70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Moralizowanie nostalgiczne, czyli jak zadać cnotom cios kolejny

„Antologia tekstów Zbigniewa Raua dotyczących moralnej edukacji jest więcej niż Księgą cnót dla dzieci i młodzieży, jest lekturą ciekawą i pobudzającą do myślenia i działania każdego odpowiedzialnego człowieka” – tak na czwartej stronie okładki poleca sześćsetpięćdziesięciostronicowe dzieło Władysław Bartoszewski, autorytet słusznie ceniony.

Myśl tę rozwija Anna Radziwiłł: „Trzynaście cnót wielorako opisanych w trzynastu rozdziałach tej Księgi to trzynaście narzędzi, swoisty ekwipunek, w który wyposaża nas autor, a właściwie autorzy, w naszej wędrówce do znalezienia sensu i radości życia. Dobrze jest wędrować w dobrym towarzystwie tylu mędrców i artystów, dobrze jest wędrować z dobrym sprzętem, a przede wszystkim dobrze jest wędrować, gdy ma się pewność, że idzie się w dobrym kierunku, a szlak jest przetarty. Ta księga naprawdę może nam pomóc w naszej życiowej wędrówce”. Pochwalny ton przypieczętowują słowa o. Jacka Salija: „Ta książka będzie znakomitą pomocą dla tych wszystkich, którym zależy na autentycznym wychowaniu naszych dzieci i młodzieży i w ogóle na tym, żeby poziom moralny naszego społeczeństwa był wysoki”.

Jako – śmiem twierdzić – doceniająca wagę odpowiedzialności osoba, ktόrej zależy na wysokim poziomie moralnym naszego społeczeństwa, postanowiłam dać się pobudzić do myślenia i przyjrzeć się trzynastu narzędziom, tak pomocnym w życiowej wędrόwce. Jak więc przedstawia się wybόr cnót Księgi i tekstów, które je mają reprezentować?

Trzynaście rozdziałów to samodyscyplina, odpowiedzialność, wytrwałość, odwaga, lojalność, przyjaźń, uczciwość, praca, współczucie, wiara, tolerancja, sprawiedliwość, patriotyzm. Trudno o wznioślejsze i pojemniejsze słowa. W tej kwestii uderza podobieństwo do głośnej kiedyś książki The Book of Virtues (Silver Burdett Press 1996) Williama Bennetta, konserwatywnego filozofa i prawnika, wysokiego urzędnika w rządzie Reagana i Busha seniora, w ktόrej autor proponuje dziesięć cnόt i obrazuje je drobnymi formami epickimi – wierszami, bajkami i opowiadaniami. Wszystkie cnoty wyrόżnione przez Bennetta kolejnymi rozdziałami znalazły się też w polskiej Księdze. Rόżnica przejawia się w tym, że polską antologię wzbogacono o trzy dodane na końcu – sprawiedliwość, tolerancję i patriotyzm.
Nie mam, broń Boże, nic przeciw ktόrejkolwiek. Są w społeczeństwie arcypożądane. Ale chciałabym wiedzieć, czym autor kierował się przy wyborze. Czy miał świadomość, że się pokrywają? Bo czyż (jak robi to Bennett) nie należałoby łączyć sprawiedliwości z odpowiedzialnością czy tolerancją, patriotyzmu z lojalnością? Trochę się też cnoty („skłaniające do czynienia dobra umiejętności woli”) mieszają z wartościami takimi jak „praca” i „przyjaźń”. Tak Bennett, jak i Rau, chcieli pewnie uwypuklić wartość pracy (pracowitości w opozycji do lenistwa) i przyjaźni (w opozycji do egoizmu, nieżyczliwości). Mamy więc do czynienia z wyborem wysoce arbitralnym. A za wyborem arbitralnym musi stać autorytet arbitra. Weźmy przykład Bennetta. Przypomniano mu Księgę cnόt, kiedy nieco pόźniej okazało się, że od lat na wielką skalę uwikłany jest w uzależnienie od hazardu.

Wrόćmy jednak do cnόt prezentowanych w polskiej Księdze. Nie zadbano o klarowność pojęć, wyboru nie uzasadniono. Ani to cnoty kardynalne (roztropność, umiarkowanie, męstwo, sprawiedliwość), ani teologiczne (wiara, nadzieja, miłość), ani konkretne choć drobne cnoty życia codziennego, takie jak choćby uprzejmość, punktualność, życzliwość, skromność, cierpliwość, wdzięczność, poczucie humoru. Można było znaleźć inny klucz. Przykładowo w innej amerykańskiej antologii A Call to Character, pod redakcją Colina Greera i Herberta Kohla (HarperCollins 1995), pogrupowano cnoty wedle kryterium stosunku do podmiotu – ja dla siebie, ja dla bliskich, ja dla otoczenia i wobec świata.

