70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Smutno mi, Boże

Za pół godziny miałem wyjść z domu. Córka włączyła telegazetę. Spojrzała na mnie i powiedziała: ksiądz Węcławski odchodzi od kapłaństwa.

Zrobiło mi się smutno. Nie – nie zawalił mi się świat ani mury Kościoła nie popękały. Zmieniały się cyfry stron. Wreszcie ukazała się strona z informacją:

Znany poznański teolog ksiądz profesor Tomasz Węcławski odchodzi od kapłaństwa. Ksiądz Węcławski oświadczył, że podjął tę decyzję po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu. Duchowny podkreślił, że podjął świadomie święcenia kapłańskie, jako człowiek odpowiedzialny i wolny, i nie wyrzeka się tamtej decyzji. Teraz jednak dojrzał do tego, by pójść konsekwentnie dalej zgodnie z rozeznaniem sumienia.
„Decyduję sam o sobie samym, nie uzależniając się od nikogo i na nikogo nie zamierzając wpływać” – oświadczył ks. Węcławski. Dodał, że komentarzem do jego decyzji będzie dalsza działalność publiczna.
Ks. Węcławski jest znanym teologiem, autorem wielu książek.

Zanim to przeczytałem, spojrzałem na półkę z książkami. Zobaczyłem grzbiet jego książki W teologii chodzi o Ciebie. Przeczytałem ją w ubiegłym roku powtórnie. Znajdowała się ona między Platonem a Gałczyńskim. Mam spory bałagan na półkach. Wziąłem ją do plecaka wraz z paroma numerami „Znaku”. Planowałem w pociągu dokończyć lekturę książki Bóg, Biblia, Mesjasz. Z księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim rozmawiają Grzegorz Górny i Rafał Tichy. Pierwsze jej rozdziały opisują niełatwą drogę ks. Chrostowskiego do kapłaństwa: „12 grudnia 1974 r. wieczorem (…) wezwał mnie ksiądz rektor (…). Oznajmił, że mogę sobie szukać czegoś innego, bo do święceń nie dojdzie”. Wiedziałem, że ta książka musi poczekać. Teraz chciałem być z ks. Węcławskim. Wychodząc z domu, wysłałem jeszcze esemesa do przyjaciela, który mieszka niedaleko stacji kolejowej, żeby przyniósł mi na peron zeszyt „Znaku” poświęcony deklaracji Dominus Iesus. Domyślił się, dlaczego.
Ks. Tomasz Węcławski był uczestnikiem dyskusji Kościół po Dominus Iesus. Pamiętam, że w okresie, kiedy się deklaracja ukazała, wielokrotnie się wypowiadał w mediach, broniąc jej przed zarzutami. Co wydarzyło się od tego czasu, że teolog, który we wspomnianej dyskusji powiedział: „Dla pierwotnego Kościoła punktem odniesienia jest ten, którego nazywają Piotrem. Bez jego świadectwa nie ma Kościoła!”, po latach zdecydował się na rezygnację z bycia księdzem? W książce W teologii chodzi o Ciebie napisał: „Miłość, którą znajduję w samym Sercu Kościoła, jest katolicka”. Wszystko, co dotychczas czytałem z pisarstwa ks. Węcławskiego, umacniało mnie w wierze w „jeden, święty Kościół apostolski”. W ten, który znam. Z piękną tradycją, z różną historią, z trudną współczesnością.
Miałem przesiadkę w Jabłonowie Pomorskim. Między pociągami kilkadziesiąt wolnych minut. Poszedłem w stronę widocznego ze stacji kościoła. Ludzie szli na nabożeństwo drogi krzyżowej. Na tablicy informacyjnej był obraz Adama Chmielowskiego Ecce Homo. A ja w kieszeni przesuwałem paciorki różańca i myślałem o ks. Węcławskim. Przypominałem sobie wyjazd do Krakowa na spotkanie z nim w ramach Uniwersytetu Latającego Znaku. Tam też ze wspomnianym wyżej przyjacielem spotkaliśmy się na peronie. Ja przyjechałem wcześniej z Sosnowca od brata, on z Brodnicy, gdzie mieszkamy. Co wydarzyło się od tego czasu, że kapłan, który powiedział: „Kto w swojej wierze, w swoim życiu religijnym i w społeczności religijnej czuje się samowystarczalny, ten nie rozpocznie dialogu, bo nie zechce związanego z nim ryzyka”, zdecydował się przestać być księdzem? Po tym spotkaniu napisałem wiersz Widziałem zmęczonego teologa:

bywa że nie można wcisnąć palca
między dogmat
a ludzkie pytanie

kiedy indziej w tę przestrzeń
trzeba wejść
całym sobą

nic nowego od dnia zmartwychwstania
obłok niewiedzy
i ważne zadanie

a gdy się myśli
że już złapało się Pana Boga za nogi
na swoich trzeba iść dalej

wczoraj widziałem zmęczonego teologa
był bardzo podobny
do mnie

Było to jeszcze przed sprawą arcybiskupa Paetza. Przychodziło mi nieraz bronić ks. Węcławskiego, powołując się na jego „Świadectwo” opublikowane na łamach „Tygodnika Powszechnego”. W moim odczuciu heroiczna postawa poznańskiego duszpasterza była potwierdzeniem jego słów kończących pierwszą część Rekolekcji z Karlem Čapkiem: „gdzie nasze życie spotyka z życiem Jezusa, nic naprawdę złego nie może się stać, możemy nawet umrzeć – i nic”. W mojej świadomości ten cykl artykułów opublikowanych na łamach „Znaku” rozpoczął naszą jednostronną „znajomość”. Mogę tak napisać, czego potwierdzeniem jest jego prośba umieszczana na końcu listów skierowanych do czytelników W teologii chodzi o Ciebie: „Nie pozwól, żebym został sam”. Jeszcze wymowniejszy jest cytat z wiersza Eliota kończący wspomnianą książkę:

Oto jest czas napięcia pomiędzy skonem a narodzinami
Samotne miejsce gdzie krążą trzy sny
(…)
Nie pozwól abym został oddzielony
A wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie

Może, gdyby te słowa przeczytał Tomasz Terlikowski, nie napisałby na łamach „Rzeczpospolitej” komentarza zatytułowanego Kapłan, który rani Kościół. Sam okazał się dziennikarzem, który rozdrapuje rany. Może pomyślałby, że to chyba nie względy doktrynalne doprowadziły do tak dramatycznej decyzji, gdyby znał odpowiedź ks. Węcławskiego na pytanie postawione z sali po wykładzie w Uniwersytecie Latającym Znaku:

– Czy mógłby Ksiądz Profesor wypowiedzieć swoje osobiste uzasadnienie wiary w święty, powszechny i apostolski Kościół?
– Nie wiem, czy to (…) nie zostanie odebrane jako unik, ale ja wierzę w jeden, święty, apostolski i powszechny Kościół, ponieważ się w nim znalazłem. To „znalazłem się w nim” nie mówi tylko: „jestem jego członkiem”. Ja się w nim znalazłem. Byłem zgubiony i się znalazłem.

W niedzielę po ogłoszeniu decyzji ks. Węcławskiego podczas mszy świętej czytana była Ewangelia o Galilejczykach, na których zwaliła się wieża w Siloe. Słuchając jej, pomyślałem: „Myślicie, że owi księża, którzy odchodzą, są większymi grzesznikami niż inni wierni w Kościele? Bynajmniej, powiadam wam: lecz jeśli się nie nawrócicie, tak samo zranicie Kościół”.

Kiedy kapłan odchodzi, smutno mi, Boże.
Nie pozwól, żeby pozostał sam.
Nie pozwalajmy, żeby pozostali sami.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata