Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

KWIECIEŃ 2007, NUMER 623

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Kościół po zawale



Kościół wolny od przywilejów
(fragment)

Z ABBÉ PIERRE'EM rozmawia Cezary Lewanowicz


Kościół jest jak drzewo – on żyje. I jeśli jakaś jego część umiera, pojawiają się nowe odrośle, gałązki, pędy. Mieliśmy, dzięki Bogu, świętego Franciszka z Asyżu i Matkę Teresę z Kalkuty, i wielu innych. Pamiętajmy jednak, że Kościół, który musi przeżyć i który pozwala przeżyć, to Kościół-Matka, Kościół-Rodzina, a nie Kościół-administracja.

CEZARY LEWANOWICZ: Przywileje są atrybutem władzy. Władza, nawet władza duchowa, potrzebuje atrybutów. Jak tu wyznaczyć granice?

ABBÉ PIERRE: Nie ma żadnych granic, chodzi przecież o ewangelizację. Kiedy wybuchła afera związana z biskupem Gaillot, opublikowałem tekst, w którym powiedziałem, że nic mnie nie oderwie od Kościoła-Matki. Zawdzięczam mu bowiem pewność co do trzech rzeczy. Po pierwsze, że Bóg jest miłością. Po drugie, że ofiara złożona przez Chrystusa jest znakiem, iż jesteśmy kochani. A trzecia podstawowa prawda, jaką dał mi Kościół, mówi, że te kilogramy materii, którymi jestem, to kulminacyjny punkt Kosmosu – bo charakteryzuje je wolność. Jedynie człowiek jest wolny. Ale nie jesteśmy wolni ot tak sobie – wolni od czegoś, ale raczej po coś, nasza wolność ma cel: być zdolnym do miłości.

Mówię tu o Kościele-Matce. Ale z chwilą, gdy pojawia się odpowiedzialność w tak wielkiej skali – za całą Ziemię, którą trzeba ewangelizować – Kościół nie może nie mieć organizacji, nie może nie być instytucją. Trzeba jednak umieć oddzielić Kościół-Matkę od Kościoła- instytucji. W Kościele-Matce nie ma herezji. A Kościołowi-instytucji może przydarzyć się jakiś głupiec. Iluż ich było w dziejach Kościoła!

Jeden z rozdziałów Testamentu… nosi tytuł: Jeżeli Kościół pragnie być wiarygodny. To sformułowanie każe się domyślać, że obecnie Kościół – zdaniem Księdza – wiarygodny nie jest…

Oczywiście, że nie. Przede wszystkim wydaje mi się, że Kościół katolicki nie jest zainteresowany współczesnością i jej problemami. Czasem przychodzi mi na myśl taki oto obrazek: wielka wieża w płomieniach, strażacy wdrapują się po drabinach, wybijają okna. A tam, w pokoju, na fotelu siedzi sobie staruszek, fajkę pali, gazetę czyta. „A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!” – krzyczy. Nie zrozumiał, co się stało, nie widzi pożaru. Kościół też tak siedzi i fajkę pali.

Jan XXIII, otwierając II Sobór Watykański, użył słowa aggiornamento, to znaczy: „uwspółcześnienie”. Ale z aggiornamento wyszło ajournement, „odwleczenie”. Wszystko, co istotne, odłożono na później. Jan XXIII umarł za wcześnie.

Co uczyniłoby Kościół wiarygodnym?

Kościół musi… [długie milczenie] Kościół musi uwolnić się od przywilejów. By ci, którzy przekazują prawdy Objawienia, nie byli „wybrańcami”, lepiej sytuowanymi od innych.

Przypominam sobie, jak pewnego ranka, kilka lat temu, biskup Kinszasy odesłał 50 procent seminarzystów do ich rodzinnych wiosek. Swój pobyt w seminarium zaczęli bowiem od tego, że zażądali takiego samego pożywienia „jak Europejczycy”. Nie chcieli jeść tak, „jak jada się w wioskach”. Mądry biskup ich odesłał, bo jak uczynić ich świadkami Ewangelii, skoro chcą wystawać po balkonach i patrzeć z góry na dreptający tłum?

Ciągle jeszcze nie wyleczyliśmy się z konsekwencji bardzo radosnego skądinąd aktu, jakim był edykt mediolański cesarza Konstantyna. Konstantyn to bardzo inteligentny polityk, baczny obserwator rzeczywistości. Widząc, że wartości cesarstwa zanikają, cesarz dla nikogo nie jest już bogiem, zaś żaden syn bogatej rodziny rzymskiej nie chce iść do wojska, a równocześnie dostrzegając heroizm męczenników chrześcijańskich – wydał edykt mediolański. To był koniec prześladowań Kościoła i początek przywilejów. Przywilejów, które doprowadziły do tego, że pojawili się biskupi-książęta i papież- król. Męczenników zastąpili książęta!

Dostałem niedawno list z Afryki od znajomego misjonarza. Pisze, że kiedy dowiedział się o wizycie w Afryce – w kraju, w którym mieszkał – Papieża, powiedział swoim parafianom, że wkrótce spotkają prawdziwego apostoła, jednego z bohaterów Ewangelii. Ludzie przyszli i ujrzeli… księcia otoczonego zbytkiem, jakiego tam nikt nigdy dotąd nie widział. A potem usłyszeli przemówienie na temat AIDS, adresowane do ludzi żyjących w poligamii, dla których prawdziwym mężczyzną jest wyłącznie ten, kto ma synów! Jan Paweł II zaś wzywał ich do powściągliwości seksualnej. To niepojęte u kogoś tak inteligentnego jak Papież… Czyż nie trzeba było powiedzieć po prostu: masz jedną żonę, wyślij ją do lekarza, masz wiele żon – idź z nimi do doktora, sam się zbadaj? I bądźcie sobie wierni, a AIDS was nie dosięgnie!

A prezerwatywa?! Napisałem kiedyś, że Kościół ma obowiązek nakłaniać ludzi do doskonałości, do jakiej nawołuje Ewangelia. Trzeba więc wzywać do życia w wierności. Ale jeśli ludzie tej wierności nie dochowują, to Kościół powinien im powiedzieć, że używanie prezerwatyw jest wówczas nie tylko usprawiedliwione, ale stanowi ich obowiązek. W przeciwnym razie do winy (zdrady) dorzucą zbrodnię. Bo człowiek błądzący, który kpiąc sobie z ryzyka zarażenia drugiego, nie używa prezerwatywy, jest zbrodniarzem. Ta moja opinia została zresztą ogłoszona w „L’Osservatore Romano”. Ale tego Papież nie powie. On mówi jedynie: „bądźcie powściągliwi”. A czy biskupi, żyjący w marmurach i złoceniach, są powściągliwi?

Więcej na łamach kwietniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.