„Wielorakość” opisόw sprowadza się do kilku paragrafόw ogόlnych uwag autora na temat danej cnoty. Wśrόd stwierdzeń poprawnych znajdujemy wypowiadane z namaszczeniem banały uwikłane w wątpliwą stylistykę. „Uczciwość łączymy najczęściej z prawdomównością. Sądzimy często, że człowiek, który nie kłamie jest człowiekiem uczciwym. Uczciwość jest jednak związana z prawdą silniejszym węzłem niż tylko ten, który ujawnia się w samym jej mówieniu. Jako cnota sprowadza się ona do oddania prawdzie, oddania, które cechuje osobowość człowieka” (s. 303).

W komentarzu wprowadzającym lojalność autor czuje się w obowiązku pouczyć nas, że „psie przywiązanie, tak często wzruszająco przedstawiane w literaturze, choćby w Anielce Bolesława Prusa, różni się od lojalności, która cechuje stosunki międzyludzkie”. Wątek ten snuje dalej w komentarzu do cnoty przyjaźni. Niebaczny na Arystotelesa, ktόry – jak wiemy – może zbyt rygorystycznie dowodził, że przyjaźń wymaga wyrόwnanego statusu między potencjalnymi przyjaciόłmi, wykłada: „Najłatwiej jest nam zadzierzgnąć więzy przyjaźni ze zwierzętami. Powiadamy, iż to pies jest najwierniejszym przyjacielem człowieka. Jest tak dlatego, że wierność i przywiązanie do nas psόw (podkreślenie JPM) ma szczegόlny charakter, ktόrego prόżno szukać w stosunkach międzyludzkich” (s. 267). Po raz nie wiem ktόry słyszymy, że prawdziwych przyjaciόł poznajemy w biedzie, choć może trzeba by poddać pod dyskusję także bon mot Napoleona, że raczej w momencie powodzenia. Wprowadzając cnotę wiary, Rau dzieli się z czytelnikami przekonaniem: „Jeśli natomiast wiara nie jest >>martwa<<, to nawet jej najmniejszy przejaw pociąga za sobą dobre uczynki. Wzruszająco zdołał to przedstawić Adam Mickiewicz w Powrocie taty, gdzie zbójca o zatwardziałym sercu przysłuchuje się modlitwie dzieci, wspomina na własną wiarę, w wyniku czego rezygnuje z grabieży i nie dochodzi do rozlewu krwi” (s. 423).
A jak wygląda selekcja tekstόw ilustrujących wybrane cnoty? Tutaj autor wydaje się pozostawiony własnej inwencji. Jedynie w rozdziale dotyczącym trudnej cnoty odpowiedzialności powielony został pomysł Bennetta i w polskiej antologii także obok historii Dedala i Ikara znalazł się Dekalog. Brak odpowiedzialności wedle autora odnaleźć także można w bajce Krasickiego Kruk i lis, choć istnieje chyba zgoda, że bajka ta jest satyrą na prόżność i odsłania siłę manipulacji pochlebstwem. Z plecaka zabranego na drogę na szczyty cnotliwości z zawiniątka oznaczonego „uczciwość” wyciągamy na przykład… Dewotkę Ignacego Krasickiego. Samodyscypliny uczyć ma Fredrowska Małpa w kąpieli, zaś Paweł i Gaweł lojalności. Dla dzieci i młodzieży inspiracją do wykazania odwagi zamiast jakiegoś bliskiego życiu uczniowskiemu przykładu ma być wzόr „Krakusa, ktόry smoka zwyciężył” (w ujęciu Ewy Szelburg Zarębiny).

Zastanawia więc przypadkowość, jakaś iście fantazyjna niefrasobliwość metodologiczna w doborze tekstów. Jeśli istnieje taka dowolność interpretacji, to jaki sens ma podobna antologia? Życie dostarcza wielu okazji do dokonywania wyborόw etycznych, trzeba o nich rozmawiać. W warunkach szkolnych w naturalny sposόb do dyskusji o zachowaniu skłaniać powinny wartościowe lektury. W dużej mierze teksty z Księgi to klasyka, z którą uczniowie muszą się zetknąć na lekcjach języka polskiego, historii, religii czy wychowania obywatelskiego – Kochanowski, Krasicki, Fredro, Mickiewicz, Sienkiewicz, Reymont, Prus, Kasprowicz, Asnyk, Herbert, Miłosz. Paru przedstawicieli literatury światowej – Homer, Wilde, Dickens, Saint-Exupery.

Zasadnicze jest też pytanie o to, kto ma być odbiorcą Księgi? Słyszymy, że „dzieci i młodzież”. Ale czy da się racjonalnie uzasadnić umieszczenie obok siebie wierszyka o swawolnym Tadeuszku, który „nawsadzał w flaszeczkę muszek” i fragmentu z Retoryki Arystotelesa, wyimka z Dwόch traktatόw o rządzie Johna Locke’a (w przekładzie Zbigniewa Raua) przy Wstań, o dziecię Konopnickiej, a obok Razem Lewika (o czym za chwilę) wyjątku z Karla Poppera z Offene Gesellschaft – offenes Universum. Franz Kreuzer im Gesprach mit Karl R. Popper, nawiasem mόwiąc rόwnież w przekładzie Z. Raua.

Okładkę antologii Raua okraszono jaskrawą ryciną przedstawiającą siedzącego pod drzewem mężczyznę, który czyta coś kilkuletnim dzieciom, otaczającym go rόwnym kołem. Właśnie όw obrazek z okładki dobrze unaocznia problem tej książki. Naiwny, operujący stereotypami ton szaty graficznej Księgi (każdy rozdział otwiera podobnie sztampowy rysunek) bierze się chyba z nietrafności całego przedsięwzięcia.
Wydaje się, że autor wyboru ma mniejszy kontakt z dzisiejszą kulturą i wychowywaną przez nią młodzieżą niż z organami chętnymi do popierania dobrożyczeniowych inicjatyw. Czy autor zastanawiał się, jak zareaguje młody człowiek, któremu mówi się na przykład, że nie wolno mu się śmiać z podartej szaty, którą się szczycą biedacy, bowiem „kiedyś, o dziecię! Dowiesz się z laty, jaka jest wartość sukni a pracy”! (Władysław Bełza – Praca, s. 351). Czy trzeba kogoś przekonywać, że smutnym nieporozumieniem jest wyrabianie cnoty tolerancji (a także smaku literackiego) poprzez wierszyk Włodzimierza Lewika pod tytułem Razem:

Idą z krajów obcych dziewczynki i chłopcy, dalecy czy bliscy, idą do nas wszyscy, Hej!
Ta za plecak łapie, ten szuka na mapie, jak iść do nas myśli, i idą, aż przyszli, Hej!
Francuzik jest pierwszy, bardzo mu się spieszy, potem z flegmą wielką, Ty mała Angielko, Hej!
Ty też mały Włochu, maszeruj po trochu! Czyżby się w „Balilli” chłopcy nie bawili? Hej!
Mieliście daleko… tu jest dla was mleko, tu chleba po pajdzie, Każdy swoją znajdzie, Hej!
Chodź i ty, Chińczyku, w czarnym warkoczyku, Ty też z płaskim noskiem, Dziecko eskimoskie, Hej!
Przyszło was już tylu, ci są aż z Antylów, przyjdzie jeszcze więcej i poda nam ręce, Hej!
Bo nie czas się czubić, trzeba wszystkich lubić, Trzeba wszystkich kochać, każdego choć trocha. Hej!

Księga cnόt składa się głόwnie z literackich utworόw o wymowie dydaktycznej, uzupełnionych gdzieniegdzie tekstami, dokumentami normatywnymi (Katechizm, konstytucje) czy teoretyczno-filozoficznymi. W poszukiwaniu odpowiedniego materiału przewertowano kilka międzywojennych podręcznikόw szkolnych – H. Galle’a, J. Balickiego, S. Karpowicza, S. Aleksandrzaka czy M. Magdόwny. Ze wszystkich nazwisk najwięcej cytowanych fragmentόw doczekał się Władysław Bełza (7). Bije on Ezopa (6) ex equo z Konopnicką. W ślad za nimi podąża Jachowicz i Amicis (po 4), daleko w tyle pozostawiając innych twόrcόw. Do antologii najbardziej pasowałby może tytuł jednego z wykorzystanych źrόdeł, ktόry brzmi: Piętnaście prawideł, postępowanie dla Młodzi należącej do zgromadzenia Przyjaciόł Pożytecznej Zabawy. Księga ma więc charakter nostalgicznego zbioru szacownych staroci, jakby bardziej z myślą o starszym pokoleniu, do ktόrego nie jest wszak oficjalnie adresowana, ale ktόre gotowe jest ją gorąco popierać bez – pozwalam sobie przypuszczać – głębszego wglądu w jej zawartość.
I proszę mnie dobrze zrozumieć. Dawnym tekstom dydaktycznym nie zamierzam ujmować historycznej wartości, zakładam, iż w swojej dobie przekazy takie do odbiorcόw trafiały. Lecz uwadze autora antologii jakby umknął fakt, że to Krasicki odważnie piętnował wady swojej epoki, a sto pięćdziesiąt lat temu to Jachowicz wykazał się nowatorstwem, podejmując tematy wspόłczesne, odchodząc przez to od wszechpanującej dydaktycznej alegorii. Zamiast Tadeuszka, ktόry został przywołany na okoliczność wspόłczucia muszkom, może już nawet lepiej byłoby zamieścić (a na pewno pόjść za intuicją autora) lapidarny wierszyk o Andzi (co mamy nie słuchała, dotknęła rόżę, i ukłuta płakała). Ukazuje on bowiem sytuację bez zbędnych słόw i moralizatorskich frazesόw, ale celną, gdyż Andzię poucza właśnie konsekwencja jej zachowania.

