70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

***

Zwiedzam Pałac Narodów, mętnie czując, że to nie ten prawdziwy, lecz z innej bajki. Podobny jest trochę do lokacji, gdzie się rozgrywała „Seksmisja”. Jakieś kopuły nakładające się na siebie, a wewnątrz piramidy. Wszystko z granatowego i ciemno-zielonego kartonu, obłe ściany albo wsporniki z falistej tektury. Wszystko bez drzwi, przedzieram się przez to tnąc nożem, szarpiąc dziury, by móc się przez nie przecisnąć ku bladawemu światłu. Kurz. Zapach kleju. Gorąco. Wreszcie na dole otwiera się przede mną wyjście, dziura, której brzegi pękają i zawijają się.

Ktoś mi daje pomięty list zaadresowany niewprawną ręką. To list z Tadżykistanu. Dobrze, że decyduję się go od razu otworzyć, choć to nie ten, którego pilnie oczekuję. A jednak! W liście jest czek – zwrot kosztów dalekiej podróży. Czek jest zwinięty w rulonik, brudny, wytłuszczony, jakby długo poniewierał się po czyichś kieszeniach razem z machorką i łuskami słonecznika.

 

TEREMISKI

Już powinna być zima. Zbrązowiały, porudziały las trwa w oczekiwaniu. Nagie sztywne gałęzie, pręty, poczerniałe igliwie, zaciśnięte szyszki. Dołem zimny mech, zimny piach. Pasemka mgły.

U Wajraka w szarej wolierze skleconej z desek i siatki mieszka i daje się oglądać cud elegancji – taki blask czarnych piór, takie nasycenie czerni, jakiego się nie spotyka – kruczyca (krukini?) twardo patrzy mi w oczy. Przez siatkę wysuwa do Adama dziób z kosmicznego metalu, jaśniejszy od piór, podbarwiony fioletem.

 

*

Rozmowa o Rospudzie. Tu, na polanie między lasami, jakoś inaczej słucha się o niedalekiej przecież dolinie, która jest ostatnim europejskim fragmentem skorupy ziemskiej do dziś okrytym skrawkiem autentycznej biosfery.  Wszędzie dookoła mniej lub bardziej zmieniona, naruszona skóra planety pełna blizn i podejrzanych narośli. To miejsce zniknie, przepadnie jego inność. A przecież niezbędną inwestycję można pociągnąć inną trasą. Jeszcze można. Ale już wkrótce ograbimy bezpowrotnie swoje dzieci, które nigdy nie zobaczą Rospudy. A może jednak?

Właściwie to chciałabym, aby w Polsce żył gdzieś łaskawy król albo czarodziej, czy może szeptucha, potężniejsza niż ta z sąsiedniej wsi. Przed taką osobą można by uklęknąć bez upokorzenia i prosić: osłoń Rospudę. Otocz ją niewidzialnym częstokołem nie do wyłamania. Zawieś nad nią swoje zaklęcia. Niech niszczyciele zaczną się lękać ptaków, żab i ryb o ostrych zębach, mieczy trzcin i czarnych pałek uniesionych nad mokradłem. Niech ich straszą nie narodzeni jeszcze potomkowie, którzy mogą wzgardzić ogołoconym światem.

*

Dęby królewskie, te naprawdę stare, w obecnym przed-zimiu stoją bezlistnie, nie jak dębinki całe w rudych papilotach. Pod dębami udeptany na klepisko placyk. Na symbolicznym drewnianym ogrodzeniu rozmokła kartka papieru: „Wstęp 4 zł”. Na klepisku żaden żołądź nie wykiełkuje.

*

Wieczorem w teremiszczańskim saloniku zaglądam do znalezionego na półce podręcznika botaniki. Dowiaduję się, że plan budowy skrzypów jest nieprzerwanie realizowany w biosferze od 300 milionów lat. Dziś skrzypy polne i skrzypy olbrzymie rosną w Polsce głównie na ugorach i śmietniskach. Tyle podręcznik. Mogę dodać: skrzypy to także rośliny cmentarne. Nabrałam do nich szacunku. Stworzę im rezerwat na swojej działce ostatecznej.

 

O INNEJ WIECZNOŚCI

Studenci w Teremiskach słuchają mego tradycyjnego wykładu o Soborze. Ale ich prawdziwe pytanie jest inne: chcieliby usłyszeć, jaki jest najważniejszy dogmat religii chrześcijańskiej?

Muszę zawalczyć z tym nadużywanym słowem „dogmat”: tu rzecz idzie o coś bardziej podstawowego, o istotę tego, co w katechizmie nazwane „Głównymi prawdami wiary”. Tej istoty chcę być świadkiem wobec nich i w ogóle, jeśli ktoś pyta. Świadkiem dobrowolnie samotnym, nieosłoniętym. (Raz po raz wracam do tytułu ważnej dla mnie książki Jean P. Jossua: La foi exposé, czyli wiara – wiara wyłożona, ale też wiara wydana na uderzenia, na fale i porywy wichru). Świadek wiernie powtarza usłyszane, ale tylko to, co samym sobą potwierdza. Cóż więc?

Mojżesz, krzew gorejący. „Słuchaj Izraelu”. I wiara Jezusa, Jego Ewangelia. Niewysłowiony jest Ojcem.

 

9.12.2006.

GRÓB ODNALEZIONY

W gazecie, wśród ciekawostek, obok portretu nietoperza o niezwykle długim języczku – wiadomość poruszająca, epokowa, znak na trzecie tysiąclecie. W Rzymie, pod bazyliką „Za Murami” odnaleziono grobowiec jej patrona, Apostoła Pawła. Pod ołtarzem i posadzką odsłonięto starożytną marmurową płytę z napisem „Paulo Apostolo Mart”. Gazeta zapewnia, że w przyszłości naukowcy mogą sarkofag otworzyć.

Oby nie uczynili tego przedwcześnie.

Podniesienie tych relikwii powinno dać początek nowemu wielkiemu Świętu – taka jest tradycja, którą warto przypomnieć. Ta praktyka nie powstała przypadkiem, wynika z natury ludzkiej, społecznej pamięci, która wciąż potrzebuje nowych bodźców. Czy nie trzeba nam teraz nowego zbliżenia do korzeni wiary? Do świadectwa i postaci człowieka, któremu my, „chrześcijanie z pogan”, zawdzięczamy swoją szansę?

Mogłoby się wydawać, że we współczesnym chrześcijaństwie brak potrzeby kontaktu z relikwiami. Myślimy w innych kategoriach. Nikt chyba nie aprobuje dziś dzielenia szczątków świętych na cząstki, które miałyby być rozmieszczane w różnych kościołach. Odruch protestu budzi się w przypadku znanych, bliskich postaci.

A jednak i współcześnie dokonuje się obdzielania nowych kościołów relikwiami. Potocznie myśli się o relikwiach jako o bliżej nieokreślonych pamiątkach. A przecież według tradycji katolickiej każdy ołtarz ma być sarkofagiem. Mało kto się nad tym zastanawia. Trwające przez wieki nadużycia odsunęły w cień, niemal ośmieszyły czcigodny zwyczaj takiej łączności ze świadectwami wiary. Wcale jednak nie znikła potrzeba, by wiedzieć, gdzie są groby bliskich i by móc je odwiedzać. To wydaje się wręcz prawem człowieka. Powracam do tej myśli: groby-upamiętnienia, miejsca, w których pamięć ożywia się, pogłębia, aktualizuje – umożliwiając jakąś formę obcowania z Pamiętanym. Najświętszy Sakrament, Znak-Tajemnica chrześcijan jest Sakramentem Pamięci.

Nie dziwię się sobie, że pragnęłabym pielgrzymować do sarkofagu pawłowego, dotknąć go choćby tylko spojrzeniem.

Moja wiara chrześcijańska jest historyczna. Przez naszą ludzką historię przeszedł Jezus Chrystus w orszaku proroków i uczniów. Zamieszkał w historii, trwa w niej – wczoraj, dziś i na wieki. Z Nim są obecni oni, świadkowie. Wśród nich znaczenie Apostoła Pawła jest szczególne. To byłaby wielka sprawa: uklęknąć przy jego sarkofagu, wiedząc, że zaraz potem przeczytam list od tego, czyje popioły tu leżą.

*

Właśnie my powinniśmy teraz być skonfrontowani z głównymi, uderzającymi motywami duchowości świętego Pawła. „Duchowości” bo treść świadectwa pawłowego trzeba przetłumaczyć na klimat modlitwy i w ogóle myślenia teocentrycznego dzisiejszego człowieka. W tym okruchu refleksji nie zmieści się nawet pierwszy, ogólnikowy sygnał: „Kim jest Paweł dla nas”. Albo raczej – co moglibyśmy z niego czerpać, gdyby praca nad tekstami rozwijała się szeroko – nie tylko na uczelniach teologicznych. Sama czuję, że ostatnio jakby oddaliłam się od pawłowej strefy.

A przecież to Apostoł Paweł jest teologiem wolności, bo Jego Bóg jest Tym, kto zbawia – gdy stajemy przed Nim złączeni z Jezusem w jedno Ciało. Piszę to mało mówiące zdanie i przepraszam – mnie też wymyka się ogrom znaczenia tych słów, chociaż wiem, że świat duchowy tego Apostoła jest zachwycający, jego intuicje – przejmujące, pełne blasku, radosne. Oto my, przy nas sam Jezus, On przy nas stoi, jeśli On nie potępia, któżby mógł?

Ten obraz zwycięskiego przygarnięcia przez Boga jest dokładnie z listu do Rzymian. To zapewnienia od Apostoła, którego prochy pod marmurową płytą. Tu nad nią powinny być odczytywane Kościołowi, aby dzielił się ze światem nadzieją, że Bóg i Jego Sąd jest taki. Łatwiej znaleźć tekst listu do Rzymian w którymś z niezliczonych wydań niż pielgrzymkę do grobów apostolskich odbyć. Więc przeczytajmy zaraz te słowa zza grobu. Polecam tłumaczenie i wydanie ekumeniczne, w którym brzmią tak:

… Co więc na to powiemy? Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich, jak i z Nim nie miałby nam darować wszystkiego? Kto będzie oskarżał wybranych przez Boga? Bóg jest Tym, który usprawiedliwia. Kto potępi? Chrystus Jezus jest tym, który umarł, więcej, zmartwychwstał, jest po prawicy Boga i wstawia się za nami. Kto nas odłączy od miłości Chrystusa? Czy utrapienie, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo lub miecz? Jak jest napisane:

Z powodu Ciebie zabijają nas

przez cały dzień,

uważają nas za owce na rzeź

przeznaczone.

Ale w tym wszystkim w pełni zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował. Jestem bowiem przekonany, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani to, co wysoko, ani to, co głęboko, ani żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu.

[Rz 8,31-39]

Aktualność spotkania z nauczaniem Pawła, z jego stylem życia i działania konsekwentnym wobec świętych prawd i z szeroką przestrzenią dla poczucia powszechnego braterstwa ponad tym, co wciąż może różnić, ale nie ma oddzielać braci od siebie.

Nad marmurową płytą, w Bazylice, która była „za murami”, dziś niemal pośrodku miasta, tu łatwiej wspominać, że Paweł – duszpasterz z odległej epoki, w swoim kontekście, w odmiennym świecie, dawał aktualny na dziś przykład. Przybysz z prowincji śmiało poruszał się niemal po całym integrującym się grecko-rzymskim świecie (jak niedawno następca Piotra, Paweł z drugiego imienia). W tym świecie był blisko z różnymi ludźmi, akcentując wspólnotę losu – niewolnik z niewolnikami (w dybach, choć rzymski obywatel), Żyd-faryzeusz, ale Grek z Grekami, u siebie w domu w języku wtedy wehikularnym dla przeważającej części świata. Paweł – jak dzisiejsi obrońcy praw człowieka – raz po raz, właściwie wciąż w niebezpieczeństwie życia. Paweł organizujący pomoc gmin dla gmin. Paweł, apostoł-rzemieślnik, tkacz pracujący na swoje utrzymanie, aby dać dowód, że jest niezależny i potrafi nie być dla nikogo ciężarem. Paweł w listach zachowanych przez wieki wtrącający dopiski pełne troski i rad dla zwykłych przyjaciół pozostawionych daleko, bo tego wymaga służba. Paweł, mistyk, nadający się na patrona przenikliwej, nowatorskiej myśli o tajemnicach Bożych – myśli wypuszczanej na wędrówkę wokół całego zamieszkanego świata. Ktoś na dziś. Najbardziej pragnęłabym, aby podniesienie jego szczątków było nowym wejściem w Jego świat ducha. Od tego mógłby się zacząć przypływ odwagi cywilnej w Kościele. On się nie obawiał. Ufał i rzucał wyzwanie samemu Piotrowi-Opoce (gdy widział w sumieniu, że trzeba).

Święto podniesienia Pawłowych relikwii mogłoby być godnym początkiem kolejnego Soboru.

 

PATRZĘ, JAK „ONI” TO ROBIĄ

„ONI” – tytuł książki Teresy Torańskiej, zbioru wywiadów z ludźmi w pewnym sensie obcymi, choć te rozmowy obok ich oddzielenia od „nas” dają też wgląd w człowieczeństwo. Z ich lektury wychodziłam bez skurczu wrogości.

Z filmu Łozińskiego – inaczej. To, co czuję, też nie jest podobne do nienawiści – to smutne zadziwienie, zmęczenie chaosem psychicznym, demonstrowaniem niedojrzałości, hałasem. A także koniecznością odczytywania piętrowych kodów – by w rezultacie odkryć agresywny banał i jakąś rozmazaną facies. Arturo Ui? Tak, oczywiście.

*

W sali kinowej w dniu 8 grudnia na ekranie korowody, chwilami jak z „Wesela” w postmodernistycznej realizacji. Twarz dziennikarza bez czapki błazna, ale może jednak – to ma być sam Stańczyk? A więc oglądam misterium obywatelskie lat dwutysięcznych? Gdy seans się kończy, ktoś głośno stwierdza: zaraz zobaczymy to w rzeczywistości.

*

Sądzę, że myśląc o tym filmie należy pamiętać o dwóch reżyserach. To film Łozińskiego o Tymochowiczu. A Tymochowicz też jest tu reżyserem. Splot dwóch reżyserii – efekt: gęstnienie niejasności, choć niby mamy się dowiedzieć jak oni to robią. Uważam, że patrząc na ten show, tylko pozornie doznaję wtajemniczenia. Ktoś tam obraca dnem nad dnem mniemanym i pod nim, wszystko jest zmącone. Z całą pompą demaskowane są proste, dawno znane tricki PR-owskie. To dla zmyłki. Instruktor, mały, faunowaty fertyczny człowieczek – to sam Kusiciel? Czy też dłoń wtykana w pacynki? Tak, czy owak, bardziej z wierzchu: dość byle jaki socjotechnik niepomiernie zachwycony swoim kunsztem. Wątpliwym, grubo szyte są te jego intrygi. Takie wystarczą, bo on działa w świecie debilowatych figur. Spokojnie może odliczyć na straty te wszystkie postacie, w których odezwie się człowieczeństwo. Stać go. Ale co go łączy z dziennikarzem? Po co mu „obserwator”? Czy to ma być przedstawiciel demiurga z innej półki, samego Łozińskiego? Ale właściwie gdzie on jest, co robi, gdy inscenizowane jest – w „Radiostacji”! – kolejne pseudoautentyczne przedsięwzięcie, bunt młodych? festiwalik banałów pod hasłem „kreatywności” (nienawidzę tego słowa).

Stwierdzam, że – miejmy nadzieję: chwilowo – niczego już nie mogę brać poważnie. Wszystko stało się jednym bełkotem i pozoracją. Bełkotem też jest lub się wydaje gadanina słuchacza usiłującego zrobić krytyczną wrzutę w radiowy seans. Nie ma więc niespodzianki w fakcie, że wszystko kończy się lepperiadą w wykonaniu dwóch udanych, wylansowanych produktów Tymochowicza: samego Leppera i najlepszego kursanta. Wątków jest więcej. Ten jednak robi największe tj. najprzykrzejsze wrażenie. Już nawet parodia konwencji SLD wydaje się jakaś sympatyczniejsza.

Wszędzie, gdzie się dało, zmieniłam słowo „jest” na „wydaje się”. Bo taka to ułudna rzeczywistość przedstawiona. Taki jej ogląd narzuca się z ogromną siłą. Czy tego chce Łoziński? W każdym razie osiągnął tyle, że towarzysze podróży metrem po 23-ej wydają mi się kandydatami w castingu do filmu „A oni znów to robią” (sequel 2006).

 

DEMO

Krótki tekst zanotowany przez kolegę, reporterską migawkę uczestnik Warsztatów Dziennikarskich określił jako „DEMO”. Chodziło o to, gdzie reszta – dalszy ciąg akcji, brakujące aspekty postaci, co z konfliktem, który zaczął się rysować… albo wcale go jeszcze nie widać, choć sceneria gotowa.

To trafne. Dobra migawka budzi apetyt na reportaż. I dobrze.

Przyszło mi na myśl, że moje małe teksty z różnych godzin, to też „demo” A utwory, których to próbki? Większość nie ma szans innego bytu poza realnym. Tak wiele pozostaje rzeczywistością nieopisaną. Najistotniejsze nie przystaje do słów w zwykłym znaczeniu. Nie daje się też sporządzić hologramu życia.

 Ale miło jest czasem zaprezentować „demo” utworu, który nie powstanie. Mam wciąż silny odruch pobierania próbek rzeczywistości.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata