70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Etyka jako filozofia współpierwsza

W Traktacie o naturze ludzkiej David Hume sformułował zasadę, która wywarła niemały wpływ na rozumienie teorii moralności. Zasada ta, zwana „gilotyną Hume’a”, głosi, iż nie można przejść od zdań opisowych do twierdzeń normatywnych. Hume zarzucił teoriom etycznym, iż przyjmując za swą podstawę opisowe przesłanki, wyprowadzają z nich w sposób nieuprawniony normatywne wnioski.

W świetle tak postawionej tezy błędem jest budowanie etyki normatywnej opartej na deskryptywnej wiedzy na temat człowieka i jego natury dostarczonej przez filozofię czy psychologię. Wyprowadzając powinność moralną z metafizyczno-antropologicznych przesłanek, popełnia się bowiem błąd logiczny petitio principii. Zasada Hume’a zwraca uwagę na poprawność metodologiczną teorii etycznych. Nie można na podstawie analizy natury ludzkiej formułować norm moralnych. Nie można też jej wyprowadzać z nakazów autorytetu, co wiązałoby się z pozbawieniem etyki jej racjonalności. Powstaje więc problem, na czym ufundować teorię etyczną, jeśli ma ona być teorią normatywną. I, co ważniejsze, czy w ogóle taka teoria jest możliwa do zbudowania. Na czym bowiem można by ją oprzeć?

Rozważania Hume’a stanowią punkt wyjścia analiz podjętych w książce Kazimierza Krajewskiego Etyka jako filozofia pierwsza. Doświadczenie normatywnej mocy prawdy jako źródło i podstawa etyki. W pracy tej Autor stara się scharakteryzować metodologicznie poprawną i merytorycznie trafną podstawę powinności moralnej. Zwraca uwagę na potrzebę epistemologicznej i metodologicznej charakterystyki etyki jako nauki. Wiąże się to z ustaleniem punktu wyjścia tej aksjologiczno-normatywnej dziedziny wiedzy. Aby uchronić etykę przed zarzutem braku fundamentu, jej tezy proponuje oprzeć na doświadczeniu, w którym miałaby się odsłaniać powinność moralna. Poszukiwanie punktu wyjścia etyki skupić się więc musi na określeniu koncepcji owego doświadczenia.

Punkt wyjścia danej nauki determinuje jej przedmiot i decyduje o jej autonomii. Są nim pierwsze tezy bądź czynności poznawcze wykonywane w danej nauce. W wypadku etyki punktem wyjścia są oparte na doświadczeniu stwierdzenia oraz ukazujące niedoskonałość tak zdobytej wiedzy pytania: Czy cokolwiek powinienem? Jeśli tak, to co? Dlaczego cokolwiek powinienem?

Ponieważ moralność dany jest każdemu człowiekowi, pochodzić musi, jeśli nie z rozstrzygnięć nauk opisowych czy nakazu, to z bezpośredniego doświadczenia. Czy koncepcja ta jest jednak w stanie uczynić zadość Hume’a warunkowi normatywności etyki? Doświadczenie etyczne charakteryzuje Kazimierz Krajewski w nawiązaniu do teorii doświadczenia etycznego Karola Wojtyły i łączy je z doświadczeniem człowieka. Jak pisze Wojtyła: „Doświadczenie moralności łączy się z doświadczeniem człowieka, zajmuje w nim pozycję poniekąd centralną”.

W centrum doświadczenia etycznego znajduje się przeżycie powinności moralnej. Owa powinność jest niezależna od pragnień samego podmiotu, jego celów czy norm ustanowionych przez stosownego nakazodawcę. Powinność moralna, według Krajewskiego, związana jest z samopoznaniem podmiotu. Człowiek poznaje siebie, „odsłania się sobie samemu wraz z poznaniem świata”. Doświadczenie etyczne wypływa ze „współdoświadczenia siebie i świata”. Jest nabudowane na poznaniu. Na czym więc polega? „Na – odpowiada Autor – doświadczeniu normatywnej mocy prawdy, (…) przeżyciu asercji aktu poznania”. W tym miejscu lektury wspomnianej pozycji nasuwa się uzasadnione pytanie o to, co wspólnego ma normatywność z kategorią prawdy.

Kazimierz Krajewski w swoich rozważaniach wychodzi od namysłu nad naturą poznania. Pomiot poznający, stwierdzając zachodzący stan rzeczy, zarazem afirmuje go, poświadcza jego zachodzenie. Poznając przedmiot, uznaje go, wyraża swoją dlań aprobatę. Staje się w ten sposób „świadkiem” i „strażnikiem” poznanej rzeczywistości. Zatem gdy już poznał prawdę, każdą prawdę, nie może jej nie uznać. Poznając obiektywny stan rzeczy, aprobuje go w sposób spontaniczny, prerefleksyjny.

„Normatywna moc prawdy”, o której pisze Autor, jest szczególnie wyraźnie widoczna, gdy podmiot z różnych względów próbuje zaprzeczyć poznanej i uznanej przez siebie prawdzie. Wtedy to, przeciwstawiając się prawdzie, którą rozpoznał i zaakceptował, zaprzecza samemu sobie. Dzieje się tak, gdyż „prawda rodzi powinność jej afirmacji”, obliguje do jej respektowania. Tak więc Krajewski wyprowadza tezę, iż płaszczyzna poznania implikuje płaszczyznę normatywną (moralną). Uznanie prawdy przez podmiot, a więc stwierdzenie, że jest tak, jak rozpoznał, jest już normotwórcze. Poprzez poznanie prawdy podmiot niejako zostaje uwikłany w powinność jej afirmacji.

„Nie wolno mi nie respektować prawdy przeze mnie poznanej!”, zwraca uwagę Krajewski. Dlaczego? Ponieważ ona konstytuuje mnie jako osobę. Odkrywając prawdę o świecie, odkrywam jednocześnie prawdę o sobie, „odsłaniam się sobie samemu”. Karol Wojtyła stwierdza w Osobie i czynie, iż: „Doświadczenie każdej rzeczy, która znajduje się poza człowiekiem, łączy się zawsze z jakimś doświadczeniem samego człowieka”. Za tą intuicją podąża Kazimierz Krajewski. Człowiek odkrywa swoją podmiotowość, odsłania się sobie jako osoba. Tym samym odkrywa swoją godność. Tak więc, na doświadczenie etyczne składa się zarówno poznanie prawdy oraz doświadczenie jej normatywności, jak i doświadczenie własnej godności. Wraz z poznaniem świata człowiek odkrywa prawdę o sobie. Poznaje swą osobową strukturę będącą podstawą jego godności. Prawda, której nie można zaprzeczyć bez sprzeniewierzania się sobie, jest również prawdą o samym podmiocie i jego własnej godności. W akcie poznania prawdy podmiot nie tylko poznaje, ale i uświadamia się sobie jako podmiot poznający. „Przeżycie” aktu poznania konstytuuje osobową podmiotowość człowieka. Osoba ujawnia się sobie poprzez dokonujące się w akcie poznania świata samodanie, samopoznanie oraz samoujawnienie się.
Co się jednak dzieje, gdy podmiot moralny jest w błędzie, gdy bierze za prawdę coś, co nią nie jest? Czy również wtedy owa „prawda” niebędąca przecież prawdą ma moc normatywną? Jak odpowiada Autor: „Obowiązuje ona (…) człowieka nie na mocy faktu żywienia określonego przekonania, lecz na mocy tego, że dany sąd jest sądem prawdziwym co najmniej w sposób domniemany”. Wystarczy więc, by za taki uważał go podmiot. Będąc w błędzie, nie jest on świadomy fałszywości wydawanych sądów, wręcz przeciwnie, jest przekonany o ich prawdziwości, a co za tym idzie – normatywności. Sąd już przez samo roszczenie do bycia prawdą ma moc normatywną. Wydaje się więc, że za pomocą tej kategorii można wyjaśnić kwestię obowiązywalności sumienia błędnego. Pomimo iż podmiot w sposób fałszywy odczytuje moralne zobowiązanie, to jednak je odczytuje i uważa za prawdziwe, a tym samym za zobowiązujące.
Każda prawda zobowiązuje podmiot, a ściślej – podmiot, stwierdzając prawdę, sam siebie wiąże do jej uznania. Według Kazimierza Krajewskiego normatywność pojawia się dopiero w powiązanym z asercją akcie poznania, w którym podmiot stwierdza zachodzenie, bądź niezachodzenie, pewnego stanu rzeczy. W tych aktach już jest zaangażowana ludzka wolność. Może ona opowiedzieć się po stronie prawdy, dać świadectwo prawdzie lub jej się sprzeniewierzyć. Sprzeniewierzając się prawdzie, człowiek sprzeniewierza się sobie, odrzuca siebie – czyni zło, którego czynić mu nie wolno. Sytuację tę Kazimierz Krajewski określa mianem doświadczenia winy, z którego człowiek nie jest już w stanie się wyzwolić. Wina czyni podmiot złym człowiekiem i sprawia, że nie jest on w stanie jej zmazać, unicestwić. Tak więc w obliczu winy etyka jest bezsilna. Nie oferuje odkupienia, lecz otwiera na oczekiwanie wybawienia od winy przez Stwórcę. W tym sensie otwiera na Objawienie i ustępuje miejsca teologii moralnej.

Skoro nic nie jest w stanie zmazać winy, człowiek, który raz sprzeniewierzył się sobie, zaprzeczając prawdzie, nie jest w stanie powrócić do stanu, w którym był moralnie dobry. Nie chodzi tu tylko o nabycie pewnej sprawności czynienia dobra w postaci cnoty czy wyzbycie się skłonności do zła w postaci wady, lecz o ontyczne skutki popełnionego zła moralnego. Zło pozostawia w osobie ludzkiej niezatarty ślad. Popełniwszy nieprawość, człowiek staje się moralnie gorszy. Etyka pozostawia go w tym stanie, nie dając możliwości odkupienia popełnionego zła. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież wystarczy wyrazić skruchę, naprawić krzywdę i uzyskać przebaczenie od ofiary. Sytuacja może wydać się prostsza, jeśli ofiarą jest sprawca. Łatwiej jest czasem przebaczyć samemu sobie niż uzyskać przebaczenie od kogoś innego. Jednak przebaczenie winy, jak wskazuje Józef Tischner, jest czymś innym niż oczyszczenie z niej. Czy zatem człowiek, który raz popełnił nieprawość, pozostać musi z tym piętnem na zawsze? Jeśliby tak było, byłaby to niezwykle przygnębiająca wizja ludzkiej kondycji. Stąd też doświadczenie winy wytrąca człowieka ze spokoju sumienia, by w końcu uczynić go otwartym na Odkupienie. Wraz z Objawieniem przychodzi nadzieja na oczyszczenie z piętna moralnej nieprawości. Etyka staje się praeambulum fidei. Otwiera człowieka na to oczyszczenie, otwiera na odkupienie, które jest dziełem Boga. Wieść o tym wydarzeniu niesie z sobą teologia moralna.

Czy sprzeniewierzenie się każdej prawdzie wiąże się z moralnym złem? Czy jakakolwiek prawda zobowiązuje moralnie do bycia jej świadkiem? Czy może jest tak, że zobowiązuje wyłącznie prawda o dobru? Rozpoznaję, co jest dobre dla mnie jako osoby, i wtedy postępuję tak, jak rozpoznałem. Nie bez znaczenia dla prowadzonych rozważań jest również rola prawdy o złu. Czy prawda o złu także zobowiązuje? Jeśli nie można ograniczyć normatywnej mocy prawdy do prawdy o dobru, również prawda o złu musi być uwzględniona. Czy w myśl propozycji Kazimierza Krajewskiego, poznając zło, mamy być jego świadkami, a właściwie – czy odkrywając prawdę o złu, jesteśmy również jej powiernikami? W tym miejscu, jak się wydaje, zachodzi pewna sprzeczność. Intuicja moralna wskazuje bowiem, iż nie można być powiernikiem takiej prawdy, chyba że prawdy o złu zła.

Sprzeczność ta jest jednak tylko pozorna. Prawda jest normatywna w tym sensie, iż osoba, stwierdzając ją, nie może, choć jest w stanie, jej zaprzeczyć. Pomimo swej normatywności nie jest więc ona normą moralności. Ona zobowiązuje do bycia jej świadkiem. Prowadzi dopiero do odkrycia właściwej normy – normy personalistycznej. Autor nie czyni powinności moralnej przedmiotem chcenia. Wtedy bowiem tylko prawda o dobru mogłaby pociągać. Według niego nie jest tak, iż dobre jest to, co chciane. Wiążąc powinność moralną z doświadczeniem prawdy, unika tego rozdziału. Poznając prawdę, każdą prawdę, podmiot doświadcza, iż nie może jej zaprzeczyć, że powinien pozostać jej wierny.

Proponowana przez Krajewskiego „etyka normatywnej mocy prawdy” wskazuje na epistemologiczne źródło i metodologiczną podstawę personalizmu etycznego. Jest nią, według Autora, doświadczenie. Czyni to etykę nauką empiryczną, opierającą się na doświadczeniu normatywnej mocy prawdy. W nim to podmiot moralny odkrywa moralność, czyli normatywne zobowiązanie do wierności prawdzie. Prawda jest pierwszą odkrywaną normą. Godność osoby ludzkiej związana jest z wezwaniem do świadczenia o prawdzie. Specyficzny punkt wyjścia etyki czyni ją nauką niezależną. Jej rozstrzygnięcia nie są więc uwarunkowane wcześniejszymi wynikami innych nauk. Stąd nie dziwi tytuł książki: Etyka jako filozofia pierwsza… Nawiązuje on do rozumienia nauki przez Arystotelesa. Według Stagiryty filozofią pierwszą jest teoria bytu, która bada realnie istniejącą rzeczywistość. Tym, co wyróżnia etykę spośród innych dziedzin wiedzy filozoficznej, jest jej punkt wyjścia – odkrycie prawdy i doświadczenie jej mocy normatywnej. Jest ono konstytutywne również dla metafizyki, antropologii i teorii poznania. Dlatego też etykę można nazwać za Krajewskim „filozofią współpierwszą”. Tak rozumiana etyka, dzięki właściwemu sobie punktowi wyjścia, jest wprowadzeniem do filozofii.

Koncepcja „etyki jako filozofii współpierwszej” opiera się na najbardziej pierwotnej ludzkiej działalności, na aktach poznania prawdy. Autor w swoich analizach pomija kwestię definicji prawdy. Przyjmuje, pochodzącą od Arystotelesa, tzw. korespondencyjną teorię prawdy. Według niej prawda jest zgodnością intelektu z rzeczywistością. Kazimierz Krajewski nie koncentruje jednak swojej refleksji na definicji prawdy czy budowaniu na jej podstawie nowej teorii, lecz na jej doświadczeniu. I temu doświadczeniu poświęca swoją uwagę. W tym wypadku wybór pomiędzy korespondencyjną, koherencyjną a pragmatystyczną teorią prawdy byłby wtórny. Autorowi nie chodzi o sformułowanie warunków poznania prawdziwościowego, lecz o zaakcentowanie jego zobowiązującego charakteru.

W związku z normatywnym charakterem prawdy udaje się Autorowi uchronić personalizm przed błędem logicznym, na który zwracał uwagę wspomniany już David Hume. Wychodząc bowiem od normatywnej przesłanki, jaką jest prawda, dochodzi do normatywnego wniosku, jakim jest sformułowanie normy personalistycznej. W ten sposób uzasadnia normatywny charakter etyki. Propozycja ta warta jest głębszego przeanalizowania. Wpisując się w tradycję „lubelskiego personalizmu”, w sposób twórczy rozwija jego dorobek. Z uwagi na jej metodologiczno-epistemologiczny charakter jest ważna dla rozumienia podstaw teorii moralnej powinności działania. Osadza personalizm na fundamencie doświadczenia. Propozycja ta ma charakter całościowy – prowadzi czytelnika od odkrycia źródła etyki, jako nauki normatywnej, do jej kresu. Tym samym odpowiada na stawiane przez wielu myślicieli pytanie – dlaczego, skoro istnieje taka nauka o moralności jak etyka, niezbędna jest również teologia moralna? Analizując doświadczenie winy, uzasadnia potrzebę współistnienia obu tych nauk. Teologia moralna bowiem działa niejako na przedłużeniu etyki. Bez niej człowiek nie miałby żadnej perspektywy wyzwolenia z brzemienia winy.


Kazimierz Krajewski, Etyka jako filozofia pierwsza. Doświadczenie normatywnej mocy prawdy jako źródło i podstawa etyki, Wydawnictwo KUL, Lublin 2006, ss. 175

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata