|

TEMAT MIESIĄCA:
Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?
Naciągana trója, czyli o oświacie ze szczególnym
uwzględnieniem problematyki prawnej (fragment)
MAREK ANDRZEJEWSKI
Wiele uregulowań zawartych w przyjętej w 1991
roku ustawie o systemie oświaty bez zbędnego
kamuflażu, a wręcz tak zwanym otwartym tekstem
informuje, że na ich podstawie niewielkie są
szanse na zbudowanie jakiegokolwiek istotnego
oświatowego sukcesu.
W wypadku przepisów dotyczących obsady stanowiska dyrektora
szkoły wprowadza w zdumienie to, że… w całkiem sporej liczbie wypadków
funkcję tę pełnią osoby twórcze, dynamiczne, mające wizję
i chęć rozwijania swej firmy, dostrzegające potrzebę przeprowadzenia
zmian kadrowych, organizacyjnych, a do tego lubiące dzieci i szanujące
ich rodziców. Stoi to w rażącej sprzeczności z jasno wyrażoną intencją
ustawodawcy, który skonstruował przepisy w taki sposób, aby dyrektor
szkoły był układny (najlepiej z układu), nijaki, pasywny, akceptujący
zastaną sytuację w szkole, słowem, spragniony bardziej piastowania
stanowiska aniżeli twórczego kreowania szkolnej rzeczywistości.
Kandydaci do objęcia fotela dyrektora szkoły muszą stanąć
w szranki specjalnie w tym celu ogłoszonego konkursu. Oświatowe
pojmowanie konkursu w odniesieniu do kuratorów niewiele ma
wspólnego ze sprawozdawczą definicją tego słowa, jednak kreatywność
oświatowej legislacji docenić można dopiero po zapoznaniu się
z przepisami o tzw. konkursie na dyrektora szkoły.
Nawet tuzy etyki z centrali futbolowego związku za złe i naganne
uznały to, że o wynikach meczów w polskiej lidze piłkarskiej przez
długie lata nie decydował poziom drużyn, lecz osoba sędziego (czas
przeszły jest być może dowodem naiwności kibica). Ekscytujący się
walką prokuratury z futbolową patologią w większości zapewne nie
wiedzą, że jeszcze dwa miesiące temu zachowania ścigane w światku
piłkarskim jako przestępcze były oficjalnymi ustawowymi regułami
obsadzania foteli dyrektorów szkół. Do czasu tegorocznej nowelizacji
ustawy oświatowej zwycięzca konkursu wcale bowiem nie musiał
zostać dyrektorem. Dopuszczalne było powierzenie tej funkcji innej
osobie, jeżeli organ nadzoru uznał to za celowe. To prawda, że sporadycznie
sięgano po tę ustawową możliwość, ale warto ją przypominać,
bo jest to spektakularny dowód przepaści pomiędzy mentalnością
oświatowych suwerenów a regułami demokracji. Wiosną tego
roku zlikwidowano ten przejaw dominacji administracji oświatowej
nad rozsądkiem i uczciwością i – dzięki najbardziej krytykowanemu
ministrowi edukacji – przemiany w oświacie zaczęły podążać w ślad
za futbolowymi.
Niestety jednak za nimi nie nadążają. Ciągle nie zmieniono bowiem
przepisu o składzie komisji konkursowej. Tworzą ją trzej przedstawiciele
organu prowadzącego szkołę oraz trzej reprezentanci organu
sprawującego nadzór pedagogiczny, po dwóch przedstawicieli
rady pedagogicznej i rady rodziców oraz po jednym przedstawicielu
zakładowych organizacji związkowych. Jakie praktyczne skutki rodzi
taka regulacja? Otóż, chcąc wygrać konkurs, kandydat powinien
przedstawić program, którym przekona do siebie większość członków
komisji. W jaki sposób skonstruować prezentację, by cel ten
osiągnąć? Czy na przykład wiedząc, że dla podniesienia poziomu
nauczania w szkole konieczne są zmiany kadrowe, a co najmniej niezbędna
jest presja na nauczycieli, by poprawili swe kwalifikacje, kandydat powinien zapowiedzieć podjęcie działań w tym kierunku?
Doradzanie mu takiej dozy uczciwości byłoby równie nieracjonalne
jak sugerowanie kandydatowi na posła, by walczył o wybór, głosząc
konieczność cięć świadczeń socjalnych, ograniczenia swobód obywatelskich
i podwyższenia podatków jednocześnie. Podniesienie przez
kandydata na dyrektora szkoły – oczywistego i obiektywnie ważnego
– tematu polityki kadrowej redukuje do minimum jego szanse na
zdobycie głosów nauczycieli i związkowców. Poirytowani byliby też
tym postulatem przedstawiciele samorządu (organ prowadzący) i kuratorium
(nadzór), gdyż wystosowanie go zawierałaby sugestię, że
nie dość doskonale wypełniali oni swe funkcje wobec danej szkoły.
Z jeszcze większym lękiem i wrogością zareagują wszyscy wymienieni
na wzmiankę o potrzebie jakiejkolwiek reorganizacji szkoły i na
wiele innych pomysłów ujawniających kreatywność kandydata.
Z przepisów regulujących sposób wyboru dyrektora wyłania się dyrektywa:
chcąc zwiększyć szanse wygrania konkursu, należy utwierdzić
komisję w przekonaniu, że jest się człowiekiem
bez właściwości; im kandydat mniej
konkretnie wskaże swe zamiary, im większe
wykaże zdolności dyplomatyczne, nie wzbudzając
niczyjego niepokoju, tym większe ma szanse
na elekcję.
Więcej na łamach czerwcowego numeru „Znaku”
Zamów numer
MAREK ANDRZEJEWSKI, ur. 1959, dr hab., prof. Uniwersytetu Szczecińskiego,
prawnik, nauczyciel akademicki, w przeszłości także wychowawca
w domach dziecka. Ostatnio wydał: Domy na piasku. Domy
dziecka. Od opieki nad dzieckiem do wspierania rodziny (wyd. II roszerz.
2007). Mieszka w Poznaniu.
POCZĄTEK STRONY |