|

TEMAT MIESIĄCA:
Duchowy atlas świata.
Pożegnanie Ryszarda Kapuścińskiego
Duchowy atlas świata (fragment)
Z OLGĄ STANISŁAWSKĄ, KS. ADAMEM BONIECKIM,
KS. TOMASZEM WĘCŁAWSKIM oraz ADAMEM
ZAGAJEWSKIM rozmawiają Krystyna Strączek
i Łukasz Tischner
Wielu socjologów i filozofów religii mówi o tym, że dzisiaj następuje
renesans religii jako sprawdzonych dróg docierania do sensu. Religia
daje rękojmię istnienia sensu, a także określoną tożsamość. (To bywa
czasem błogosławieństwem, a czasem przekleństwem, bo może rodzić
postawy fundamentalistyczne.) Na przykład w Transylwanii mieszkają
węgierscy górale czango, którzy ze względu na bardzo złe doświadczenia
historyczne wolą o sobie mówić, iż są raczej katolikami
aniżeli Węgrami, Rumunami, Mołdawianami… Tam tożsamość religijna
jest tożsamością bezpieczną, nie naraża na szowinizm grożący ze
strony tych, którzy chcieliby owych górali na siłę narodowo uświadamiać.
Jakie są Państwa obserwacje w tym zakresie?
OLGA STANISŁAWSKA: Ten renesans jest na pewno zauważalny
w krajach Europy Wschodniej czy na Bałkanach. Może dlatego, że
tak straszliwie zawiodły tam inne sposoby określenia tożsamości.
W Bośni księża i imamowie, z którymi rozmawiałam, są świadomi,
że ludzie wracają do Meczetu czy Kościoła nie tyle z powodu religijnej
konwersji, ile z potrzeby bycia w grupie, zamknięcia się w stosunkowo
bezpiecznym świecie, ponieważ wszystkie instytucje państwa,
w jakim żyli, zawiodły. Czy to zjawisko dobre czy złe? Trudno
ocenić, bo przecież szukanie w religii poczucia bezpieczeństwa
płynącego z przynależności do grupy, a nie poczucia bezpieczeństwa
opartego na rzeczywistym poczuciu sensu, może prowadzić
na manowce.
KS. ADAM BONIECKI MIC: Wszystko zależy od czasu i miejsca.
Mogę jednak coś powiedzieć o renesansie religii na terenach postsowieckich,
trochę czasu spędziłem bowiem w Kazachstanie i na Ukrainie.
W Charkowie spotkałem się ze środowiskiem, które z ateizmu
weszło w wiarę chrześcijańską – w tych ludziach był czysty zachwyt
Chrystusem i Ewangelią. Nie wiem, co dzieje się tam dzisiaj, ale to,
co wtedy zobaczyłem, było odrodzeniem prawdziwie religijnym, a nie
szukaniem bezpieczeństwa w grupie.
Z zupełnie inną religijnością zetknąłem się w Brazylii. Dla ludzi,
którzy nie mają żadnego ubezpieczenia, żadnej opieki lekarskiej, religia
okazuje się często formą ucieczki. To właśnie takie osoby najczęściej
pozyskują sekty. W naszej parafii, obejmującej głównie fawele,
istniało kilkanaście różnych Kościołów i wspólnot religijnych;
tuż obok nas stała świątynia, na której drzwiach napisano, że cudowne
uzdrowienia odbywają się w każdą środę o godzinie 19. To
było straszne! Wyobraźcie sobie Państwo: przychodzą ludzie udręczeni,
pełni wiary, nadziei magicznej i ślepej, którą ci mistrzowie tak
potrafią manipulować, że chorzy czują się uleczeni. Ktoś zrywa okulary,
łamie je, krzyczy: „Odzyskałem wzrok!”. Potem wraca do domu
i... dalej nie widzi. To jest religia ludzi uciśnionych, biednych, stłamszonych...
Jednak kwitnie tam także dojrzałe chrześcijaństwo, które
ma za sobą trudną lekcję konfrontacji z teologią wyzwolenia.
Brazylijczycy (niekoniecznie chrześcijanie) są bardzo religijni. Ich
sposób celebrowania religii jest pełen radości: tańczą, śpiewają, wspólnie
jedzą byka, którego zabili z okazji święta czy przyjazdu biskupa.
To wspólnota ludzi biednych, którzy czują się jednocześnie kimś
wyróżnionym – dziećmi Bożymi.
