” (36)).

Ową nieprzejrzystość widać najwyraźniej w podejściu Isabel do lorda Warburtona i jego działalności politycznej. Jak już zaznaczałam, sądzę, że Warburtona należy postrzegać jako osobę o dobrym charakterze w sensie arystotelesowskim: osobę, która wykształciła w sobie troskę o dobre działania podejmowane dla nich samych. Możemy zakładać, że rodzina, wychowując go w poszanowaniu dla swoich liberalnych tradycji, pozwoliła mu zapoznać się z warunkami życia biednych, nauczyła historii i przekazała wzorce działań i postaw służących poprawie złych warunków społecznych – zawsze zachęcając go do podejmowania sprawiedliwych działań ze względu na dobro, które z nich wynika, a nie ze względu na rolę, jaką mogłyby odegrać w dramacie jego życia. Ogólnie rzecz biorąc, Warburton jest człowiekiem zaskakująco wolnym od tego rodzaju samoświadomości i skupienia na sobie. Bardzo wiele mówi o Isabel fakt, że zupełnie nie jest w stanie pojąć jego umysłu i postawy, a w życiu poświęconym trosce o sprawiedliwość nie umie dostrzec niczego w najmniejszym nawet stopniu interesującego. „Jak pomieścić nędze świata w obrazie tak dla niej samej przyjemnym? Trzeba wyjawić, że to pytanie nigdy nie zaprzątało jej umysłu długo” (64). Niezwykła jest następująca rozmowa między Isabel a Mildred Molyneux, jedną z sióstr Warburtona, na temat jego lewicowych działań politycznych:

– O tak! [jest bardzo dobry] Nikt nie wie, ile on robi dobrego.
– Za to wszyscy wiedzą o jego zdolnościach – dodała Mildred. – Wszyscy uważają, że jest niezwykle inteligentny.
– Tak, to muszę mu przyznać – powiedziała Isabel. – Ale ja na jego miejscu byłabym gotowa walczyć do ostatniej kropli krwi w obronie dziedzictwa przeszłości. Trzymałabym się obu rękami tradycji.
– Myślę, że trzeba mieć poglądy liberalne – łagodnie zaprotestowała Mildred. – My zawsze, od najdawniejszych czasów byliśmy liberałami.
– No i dobrze na tym wyszliście – stwierdziła Isabel. – Nic dziwnego, że zasmakowaliście w tych ideach… Ale widzę, że bardzo lubicie włóczkowe robótki… (89)

Widać tu jasno dwie sprawy. Po pierwsze, dla Isabel stawanie się człowiekiem sprawiedliwym to zamysł niemalże estetyczny, pozostający na tym samym poziomie, co robótki. Po drugie, sprawiedliwość interesuje ją jedynie o tyle, o ile łączy się z zamysłem stawania się bohaterką powieści. Ancien régime ma dla niej więcej literackiego kolorytu niż cichy liberalizm Warburtona: i to jest jedyne kryterium, jakie bierze pod uwagę, decydując, że należy popierać prawicę. Ralph Touchett wykazuje się wielką spostrzegawczością, kiedy mówi Isabel, że powód, dla którego odrzuciła oświadczyny Warburtona, jest taki, iż życie z nim byłoby historią „nieco prozaiczną” i „bez niespodzianek” (169). Bowiem wysiłek, by stawać się sprawiedliwą w sensie arystotelesowskim, taki właśnie jest – i dlatego nie podoba się Isabel. (Wygląda zresztą na to, że Seabright podziela jej zdanie, iż Warburton jest „nudny”). I Warburton także, pomimo swej namiętności, dostrzega prawdę, że Isabel jest dziwnie niezainteresowana wewnętrznymi własnościami sprawiedliwego działania, kiedy wybucha: „Pani nam się przygląda z zewnątrz – nie obchodzimy pani, służymy tylko do zabawy (…). Nie znaczy to, żebym panią posądzał o bawienie się błahostkami. Wybiera pani tematy bardzo poważne: słabostki i ułomności natury ludzkiej i przywary narodowe”. „Gdyby tak było – odpowiada mu Isabel, – znalazłabym we własnej ojczyźnie dość materiału do zabawy na całe życie” (92-93). Widzimy tu, jak blisko Isabel do amoralnego estetyzmu Osmonda. Być może szczególnie podczas wieczoru wyborczego możemy z całą pewnością stwierdzić, że owo poszukiwanie dramatycznej rozrywki nie może stanowić dobrego przykładu na dążenie do sprawiedliwości w sensie arystotelesowskim; i że niepowodzenia w tym względzie niekoniecznie ujawniają niepowodzenia takich zamiarów. Sytuacja Isabel nie jest prosta, czy też po prostu godna napiętnowania. Jej literacko-estetyczne pobudki z pewnością zawierają prawdziwy podziw dla rzeczywistego dobra moralnego, a jeśli chce być bohaterką literacką, to nade wszystko bohaterką pozytywną moralnie. Jednak tu, w sferze sprawiedliwości politycznej, wyobraźnia wyraźnie ją zawodzi; i nie jest to, jak sądzę, przypadek. Niepozbawione głębokiego sensu jest dziś wieczór przypomnienie, że już od czasów Platona myśliciele często obserwowali napięcie pomiędzy zainteresowaniem kwestią równości społecznej a zainteresowaniami karmionymi przez literaturę; a podejrzliwość, z jaką, począwszy od Platona, myśl socjalistyczna często traktowała literaturę, należy brać poważnie. Ten problem leży u korzeni tragicznej fabuły powieści Księżniczka Casamassima, która bez wątpliwości ujawnia, iż to nie Jamesowi brak politycznej wyobraźni czy świadomości głębokich problemów, jakim trzeba stawić czoło, myśląc o relacjach między fikcją a równością ludzi.

II

Isabel Archer co najmniej czasami myli owe dwa podejścia do charakteru – arystotelesowskie i literackie. Czy w samej naturze arystotelesowskiej postawy jest coś, co mogłoby powodować taką pomyłkę? Seabright sugeruje, że tak, i myślę, że ma rację. Arystotelesowska moralność charakteru, jak słusznie zauważa Seabright, opiera się na opowieściach jako na źródle wychowania w stopniu dużo wyższym, niż koncepcje oparte na regułach, gdzie zawartość koncepcji etycznych można przekazywać poprzez same reguły. Moralność arystotelesowska mówi, że kryterium poprawnego wyboru dana nam jest nie poprzez jakąś ogólną zasadę, ale poprzez wybór dokonany przez pewnego rodzaju osobę, osobę posiadająca rozsądek. Ogóle zasady najlepiej postrzegać jako sumy takich pojedynczych wyborów. (Tutaj jednak chciałbym wprowadzić drobny protest przeciwko temu, jak Seabright charakteryzuje moje wyjaśnienie Jamesa i Arystotelesa. Nie twierdzę, żeby którykolwiek z nich był przeciwnikiem wszystkiego, co uporządkowane i systematyczne; to byłoby o wiele za proste. W licznych okolicznościach pogląd, który zawdzięczam Jamesowi głosi, że ogólne zasady są najlepszymi przewodnikami i zawsze stanowią wartościowy element poprawnego wyboru ). Moralność arystotelesowska także kładzie nacisk na fakt, że właściwy wybór dla osoby posiadającej rozsądek jest wyborem w wysokim stopniu odpowiadającym kontekstualnym cechom własnej opowieści. Z tego wynika – co pokazuję w artykule, do którego tak uprzejmie nawiązuje Paul Seabright – że narracje literackie odegrają szczególnie istotną rolę w prezentacji i nauczaniu tej koncepcji. Jeżeli tak, to niebezpieczeństwo, którego ilustrację stanowi kariera Isabel, zawsze będzie potencjalnie obecne, a powieściopisarz musi mieć świadomość zagrożenia, jakie niesie ono dla jego projektu moralnego. Będzie bowiem zmuszony poszukać chwytów, które skierują wyobraźnię czytelnika poprzez ekscytację samą opowieścią ku wzniosłym celom, ku którym dążą bohaterowie, i każą im przejąć się nimi bardziej niż jedynie konkretnymi literackimi komplikacjami ich losów. I uważam, że James rozmyślał nad tym problemem i zmagał się z nim głęboko. Chociaż mogę omówić tę kwestię jedynie skrótowo, twierdzę, że w obu przedmowach do powieści, a także i w samych powieściach, widać staranie Jamesa, by przekształcić powieść z gatunku ogarniętego obsesją oczywistości i zewnętrznego dramatu podniecającej akcji, w gatunek przejęty dramatem wyborów moralnych jako takich i samej wyobraźni moralnej. Obie przedmowy ujawniają obsesję autora na punkcie wyposażania powieści w prawdziwą wartość moralną. W samych powieściach natomiast James angażuje nasze zainteresowanie i literackie emocje w zadanie wyobrażania, rozmyślania i oceniania, jakiego dokonywać musi dobry arystotelesowski podmiot – i to właśnie, a nie jakiś bardziej oczywisty rodzaj „fabuły” tworzy prawdziwą fabułę jego powieści, a szczególnie ostatniej i największej. Gdyby Isabel pojawiła się w Golden Bowl i w Ambasadorach, nie popełniłaby, jak sadzę, błędu uznawania życia poświęconego codziennej uwadze dla spraw moralnych i moralnemu wysiłkowi za nudne. Nauczyłaby się fascynować codziennymi szczegółami myśli ludzkiej i nie potrzebowałaby tragicznych wydarzeń, by spełnić się moralnie. Podobnie jak Proustowska krytyka braci Goncourtów, tak Jamesowska krytyka jego fikcyjnych poprzedników, tych autorów, których czyta Isabel Archer, nie jest krytyką powieści jako takiej, ale krytyką powieściopisarstwa powierzchownego oraz argumentem za takim pisarstwem, które byłoby autentycznie przydatne we wspieraniu projektu arystotelesowskiego.

