|

TEMAT MIESIĄCA:
Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?
Zwierzenia na tematy szkolne (fragment)
HALINA BORTNOWSKA
Szkoła z wychowawczą funkcją twórczą zakłada,
że nauczyciel nie jest w niej wyłącznie przekaźnikiem,
lecz prawdziwym nadawcą, współautorem
komunikatu, współdecydentem.
Niosę w sobie doświadczenie wydarzeń i odczuć roku 1968. Ten
rok – istotnie wyjątkowy, zwrotny – był taki i dla mnie osobiście.
Przeżywałam tragedię antysemickiej wznowy w Polsce (znów ten sam
nowotwór) i braku odporności na tę truciznę. Widziałam rozpaczliwą
słabość otwartego publicznego sprzeciwu wobec tego, co usiłowano
rozpętać. Zwłaszcza słabość odpowiedzi Kościoła. Trudno się
było dosłuchać pobudki dla sumień.
W tymże roku uczestniczyłam w dwóch wielkich zgromadzeniach
ekumenicznych o skali światowej: w Uppsali (Światowa Rada Kościołów),
potem w Finlandii (Światowa Chrześcijańska Federacja
Studentów). Wróciłam do Krakowa i do swego radioodbiornika w sama
porę, by śledzić gaszenie czeskiej próby urzeczywistniania socjalizmu
z ludzką twarzą. Gaszenie nadziei blisko spokrewnionej z nadzieją
ekumeniczną i z tym, o co chodziło studentom wywracającym
cały z góry powzięty, racjonalny, realistyczny, a zarazem nagle nieaktualny
porządek swojej konferencji.
Byłam wtedy cały czas obserwatorem, ale z tych pracowicie uczestniczących.
Rok 1968 był pieczęcią na całym moim wcześniejszym doświadczeniu
wychowawczym – doświadczeniu instruktorki harcerskiej,
potem studentki Instytutu Kultury Chrześcijańskiej (gdzie prowadzono
studium metody czynnej i pracy zespołowej) i wreszcie katechetki
– instruktorki parafialnej, animatorki religijnego samokształcenia
dorosłych (później doszły inne podobne inicjatywy).
Ta notatka ma posłużyć za wstęp, poniekąd biograficzny (co
w moim wieku zrozumiałe) wstęp do tego, co chcę przypomnieć
dzisiaj, teraz, jako świadectwo w konfrontacji z tzw. trendami. Są
przecież trendy nie tylko w kwestii długości spódnic, lecz także
w sprawach najważniejszych relacji międzyludzkich.
Wychowanie jest wszystkim
Jestem osobą wychowaną i wychowującą.
Wychowano mnie dawno, może z pięćdziesiąt lat temu. Trudno
powiedzieć, kiedy człowiek jest już gotowy, odchowany. Zapewne
wtedy, gdy osiąga pewną samodzielność psychiczną, a to następuje
stopniowo. Wychowanie ma kontynuację w postaci obróbki przez
środowisko (a ta zaczyna się już wtedy, gdy dziecko jeszcze odchowane
nie jest).
Jestem osobą wychowującą. Uczestniczę w obróbkach środowiskowych,
we wzajemnym kształtowaniu się ludzi. Ale mam też wciąż
do czynienia z ludźmi bardzo młodymi. To mi narzuca rolę podobną
do rodzicielskiej. Nie jest to sytuacja wyjątkowa. Wszystkim się to
trafia, oby często trafiało się tym, co zasadniczo mają taką misję. Na
przykład tym, co tworzą i utrzymują w działaniu szkoły, zwłaszcza
te finalizujące odchowanie, przede wszystkim gimnazja. Jako osoba
wychowana i wychowująca jestem ogniwem tradycji. Przekazuję
otrzymane. Ale to obraz za prosty. W tym procesie ja też się zmieniam.
Biorę w siebie to nowe, uczestniczę w jego tworzeniu.
Urzeka mnie refren znanej pieśni Dylana: „Te czasy teraz się
zmieniają”. Powtarzam to sobie od lat sześćdziesiątych. Nie, wiedziałam
to już wcześniej, nim pieśń powstała.
Nikt nie może pozbawić mnie udziału w wychowywaniu. To jest
moja funkcja publiczna i zarazem organiczna.
Więcej na łamach czerwcowego numeru „Znaku”
Zamów numer
HALINA BORTNOWSKA, publicystka, działaczka społeczna, animator
grupy „Wirydarz” przeciw antysemityzmowi i ksenofobii (http://wirydarz.org), a także warsztatów dziennikarskich Stowarzyszenia Młodych
Dziennikarzy POLIS. Wydała: Już – jeszcze nie. Całoroczne rekolekcje
z Ludźmi Adwentu (2005). Aktualne teksty dostępne są w Internecie:
www.bortnowska.pl.
POCZĄTEK STRONY |