Mam prawo sądzić, że dziś ckliwość, nachalny ładunek dydaktyczny nie spełni swojego zadania nakłonienia młodych ludzi do cnotliwości. Istnieje natomiast wielkie prawdopodobieństwo, iż im ją doszczętnie obrzydzi. Może, co chyba jeszcze gorsze, skłoni ich do obśmiania zalet charakteru oraz jeszcze bardziej utrudni podejmowanie zabiegów wychowawczych. Czy mamy świadomość, że do najniższych klas trzeba kierować najbystrzejszych nauczycieli? Że nie powinniśmy zapominać o chronieniu młodych przed wszechobecnym kiczem?

Swoisty smaczek przynosi zamieszczona w antologii opowiastka Oscara Wilde’a, w ktόrej rzekomy przyjaciel bezwstydnie nadużywa łatwowierności pewnego poczciwca. Historyjkę opowiada szczurowi makolągwa, zaniepokojona, powiedzielibyśmy, jego lichym stanem moralnym. Na końcu okazuje się jednak, iż szczur nie dość, że nie zrozumiał morału, to jeszcze przyznał, że w ogóle by jej nie słuchał, wiedząc, że takowy opowiastka posiada. Jak widać, autor antologii obserwację tę całkowicie puścił mimo uszu…

Cnoty nie tracą na aktualności, ale formy mόwienia o nich niestety tak!

W sposόb zamierzony bądź podświadomy autor buduje swoją moralistyczną konstrukcję w oparciu o nostalgicznie przyzywaną uczuciowość dawnych pokoleń. Autora poszukującego nastrojowości (mόwi o tym wprost przy okazji wzmianki o szacie graficznej) co chwilę coś wzrusza. Promując rzewność, sentymentalizm i ckliwość wytwarza klimat gόrnolotności, moralistycznego patosu, życzeniowości rodzącej fikcyjność. Ale czy wie, że jak uczą wytrawni moraliści, „programową” wręcz funkcją cnόt jest właśnie poddanie uczuć pod osąd rozumu? Stąd nadrzędność rozsądku lub – jak ktoś woli – cnoty roztropności czy mądrości. A tej w Księdze cnόt zabrakło.

Jak do wszystkiego w życiu ludzi odpowiedzialnych, do nauki cnόt należy podchodzić z rzetelnością i profesjonalizmem. Wielkie słowa, dobre chęci nie wystarczą. W Polsce ich mamy za wiele. Cnoty, zgadzamy się wszyscy, to sprawy bardzo poważne, uczyć ich trzeba umiejętnie. Nie można ich na siłę wciskać, jak karmy tuczonym gęsiom. Jeśli naprawdę przyświeca nam skuteczność, musimy o nich mówić współczesnym językiem. Nie łudźmy się: moralistyczne konserwy tracą ważność, stają się niestrawne i mogą zaszkodzić.

Księga to delikatnie mówiąc wielkie nieporozumienie, niedźwiedzia przysługa uczyniona moralnej edukacji. Dzięki intensywnej, urzędowo usankcjonowanej promocji, stanie zapewne na wielu pόłkach jako dowόd pomyślnie przeprowadzonej akcji odnowy moralnej w Ojczyźnie i nieprędko doczekamy się sensownej pozycji, umiejącej przemόwić do młodego człowieka w naszych czasach niesprzyjających wysiłkom wychowawczym.


Księga cnót, pod red. Zbigniewa Raua, Księgarnia Akademicka, Kraków 2006, ss. 650

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata