Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LUTY 2007, NUMER 621

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Duchowy atlas świata.

Pożegnanie Ryszarda Kapuścińskiego



Duchowy atlas świata
(fragment)

Z OLGĄ STANISŁAWSKĄ, KS. ADAMEM BONIECKIM,

KS. TOMASZEM WĘCŁAWSKIM oraz ADAMEM

ZAGAJEWSKIM rozmawiają Krystyna Strączek

i Łukasz Tischner


Wielu socjologów i filozofów religii mówi o tym, że dzisiaj następuje renesans religii jako sprawdzonych dróg docierania do sensu. Religia daje rękojmię istnienia sensu, a także określoną tożsamość. (To bywa czasem błogosławieństwem, a czasem przekleństwem, bo może rodzić postawy fundamentalistyczne.) Na przykład w Transylwanii mieszkają węgierscy górale czango, którzy ze względu na bardzo złe doświadczenia historyczne wolą o sobie mówić, iż są raczej katolikami aniżeli Węgrami, Rumunami, Mołdawianami… Tam tożsamość religijna jest tożsamością bezpieczną, nie naraża na szowinizm grożący ze strony tych, którzy chcieliby owych górali na siłę narodowo uświadamiać. Jakie są Państwa obserwacje w tym zakresie?

OLGA STANISŁAWSKA: Ten renesans jest na pewno zauważalny w krajach Europy Wschodniej czy na Bałkanach. Może dlatego, że tak straszliwie zawiodły tam inne sposoby określenia tożsamości. W Bośni księża i imamowie, z którymi rozmawiałam, są świadomi, że ludzie wracają do Meczetu czy Kościoła nie tyle z powodu religijnej konwersji, ile z potrzeby bycia w grupie, zamknięcia się w stosunkowo bezpiecznym świecie, ponieważ wszystkie instytucje państwa, w jakim żyli, zawiodły. Czy to zjawisko dobre czy złe? Trudno ocenić, bo przecież szukanie w religii poczucia bezpieczeństwa płynącego z przynależności do grupy, a nie poczucia bezpieczeństwa opartego na rzeczywistym poczuciu sensu, może prowadzić na manowce.

KS. ADAM BONIECKI MIC: Wszystko zależy od czasu i miejsca. Mogę jednak coś powiedzieć o renesansie religii na terenach postsowieckich, trochę czasu spędziłem bowiem w Kazachstanie i na Ukrainie. W Charkowie spotkałem się ze środowiskiem, które z ateizmu weszło w wiarę chrześcijańską – w tych ludziach był czysty zachwyt Chrystusem i Ewangelią. Nie wiem, co dzieje się tam dzisiaj, ale to, co wtedy zobaczyłem, było odrodzeniem prawdziwie religijnym, a nie szukaniem bezpieczeństwa w grupie.

Z zupełnie inną religijnością zetknąłem się w Brazylii. Dla ludzi, którzy nie mają żadnego ubezpieczenia, żadnej opieki lekarskiej, religia okazuje się często formą ucieczki. To właśnie takie osoby najczęściej pozyskują sekty. W naszej parafii, obejmującej głównie fawele, istniało kilkanaście różnych Kościołów i wspólnot religijnych; tuż obok nas stała świątynia, na której drzwiach napisano, że cudowne uzdrowienia odbywają się w każdą środę o godzinie 19. To było straszne! Wyobraźcie sobie Państwo: przychodzą ludzie udręczeni, pełni wiary, nadziei magicznej i ślepej, którą ci mistrzowie tak potrafią manipulować, że chorzy czują się uleczeni. Ktoś zrywa okulary, łamie je, krzyczy: „Odzyskałem wzrok!”. Potem wraca do domu i... dalej nie widzi. To jest religia ludzi uciśnionych, biednych, stłamszonych... Jednak kwitnie tam także dojrzałe chrześcijaństwo, które ma za sobą trudną lekcję konfrontacji z teologią wyzwolenia.

Brazylijczycy (niekoniecznie chrześcijanie) są bardzo religijni. Ich sposób celebrowania religii jest pełen radości: tańczą, śpiewają, wspólnie jedzą byka, którego zabili z okazji święta czy przyjazdu biskupa. To wspólnota ludzi biednych, którzy czują się jednocześnie kimś wyróżnionym – dziećmi Bożymi.

Jaka jest z kolei religijność we Włoszech? Tam mieszkałem najdłużej, bo aż siedemnaście lat. Na Włochów zawsze patrzyłem z pokorą – są przecież chrześcijanami tysiąc lat dłużej od nas. Czułem, że muszę przy nich siedzieć cicho, nawet gdy widzę, jak palą papierosy podczas papieskiej mszy (oczywiście na świeżym powietrzu, nie w Bazylice), jak klaszczą, gadają… nie mogłem się gorszyć, bo oni są „starsi”. Niemniej na postawy ludzi mocno oddziałuje nurt laicyzacji, modernizacji. A jednocześnie żyje tam „religijność magiczna”. Kilka razy na przykład proszono mnie, żebym poświęcił dom, bo w nim… straszy.

Czy w skali ogólnej można mówić zatem o odrodzeniu religii? Moim zdaniem, mamy do czynienia zarazem z upadkiem i odrodzeniem.

KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI: Zapewne wielu z Państwa czytało Chwałę córy królewskiej Bruce’a Marshalla. Akcja tej książki rozpoczyna się przed pierwszą wojną światową, a kończy się po drugiej wojnie. I mniej więcej co parę lat ktoś się tam zastanawia, czy już następuje odrodzenie religijne, po czym stwierdza: wprawdzie takie oznaki były, ale odrodzenia nie ma.

Nawiążę do tego, o czym mówił ks. Adam Boniecki: poczucie, że wyruszamy ku czemuś nowemu, jednoczesne z poczuciem osłabienia i degeneracji, jest jak się zdaje w tej dziedzinie stanem permanentnym. Gdybyśmy bardzo chcieli, moglibyśmy – z socjologicznego punktu widzenia – udowodnić dowolną tezę (zresztą nie tylko na przykładzie chrześcijaństwa, ale w ogóle wszystkich religii). Znaleźlibyśmy bowiem dostatecznie dużą „próbkę” ludzi i społeczeństw, która by wykazała, że religia upada, i taką, która by dowiodła, że właśnie się odradza. Myślę zatem, że to nie najlepsza droga. Trzeba raczej postawić pytanie: Jeśli dokonuje się odrodzenie czy powrót do religii, to dlaczego tak się dzieje? Co o tym decyduje?

Stosunkowo łatwo opisać sytuację w krajach postkomunistycznych, zwłaszcza w byłym ZSRR. Tam, mam wrażenie, o odrodzeniu religii decyduje odczuwana przez wielu autentyczność doświadczeń religijnych – wyjście z systemu fikcji i fałszu, gdy wszyscy wiedzieli, że nic albo niewiele jest tak, jak się mówi. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, iż religia, kiedy zaczyna być „organizowana” bardzo łatwo sama staje się fikcją. Jeśli traci kontakt ze swoim źródłem w konkrecie ludzkiego doświadczenia, może się stać samo-zaspokajającym się systemem, bardzo podobnym do totalitarnych fikcji.

Tu pojawia się pytanie, co jest decydujące. Według mnie, decyduje coś, co nazywam „podstawowym doświadczeniem”. Kiedy ks. Boniecki mówił o przeżyciach Brazylijczyków – o ich radości świętowania – pomyślałem: „To właśnie są ich podstawowe doświadczenia!”.

Więcej na łamach lutowego numeru "Znaku"

Zamów numer

OLGA STANISŁAWSKA, pisarka, eseistka, autorka reportaży, studiowała literaturę angielską i amerykańską w Warszawie i Aix-en-Provence. Podróżowała po Bliskim Wschodzie, Azji i Bośni. Za książkę Rondo de Gaulle’a (Warszawa 2001), będącą zapisem samotnej wędrówki po Afryce, otrzymała nagrodę Fundacji im. Kościelskich.

KS. ADAM BONIECKI, publicysta, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI, ur. 1952, teolog, prof. dr hab., wykładowca teologii fundamentalnej w UAM w Poznaniu, b. członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej, członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN, laureat Nagrody im. ks. Józefa Tischnera (2004). Ostatnio wydał: Pascha Jezusa (2006).

ADAM ZAGAJEWSKI, ur. 1945, poeta, eseista, krytyk, prozaik. Wydał ostatnio: Obrona żarliwości (2002), Powrót (2003), Anteny (2005).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.