|

TEMAT MIESIĄCA:
Kościół po zawale
Kościół wolny
od przywilejów
(fragment)
Z ABBÉ PIERRE'EM rozmawia Cezary Lewanowicz
Kościół jest jak drzewo – on żyje. I jeśli jakaś
jego część umiera, pojawiają się nowe odrośle,
gałązki, pędy. Mieliśmy, dzięki Bogu, świętego
Franciszka z Asyżu i Matkę Teresę z Kalkuty,
i wielu innych. Pamiętajmy jednak, że Kościół,
który musi przeżyć i który pozwala przeżyć, to
Kościół-Matka, Kościół-Rodzina, a nie Kościół-administracja.
CEZARY LEWANOWICZ: Przywileje są atrybutem władzy. Władza, nawet władza duchowa,
potrzebuje atrybutów. Jak tu wyznaczyć granice?
ABBÉ PIERRE: Nie ma żadnych granic, chodzi przecież o ewangelizację. Kiedy wybuchła
afera związana z biskupem Gaillot, opublikowałem tekst, w którym powiedziałem, że nic mnie nie oderwie od Kościoła-Matki.
Zawdzięczam mu bowiem pewność co do trzech rzeczy. Po pierwsze,
że Bóg jest miłością. Po drugie, że ofiara
złożona przez Chrystusa jest znakiem, iż jesteśmy
kochani. A trzecia podstawowa prawda,
jaką dał mi Kościół, mówi, że te kilogramy
materii, którymi jestem, to kulminacyjny punkt
Kosmosu – bo charakteryzuje je wolność. Jedynie
człowiek jest wolny. Ale nie jesteśmy
wolni ot tak sobie – wolni od czegoś, ale raczej po coś, nasza wolność
ma cel: być zdolnym do miłości.
Mówię tu o Kościele-Matce. Ale z chwilą, gdy pojawia się odpowiedzialność
w tak wielkiej skali – za całą Ziemię, którą trzeba ewangelizować
– Kościół nie może nie mieć organizacji, nie może nie być
instytucją. Trzeba jednak umieć oddzielić Kościół-Matkę od Kościoła-
instytucji. W Kościele-Matce nie ma herezji. A Kościołowi-instytucji
może przydarzyć się jakiś głupiec. Iluż ich było w dziejach Kościoła!
Jeden z rozdziałów Testamentu… nosi tytuł: Jeżeli Kościół pragnie
być wiarygodny. To sformułowanie każe się domyślać, że obecnie
Kościół – zdaniem Księdza – wiarygodny nie jest…
Oczywiście, że nie. Przede wszystkim wydaje mi się, że Kościół katolicki
nie jest zainteresowany współczesnością i jej problemami. Czasem
przychodzi mi na myśl taki oto obrazek: wielka wieża w płomieniach,
strażacy wdrapują się po drabinach, wybijają okna. A tam,
w pokoju, na fotelu siedzi sobie staruszek, fajkę pali, gazetę czyta.
„A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!” – krzyczy. Nie zrozumiał,
co się stało, nie widzi pożaru. Kościół też tak siedzi i fajkę pali.
Jan XXIII, otwierając II Sobór Watykański, użył słowa aggiornamento,
to znaczy: „uwspółcześnienie”. Ale z aggiornamento wyszło
ajournement, „odwleczenie”. Wszystko, co istotne, odłożono na
później. Jan XXIII umarł za wcześnie.
Co uczyniłoby
Kościół wiarygodnym?
Kościół musi… [długie milczenie] Kościół musi uwolnić się od przywilejów.
By ci, którzy przekazują prawdy Objawienia, nie byli „wybrańcami”,
lepiej sytuowanymi od innych.
Przypominam sobie, jak pewnego ranka, kilka lat temu, biskup
Kinszasy odesłał 50 procent seminarzystów do ich rodzinnych wiosek.
Swój pobyt w seminarium zaczęli bowiem od tego, że zażądali
takiego samego pożywienia „jak Europejczycy”. Nie chcieli jeść tak,
„jak jada się w wioskach”. Mądry biskup ich odesłał, bo jak uczynić ich świadkami Ewangelii, skoro chcą wystawać po balkonach i patrzeć
z góry na dreptający tłum?
Ciągle jeszcze nie wyleczyliśmy się z konsekwencji bardzo radosnego
skądinąd aktu, jakim był edykt mediolański cesarza Konstantyna.
Konstantyn to bardzo inteligentny polityk, baczny obserwator
rzeczywistości. Widząc, że wartości cesarstwa zanikają, cesarz dla
nikogo nie jest już bogiem, zaś żaden syn bogatej rodziny rzymskiej
nie chce iść do wojska, a równocześnie dostrzegając heroizm męczenników
chrześcijańskich – wydał edykt mediolański. To był koniec
prześladowań Kościoła i początek przywilejów. Przywilejów,
które doprowadziły do tego, że pojawili się biskupi-książęta i papież-
król. Męczenników zastąpili książęta!
Dostałem niedawno list z Afryki od znajomego misjonarza. Pisze,
że kiedy dowiedział się o wizycie w Afryce – w kraju, w którym
mieszkał – Papieża, powiedział swoim parafianom, że wkrótce spotkają
prawdziwego apostoła, jednego z bohaterów Ewangelii. Ludzie
przyszli i ujrzeli… księcia otoczonego zbytkiem, jakiego tam nikt
nigdy dotąd nie widział. A potem usłyszeli przemówienie na temat
AIDS, adresowane do ludzi żyjących w poligamii, dla których prawdziwym
mężczyzną jest wyłącznie ten, kto ma synów! Jan Paweł II
zaś wzywał ich do powściągliwości seksualnej. To niepojęte u kogoś
tak inteligentnego jak Papież… Czyż nie trzeba było powiedzieć po
prostu: masz jedną żonę, wyślij ją do lekarza, masz wiele żon – idź
z nimi do doktora, sam się zbadaj? I bądźcie sobie wierni, a AIDS
was nie dosięgnie!
A prezerwatywa?! Napisałem kiedyś, że Kościół ma obowiązek
nakłaniać ludzi do doskonałości, do jakiej nawołuje Ewangelia. Trzeba
więc wzywać do życia w wierności. Ale jeśli ludzie tej wierności nie
dochowują, to Kościół powinien im powiedzieć, że używanie prezerwatyw
jest wówczas nie tylko usprawiedliwione, ale stanowi ich
obowiązek. W przeciwnym razie do winy (zdrady) dorzucą zbrodnię.
Bo człowiek błądzący, który kpiąc sobie z ryzyka zarażenia drugiego,
nie używa prezerwatywy, jest zbrodniarzem. Ta moja opinia
została zresztą ogłoszona w „L’Osservatore Romano”. Ale tego Papież
nie powie. On mówi jedynie: „bądźcie powściągliwi”. A czy biskupi,
żyjący w marmurach i złoceniach, są powściągliwi?
Więcej na łamach kwietniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
POCZĄTEK STRONY |