70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kto stoi, niech uważa, aby nie upadł

Każdy, świecki czy duchowny, potrzebuje pomocy dostosowanej do jego sytuacji. Słowo głoszone z ambony powinno być odpowiedzią na realne problemy z godzeniem wiary z życiem. Tylko duszpasterstwo, które kształtuje w wolności i odpowiedzialności, przyniesie obfite owoce.

Zmiany, które się dokonały po roku 1989, wprowadziły polski Kościół w tak odmienną sytuację, że pytanie, czy sprosta nowym wyzwaniom, jest jak najbardziej uzasadnione. Już we wczesnych latach dziewięćdziesiątych dało się słyszeć głosy, że wspólnota wierzących nie radzi sobie i że zaczął się jej głęboki kryzys. Znaki kryzysu, które według tych prognoz rychło miały być widoczne, to odejście młodzieży od praktyk religijnych, gwałtowny spadek powołań kapłańskich, kontestacja nauki Magisterium i zobojętnienie religijne większości Polaków.

Kolejne pielgrzymki Jana Pawła II, liczne uczestnictwo młodych w Światowych Dniach Młodzieży i inne fakty pokazały, że proces sekularyzacji nie jest czymś nieuchronnym lub przynajmniej nie następuje według przepowiadanego scenariusza. Patrząc pozytywnie, można przypomnieć kwiecień 2005 roku, który został powszechnie uznany za czas „narodowych rekolekcji”. Wiosną ubiegłego roku pielgrzymka Benedykta XVI pozytywnie zaskoczyła cały świat. Można do tego dodać stałe zainteresowanie wszelkimi publikacjami związanymi z Janem Pawłem II, wielość przeróżnych inicjatyw religijnych (pielgrzymki, rekolekcje, grupy modlitewne itp.), utrzymująca się wysoka frekwencja podczas niedzielnych Mszy świętych oraz częste korzystanie z sakramentów, zwłaszcza ze spowiedzi.

Ciągnące się od miesięcy problemy wokół lustracji duchownych, kłopoty z nominacją i rezygnacją ordynariusza archidiecezji warszawskiej ponownie wprowadziły pytanie, czy wymienione powyżej pozytywne fakty pokazują realny stan żywotności polskiego Kościoła. Czy nie przejdziemy jednak podobnego procesu laicyzacji, jak w Holandii, Hiszpanii lub Irlandii? Mówiąc krótko: czy Kościół poradzi sobie z pokusą sekularyzacji i jak w ogóle radzić sobie z tym zjawiskiem? Jak przejść od religijności wynikającej ze społecznych uwarunkowań do religijności wynikającej z dobrowolnej decyzji?

Albo – albo
Pismo Święte, a za nim Ojcowie Kościoła, w różny sposoby opisują radykalizm Ewangelii: albo idzie się za Jezusem, albo nie; albo żyje się według ducha, albo według ciała. Światło jest nie do pogodzenia z ciemnością. Ten radykalizm zaowocował, szczególnie w pierwszych wiekach, mocnym zaangażowaniem apostolskim, wielością męczenników i wyznawców. Struktury społeczne, w których poruszali się pierwsi chrześcijanie, były pogańskie. W tym wrogim otoczeniu wierni potrafili dokonywać takich osobistych wyborów, by były one zgodne z Ewangelią. W kolejnych stuleciach wysiłek ewangelizacyjny doprowadził do zbudowania cywilizacji chrześcijańskiej. Nowoczesność – ze wszystkimi zmianami w sferze społecznej i kulturowej – wprowadziła błędne przekonanie, że świat z zasady jest czymś obcym chrześcijaństwu. Prawdziwy radykalizm, czyli świętość, wymagał zatem porzucenia świata. Choć postawa ta sprzyjała autentycznemu życiu chrześcijańskiemu osób, które podejmowały taką decyzję, i stanowiła jasny punkt odniesienia dla pozostałych, miała negatywny skutek w postaci pozostawienia wielkich obszarów działań ludzkich bez chrześcijańskiego wpływu. Radykalizm sprowadzał się więc do alternatywy: albo żyjesz blisko Boga na „obrzeżach świata”, albo w świecie, ale daleko od Boga.

II Sobór Watykański przypomniał o pozytywnym podejściu do świata. Świat jest dziełem Boga i został odkupiony. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” ( J 3, 16). Wiara nie oznacza obojętności wobec świata. Dla wierzącego świat jest nie tylko „dany”, ale i „zadany”. On musi w tym świecie być światłem i zaczynem.

Ta rewolucyjna zmiana sposobu patrzenia nie zawsze była dobrze odczytywana. Powierzchowna lektura mogła wywoływać wrażenie, że część ascetyki chrześcijańskiej (ta, która przypominała o słabości dawnego człowieka i o konieczności czuwania) została odesłana do lamusa. W wielu środowiskach chrześcijańskich przestało się mówić o grzechu, a jeżeli już, to w sferze społecznej. Duszpasterze częściej wspominali o polityce i sprawach społecznych niż o nawróceniu i dążeniu do nieba. Pozostaje pytanie, czy opustoszałe kościoły i osłabienie wiary lub obojętność na nią są wynikiem takiego duszpasterstwa bez pojęcia grzechu, bez apostolstwa, bez eschatologii, a także – czy samo otwarcie na świat koniecznie niesie ze sobą takie skutki? Czy aby być pełnowartościowym obywatelem świata, trzeba „skorygować” radykalizm Ewangelii?

Wyjątkowa sytuacja Polski
Boża Opatrzność zaoszczędziła Kościołowi w Polsce światowej zawieruchy z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Dla Kościołów w wielu państwach europejskich był to okres utraty całego pokolenia wiernych, co jest bardzo trudne do odrobienia. Całkowite otwarcie Polski na współczesny świat dokonało się w czasie pontyfikatu Papieża-Polaka. W latach posoborowych Polska nie doświadczyła żadnego kryzysu, na przykład masowego odejścia księży czy opustoszenia kościołów. Jan Paweł II zakończył omawianie wszystkich dokumentów II Soboru Watykańskiego we wrześniu 2001 roku. Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm Kościoła Katolickiego ustawiły mocne filary dyscypliny i doktryny. Papież swoim przykładem pokazał, że Kościół posoborowy nie oznacza odejścia od maryjności, pobożności eucharystycznej czy kultu świętych, że nie ma pobłażliwości wobec grzechu, a spowiedź nadal jest potrzebna. On sam, jak niedawno pisał kardynał Dziwisz, spowiadał się co tydzień. Mając taką wykładnię nauki Soboru, Kościół w Polsce staje przed wielkim wyzwaniem świata pluralistycznego, globalnego i mocno zsekularyzowanego. Różni się ono od wyzwania, jakie w latach posoborowych stało przed Kościołami partykularnymi w krajach katolickich – nie tylko ze względu na jasność owej wykładni, ale i ze względu na przemiany w świecie współczesnym.

Wszechobecne media, reklama i Internet stają się elementem wychowawczym nie tylko dla młodego pokolenia. Częste wyjazdy i stały kontakt ze zsekularyzowanym stylem życia stawiają egzystencjalne pytania przed każdym Polakiem –pytania o wiarę i życie według niej. Paralelne pytanie dla duszpasterzy brzmi: jak pomóc wiernemu, by dokonywał wyborów zgodnych ze swoimi przekonaniami nawet, gdy wymaga to poświęcenia? Jak doprowadzić do tego, aby – na przykład wtedy, gdy korzysta z Internetu – nie wchodził dobrowolnie na nieodpowiednie strony i to nie dlatego, że nie potrafi albo się wstydzi, ale dlatego, że słucha głosu swego sumienia?

Niepokojące sygnały
Relatywizowanie moralności jest dla wielu ludzi zatroskanych o polski Kościół bardzo niepokojącym sygnałem. Wielu młodych wywodzących się z różnych środowisk katolickich, uczestniczących przez lata w katechezach i spotkaniach modlitewnych, decyduje się zamieszkać razem bez ślubu kościelnego. Do tej samej kategorii można zaliczyć rozpad małżeństw, wśród nich również takich, które przez lata korzystały z formacji katolickiej. Być może najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest osłabienie wpływu wychowawczego rodziny i parafii na rzecz mediów i środowiska rówieśniczego. Te tradycyjne sposoby przekazywania wiary i wartości, które przetrwały nawet trudną próbę dyktatury komunistycznej, obecnie straciły skuteczność. W konsekwencji wiara w coraz mniejszym stopniu kształtuje życie codzienne i decyzje moralne.

Innym niepokojącym sygnałem jest stopniowe odchodzenie od Kościoła trzydziestolatków, którzy borykają się z najtrudniejszymi problemami, na przykład: jak pogodzić wymagania życia rodzinnego z angażującym życiem zawodowym. To oni mają za zadanie pokazać, że model stabilnej rodziny opartej na wierności nie minął, że wiara ma wpływ na życie zawodowe, a pieniądz i kariera nie są najważniejsze. Trzydziestolatki spędzą wiele czasu, a może całe dojrzałe życie, poza krajem, w środowisku niekatolickim. Ich zadanie polega też na ukazaniu, że otwarcie na świat nie oznacza pójścia na kompromis z grzechem.

Choć wyzwanie stojące przed Kościołem w Polsce dotyczy spraw świeckich, jak rodzina, wychowanie, praca, jednak wielką rolę mają tu do odegrania duszpasterze. Dzięki Bogu w Polsce nie mamy wśród nich luki pokoleniowej jak w Kościołach na Zachodzie. Większość polskich księży jest w sile wieku. Oni nie boją się nowoczesności, bo w niej zostali wychowani i ją tworzą. Jednak coraz bardziej oczywisty staje się fakt, że formacja seminaryjna nie wystarczy, a i samo hasło „stała formacja” też dużo nie daje, szczególnie gdy „formację” rozumie się tylko w kategoriach intelektualnych. Do Boga przybliża jedynie teologia przyswajana na kolanach. Teologia bez pobożności może okazać się absolutnie bezbronna wobec sekularyzacji.

Braterstwo kapłańskie, dobra atmosfera na plebanii, troska wiernych o swych duszpasterzy pomogła księżom wytrwać w trudnych latach dyktatury. Dziś ta troska jeszcze bardziej jest potrzebna, by utwierdzać księży w przekonaniu, że wierni potrzebują ich „radykalizmu”, że chcą księży „na sto procent” zawsze i wszędzie.

Wierny jest Bóg…
Ostrzeżenie św. Pawła kierowane do Koryntian: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” wpisuje się w ogólne ewangeliczne wezwanie do czujności i pokory. Żaden człowiek ani żadna wspólnota nie mogą się czuć wyłączone z tego zadania. Trudności przeżywane w obecnym czasie powinny być przypomnieniem tych słów. Nie chodzi o optymizm lub pesymizm, gdyż są to kategorie emocjonalne, lecz o realizm wiary. Wiara jest darem Bożym, który wymaga pokornego przyjęcia i czuwania, by go nie utracić.

Święty Paweł swoje wezwanie do czujności wywodzi z historii narodu wybranego. Co prawda, wszyscy „zostawali pod obłokiem”, wszyscy przeszli przez morze, wszyscy spożywali ten sam pokarm i pili ten sam duchowy napój. Lecz w większości z nich nie upodobał sobie Bóg. Stało się to jako przykład dla nas, abyśmy nie pożądali złego: bałwochwalstwa, rozpusty, szemrania… Apostoł kończy z ufną wiarą: „Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać” (1 Kor 10, 13).

Wierny jest Bóg…, ale oczekuje naszego apostolskiego zaangażowania. Obecne trudności są sygnałem, że potrzeba dodatkowego zaangażowania. Siły powodujące korozję fundamentów wiary są większe niż z te z ubiegłego stulecia. Potrzebny jest dodatkowy duszpasterski wysiłek włożony w indywidualną formację. Każdy, świecki czy duchowny, potrzebuje pomocy dostosowanej do jego sytuacji. Słowo głoszone z ambony powinno być odpowiedzią na realne problemy dotyczące godzenia wiary z życiem. Tylko duszpasterstwo, które kształtuje w wolności i odpowiedzialności, przyniesie obfite owoce. Wierni korzystający z takiej pomocy swoim życiem pokażą, że moralność chrześcijańska nie ogranicza, lecz daje realne pozytywne rozwiązania problemów dwudziestego pierwszego wieku. Pokażą, że bycie uczniem Chrystusa już tu na ziemi daje szczęście.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata