|

TEMAT MIESIĄCA:
Nie dać Kościołowi umrzeć
Świeccy i problem naprawy Kościoła
(fragment)
Dyskusja z udziałem K. ABLEWICZ, M. BARDELA,
T. BARTOSIA, A. BOBKI, P. DARDZIŃSKIEGO,
T. GADACZA, J. GOWINA, M. GRABOWSKIEJ,
A. KAROŃ-OSTROWSKIEJ, E. KOT, D. KOTA,
D. KOZŁOWSKIEJ, ks. D. OKO, M. PIESKO,
J. PONIEWIERSKIEGO, J. SOSNOWSKIEGO,
Z. STAWROWSKIEGO, Z. STAWROWSKIEGO,
A. SZWEDA, K. TARNOWSKIEGO,
T. TERLIKOWSKIEGO, K. WOJTKOWSKIEJ
i A. WORKOWSKIEGO
Prezentujemy drugą,
końcową, część dyskusji,
która miała miejsce 3 marca tego roku w Łopusznej
– tym razem poświęconą sposobom
zaradzenia kryzysowi Kościoła w Polsce.
ANNA KAROŃ-OSTROWSKA: Mam wrażenie,
że bardzo długo żyliśmy w czasie "powiewu Ducha Świętego" i że on się już nad nami
zamknął. I jesteśmy teraz w momencie kryzysu i jakiejś pustki. Sprawa
arcybiskupa Wielgusa pokazała, że w czasach komunizmu dokonała
się dramatyczna deformacja sumień. Sprawa księdza Czajkowskiego
pokazała, że być może ludzie, którzy poszli na współpracę,
w ogóle nie mają doświadczenia zdrady. I to jest coś, przez co my,
jako wspólnota Kościoła, razem z nimi musimy przejść.
Innym problemem jest pytanie o to, kim tak naprawdę jest pasterz.
Przedziwne, że stajemy dziś wobec tego pytania, mając przez
dwadzieścia parę lat takiego pasterza, jakim był Jan Paweł II. I jeśli
w tej chwili stawiamy sobie pytania o wizję Kościoła, to znaczy, że
w jakiś sposób – jak to się stało?! – zapomnieliśmy, nie dosłyszeliśmy,
nie dosłuchaliśmy, nie odczytaliśmy tych wizji Kościoła, o których mówili
nam i którym dawali świadectwo ks. Józef Tischner i Jan Paweł II.
Co się stało z wizją Kościoła wspólnoty, Kościoła życia Ewangelią,
Kościoła relacji Ja–Ty z Bogiem? Co takiego się stało, że przeżywamy
tak dramatyczny kryzys, że zadajemy sobie tak podstawowe pytania?
Jako Kościół przeżywamy również wielki kryzys duchowy. Po
śmierci Jana Pawła II to paru świeckich wpadło na pomysł, że chcemy
się wspólnie modlić, razem przeżywać to bolesne wydarzenie,
i zwołało ludzi na wielką mszę św. na plac Piłsudskiego. Natomiast
teraz, w czasie oczekiwania na nowego biskupa, wspólnota Kościoła
warszawskiego nie wygenerowała z siebie pragnienia modlitwy. Myśmy
się pogubili wewnętrznie, zatraciliśmy jakiś podstawowy, „duchowy
instynkt”. Nie ma w nas potrzeby wspólnotowej modlitwy,
„omadlania” tych wszystkich problemów. Lamentujemy, narzekamy,
gadamy, ale nawet jeśli jest w tym praca intelektualna, to zdecydowanie
za mało w nas wysiłku duchowego.
KAROL TARNOWSKI: Coraz bardziej chyba doświadczamy w Kościele
pewnego rodzaju upodmiotowienia ludu Bożego. To były właśnie
te modlitwy po śmierci Jana Pawła II. Ostatni zaś spektakularny
przykład tego upodmiotowienia świeckich zobaczyliśmy dzięki aktywności
ludzi mediów zaangażowanych w rozwiązanie sprawy Wielgusa.
Przeciwstawianie wspólnoty hierarchii nie ma żadnego sensu. Musimy
przecież respektować tradycję, która oczywiście się zmienia,
ale te zmiany – delikatnie mówiąc – niezupełnie od nas zależą, więc,
jak na razie, spekulacje wokół demokratyzacji struktur kościelnych
wydają mi się zdecydowanie przedwczesne. Natomiast absolutnie zasadnicze
jest to, o czym mówił Tomasz Terlikowski: praca nad własną
odpowiedzialnością i nad kulturą sumienia, która wydaje mi się nieodłączna
od kultury wolności.
Kościół w swoim nauczaniu domaga się wolności jako warunku
życia. Tymczasem w faktycznym funkcjonowaniu Kościoła jako instytucji
ten wymiar wolności został zagubiony. Wolność jest tu nieprzemyślana
(względnie: teoretycznie zafałszowana), ale przede wszystkim jest ona zduszona w praktyce. Stawianie na sumienie to eo ipso
stawianie na wolność. Trzeba wciąż przypominać, że „pierwszym miejscem”
chrześcijanina – i w ogóle: pierwszym miejscem człowieka –
jest jego własne sumienie. Sumienie wolne i autentyczne, to znaczy
niezniekształcone przez rozmaite ideologiczne – w szerokim tego słowa
znaczeniu – naciski. Człowiek jest przede wszystkim odpowiedzialny
za kształtowanie wolności sumienia, a następnie – dawanie temu świadectwa.
To absolutnie niezbędne: świadectwo wolności sumienia.
Powinno ono prowadzić do otwartej dyskusji na temat rozmaitych
problemów, które stoją dziś przed Kościołem, i to nie jest tylko kwestia
lustracji czy struktur hierarchicznych, ale na przykład programu
duszpasterskiego, duszpasterskiej wizji Kościoła.
Tyle razy mówiło się o Kościele w Polsce, że nie ma wizji duszpasterskiej.
Rzecz jasna, w skład owej strategii duszpasterskiej powinno
także wchodzić upodmiotowienie świeckich. O tym trzeba nieustannie
mówić, a także dawać temu świadectwo indywidualne.
Choćby nas wiele kosztowało, czy przeciwnie: bardzo nudziło, pójście
po raz setny do biskupa czy proboszcza i powiedzenie mu
o czymś, czym najprawdopodobniej zupełnie się nie przejmie – to
jednak powinniśmy wciąż to robić. Iść do księdza po głupim kazaniu
i wyrazić swoją opinię. Hierarchia musi czuć, że lud Boży żyje. Niezależnie
od wszelkich zmian strukturalnych, które – miejmy nadzieję
– nastąpią, każdy z nas jest w sumieniu zobowiązany do tego, żeby
świadczyć o wolności i prawdzie. Od tego jest sumienie, żeby postępować
w prawdzie i mówić prawdę po prostu.
ADAM WORKOWSKI: Mówimy o ludzie Bożym, że się upodmiotawia.
Mam co do tego wątpliwości, ponieważ moim zdaniem to
upodmiotowienie ma charakter „wydarzeniowy”. Wzrasta przy okazji
ważnych wydarzeń, a potem zastyga. Ostatnie pobudzenia świadomości
wiernych są bardziej symptomem zdarzeń kryzysowych niż
trwałego upodmiotowienia. Mój pesymizm wynika z tego, że bolączki
i postulaty wobec Kościoła pozostają takie same od dziesiątków
lat. Ostatnio eksperymentowałem, pokazując znajomym zapisy
dyskusji o Kościele sprzed lat 10, 20 czy 40. Czytałem fragmenty
i pytałem ich, kiedy odbywała się dyskusja. Wielu sądziło, że słuchają
rozmów nowych i świeżych.
Zastanawiam się, czy kryzys „zdeformowanego sumienia” jest
pokłosiem komunizmu. Gdyby tak było, to zgodnie ze zdrowym rozsądkiem
komunistyczna trucizna powinna na kolejne pokolenia działać
coraz słabiej. Czasem mam podejrzenie, że w młodym Kościele –
nietkniętym przez totalitaryzm – struktury zła wcale nie znikają.
Czasem o wiele straszniej słuchać młodych księży niż biskupów starszego
pokolenia.
I ostatnia wątpliwość dotycząca sumienia. Odwołujemy się do
sumienia jako do ostatecznej instancji. Jednak jednostkowe sumienie
nie może być zamknięte na wspólnotę i otaczający świat. Musimy
ciągle pamiętać, że z czystym, niewzruszonym sumieniem chrześcijanie
dokonywali rzeczy strasznych, za które teraz Kościół przeprasza
Boga i ludzi.
TADEUSZ GADACZ: Zwracam uwagę, że kiedy mówimy „hierarchia”,
myślimy: „władza”, „instytucja”, „posłuszeństwo”, „przymus”,
„nakaz” itd. I trochę mi się przypomina to, co kiedyś dość dowcipnie
opisał Tomasz Węcławski, że Pan Jezus w Wieczerniku mówi do
apostołów „Ekscelencje, najdostojniejsi…”. Ciągle zapominamy
o tym, że charyzmat jest służbą.
W zbiorze Paula Ricoeura Podług nadziei jest fragment poświęcony
tzw. kłamstwu klerykalnemu. Polega ono na tym, że nie rozróżnia
się rozmaitych pięter prawd. A przecież są prawdy dla danej
religii istotne, kluczowe, bez których traci ona swoją tożsamość, i są
sprawy zupełnie drugorzędne. Istota kłamstwa klerykalnego polega
na tym, że się to wszystko zbija się w jednolitą masę, niepodatną na
krytykę, dyskusję i rozmowę. Kończy się to taką oto przemową proboszcza:
że ci wszyscy, którzy twierdzą, iż mur przy cmentarzu ma
być z cegieł, a nie z pustaków, występują przeciwko Ojcu Świętemu,
Trójcy Świętej i Ewangelii… To nie jest wspólnota – to kolektyw.
Więcej na łamach majowego numeru „Znaku”
Zamów numer
Przeczytaj fragment pierwszej części dyskusji
POCZĄTEK STRONY |