Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MAJ 2007, NUMER 624

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Nie dać Kościołowi umrzeć



Modus moriendi Kościoła
(fragment)

OTO MÁDR


Czy mamy gwarancję, że my sami nigdy nie znajdziemy się w sytuacji umierającego Kościoła? Można umrzeć nie tylko z powodu śmiertelnej rany, ale i z powodu przewlekłej śmiertelnej choroby.

Niniejszy tekst ukazał się (pod pseudonimem Franz Markus) w drugiej połowie lat 70. Publikujemy go w „Znaku” za zgodą Autora.

Przyjmijmy, że Kościół również umiera. Nie jest to tylko hipotetyczne założenie, choć wierzymy, że Kościół pozostanie aż do końca czasów. Albania jest pierwszym krajem bez religii, tak przynajmniej brzmi oficjalna teza; rzeczywistość nie będzie od tego zbyt odległa, zwłaszcza jeśli chodzi o widoki na przyszłość. Jak długo jeszcze pozostaną resztki kościelnej struktury? Jak długo wierzący mogą znosić presję? I kiedy przybędą kolejne Albanie?

Nie jest rzeczą zbyt przyjemną myśleć o tych udręczonych braciach i siostrach, ale czy mamy gwarancję, że my sami nigdy nie znajdziemy się w sytuacji umierającego Kościoła? Czyż nie jesteśmy już w takiej sytuacji, choćby i na jej progu? Można umrzeć nie tylko z powodu śmiertelnej rany, ale i z powodu przewlekłej śmiertelnej choroby.

W Kościele zachodzi trojaki proces: powstawanie – rozkwit – zamieranie. Wszystko stale i jednocześnie.

Kościół p o w s t a j ą c y – to nie jest tylko sprawa czasów apostolskich i misyjnego zakładania Kościoła. Kościół powstaje w każdej nowej parafii i w każdej osobie, która przyjmuje chrzest albo wraca do wiary. I w każdym nowym pokoleniu wierzących (Karl Rahner).

Kościół k w i t n ą c y (w rozkwicie) – to dojrzały, w pełni żywy organizm. Bogata oferta wartości duchowych. Wielki zbiór form życia wewnętrznego i zewnętrznego. Rosnące zadania, potrzeba czynnych ludzi. W pierwszym stadium pojawiają się już jednostki, które właściwie należą do tego drugiego.

To stadium maksymalnie zaspokaja jego – aktywnych i biernych – uczestników. Nadzieje przeważnie się spełniają, włożona energia rzadko tylko pozostaje bez efektu. Mnóstwo wiernych i obficie oddziałujące życie dają poczucie pewności: wszak rzeczywistość potwierdza wiarę. Mieszka się w wykończonym, dobrze urządzonym domu. Tak się przejawia owo stadium jako norma; ubytek w jakimkolwiek kierunku uważa się za upadek.

Kościół z a m i e r a j ą c y – nie jest tożsamy z Kościołem prześladowanym albo wewnętrznie przechodzącym wstrząs: ten może mieć silną, ba, nawet wzrastającą żywotność. Kościół zaczyna obumierać, ponieważ stale maleje, jeśli chodzi o liczbę, ale przede wszystkim dlatego, że słabnie intensywność życia z wiary. Nie ma znaczenia, czy Kościół znika ze społeczeństwa jako całość – albo też znika jako fizyczna czy duchowa jednostka. Kościół jest uśmiercany w każdym męczenniku, więcej: on umiera w tym, kto sam się sprzedaje; najboleśniej zaś umiera w każdym dziecku, w którego duszy ktoś zadeptał dobre ziarno. I w historycznych zwrotach – i również z każdym starym pokoleniem odchodzi Kościół, który tu do tej pory żył.

Życie z perspektywą końca załamuje i tłumi entuzjazm. To jest zupełnie oczywiste, śmierć nie może wzbudzać życia – dopóki człowiek pozostaje w biologicznej niewoli. Dopiero potem następuje, jak wiemy, zwyczajny łańcuch reakcji: wyśniony optymizm – desperacki upór – gorzki pesymizm – wewnętrzna emigracja – faktyczna ucieczka. Ale czy coś takiego jest konieczne? Ludzkie? Chrześcijańskie?

Przyjmijmy jednak do wiadomości, że umieranie należy do życia Kościoła, tak jak zrodzenie i pełna dojrzałość. Wszystkie te stadia są cenne przed Bogiem, wszystkie są w Jego planach. I tak na pewno jest, że w każdym z nich – i w tym ostatnim – czegoś się od nas, chrześcijan, oczekuje, i to czegoś istotnego. Oczywiście, każdy historyczny i osobisty wariant zadaje swoje własne pytania.

Nas teraz interesują umierające cząstki Kościoła. Żadna z nich nie ma zagwarantowanej ziemskiej nieśmiertelności. Całe wielkie terytoria leżą dziś „w obszarze niewierzących”, tak Jerozolima, jak i Konstantynopol. Czy nie mogłoby to spotkać tak Rzymu, jak i całej Europy? Kościół Chrystusowy jednakże żyłby dalej, i nie potrzeba o tym wątpić.

Więcej na łamach majowego numeru „Znaku”

Zamów numer

OTO MÁDR, ur. 1917, czeski teolog i publicysta, ksiądz – symbol oporu Kościoła czechosłowackiego wobec reżimu komunistycznego. W 1950 r. władze oskarżyły go o szpiegostwo i skazały na dożywocie. Zwolniony po 16 latach, współpracował z kard. Tomáškiem i ruchem Karta 77. Po 1989 r. był redaktorem naczelnym pisma „Teologické texty”.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.