70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pisarz wyjątkowy i niezbędny

Pisarstwo Kapuścińskiego można porównać do dzieła Michała Anioła, który mówił, że zawód rzeźbiarza jest czymś bardzo prostym – wystarczy z kamienia odrzucić to, co niepotrzebne.
Kapuściński odsiewał i odrzucał niepotrzebne.

Nie jest prawdą, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ryszard Kapuściński należy do tych, którzy są nie do zastąpienia. Co stanowi o wyjątkowości Ryszarda Kapuścińskiego w literaturze światowej?
Kapuściński rozpoczynał swoją karierę jako dziennikarz i reporter. Często jego twórczość była przypisywana do literackiego reportażu, do literatury faktu. Tymczasem jego twórczości nie da się przyporządkować do żadnego gatunku pisarskiego, ponieważ w naturalny sposób łączył on różne formy pisarstwa – poezję, reportaż, esej, opisy faktów i refleksje.

Przypomnę mało znaną sprawę: z początkiem lat sześćdziesiątych napisał reportaż pt. Sztywny o transporcie ciała górnika ze Śląska na północ Polski – do miejsca, skąd pochodził. Jeden z polskich pisarzy (daruję sobie w tym miejscu przypominanie jego nazwiska) uznał najwyraźniej, że reportaż napisał jakiś nieznany dziennikarzyna, rozpisał tekst Ryszarda na głosy i wydał jako swoją sztukę pt. Kondukt. Była ona wystawiana w teatrach. Ryszard Kapuściński, jakkolwiek był człowiekiem bardzo skromnym, to jednak przywiązywał ogromną wagę do tego, co i jak pisze. Wspólnie z redakcją tygodnika „Polityka”, w którym wtedy pracował, wytoczył pisarzowi proces. Pozyskał też sympatię czytelników „Polityki”, w której – obok jego własnego reportażu – plagiat został opublikowany. Wtedy nie znałem jeszcze Ryszarda osobiście. Pomyślałem, że pozostawiając osąd czytelnikom, postąpił w sposób niezwykle uczciwy i rzetelny.

Jeszcze w końcu lat 50. Ryszard Kapuściński wyjechał jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej do Indii, potem na kontynent afrykański, do Tanganiki. Poznałem go wtedy właśnie. Było to w 1962 roku. Warto wiedzieć, że większość jego korespondencji, a właściwie wszystko, co pisał, nie nadawało się wówczas do druku. Redakcja agencji prasowej domagała się, by były to suche, oszczędne i napisane językiem urzędniczym sprawozdania. Ryszard pisał utwory literackie. Na szczęście ludzie, którzy pracowali w Polskiej Agencji Prasowej, uważali je za niezwykłe. Robiły na wszystkich ogromne wrażenie. W tamtych czasach cenzura „chroniła” społeczeństwo przed niepożądaną informacją – mówię to ironicznie i żartobliwie. To cenzorzy decydowali o tym, co nadaje się dla zwykłych ludzi, a co dla tych, którzy nimi rządzą. Korespondencje Kapuścińskiego publikowane były w tzw. biuletynach specjalnych. Dziś trudno nawet wytłumaczyć, czym one były – formą prasy zastrzeżoną tylko dla rządzących i redaktorów głównych gazet. Znajdowały się tam przedruki z prasy zagranicznej oraz te informacje korespondentów PAP, które nie mogły ukazać się w normalnej prasie z uwagi na to, że zawierały wiedzę zakazaną dla zwykłego czytelnika, który miał widzieć świat w barwach czarno-białych. Ryszard Kapuściński był drukowany właśnie w „biuletynach specjalnych”. Są to teksty mało znane lub nieznane, Kapuściński nigdy ich później nie wydał drukiem. A szkoda…