Jaka jest z kolei religijność we Włoszech? Tam mieszkałem najdłużej,
bo aż siedemnaście lat. Na Włochów zawsze patrzyłem z pokorą –
są przecież chrześcijanami tysiąc lat dłużej od nas. Czułem, że muszę
przy nich siedzieć cicho, nawet gdy widzę, jak palą papierosy podczas
papieskiej mszy (oczywiście na świeżym powietrzu, nie w Bazylice),
jak klaszczą, gadają… nie mogłem się gorszyć, bo oni są „starsi”. Niemniej
na postawy ludzi mocno oddziałuje nurt laicyzacji, modernizacji.
A jednocześnie żyje tam „religijność magiczna”. Kilka razy na przykład
proszono mnie, żebym poświęcił dom, bo w nim… straszy.
Czy w skali ogólnej można mówić zatem o odrodzeniu religii? Moim
zdaniem, mamy do czynienia zarazem z upadkiem i odrodzeniem.
KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI: Zapewne wielu z Państwa czytało
Chwałę córy królewskiej Bruce’a Marshalla. Akcja tej książki rozpoczyna
się przed pierwszą wojną światową, a kończy się po drugiej
wojnie. I mniej więcej co parę lat ktoś się tam zastanawia, czy już
następuje odrodzenie religijne, po czym stwierdza: wprawdzie takie
oznaki były, ale odrodzenia nie ma.
Nawiążę do tego, o czym mówił ks. Adam Boniecki: poczucie, że
wyruszamy ku czemuś nowemu, jednoczesne z poczuciem osłabienia
i degeneracji, jest jak się zdaje w tej dziedzinie stanem permanentnym.
Gdybyśmy bardzo chcieli, moglibyśmy – z socjologicznego
punktu widzenia – udowodnić dowolną tezę (zresztą nie tylko na
przykładzie chrześcijaństwa, ale w ogóle wszystkich religii). Znaleźlibyśmy
bowiem dostatecznie dużą „próbkę” ludzi i społeczeństw,
która by wykazała, że religia upada, i taką, która by dowiodła, że
właśnie się odradza. Myślę zatem, że to nie najlepsza droga. Trzeba
raczej postawić pytanie: Jeśli dokonuje się odrodzenie czy powrót
do religii, to dlaczego tak się dzieje? Co o tym decyduje?
Stosunkowo łatwo opisać sytuację w krajach postkomunistycznych,
zwłaszcza w byłym ZSRR. Tam, mam wrażenie, o odrodzeniu
religii decyduje odczuwana przez wielu autentyczność doświadczeń
religijnych – wyjście z systemu fikcji i fałszu, gdy wszyscy wiedzieli,
że nic albo niewiele jest tak, jak się mówi. Trzeba jednak zdawać
sobie sprawę, iż religia, kiedy zaczyna być „organizowana” bardzo
łatwo sama staje się fikcją. Jeśli traci kontakt ze swoim źródłem w konkrecie
ludzkiego doświadczenia, może się stać samo-zaspokajającym
się systemem, bardzo podobnym do totalitarnych fikcji.
Tu pojawia się pytanie, co jest decydujące. Według mnie, decyduje
coś, co nazywam „podstawowym doświadczeniem”. Kiedy ks. Boniecki
mówił o przeżyciach Brazylijczyków – o ich radości świętowania –
pomyślałem: „To właśnie są ich podstawowe doświadczenia!”.
Więcej na łamach lutowego numeru "Znaku"
Zamów numer
OLGA STANISŁAWSKA, pisarka, eseistka, autorka reportaży, studiowała
literaturę angielską i amerykańską w Warszawie i Aix-en-Provence.
Podróżowała po Bliskim Wschodzie, Azji i Bośni. Za książkę Rondo de
Gaulle’a (Warszawa 2001), będącą zapisem samotnej wędrówki po Afryce,
otrzymała nagrodę Fundacji im. Kościelskich.
KS. ADAM BONIECKI, publicysta, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.
KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI, ur. 1952, teolog, prof. dr hab., wykładowca
teologii fundamentalnej w UAM w Poznaniu, b. członek Międzynarodowej
Komisji Teologicznej, członek Komitetu Nauk Teologicznych
PAN, laureat Nagrody im. ks. Józefa Tischnera (2004). Ostatnio
wydał: Pascha Jezusa (2006).
ADAM ZAGAJEWSKI, ur. 1945, poeta, eseista, krytyk, prozaik. Wydał
ostatnio: Obrona żarliwości (2002), Powrót (2003), Anteny (2005).
POCZĄTEK STRONY |