III

Ostatnia kwestia, którą chcę skrótowo poddać dyskusji, dotyczy wychowania moralnego kobiet. Z przedmowy do powieści wynika, że James zdaje sobie sprawę, iż zajmuje się sprawami dotyczącymi szczególnie rozwoju moralnego bohaterki; mówiąc o czytaniu powieści przez Isabel, przedstawia problemy, które odczuwa ona jako dotkliwe właśnie dlatego, że są wynikiem poszukiwania przez kobietę kobiecych modeli szczęścia. Z jednej strony kobiety, wedle tego jak pokazuje je książka, są o wiele bardziej niż mężczyźni zależne od powieści jako źródła wyobrażeń o życiu i szczęściu. Z powodu zewnętrznych ograniczeń co do doświadczeń życiowych rozsądek muszą czerpać niemal wyłącznie z książek, a powieści zostały im przedstawione jako szczególnie właściwe dla ich rozwoju. Dzisiaj zaczynamy dostrzegać, że w trakcie tych lektur kobiety odnaleźć mogły bardzo niewiele przykładów kobiecego szczęścia, do których mogły się odwołać lub które uznać mogły za modelowe, szczególnie jeśli chodzi o miłość i małżeństwo – bardzo niewiele jest „portretów damy” nie zawierających elementów, które, jak się okazuje, w istocie niweczą próby odnalezienia szczęścia poprzez ich realizację. Jeśli pomyślimy o kobiecie podobnej do Isabel – silnej, aktywnej, inteligentnej, pełnej emocji – i zapytamy, jakie paradygmaty miłości i małżeństwa mogłaby odnaleźć w swoim doświadczeniu lekturowym, to, jak sadzę, odkryjemy bardzo nieliczne, które okażą się pomocne w dokonywaniu wyboru i niezliczone, które są szkodliwe, i to szkodliwe na dwa sposoby, ujawniające się w sposób oczywisty poprzez błędy popełniane przez Isabel. Po pierwsze, powieści o kobietach zakochanych skłonne są do gloryfikacji cierpienia i przedstawiania go jako interesującego per se. To zjawisko, jak uważam, dużo częściej dotyczy portretów kobiet niż mężczyzn. Ta cecha romantycznej literatury kobiecej została cudownie wyśmiana przez Gilberta w operze komicznej Patience, gdzie zdrowa i radosna mleczarka nie jest w stanie pojąć koncepcji miłości realizowanej przez otaczające ją literackie damy:

A ja ciągle nie wiem nic o tej miłości,
Co w sercach innych, lecz nie w moim gości.
Chyba nie tak słodka jest, jak powiadają,
Skoro te piękne damy wciąż ciężko wzdychają?
Chyba nie darzy szczęściem, śmiechem i nadzieją,
Skoro te piękne damy wciąż gorzkie łzy leją?
Chyba znowu nie daje tak wiele rozkoszy,
Skoro tym damom oczy czerwieni i nosy?

Jak pamiętamy, Patience dochodzi do wniosku, że po to, by odpowiednio cierpieć, musi poślubić kogoś, kogo nie kocha, kto jest estetą, i kto jej potrzebuje. Na znacznie wyższym poziomie Isabel dokonuje bardzo podobnego wyboru.

Druga, i blisko z pierwszą związana cecha paradygmatu literackiego, z którym musi się zmierzyć Isabel, to przeświadczenie, że silna i wzajemna namiętność seksualna w nieunikniony sposób prowadzi do katastrofy. Strach Isabel przed seksem widoczny jest od samego początku powieści, kiedy to rozmyśla, że „kobieta, jeśli nie jest wyjątkowo słaba, może znaleźć szczęście, obywając się bez mniej lub bardziej gruboskórnego towarzysza płci męskiej” (63). A pod koniec powieści odrzucenie Caspara Goodwooda jest ewidentnym odrzucenie własnego podniecenia erotycznego:

Przez chwilę patrzył na nią błyszczącymi w mroku oczyma, potem znalazła się w jego objęciach i poczuła jego usta na swoich. Pocałunek był jak błyskawica, która szeroką łuną rozświetla niebo, wciąż wraca i trwa. Zadziwiające, jak chłonąc tę pieszczotę, uprzytomniła sobie, że wszystko, co w jego surowej męskości najmniej jej się podobało, każdy agresywny rys jego twarzy, postaci i obecności znalazł usprawiedliwienie swojej szczególnej siły w tym władczym akcie i z nim się zespolił. Przypomniały jej się opowieści o tym, że rozbitkom i tonącym, zanim pójdą na dno, przesuwają się przed oczyma obrazy całej ich przeszłości” (654).

Namiętność, którą wzbudza w niej Caspar Goodwood, wywołuje natychmiast serię niespójnych obrazów śmierci i katastrofy – uderzenia pioruna, topienia się, zmiażdżenia przez coś ciężkiego. Chciałabym zasugerować, choć nie mam już czasu na to, by przeprowadzić pełny wywód, że również ta trudność może wyrastać z literackiego wychowania Isabel, z wychowania, które nieustająco dostarcza kobietom przekonania, że ich namiętności są grzeszne i destruktywne, że łączą się z krzywdą dla innych i tragedią dla nich samych. Jeśli spytamy, co paradygmaty literackie mają do zaoferowania kobiecie inteligentnej i aktywnej, jeśli chodzi o miłość, która by była moralnie dobra, szczęśliwa, a równocześnie namiętna, to nie będzie nam łatwo znaleźć odpowiedzi – mamy do dyspozycji jedynie kilka powieści Jane Austen – trzeba jednak zauważyć, że element seksualny nie jest w nich szczególnie mocno zaznaczony. Jeśli zatem aspiracje Isabel, by stać się postacią literacką, kończą się źle, to częściowo dzieje się tak dlatego, że jej życie jest portretem damy stworzonym wedle innych takich portretów; a owe wzorce nie dostarczyły modelu szczęścia, co, jak uważam, James chce nam tu uświadomić.

W powieści Margaret Drabble The Waterfall (Wodospad) bohaterka, pisarka, spodziewa się, że skoro jest tak głęboko zanurzona w literaturę i dostarczane przez nią wzorce życia kobiety, to jej własny romans musi zakończyć się tragedią. Jest więc nieustannie zadziwiona, że tak się nie dzieje i ma wielką trudność w opisaniu swojej własnej historii. Kiedy wraz z kochankiem ulegają wypadkowi samochodowemu, ale uchodzą życiem, rozmyśla: „Zdaje mi się, że powinniśmy byli zginąć, James i ja. Takie trzymanie się życia nie jest artystyczne. Ani moralne […] Wszystko dzieje się zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Dużo pogodniej”(282). Dopiero kiedy decyduje się, by opisać swoją historię jako komedię, jest w stanie zaakceptować happy end. Myślę, że James w swojej powieści zmaga się z tym właśnie problemem kobiecego szczęścia. W Golden Bowl pokazuje nam bohaterkę w mniejszym stopniu poddaną wyobraźni katastroficznej, która odważa się podążyć za swoim szczęściem i namiętnością, nawet za cenę doskonałości własnej czystości moralnej.

Ta kwestia, podobnie jak kwestia charakteru, wymaga analizy dużo głębszej, niżby nam pozwalały dzisiejsze okoliczności. Stawić jej czoło musi każdy, kto, podobnie jak Seabright i ja, uważa, że powieści odgrywają istotną rolę w filozofii moralnej.

Tłumaczyła: Magda Heydel


© Prawa autorskie: Chicago University Press. Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za trafność polskiego przekładu. Artykuł ukazał się w piśmie „Ethics”, vol. 98, No 2. (styczeń 1988), ss. 332-340.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata