70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kryzys w polskim Kościele?

Kiedy mamy do czynienia z kryzysem w Kościele? Wtedy, gdy jego członkowie – biskupi, kapłani, zakonnice i zakonnicy, wszyscy wierni – dalecy są od Chrystusa. Gdy zamiast starać się o świętość,
żyją tak, jak gdyby Boga nie było.

Zapraszając mnie do zabrania głosu w dyskusji o Kościele w Polsce, redakcja ,,Znaku” dodała pytania: „Na czym polega kryzys? Jakie są jego korzenie, najbardziej bolące miejsca? I co chce nam przez te wydarzenia powiedzieć Pan Bóg?”. Pytania te sugerują, po pierwsze, że Kościół w Polsce przeżywa dziś kryzys, oraz, po drugie, że kryzys ten dał o sobie znać poprzez „te wydarzenia”, a więc zapewne przede wszystkim przez niedoszły ingres ks. abpa Stanisława Wielgusa – wydarzenie wpisujące się w szerszy nieco kontekst lustracji polskiego duchowieństwa. Obie te sugestie milcząco zakładają określoną wizję Kościoła – i bez przypomnienia, bodaj w największym skrócie, czym Kościół jest w świetle jego nauki, zwłaszcza tej, którą wyartykułował w Vaticanum II, nie potrafię na te pytania sensownie odpowiedzieć. Nie miejsce tu na wykład całej katolickiej eklezjologii, przywołam więc tylko te o nim prawdy, które – jak sądzę – mają istotny związek z pytaniami redakcji.

W konstytucji dogmatycznej Lumen gentium Sobór podkreśla najpierw, że Kościół „jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem całego rodzaju ludzkiego” (nr 1), a następnie – przypomniawszy różne pojęcia i obrazy przybliżające tajemnicę Kościoła – ze szczególnym upodobaniem zatrzymuje się na jego wizji jako Ludu Bożego (por. rozdz. II), zwracając uwagę na jego miejsce wśród wszystkich narodów ziemi i ukazując różne kręgi przynależności doń: od katolików, poprzez chrześcijan innych wyznań, wyznawców judaizmu oraz innych religii, aż po wszystkich ludzi, którzy „usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie” (nr 16). Na tym tle konstytucja omawia następnie hierarchiczny ustrój Kościoła, ze szczególnym uwzględnieniem posługi biskupów (por. rozdz. III). Czytamy tam między innymi, że biskupi „wraz z pomocnikami swymi, kapłanami i diakonami, objęli posługiwanie duchowe we wspólnocie, stając w zastępstwie Boga na czele trzody, której są pasterzami, jako nauczyciele, jako kapłani świętego kultu, jako sprawujący rządy duchowe” (nr 20). Z racji udzielonych im funkcji i związanej z tym specjalnej asystencji Ducha Świętego biskupom nauczającym w łączności z papieżem należy się od wszystkich cześć jako świadkom boskiej i katolickiej prawdy; wierni zaś winni zgadzać się ze zdaniem swego biskupa w sprawach wiary i obyczajów, wyrażonym w imieniu Chrystusa, i trwać przy nim w religijnej uległości (nr 25).

Wysoka ranga biskupów w Kościele stawia też przed nimi wysokie wymagania. W Dekrecie o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele Christus Dominus Sobór przypomina więc, że ,,winni biskupi przyczyniać się do wzmożenia świętości swego kleru, zakonników i świeckich według właściwego im powołania, świadomi wszakże tego, że są zobowiązani dawać przykład świętości przez miłość, pokorę i prostotę życia” (nr 15), a w wykonywaniu swych zadań niech będą „pośród swoich jako ci, którzy usługują, niech będą dobrymi pasterzami (…), prawdziwymi ojcami wyróżniającymi się duchem miłości i troski względem wszystkich” (nr 16). W swej posłudze biskupi włączają się w zadania całego Kościoła, który nie tylko gromadzi wiernych i łączy ich ze Zbawicielem, ale posłany jest ze zbawczą misją Chrystusa do całej ludzkości. „Przeto Sobór święty, wyznając najszczytniejsze powołanie człowieka i głosząc, że ma on w sobie zasiane pewne boskie ziarno, ofiarowuje rodzajowi ludzkiemu szczerą współpracę Kościoła dla zaprowadzenia odpowiadającego temu powołaniu braterstwa wszystkich”, zmierzając „ku jednemu tylko, a mianowicie, by pod kierownictwem Ducha Świętego Pocieszyciela prowadzić dalej dzieło samego Chrystusa, który przyszedł na świat, żeby dać świadectwo prawdzie, żeby zbawiać, a nie sądzić, żeby służyć, a nie żeby Jemu służono” (KDK 3). Cała Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes jest przejmującym (a dziś coraz mniej znanym) świadectwem tego, jak bardzo Kościół, z racji misji zleconej mu przez Chrystusa, uznaje za swoją wszelką „radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i cierpiących” (nr 1).

Kiedy więc mamy do czynienia z kryzysem w Kościele? Wtedy, gdy jego członkowie – biskupi, kapłani, zakonnice i zakonnicy, wszyscy wierni – dalecy są od Chrystusa. Gdy zamiast starać się o świętość (zjednoczenie z Bogiem) żyją tak, jak gdyby Boga nie było (etsi Deus non daretur), zabiegając jedynie o czysto ziemską karierę, nie szukając Boga, nie przejmując się prawdami wiary, zaniedbując sakramentalne praktyki, ignorując w codziennym życiu Ewangelię, bez żenady akceptując tak zwane „układy” i korupcję, sprowadzając swoją religijność do zewnętrznego rytuału, z czasem coraz mniej zrozumiałego i w końcu odrzucanego. Mamy do czynienia z kryzysem w Kościele, gdy nie pamięta się o ubogich i cierpiących, toczy się nieustanne spory podsycające wzajemną wrogość i nienawiść (opakowaną oczywiście w pobożne hasła, którymi fanatycy potrafią zazwyczaj znakomicie się posługiwać), wprowadza się podziały na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” katolików, walczy tylko o „swoich” (członków „mojego” Kościoła, „mojego” środowiska, „mojego” narodu), nie dbając o prawdę i sprawiedliwość, nie przejmując się tym, jak żyją „inni”: ich radością i nadzieją, smutkiem i trwogą; przynosząc światu zgorszenie, zamiast budującego przykładu i czynnego wspierania szlachetnych wysiłków podejmowanych dla dobra i pokoju całej rodziny ludzkiej.

Czy mamy dziś w Polsce do czynienia z takim kryzysem? Nie wiem. Oczywiście, Kościół to społeczność grzeszników, stale się musi odnawiać i odradzać (Ecclesia semper reformanda), ale o kryzysie mówimy zazwyczaj wtedy, gdy szczególnie daleko zaszło sprzeniewierzenie się własnej tożsamości, niewierność podstawowym przykazaniom. Z pewnością także Kościół w Polsce potrzebuje stałej odnowy, wiele już powiedziano o mankamentach naszego katolicyzmu – ale mankamenty te i związane z nimi postulaty odnowy zgłaszane są od dawna. Akurat casus ks. abpa Wielgusa i sensacje związane z lustracją księży z tak pojętym kryzysem mają jednak dość słaby związek. Oczywiście, jakiś związek mają. Dlatego przypomniałem o randze biskupów w Kościele (a należałoby dodać również soborową wizję kapłaństwa sakramentalnego i wskazania dotyczące duchownych, a także zakonników i zakonnic). Ich prawość, osobista pobożność oraz ojcowska, pokorna posługa, są dla wiernych silniejszym „argumentem” niż najbardziej nawet porywające słowa. Ich grzechy i słabość, w tym także nieklarowność postaw i słów, osłabiają wiernych. Wiedzą o tym biskupi i – jak wszyscy wierni – mają się zazwyczaj z czego spowiadać. Ale uznanie przypadku ks. abpa Wielgusa za oznakę kryzysu Kościoła w Polsce jest wielką przesadą – i nie tylko przesadą. Ci, którzy tak ten casus interpretują, dają dowód skrajnego klerykalizmu; dla nich opinia o poszczególnych (niektórych) przedstawicielach hierarchii i duchowieństwa równoznaczna jest już nawet nie z opinią o Kościele, ale z Kościołem po prostu. Osłupiałem, kiedy jeden z dziennikarzy bez cienia wahania stwierdził, że mamy oto do czynienia z największym kryzysem Kościoła w Polsce (a takich głosów usłyszeć można było ostatnio wiele). Proszę tę opinię odnieść do przypomnianej wcześniej, pięknej i szerokiej wizji Kościoła jako Ludu Bożego (już nie mówiąc o odniesieniu do naszej historii, trochę dłuższej niż ostatnich kilkanaście lat, nierzadko rzeczywiście dramatycznej).

Może na tym właśnie nasz kryzys między innymi polega? Na sprowadzaniu Kościoła do hierarchii i duchowieństwa – a raczej do opinii o niektórych jej przedstawicielach – i zatrzymywaniu uwagi na tym, co z punktu widzenia zasadniczej jego tajemnicy i misji jest wtórne i zewnętrzne? Fatalnie się stało, że – ulegając presji mediów – rozpatrujemy kondycję Kościoła niemal wyłącznie przez pryzmat sensacji, jakimi raczą nas dziennikarze wydobywający do znudzenia kolejne teczki kolejnych biskupów i księży. Owszem, lustracja duchowieństwa jest potrzebna, tak jak jest ona potrzebna wobec wszystkich innych obywateli pełniących ważne funkcje społeczne. Potrzebna jest w imię prawdy o przeszłości, prawdy o nas samych, także w imię wiarygodności przekazu Ewangelii, bo wiarygodność ta jest naruszona, gdy ci, którym powierzono ewangelizację, sami próbują „zamiatać pod dywan” kłopotliwe dla nich fakty. Lustracja ta będzie dla wielu bolesna, bo dotyczy ludzi, którzy często cieszą się wysokim i zasłużonym autorytetem u wiernych. Niestety, w trakcie jej dokonywania dziać się będzie wiele niesprawiedliwości, bo odbiorcy tych sensacji, zwłaszcza ci, którzy nie pamiętają czasów PRL-u, nie będą potrafili (a często nie będą nawet usiłowali) zrozumieć nacisków i szantaży, na jakie notorycznie narażeni byli wówczas duchowni ze strony funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, ani nie będą skłonni brać pod uwagę trudności związanych z interpretacją dokumentów wydobytych z archiwów IPN. Dziennikarze – a za nimi telewidzowie i czytelnicy gazet – będą się ekscytować kolejnymi doniesieniami na temat księży i biskupów, bo one lepiej się „sprzedają” niż informacje o tym, jak dziś żyją i co porabiają ci, którzy takich niecnych praktyk łamania człowieka przez długie lata się dopuszczali. To osobny problem, związany nie tyle z kryzysem Kościoła, ile raczej z etosem dziennikarzy, a także z kryzysem poczucia sprawiedliwości wszystkich Polaków. Ale – na miły Bóg – nie traktujmy lustracji tak, jak gdyby ona decydowała o tym, czy mamy do czynienia z kryzysem w Kościele!

Nie śmiem sugerować, co Bóg chce nam przez wydarzenia ostatnich lat i miesięcy powiedzieć. Może jedną z lekcji płynących z tych wydarzeń jest ta, by raz jeszcze rzetelnie i modlitewnie przemyśleć, czym jest Kościół i jakie jest moje w nim miejsce? A potem – sprowadzając sprawę lustracji duchowieństwa do właściwych proporcji i nie ekscytując się nią zbytnio – zastanowić się, czy rzeczywiście nie przeżywamy kryzysu: kryzysu naszej wiary i miłości.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata