|

TEMAT MIESIĄCA:
Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?
Domena sumienia, czyli o odpowiedzialności
(fragment)
WITOLD BOBIŃSKI
Najbardziej kompetentną instancją, przed którą
nauczyciel zdaje sprawę ze swoich działań i weryfikuje
swą zawodową (i ludzką) odpowiedzialność,
jest on sam – jego sumienie.
Kiedy mowa o odpowiedzialności
zawodowej, na myśl przychodzi
często profesja nauczyciela, a częściej
jeszcze – lekarza czy kierowcy.
W przypadku dwóch ostatnich zawodów
ową odpowiedzialność sprecyzować
stosunkowo łatwo – lekarz powinien
przywrócić pacjenta do zdrowia,
a przynajmniej mu nie zaszkodzić, natomiast
kierowca ma bezpiecznie dowieźć
pasażerów do miejsca przeznaczenia.
Cel działania jednego i drugiego
– jasny i niewątpliwy – wskazuje
zakres odpowiedzialności. Łatwo
więc sprawdzić, czy lekarz bądź kierowca
sprostali jej wymaganiom, realizacja
celu jest bowiem praktycznym
wyrazem postawy odpowiedzialności.
Jak jednak wyznaczyć
zakres odpowiedzialności nauczyciela,
jeśli mnogość celów edukacyjnych
i zadań szkoły układa się w litanię
sformułowanych w dydaktycznej nowomowie
zapisów podstawy programowej
i innych dokumentów oświatowych?
Według jakich kryteriów
oceniać postawę nauczyciela, by określić
ją jako mniej lub bardziej odpowiedzialną?
Kto jest uprawniony, by
takiej oceny dokonać?
Etymologicznie „odpowiedzialność”
wywodzi się od czasownika
„odpowiadać”. Być odpowiedzialnym
to znaczy świadomie udzielić
odpowiedzi na wyzwania, które przynosi
rzeczywistość – zwłaszcza w tym
jej wymiarze czy obszarze, który został
mi powierzony. Być odpowiedzialnym
to znaczy ponosić konsekwencje
czynów i zachowań, które
w sposób świadomy stały się moim
udziałem. Takie rozumienie pojęcia wydaje się trafne i uniwersalne, podkreśla
bowiem dialogiczność postawy
człowieka wobec świata, aktywny,
dynamiczny wymiar egzystencji.
Owo „danie odpowiedzi” – prócz
tego, iż dokonuje się w sposób świadomy
– wspierać się powinno na fundamencie
decyzji podjętej w warunkach
wolności: oto w wolny i nieprzymuszony
sposób deklaruję, iż
gotowy jestem poręczyć swoją osobą
za los powierzonego mi skrawka naszego
świata, za fragment dostępnej
mi rzeczywistości. W sytuacji nauczyciela
taka deklaracja brzmi nadzwyczaj
poważnie.
Gdyby z uwagą wczytać się w dokumenty
oświatowe określające cele
kształcenia i wychowania, zadania
szkoły, standardy wymagań, przepisy
i regulaminy dotyczące szkolnego
życia, należałoby się mocno zastanowić
nad podjęciem pracy nauczyciela.
Zakres odpowiedzialności wydaje
się ogromny, obejmujący ją obszar
– niezwykle zróżnicowany (od opieki
nad rozwojem emocjonalnym do
odpowiedzialności finansowej za organizację
wycieczki), dostępne środki
i sposoby działania – ułomne
i ograniczone, zaś opór materii – niezmierzony.
Wszak lekarz czy kierowca
mogą przynajmniej liczyć na spolegliwość
i współpracę, nauczyciel
z założenia wchodzi w stan konfliktu,
napięcia, czasem w sytuację walki
czy otwartej wojny. Jednocześnie
jest świadom wyraźnej nierówności
w owej konfrontacji z uczniami – nie
może przecież posunąć się do działań
nieetycznych, nawet jeśli takie
sposoby postępowania wykorzystują
w relacji z nauczycielem jego wychowankowie. Tak jak w obszarze swojego
przedmiotu nauczyciel musi być
nieustannie kilka kroków przed
uczniami, tak w sferze relacji interpersonalnych,
kontaktu z grupą,
musi przyjąć postawę pozostawania
„krok w tył” – na równi określaną
przez stanowczość i konsekwencję,
jak i wyrozumiałość, opanowanie,
życzliwość. To z pewnością wyzwanie
dla charakteru.
Więcej na łamach czerwcowego numeru „Znaku”
Zamów numer
WITOLD BOBIŃSKI, dr polonistyki,
adiunkt na Wydziale Polonistyki
UJ. Autor kilku serii
podręczników.
POCZĄTEK STRONY |