Ryszard Kapuściński stworzył unikalny typ literatury. Wspomniałem już, że nie da się tej literatury w sposób jednoznaczny zakwalifikować. Jedno jest pewne – jego pisarstwo reprezentuje najwyższy poziom. Przywiązywał ogromną wagę do formy, do stylu, do słowa. Był intelektualistą i erudytą, ale pisał z pozycji prostego, szarego człowieka, który ma wrodzoną mądrość, życiowe doświadczenie, ale niekoniecznie jest człowiekiem wykształconym. Był zrozumiały dla wszystkich. Czytają go profesorowie uniwersytetów, wybitni intelektualiści, ponieważ dostrzegają to, o czym sami nie są w stanie pisać. Nie mają bowiem metody i sposobu pisania o najważniejszych dziś zjawiskach – o życiu duchowym Innych.
Złożoność świata można ukazywać tak, jak ukazują to wybitni socjolodzy czy myśliciele. W połowie lat 90. Samuel Huntington napisał głośną książkę Zderzenie cywilizacji. Zaprezentował wizję kilku wielkich cywilizacji, utożsamianych głównie z religią, które nie mogą się porozumieć. W efekcie przewidywał ich zderzenie. Huntingtona uznano nieomalże za proroka. Poprzez pryzmat jego pracy próbuje się dziś tłumaczyć wszystko, co się dzieje na świecie. Otóż jest to nieporozumienie. Zderzenie cywilizacji nie jest ani nieuchronne, ani prawdziwe. Uważam, że to, co Huntington napisał, jest po prostu szkodliwe. Może bowiem spełnić rolę samopotwierdzającej się przepowiedni. Cywilizacja zawiera system wartości pozytywnych (chyba że ktoś uzna za cywilizację system zbrodni i śmierci). Cywilizacja to zespół norm, tradycji i sposobów zachowania obejmujący nie tylko religię, ale kulturę i mentalność. Wielką zasługą Kapuścińskiego – czego nikt inny przed nie zrobił – było to, że w swoim pisarstwie starał się dostrzec wartości u Innych, zrozumieć Innego. Nie przyjmował postawy typowej dla ludzi Zachodu – Europy, Stanów Zjednoczonych. Nie mówił o dystansie, jaki dzieli kraje Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej od wysokorozwiniętego świata. Przyjmował, że są one równouprawnione. Przezwyciężał strach przed „innością”, przed tym, co stwarza w dzisiejszym świecie poczucie ogromnej niepewności – strach ludzi przed innymi cywilizacjami, kulturami, przed innymi ludźmi. Dzięki niemu nieznane stawało się coraz bardziej znane i zrozumiałe.

Doświadczenie, jakie wyniósł z Pińska – położonego w jednej z najuboższych w okresie międzywojennym prowincji na kresach Rzeczypospolitej – pomagało mu opisywać świat ludzi biednych, dyskryminowanych, prześladowanych. Polska bieda, zwielokrotniona jeszcze w czasie wojny, stała się dla niego punktem odniesienia. Dzięki temu mógł stwierdzić, że straszna polska bieda jest w istocie ogromnym bogactwem w stosunku do tego, jak ludzie żyją na innych kontynentach. Nigdy nie napisał książki o żadnym bogatym kraju.

Wielu pisarzy z tzw. peryferii jedzie do Londynu, Paryża czy Nowego Jorku. Są zafascynowani bogactwem Zachodu. Uważają, że trafili do centrum świata. Kapuściński obierał zupełnie inną drogę. Prowadziła ona z centrum na peryferie. Były one dla niego nieporównanie ciekawsze. Okazało się, że ludzie zamieszkujący centrum zafascynowani są jego pisarstwem w nieporównanie większym stopniu, niż gdyby zajmował się polskim zaściankiem lub zaściankiem, jakim jest bardzo wiele krajów zachodnio- i wschodnioeuropejskich.

Kapuścińskiego uwielbiano na całym świecie, był tłumaczony przez najlepszych tłumaczy. Nie ma żadnego polskiego pisarza, który doczekałby się tylu przekładów. Stał się on – po Stanisławie Lemie – jednym z najbardziej znanych polskich pisarzy i od ponad trzydziestu lat utrzymywał się na tej pozycji. Niektóre jego tomiki wierszy ukazały się najpierw po włosku, bo zainteresowanie nim we Włoszech było niezwykłe, wydawane były również w Hiszpanii i krajach hispanojęzycznych (prowadził tam szkołę dla dziennikarzy razem z Marquezem).

Kapuściński przyjechał do Szwecji, kiedy byłem tam dyrektorem Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań na Pokojem (SIPRI). Pojechałem z nim na odczyt, który miał odbyć się w liczącej kilkaset miejsc sali związków zawodowych. Był lutowy, bardzo mroźny dzień. Przed budynkiem tłoczyli się ludzie. Pomyślałem, że organizowana jest jakaś wielka impreza młodzieżowa. Okazało się, że są to czytelnicy, którzy kupili bilety na wykład Kapuścińskiego i zabrakło dla nich miejsca. Zgodził się zostać dzień dłużej. Nigdy nie widziałem, by jakikolwiek pisarz cieszył się takim zainteresowaniem.
Ryszard Kapuściński umiał poruszyć u każdego człowieka czułe struny. Emanowało z niego ciepło i empatia, wczuwał się w sytuację swojego rozmówcy. Ludzie, którzy chociaż raz spotkali się z nim, pozostawali w przekonaniu, że jest ich osobistym przyjacielem. Że tylko ich słuchał. Wiele osobistości o znanych nazwiskach ma często przekonanie, że tylko ich warto słuchać. Dominują nad otoczeniem, mają poczucie misji: pouczają maluczkich. W przypadku Kapuścińskiego było odwrotnie. Uważał, że każdy ma do powiedzenia coś ważnego, niezwykłego, jednostkowego i to sprawia, że warto go słuchać.
Jego pisarstwo można porównać do dzieła Michała Anioła, który mówił, że zawód rzeźbiarza jest czymś bardzo prostym – wystarczy z kamienia odrzucić to, co niepotrzebne. Kapuściński odsiewał i odrzucał niepotrzebne. Cząstki tego obciosanego materiału – fragmenty jego refleksji, notatki z lektur, czasem jakiś aforyzm, często przypadkowe cytaty – znalazły się w Lapidariach. W ten sposób czytelnicy poznali jego proces twórczy, jego bogate życie duchowe i zaplecze intelektualne. Pisanie przychodziło mu z wielkim trudem, była to ciężka, momentami katorżnicza praca.

Wielu postrzegało Ryszarda jako człowieka silnego. W rzeczywistości doskwierały mu różnego rodzaju dolegliwości. Każdą z nich z oddzielnie był w stanie przezwyciężyć. Prowadził niezwykle aktywne życie, uczestniczył w niezliczonych spotkaniach – aczkolwiek godził się na udział w nich niechętnie. Uważał bowiem, że odrywają go od najważniejszego – od pisania. Jednak kiedy spotykał się z ludźmi – cieszył się. Sprawiały mu satysfakcję niezliczone nagrody, chociaż nie był ich zbieraczem.

Latem 2006 roku Towarzystwo im. Jana Blocha przyznało mi honorowe członkostwo. Organizatorzy chcieli, aby laudację wygłosiła jakaś ważna osobistość. Zaproponowałem, aby zwrócili się do Ryszarda Kapuścińskiego. Jego ciepłe i serdeczne przemówienie było dla mnie znacznie ważniejsze niż oficjalne wyróżnienia i nagrody. Wypowiedzi Ryszarda słuchałem z pewnym skrępowaniem, ponieważ była – jak to przy takich okazjach – nazbyt pochwalna. Poprosiłem w odpowiedzi, by powtórzył swoje wystąpienie na moim pogrzebie. Nie zdawałem sobie sprawy, że zaledwie w kilka miesięcy później to ja będę wspominał życie i dzieło Ryszarda Kapuścińskiego.

Dziś, po jego śmierci, mam poczucie, że nikt go nigdy nie zastąpi, a jego twórczość będzie trwałym dorobkiem światowej literatury.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata