70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dobra nowina o zbawieniu

Świadectwa Biblii mówią o czymś więcej – o pełnej realizacji tego pragnienia. Jeżeli zbawienie wszystkich jest wolą Boga, to istnienie wiecznego piekła oznaczałoby Jego rzeczywistą porażkę. Ta perspektywa jest jednak sprzeczna z wieloma świadectwami Pisma.

Obrońcy tradycyjnej eschatologii z nieufnością odnoszą się do pluralistycznej kultury współczesnej. Uważają, iż wywiera ona negatywny wpływ na proces interpretacji prawd wiary. Ich zdaniem, wszelka próba zakwestionowania wieczności kary piekielnej jest wyrazem ulegania dyktaturze dominującej dzisiaj mentalności. Kultura ta rozwinęła w ich mniemaniu,  właściwe sobie pojęcie sprawiedliwości i proporcjonalnej kary, któremu usiłuje się podporządkować samego Boga. Teologom podejmującym wysiłek reinterpretacji dualistycznej eschatologii zarzuca się, że nie zdają sobie sprawy z procesu własnej akomodacji do wymogów tolerancyjnej i liberalnej mentalności współczesnej.

Zarzut ten dotyczy zwłaszcza dostosowywania obrazu Boga w Ewangelii do rozumienia pojęcia miłości i sprawiedliwości w kulturze zachodniej. Przeciwnicy weryfikacji tradycyjnej doktryny uważają, że niesłusznie przeciwstawia się miłość takim pojęciom jak prawda, sąd i sprawiedliwość. Kulturowe rozumienie sprawiedliwości i sądu w odniesieniu do Boga miałoby zatem skłaniać chrześcijan do reinterpretacji Pisma w taki sposób, aby je dostosować do wymogów współczesnej mentalności. „Chcemy Boga, którego możemy zrozumieć, który przystaje do naszych kategorii. Nie lubimy zagadnień nie rozwiązanych. Trzeba nam zmagać się nie z poglądami tradycyjnymi, ale z odpowiedziami inspirowanymi przez kulturę”[1].

W tej perspektywie kulturowe pojęcia sprawiedliwości są lansowane przez środki masowego przekazu w sprawozdaniach z procesów sądowych, w których ludzkie pasje, naciski opinii publicznej i stronnicze fakty zastępują często prawdę i obiektywność. Mając to przed oczyma usiłujemy wykazać nieadekwatność sprawiedliwości Boga i Jego sądu, choć nasza wiedza jest w tym względzie wielce niewystarczająca. Zdaniem krytyków kultury współczesnej, wypacza ona rozumienie spraw życia i śmierci. Jest to kultura wyalienowana ze spraw Bożych, narzucająca swoje własne założenia i standardy życiowe. Dlatego wątpliwą rzeczą jest wierzyć w Boga objawionego przez Jezusa w świetle popularnych definicji miłości i dobroci. Jeżeli język śmierci, sądu i Gehenny, którym posługiwał się Jezus pojmujemy w sensie alegorycznym, to konsekwentnie powinniśmy tak samo rozumieć także język mówiący o życiu wiecznym.

W świetle tych stwierdzeń i zarzutów próba kwestionowania tradycyjnej doktryny o wieczności piekła jest sprzeniewierzeniem się nauce Biblii. Z tej racji teologowie podejmujący wysiłek innego spojrzenia na ostateczne losy świata uważani są za więźniów akomodacji kulturowej. W rzeczywistości mamy do czynienia z nurtem głębszego rozumienia metaforycznych tekstów biblijnych. Choć nieustannie spychany na margines świadomości wierzących, nurt ten nigdy nie wygasł w chrześcijaństwie. Dualistyczna eschatologia dominująca w ciągu wieków także odwołuje się do Pisma Świętego. Który zatem nurt eschatologii jest bardziej zgodny ze świadectwem Biblii? Odpowiedzi i stanowiska są i będą w tym względzie podzielone.

Wiele świadectw Nowego Testamentu mówi o ostatecznym pojednaniu wszystkich z Bogiem, o powszechnym przywróceniu harmonii w całym stworzeniu. Uniwersalizm zbawienia nie oznacza jednak, że możemy żyć „według swojej głupiej woli” (F. Dostojewski), a wszystko i tak będzie dobrze. Nie oznacza również negacji wiary w istnienie stanu zatracenia, zwanego Gehenną czy, według późniejszej terminologii, piekłem.

Od wielu lat usiłuję zagłębiać się w te zagadnienia. To nieprawda, że głoszę pogląd o pustym piekle. Ze względów marketingowych nadano tytuł Puste piekło? zbiorowemu dziełu poświęconemu debacie nad moimi publikacjami na temat nadziei powszechnego zbawienia[2]. Mówienie o pustce sugeruje od razu, że chodzi o piekło jako miejsce. Teologia współczesna odeszła od tego rodzaju koncepcji. Mówimy o Gehennie bądź piekle przede wszystkim jako o stanie zatracenia i zagubienia, o rzeczywistości, która wyrasta w samym wnętrzu istoty zbuntowanej przeciwko Stwórcy. Jezus nazywał ten stan Gehenną. Czy jest to jednak stan wieczny? Samo słowo „wieczny” (ōlam) w Biblii Hebrajskiej nie oznacza w każdym przypadku nieskończoności. Posługiwał się nim Jezus i apostołowie w odniesieniu do stanu zagubienia, który nie może trwać tak samo wiecznie jak wieczny jest Bóg i życie wraz z Nim.

Dobra Nowina nie potrzebuje sankcji karnych

Nakazując głosić Dobrą Nowinę „wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15; por. 13,10; 14,9) Jezus nie groził wiecznym potępieniem wszystkim, którzy w dziejach ludzkości nie uwierzą. Mówił jedynie, że pewien rodzaj niewiary zasługuje na sąd i potępienie: „Kto uwierzy i zostanie ochrzczony, będzie zbawiony[3], a kto nie uwierzy, zostanie zasądzony” (katakrithēsetai: Mk 16,16), czyli będzie podlegał sądowi Bożemu i ewentualnemu potępieniu.

Jest to tekst zasługujący na specjalną uwagę[4]. Jezus nie ukrywał, że wiara jest trudna. Nie przychodzi człowiekowi łatwo. Widać to wyraźnie w odniesieniu do Jego ukazywania się uczniom po zmartwychwstaniu. Reagowali oni negatywnie na świadectwa innych, zwłaszcza kobiet. Kiedy Jezus ukazał się Marii Magdalenie, a ona oznajmiła im, że Go widziała, „nie chcieli jej uwierzyć” (Mk 16,11). Kiedy ukazał się dwóm uczniom udającym się na wieś, a ci wróciwszy opowiedzieli o tym pozostałym, „im jednak również nie uwierzyli” (16,13). Dlatego kiedy w końcu Jezus ukazał się Jedenastu, „wypomniał im brak wiary (apistían) i upór [dosł. twardość serca: sklērokardían], ponieważ nie uwierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (16,14). Nie znajdziemy tych akcentów u innych ewangelistów.

Zaskakujące jest to nagromadzenie, w świadectwie Marka, wyrazów niedowierzania i nieufności uczniów. Pojawiają się one we fragmencie Ewangelii, poprzedzającym nakaz misyjny. Nie wydaje się to czymś przypadkowym. Kiedy ewangelista Jan opowiada o wieści, którą Maria Magdalena zaniosła uczniom (J 20,18), w przeciwieństwie do Marka nie wspomina ani słowem o ich niedowierzaniu. Podobnie Łukasz pisząc o świadectwie uczniów z Emmaus w obecności Jedenastu (Łk 24,35), w ogóle nie dotyka delikatnej sprawy ich niewiary. Owszem, Łukasz (24,38-43) i Mateusz (28,17) piszą o wątpliwościach uczniów, ale wątpliwości te rodzą się w nich przy spotkaniu z samych Chrystusem, a nie w odniesieniu do świadectwa innych. Przeciwnie ewangelista Marek – dwukrotnie podkreśla negatywną reakcję uczniów na wieści do nich przyniesione.

Chodzi więc o przekaz zamierzony. Pozwala on zrozumieć głębszy sens słów, że „kto nie uwierzy (apistēsas), zostanie potępiony” (Mk 16,16). Pojawia się tutaj to samo słownictwo (czasownik apistéō), które w wierszach poprzednich charakteryzowało negatywną reakcję uczniów na świadectwo innych. Nie uwierzyli, ponieważ świadomie zamknęli się w sobie samych, nie wsłuchali się uważnie w Dobrą Nowinę, nie otworzyli się na nią i nie zaufali jej. Słowo apistía oznacza więc naganną postawę nieufności i niedowierzania, braku gotowości do zastanowienia się i zapytywania samego siebie.

Przeciwieństwem zbawienia jest potępienie. Słowo katakrínō ma charakter jurydyczny i  znaczy skazywać na areszt, wydawać wyrok sądowy o czyjejś winie, potępić kogoś po rozpatrzeniu sprawy w procesie sądowym[5]. Mamy zatem wyraźne odniesienie do sądu. Znamienne jest to, że tekst Ewangelii św. Marka nie mówi jednak w ogóle o karze, a tym bardziej wiecznej. Zestawia jedynie obok siebie zbawienie i wyrok potępiający jako rezultat procesu sądowego. Wzmianka o potępieniu jest konsekwencją zawinionego braku wiary i nieufności. Wyrok skazujący nie zapada bez stwierdzenia winy. Jeśli tekst mówi o potępieniu, to z racji jakiejś rzeczywistej winy. Ewangelista przytacza słowa Jezusa, ale nie wyjaśnia, na czym polega zawiniony charakter braku wiary, który w konsekwencji zasługuje na potępienie.

Domyślić się tego można jedynie na podstawie słowa apistía. Chodzi o pewien rodzaj nagannego niedowierzania i nieufności. Reakcja niedowierzania u uczniów, w kontekście ukazywania się zmartwychwstałego Jezusa, jest zapowiedzią i ostrzeżeniem, że oni sami spotkają się w przyszłości z podobną niewiarą w swojej przyszłej misji. Ludzie nie otworzą się na zwiastowane im słowo, nie wsłuchają się w jego treść, nie przyjmą go. Już z tego wynika, że zawiniony brak wiary dotyczy tylko tych ludzi, którzy usłyszeli słowo Ewangelii. Usłyszeć osobiście słowo Dobrej Nowiny to nie to samo, co wiedzieć o jej istnieniu, ale jej w gruncie rzeczy nie znać.

Sam kontekst wskazuje, że w oparciu o słowa: „kto nie uwierzy, zostanie potępiony” nie wolno formułować ogólnej zasady o niewierze i ostatecznych losach ludzi. Nie wolno stosować takiej powszechnej zasady do wszystkich, którzy w taki czy inny sposób nie przyjmują Ewangelii i nie wierzą w jej przesłanie. Przyczyn tego nie przyjęcia może być wiele. Sami zwiastujący Dobrą Nowinę nie są jakże często bez winy, podważając przez to jej wiarygodność.

Jezus swoim uczniom „wypomniał brak wiary i twardość serca”. Miał na myśli nie samą niezdolność do uwierzenia i zaufania, ale postawę nacechowaną brakiem otwartości, wynikającą z niewrażliwości serca. Odniesienie do serca nie jest tu przypadkowe. Jezus gani tych, którzy mając wszystko, co sprzyja wierze, nie chcą jednak uwierzyć. Taka właśnie postawa zasługuje na potępienie. Zawstydzający przykład dają pod tym względem poganie, gdyż – w przeciwieństwie do uczonych w Piśmie i faryzeuszy – potrafią otworzyć się na zwiastowane im słowo i będą mieć udział w zbawieniu:

To pokolenie jest przewrotne. Żąda znaku, ale innego nie otrzyma oprócz znaku Jonasza. (…) Królowa z Południa powstanie na sądzie razem z ludźmi tego pokolenia i potępi ich, bo przybyła z krańców ziemi, by słuchać mądrości Salomona, a tu jest ktoś większy niż Salomon. Mieszkańcy Niniwy powstaną na sądzie razem z tym pokoleniem i potępią je, bo oni opamiętali się pod wpływem nauczania Jonasza, a tu jest ktoś większy niż Jonasz (Łk 11,29-32; por. Mt 12,39-42).

Powróćmy jeszcze do misyjnego nakazu Jezusa zapisanego u ewangelisty Mateusza: „czyńcie uczniów (mathēteúsate) wśród wszystkich narodów” (Mt 28,19). Nie zachęca On do nawracania ludzi pod groźbą wiecznego piekła. Lęk przed Gehenną/piekłem nie jest motywem szerzenia chrześcijaństwa. Na pierwszy plan wysuwa się motywacja o wiele bardziej szlachetna i wzniosła: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5,14). Tak pisał Apostoł Narodów i zachęcał do pojednania się z Bogiem: „W imię Chrystusa prosimy: Dajcie się pojednać z Bogiem!” (2 Kor 5,20). Nie groził ludziom ogniem piekielnym, jeśli nie uwierzą. Prosił i zachęcał.

Kiedy Jezus powoływał swoich uczniów do grona wybranych, nie groził im niebezpieczeństwem potępienia. Nie uczynił tego także wówczas, kiedy posyłał ich ze zbawczą misją w świat. Mieli być „solą ziemi” i „światłością świata” (Mt 5,13.14), które zachowują ten świat przed zepsuciem. Mieli świadczyć o miłości Boga do ludzi i uczyć ich o potrzebie miłości wzajemnej. Jest to misja aktualna do dzisiaj.

Ewangelia jako Dobra Nowina nie potrzebuje sankcji karnych. Trzeba ją głosić ze względu na nią samą. Owszem Jezus nauczał o Gehennie i jej związku z sądem Bożym. Ostrzeżenie jest częścią Jego nauki. Miłość nie kryje konsekwencji złych decyzji i złych czynów. Stan Gehenny to stan podlegania sądowi, dopóki ten sąd nie osiągnie swojego skutku i celu ostatecznego. Kto podlega sądowi przeżywa go tak intensywnie, jak gdyby trwało to całą wieczność.

Jak Dobrą Nowinę głosili Apostołowie?

Aby się o tym przekonać, trzeba sięgnąć do Dziejów Apostolskich. Ukazują one, jak świadkowie Jezusa realizują powierzone im posłannictwo po Jego wniebowstąpieniu i po zesłaniu Ducha Świętego. Począwszy od Żydów, Dobra Nowina dociera do pogan. W mowach zapisanych w Dziejach, zwłaszcza w pierwszych piętnastu rozdziałach, znajdziemy skrótowy zapis pierwotnego zwiastowania Ewangelii. Centralne miejsce zajmuje w nich świadectwo wiary, że Jezus zmartwychwstał i żyje jako uwielbiony Pan świata.

W pierwszej mowie apostoła Piotra (Dz 2,14-40) w dniu Pięćdziesiątnicy dominuje wezwanie do nawrócenia i przyjęcia chrztu. Nie ma w niej żadnego odniesienia do Gehenny. „Każdy, kto będzie wzywał imienia Pana, będzie zbawiony” (Dz 2,21). Podobne treści pojawiają się również w drugiej mowie (Dz 3,12-26). Zmartwychwstały Jezus pozostanie w niebie „aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy” (Dz 3,21)[6]. Nawet kiedy Piotr mówi o usunięciu nieposłusznych spośród ludu (w. 23) nie czyni żadnej aluzji do Gehenny.

Ważne przesłanie zawiera mowa diakona Szczepana przed arcykapłanem i Sanhedrynem (Dz 7,2-50). Nawet w obliczu zagrożenia własnego życia nie wspomina on o potępieniu i Gehennie. Opowieść o nawróceniu Szawła w spotkaniu z Chrystusem podkreśla przede wszystkim Jego tożsamość z cierpiącymi ludźmi: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,4). Nawrócenie nie dokonuje się z powodu groźby potępienia. W nauczaniu Piotra w domu setnika rzymskiego Korneliusza (Dz 10,1-48) dominuje temat miłości Boga do wszystkich ludzi: „Bóg nie ma względu na osobę, lecz w każdym narodzie jest Mu miły ten, kto się Go boi [pełną czci bojaźnią synowską – W.H.] i postępuje sprawiedliwie” (w. 35). W pierwszej zapisanej mowie nawróconego Szawła, który stał się apostołem Pawłem (Dz 13,16-41) Dobra Nowina koncentruje się na zwiastowaniu wolności. I znowu – żadnej wzmianki o Gehennie bądź zatraceniu. Nawet wtedy, gdy bito i kamienowano Apostoła, pozostał on zwiastunem zbawienia. Podobnie kiedy głosił zbawienie w innych miejscach narażając się na chłostę i więzienie, nie groził ostatecznymi konsekwencjami za takie postępowanie (por. Dz 16,22).

Wzorcowym charakterem ewangelizacyjnym odznacza się sugestywna mowa Pawła na Areopagu w Atenach (Dz 17,22-31). Pod koniec wzywa w niej słuchaczy do skruchy i nawrócenia. Przypomina, że Bóg „wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył (…) przez wskrzeszenie Go z martwych” (w. 31). Mamy więc wyraźne odniesienie do dnia sądu i postaci Sędziego, którym jest zmartwychwstały Chrystus. Kiedy za wzmiankę o zmartwychwstaniu Paweł został wyśmiany i zlekceważony, nie groził potępieniem, lecz spokojnie „wyszedł spośród nich” (w. 33). W czasie mowy pożegnalnej w Efezie zachęcał starszych polecając ich Bogu, aby głosili „Słowo Jego łaski, które ma moc zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi” (Dz 20,32). W mowach obronnych przed wysokimi władzami rzymskimi i żydowskimi  (Dz 22-26) opisuje swoje własne doświadczenia wiary w Chrystusa, które skłoniły go do głoszenia Dobrej Nowiny o przebaczeniu i nadziei dla wszystkich ludzi (por. Dz 26,6-7.18.20). Wyznaje swoją wiarę w „zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Dz 24,15; por. 23,6; 26,8). Ani słowa o gniewie Bożym i groźbie potępienia.

Jest jeszcze jeden moment wielce charakterystyczny dla postępowania Pawła. Kiedy w drodze do Rzymu zastała ich burza, wówczas w obliczu śmierci, zamiast groźbą piekła wzywać do nawrócenia, dodawał wszystkim otuchy (Dz 27,25-26). W czasie aresztu domowego w Rzymie głosił Ewangelię Żydom. Tym, którzy nie dali się przekonać przypominał jedynie słowa proroka Izajasza o otępiałym sercu, wewnętrznej głuchocie i ślepocie, zamykających drogę do zrozumienia prawdy (Dz 28,25-27). Skoro nie słuchają i nie rozumieją wybrani, trzeba zwrócić się do pogan (w.28-31).

Wszystkie te świadectwa w Dziejach Apostolskich nie zawierają żadnej wzmianki o Gehennie i zatraceniu. Apostołowie wspominają jedynie o sądzie i zmartwychwstaniu. Jest to fakt wielce znamienny, od dawna pomijany przez głosicieli wiecznego potępienia. Zasługuje on na poważne potraktowanie. Głosiciele Ewangelii stawali w obliczu kultury zamkniętej na jej wyzwania. Tym bardziej zastanawia to, że w ich mowach pełnych mocy Ducha Bożego nie ma ani śladu pedagogii zastraszania i gróźb eschatologicznych. Postępowanie ludzi bezpośrednio kontynuujących misję Jezusa ma także dla nas dzisiaj charakter normatywny. Jakże często nasza teologia odchyla się od ducha pierwotnej kerygmy apostolskiej!

Pytajmy zatem, jaki obraz Boga chcemy głosić dzisiaj światu naszego czasu. Faktem jest, że wielu inteligentnych i wrażliwych ludzi zniechęciło się do chrześcijaństwa i odwróciło się od niego. Nie potrafili pogodzić się z wizją „okrutnego Boga” dopuszczającego wieczne męki swoich stworzeń. Czy odrzucili samego Boga? Raczej Jego zniekształcone oblicze ukazywane przez tradycyjną doktrynę kościelną, niezgodną z duchem Ewangelii. Dualistyczna eschatologia może skutecznie popychać ludzi w stronę niewiary i ateizmu. Czas najwyższy, aby zdać sobie z tego sprawę i powrócić do wizji Boga objawionego w nauczaniu Jezusa.

Bóg nie jest ograniczony prawami czasu

Ostatnia Księga Nowego Testamentu kończy się zwrotem do Chrystusa oraz zaproszeniem, które objawia zdumiewającą łaskawość i hojność Boga: „A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! I ten, kto słyszy, niech powie: Przyjdź! A ten, kto pragnie, niech przychodzi, kto chce, niech darmo weźmie wodę życia” (Ap 2217). Darmo, czyli jako dar. Trzeba jedynie zapragnąć tego daru. Trzeba przyjść. Woda życia to symbol samego życia. Wierzę, że w głębi ludzkiego jestestwa kryje się pragnienie, aby Bóg naprawił to, co zostało naruszone, aby przemienił tego, który zapragnie wyzwolenia i przemiany.

Jezus mówił o sobie: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli nie przyciągnie go Ojciec, który Mnie posłał” (J 6,44). W przededniu swojej śmierci obiecywał: „A Ja, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie” (J 12,32; wyróżnienie moje W.H.). Zaproszenie do przyjścia i wzięcia wody życia przychodzi z drugiej strony rzeczywistości – ze świata, którego bezpośrednio nie widzimy ani nie znamy. Ten świat jest wciąż jeszcze światem naszej wiary i nadziei. Zaproszenie wyrażone w Apokalipsie mówi o drzwiach otwartych dla każdego. To symbol drzwi zbawienia. Dlaczego wyznawcy Chrystusa mieliby lękać się tak wielkiego otwarcia ze strony Boga? Bramy nowego Jeruzalem „nie będą zamykane w dzień, a nocy przecież tam nie będzie” (Ap 21,25)[7].

Dualistyczna eschatologia widzi w śmierci człowieka granicę możliwej zmiany decyzji. Uczy, że kto odrzuca Boga, wybiera na zawsze piekło i potępienie. Skoro Bóg nie zbawia ludzi wbrew ich woli i nikogo nie przymusza, wieczne piekło jest konsekwencją takiego wyboru. W stwierdzeniach tych kryje się założenie, że może On zbawić człowieka jedynie w czasie jego życia doczesnego, po śmierci zaś nie ma już żadnej możliwości zmiany decyzji. A przecież powiedziano, że Chrystus jest Panem „umarłych i żyjących” (Rz 14,9). Czy więc ci, którzy umarli nie podlegają już Jego panowaniu i Jego zbawczej mocy? Napisano również o Nim, że po swojej śmieci, ożywiony przez Ducha Bożego, „ogłosił ocalenie duchom zamkniętym w więzieniu, [duchom] nieposłusznym…”; że „umarłym została ogłoszona Dobra Nowina” (1 Pt 3,19; 4,6). Niezależnie od tego, jak będziemy rozumieli ten tekst, trzeba zachować nadzieję względem wszystkich umierających.

Dominikański teolog Johannes B. Brantschen tak pisał w opublikowanej niedawno książce na temat inności Boga, oczekiwania zmartwychwstania umarłych i życia w przyszłym świecie:

Nie ulega wątpliwości, że w ciągu stuleci tradycyjna teologia przekraczała wciąż na nowo zakaz czynienia obrazów (Pwt 4,14-18; Wj 20,2-4), kiedy utrzymywała, że zbyt wiele wie o Bogu i wieczności Boga. Wolno wszakże pytać, czy dzisiejsi ‘nowocześni chrześcijanie’ trzymają się zakazu czynienia obrazów, skoro mniemają, że wiedzą tak dokładnie i zdecydowanie: wraz ze śmiercią wszystko jest skończone! Także i w tym względzie oddajemy cześć Bogu, kiedy zostawiamy Mu wolność. Pozwólmyż się zadziwić![8]

Rozważając te sprawy warto wziąć pod uwagę zróżnicowane realia ludzkiego życia. Nie można ich traktować abstrakcyjnie. Miliony ludzi odchodzą z tego świata nie poznawszy Chrystusa. W wielu częściach świata uważany był za religijny wytwór zachodniej cywilizacji i takim pozostaje do dzisiaj. Jakże wielu nie przekonuje się do wiarygodności Ewangelii, tak często dyskredytowanej w dziejach przez samych jej głosicieli. Dla wielu przesłanie Ewangelii nadal wydaje się przeczyć wymogom ludzkiego rozumu i kryteriom współczesnej nauki. Tylko Bóg zna rzeczywiste motywy niewiary w konkretnych losach ludzi.

Wyrazem straszliwej zuchwałości i niesprawiedliwości byłoby skazywać niezliczone mnóstwo ludzi na wieczną zagładę. Nie ma przekonywających racji przemawiających za tym, że sam Bóg ograniczył możliwość zbawiania ludzi do krótkiego czasu życia na ziemi. Ograniczenia te wprowadziła tradycyjna eschatologia interpretując w jednostronny sposób świadectwa biblijne. Dlaczego po śmierci Bóg miałby okazać się mniej łaskawy i miłosierny niż za życia doczesnego? Jest Panem czasu i wieczności, Panem żywych i umarłych. Czy wolno nam, choćby tylko w sferze myślenia, ograniczać suwerenność Boga, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi? Jeśli pragnie, nie jest bezradny, aby urzeczywistnić to pragnienie.

Straszliwa rzeczywistość, którą nazywamy Gehenną bądź piekłem jest stanem, w którym dokonuje się sąd Boży tak długo, dopóki nie osiągnie swojego celu, którym jest nawrócenie zagubionego stworzenia. Mądrość Pisma uczy zarówno o powadze sądu jak i o ostatecznym ocaleniu wszechświata. Chrześcijanin wyznaje prawdę o jednym i drugim. Może już teraz cieszyć się nadzieją na urzeczywistnienie słów Objawienia o Bogu, który „wszystko czyni nowym” (Ap 21,5).

Światło Chrystusa oświeca ostateczne losy świata

Tradycyjna koncepcja piekła opiera się na literalnej interpretacji biblijnych tekstów eschatologicznych. Jej obrońcy stawiają doktrynę dosłownej bezbłędności Pisma Świętego ponad tym, czego o Bogu uczył Jezus. Mając przed oczyma obraz dobrego i miłosiernego Boga ukazany w Ewangelii trzeba ukazywać niedostatki i braki dualistycznej eschatologii. Jezus Chrystus jest żywym Słowem Boga, Boskim Logosem, Panem tego, co zostało zapisane w Biblii. Dlatego trzeba ją interpretować i rozumieć w świetle tego, co nazywamy „wydarzeniem Chrystusa” w ludzkich dziejach. Wydarzenie to ukazuje najgłębszy sens tych dziejów.

Życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa rzucają światło również na ostateczne spełnienie losów świata. Nie interpretujmy spraw ostatecznych tak, jakby inne Pisma poza Ewangelią były ważniejsze od niej samej! To ona jest najbardziej miarodajna. Jezus Ewangelii jest najlepszym Egzegetą Bożego słowa. Inni autorzy biblijni mogą być jedynie pomocnikami w zrozumieniu tej nowości, którą On wniósł w nasz ludzki świat. Objawienie miłości, dobroci i miłosierdzia Boga na kartach Ewangelii nie ma sobie równych w innych religiach. Na takie szczyty myślenia o Nim nie wzniosła się żadna filozofia. Apostoł Jan utożsamił Boga z miłością. Miłości tej poświęcił papież Benedykt XVI swoją pierwszą encyklikę Deus caritas est, choć nie poruszył w niej ani słowem eschatologicznych konsekwencji takiej wizji Boga.

To prawda, że nauczanie Jezusa o sądzie i Gehennie, wyrażane przy pomocy przypowieści i metaforycznych obrazów, jest ostrzeżeniem przed dalekosiężnymi konsekwencjami nadużywania wolności. Nie uczył On wszakże o Bogu, który surowo odpłaca grzesznym ludziom za grzeszne życie i wydaje ich na wieczną mękę. Nie nauczyliśmy się jeszcze właściwie interpretować jego przypowieści, zwłaszcza tej o sądzie ostatecznym wraz z jej etymologicznymi intuicjami[9]. Jest coś bluźnierczego w samej myśli, że moglibyśmy oddawać cześć Bogu, który godziłby się na wieczną mękę swojego stworzenia. Wszelki obraz Boga sprzeczny z pojmowaniem Go jako miłości nie zasługuje na miano chrześcijańskiego.

Z tej racji niektórzy teologowie skłonni są raczej do pojmowania piekła jako nieodwracalności Bożego sądu i ostatecznej zagłady niegodziwych, rozumianej jako (samo)unicestwienie grzeszników. Uważam, że teoria anihilacji bądź „warunkowej nieśmiertelności” bardziej odpowiada poczuciu sprawiedliwości niż wizja wiecznej i bezcelowej kary, nie czyni jednak zadość nowotestamentowej wizji Boga[10]. Myśl o unicestwieniu przeczy Jego stwórczym zamiarom. Stwórcza nie niszczy swojego własnego dzieła i nie dopuszcza do samounicestwienia. Ma inny sposób ocalania zatraconych. Celowi temu służy kara prowadząca ku poprawie i nawróceniu. Jezus nie wahał się mówić o Gehennie, która nie uwłacza miłości Boga i Jego trosce o ocalenie wszystkich. Nie jest to jednak Gehenna pojmowana w sensie wiecznego piekła, o którym mówi tradycyjna eschatologia i które usiłowano przedstawiać w makabrycznych nieraz obrazach dzieł sztuki.

Doktryna wiecznej odpłaty za grzechy popełnione w ciągu życia doczesnego zniekształca i wypacza wzniosły obraz dobrego Boga. Nadaje Mu wręcz cechy monstrualne. Ukazuje Go jako odpowiedzialnego, w ostatecznej instancji, za istnienie wiecznego piekła dla części rodzaju ludzkiego, na które godzi się On w rzekomej bezradności, jedynie z szacunku dla wolnej woli swojego stworzenia. Czy ludzkie skończone winy mogą zasługiwać na nieskończone męki wieczności?

Uwierzyć w ostateczne zwycięstwo Boga

Najgłębszą racją postępowania Boga jest Jego niepojęta miłość i mądrość, przekraczające nasze zdolności pojmowania: „myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8). Nie wystarczy powiedzieć wraz z apostołem Pawłem, że Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). Świadectwa Biblii mówią o czymś więcej – o pełnej realizacji tego pragnienia. Jeżeli zbawienie wszystkich jest wolą Boga, to istnienie wiecznego piekła oznaczałoby Jego rzeczywistą porażkę. Ta perspektywa jest jednak sprzeczna z wieloma świadectwami Pisma. Jak Bóg miałby być w końcu „wszystkim we wszystkich”? (1 Kor 15,28), jeżeli część ludzkości miałaby trwać w stanie wiecznego buntu przeciw Niemu? Nieskończona dwoistość nieba i piekła przeczy jedności stwórczych zamiarów Boga. Ewangelia jako Dobra Nowina nie byłaby wówczas prawdziwie radosną Dobrą Nowiną!

Niebo to życie w obecności miłującego Boga. Wieczność jest cechą takiego istnienia w światłości i miłości Boga. Nie przysługuje ona Gehennie. Jeżeli piekło miałoby trwać jako wieczna kara dla niegodziwych, oznaczałoby to, że zamysł Boga został skutecznie  i trwale udaremniony. Nie można by wtedy mówić o rzeczywistym zwycięstwie Chrystusa. Byłoby to niezgodne z wyraźnymi świadectwami Pisma Świętego. Bóg nie ponosi porażki. Wierzę, że zwycięstwo Jego miłości będzie całkowite. To, co już dokonało się w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa daje świadectwo prawdzie, iż miłość Boga odniosła zwycięstwo nad wszelkim złem. Sąd nie jest rzeczywistością ostateczną. To wielowiekowa tradycja eschatologicznego dualizmu nazwała go sądem „ostatecznym” i „strasznym”[11]. Bóg potrafi doprowadzić swój zbawczy zamiar do końca.

To po naszej stronie pojawia się trudność w zrozumieniu tej prawdy, kiedy zaczynamy myśleć o ofiarach niegodziwości i okrucieństwa oraz o sprawiedliwości Boga. Niełatwo przychodzi wówczas odnaleźć nadzieję na ostateczną i solidarną wspólnotę wszystkich ludzi wzajemnie ze sobą pojednanych. Pytamy wtedy, jak to możliwe, aby morderca stał się zdolny do skruchy i żalu, które skłoniłyby ofiarę do przebaczenia. Czy ofiary ludzkich zbrodni znajdą w sobie siłę i odwagę ducha, aby wybaczyć doznaną krzywdę? Intuicja nadziei wskazuje na taką możliwość. Mówi ona o tym, że pojednanie ludzi jest radością Boga, który w swej bezgranicznej miłości związał swój los z naszym losem. Pod pewnym względem uzależnił się od naszego losu. Nie sposób pojąć, aby ci, którzy stali się ofiarą innych nie chcieli pomnożyć radości Boga przez swoje przebaczenie i uczynić jej radością pełną. Tu chodzi również o Niego samego! Człowiek zbawiony widzi to wyraźnie, inaczej niż w mroku wiary i poznania cząstkowego na ziemi (por. 1 Kor 13,9.12). Wszystkie tragiczne doświadczenia dziejów ludzkich zostają w nadziei rozjaśnione.

Nie lekceważmy tej sfery poznawczej, którą daje intuicja wiary i nadziei! To prawda, że w życiu człowieka intuicja może często zawodzić. Jeżeli jednak dotyczy ona ostatecznego losu człowieka, okazuje się pomocna w docieraniu do prawdy. Sięga ona najgłębszych tajników naszego jestestwa. Nie potrafimy jej naukowo uzasadnić, jest to jednak specyficzny akt poznawczy, różny od rozumowania. Nie należy go utożsamiać z myśleniem życzeniowym. Intuicja nadziei wspiera nas w poszukiwaniu prawdy tym bardziej, że zgodna jest z tym, o czym mówią liczne teksty biblijne.

Prawda o ostatecznych losach świata wyrażona została na kartach Pisma Świętego w sposób, który ukazuje napięcie pomiędzy sądem a nadzieją na powszechne zbawienie. Wyraża się w tym pewna dwoistość i komplementarność prawdy. W tym sensie można rozumieć słowa Biblii: „Patrz na wszystkie dzieła Najwyższego, jak są parami, jedno obok drugiego” (Syr 33,15). Jedna prawda może być równoważona przez inną prawdę, która w naszym odczuciu wskazuje raczej kierunek przeciwny. Jeden aspekt prawdy zdaje się przeczyć drugiemu, ale w rzeczywistości są one komplementarne i uzupełniają się wzajemnie. Właśnie dlatego przeciwieństwem jednej prawdy głębokiej może być inna prawda głęboka. Znaczy to, że trzeba je rozpatrywać łącznie. Mamy tu do czynienia z zasadą epistemologiczną o charakterze ogólnym, którą w dziedzinie eschatologii można zastosować zwłaszcza do takich pojęć jak sprawiedliwość i miłosierdzie. Ta sama rzeczywistość może być rozpatrywana na dwa różne sposoby. Każde ludzkie poznanie ma swoje granice. Jeden sposób percepcji domaga się dopełnienia i wzbogacenia dzięki intuicjom drugiego.

Tego rodzaju napięcie przejawia się właśnie w przeciwieństwie, a zarazem w komplementarności pojęcia sądu i powszechności zbawienia: „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga” (Rz 14,10). Różnica polega na tym, że dla sprawiedliwych będzie to sąd ku chwale, a dla grzesznych sąd skazujący na karę poprawczą i terapeutyczną. Ci ostatni zostaną skazani na Gehennę wyrzutów sumienia i żalu, dopóki się nie nawrócą i nie pojednają z Bogiem oraz tymi, wobec których w swoim życiu zawinili. Jest to Gehenna przejściowa, służąca z łaski Boga uzdrowieniu i nawróceniu. Ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, nasze ostateczne spełnienie może urzeczywistnić się jedynie w wieczności Boga.

Nie wolno negować rzeczywistości sądu. Dla tych, którzy odrzucają Boga sama obecność przed Jego obliczem będzie bolesnym doświadczeniem piekła. Pismo wyraża to doświadczenie przy pomocy motywu Bożego „gniewu na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga” (Rz 2,5). Motyw gniewu jest rzeczywistością przemijającą, wyrazem poddania sądowi Boga. Nie powiedziano jednak w Biblii, że Bóg jest gniewem, ale że „jest miłością”, i to „odwieczną miłością” (Jr 31,3). Gniew ma charakter instrumentalny – jego celem jest uświadomić winowajcy, że zasługuje na karę i skłonić go do skruchy, oczyszczenia i przyjęcia łaski ocalenia.

Proces oczyszczenia sprawi, że wszyscy skruszeni grzesznicy dołączą do dziękczynnej pieśni całego stworzenia, „pieśni Mojżesza, sługi Boga i pieśni Baranka”: „wszystkie narody przyjdą i oddadzą Tobie pokłon, bo ujawniły się Twoje sprawiedliwe czyny” (Ap 15, 3-4). I będzie to rzeczywiście pieśń nowa, prawdziwie powszechna: „A wszelkie stworzenie (pan ktísma), które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem jak mówiło: Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi, błogosławieństwo, i cześć, i chwała i moc na wieki wieków” (Ap 5,13). Świadectwo Pisma jest zgodne: „A Ten, który siedzi na tronie powiedział: Oto wszystko czynię nowe” (Ap 21,5). Słowa Apostoła narodów uderzają w ten sam ton chwały i zwycięstwa Boga: „Napisano bowiem: Na moje życie, mówi Pan, przede Mną zegnie się wszelkie kolano. I każdy język będzie wyznawał Boga” (Rz 14,11).

O Jezusie wywyższonym w chwale Boga ten sam Apostoł napisał: „Dlatego też Bóg nad wszystko Go wywyższył i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca”. (Flp 2,9-11; we wszystkich powyższych cytatach wyróżnienie moje W.Η.). Takie wyznanie nie może rozbrzmiewać w piekle. Odniesienie do Chrystusa jest w tym przypadku niezastąpionym kluczem do interpretacji tekstów biblijnych.

Rozumiemy przesłanie Pisma najlepiej wtedy, gdy rozpatrujemy je w świetle tego, czym Jezus Chrystus jest i co uczynił dla zbawienia świata. Tylko nauka zgodna z Dobrą Nowiną zasługuje na miano chrześcijańskiej. Skłania ona do wdzięczności i dziękczynienia: „Bogu (…) niech będą dzięki za to, że daje nam zwycięstwo przez naszego Pana Jezusa Chrystusa” (1 Kor 15,57). Zwycięstwo zawdzięczamy Temu, „który gładzi grzech świata” (J 1,29).

Wszyscy będą kiedyś sławić Boga

Bóg nie ignoruje grzechu, ale troszczy się o los grzesznych ludzi. Przypominali o tym ustawicznie prorocy Izraela. Sprawiedliwość Boża dąży do uzdrowienia i nawrócenia błądzących, choć proces ten wymaga drogi przez mękę i zniszczenia zła w człowieku. Dotyczy to również życia po śmierci, o czym wspomina zagadkowy tekst Pierwszego Listu św. Piotra (w rzeczywistości list ten napisany został raczej przez jednego z jego uczniów). Mówi on o ogłoszeniu Dobrej Nowiny także umarłym (1 Pt 4,6). Nie wiemy w jaki sposób Bóg okazuje swoją dobroć i swoje miłosierdzie tym, którzy przekroczyli granicę śmierci. Sprawy te są zakryte przed naszymi oczyma. Wiemy jednak, dzięki wierze w słowa objawienia, że Jego sprawiedliwość jest miłosierna, a miłosierdzie sprawiedliwe.

Wiara skłania do pytania o rzeczywisty sens Gehenny. Wieczne piekło jest karą, która do niczego nie prowadzi, lecz wyczerpuje się w swojej negatywności. Nie służy żadnemu celowi. Kto twierdzi, że pomnaża ono chwałę Stwórcy i objawia Jego sprawiedliwość, nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi. W dziejach teologii pojawiały się opinie nawet wielkich myślicieli, że prawem kontrastu widok potępionych może pomnażać dodatkowo szczęście zbawionych[12]. Czy takiej postawy uczy Ewangelia Jezusa? Dlaczego gubimy zdolność do współczucia, tak charakterystyczną dla Tego, który „przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10)?

Z tej racji wiarygodna jest tylko taka wizja Gehenny, która nie jest sprzeczna z obrazem Boga objawionym przez Chrystusa. Wizja ta nie neguje ludzkiej wolności wyboru. Z drugiej strony jest w niej wiara i nadzieja, że miłujący Bóg nie pozostawia zagubionego stworzenia jego własnemu zatraceniu. Nie chce On, aby ktokolwiek zginął na zawsze. Nie przymusza nas wbrew naszej woli. Kto decyduje się na odrzucenie Jego miłości trwać będzie w stanie zatracenia i cierpienia tak długo, aż nie zrozumie bezsensu takiego istnienia. Kto nie wybiera życia z Bogiem trwa w stanie śmierci. Można jedynie ubolewać z powodu takiego szaleństwa.

Teksty biblijne interpretowane w świetle nauki i dzieła Chrystusa niosą w sobie niezwykły ładunek nadziei. Mówią o spełnieniu się zbawczej woli Boga w całym stworzeniu. Celowi temu służy również Gehenna jako stan przejścia przez oczyszczającą terapię. Bóg nigdy nie zamyka szansy powrotu zagubionym. Nigdy nie jest za późno na zmianę złej decyzji. Wszyscy będą kiedyś sławić Boga i dziękować Mu za ocalenie.

Uniwersalizm Bożego dzieła ocalenia

Zastanawia fakt, że świadectwa Nowego Testamentu współbrzmią pod tym względem z uniwersalistyczną wizją w niektórych Księgach Biblii Hebrajskiej. Świadectwo Psalmów jest wyraźne: „Przypomną sobie i wrócą do Pana (JHWH) wszystkie krańce ziemi; i pokłonią się przed Jego obliczem wszystkie pokolenia narodów” (Ps 22,28). „Wszystkie stworzone przez Ciebie ludy przyjdą, by oddać Ci pokłon i uczcić Twoje imię, bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda, tylko Ty jesteś Bogiem” (Ps 86,9-10; wyróżnienia moje W.Η.). Szczególnie wymowne jest w tym względzie eschatologiczne świadectwo Księgi proroka Izajasza:

Pan (JHWH) Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę (…). Zedrze On na tej górze zasłonę zapuszczoną  na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy JHWH Pan otrze łzy z każdego oblicza…. (Iz 25,6-8).

Tak, przede Mną się zegnie wszelkie kolano, wszelki język na Mnie przysięgać będzie, mówiąc: Jedynie u Pana (JHWH) jest sprawiedliwość i moc! Do Niego przyjdą zawstydzeni wszyscy, którzy się przeciw Niemu zżymali (Iz 45,23-24; wyróżnienia moje W.Η.).

Te ogólne stwierdzenia zostały ukonkretnione w przepowiedni przyszłego nawrócenia się Egiptu i Asyrii, tradycyjnych wrogów Izraela. W czasach ostatecznych wszyscy zjednoczą się w wyznawaniu prawdziwego Boga. Da się On wszystkim poznać i wszystkich uzdrowi. Wszyscy się nawrócą, uznają Go i będą cześć Mu oddawać (por. Iz 19,21-22). W tym kontekście zrozumiałe stają się słowa błogosławieństwa dla narodów najbardziej nawet zwaśnionych w dziejach świata: „Błogosławiony niech będzie Egipt, mój lud i Asyria, dzieło moich rąk, i Izrael, moje dziedzictwo” (Iz 19,25)[13].

Nic dziwnego, że Apostoł Narodów był nie tylko przekonany, iż „cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11,26). Wierzył również , że Bóg potrafi przez Chrystusa pojednać wszystkich i wszystko (por. 2 Kor 5,19; Kol 1,20). Przesłanie Pisma mówi, że zbawczy zamiar Boga zostanie w pełni urzeczywistniony. Ukazuje obraz niepojętej chwały Boga, który potrafi przezwyciężyć wszelkie podziały i zgromadzić w ostatecznej harmonii całe stworzenie. Mówi o tym w równej mierze Izajaszowa wizja powszechnego pokoju (szalom) w świecie (Iz 11,6-9), jak i Pawłowe oczekiwanie na wyzwolenie całego stworzenia z niewoli skażenia (Rz 8, 19-22).

Cóż innego mogłoby być spełnieniem Jego zbawczego zamiaru? Cóż innego mogłoby sprawić, że Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28)? Cóż innego miałby oznaczać cud nowego stworzenia, „nowego nieba i nowej ziemi” (Ap 21,1)? Kto twierdzi, że piekło jest wieczne w sensie złej nieskończoności paralelnej do życia wiecznego zbawionych, ten musi zanegować świadectwa Biblii o powszechnym zwycięstwie Boga. Jest to największe wyzwanie dla tradycyjnej doktryny piekła i całej dualistycznej eschatologii. Kto prawdziwie wierzy, że Bóg będzie wszystkim we wszystkich, ten nie pogodzi się z doktryną o wieczności piekła. Nie oznacza to, że neguje ewangeliczną prawdę o konieczności przejścia przez Gehennę oczyszczenia. Stan oczyszczenia przestanie istnieć wraz z osiągnięciem swojego celu.

Kto upiera się przy dosłownym rozumieniu metaforycznych tekstów biblijnych o Gehennie i „ogniu wiecznym”, rozmija się z jeszcze ważniejszą wizją powszechnego pojednania wszystkich stworzeń ze Stwórcą i Zbawicielem. Ta właśnie wizja daje nadzieję. Ta wizja wyzwala. Jest na długą metę skuteczniejszym motywem do czynienia dobrze niż pedagogia strachu przed piekłem. Chrześcijanin ma prawo i obowiązek iść za głosem nadziei i być gotowym do jej uzasadnienia „wobec każdego, kto (…) żąda słowa o tej nadziei”, która w nas żyje (por. 1 Pt 3,15).

Taka nadzieja, mająca największe oparcie w Jezusie Chrystusie, to rzeczywiście „dobra nowina, radość wielka dla całego ludu” (Łk 2,10). Przesłanie zawarte w początkowym świadectwie o przyjściu Zbawiciela odnosi się tym bardziej do dokonanego przezeń dzieła ocalenia świata. Warto być posłańcem i głosicielem takiej nadziei. Lata jej poświęcone uważam za wielką łaskę całego życia.

 


[1] L. Stutzman, Accomodating Hell to Contemporary Culture? [Responses]. W:  R. Klassen, What Does the Bible Really Say about Hell? Wrestling with the Traditional View, Telford, Penn. – Scottdale, Penn. 2001, s. 115-118, cyt. 117. Autor ten jest wykładowcą zagadnień związanych z misją i kulturą w Eastern Mennonite University, Harrisonburg.

[2] Puste piekło? Spór wokół ks. Wacława Hryniewicza nadziei zbawienia dla wszystkich. Pod red. Józefa Majewskiego, Warszawa 2000.

[3] Por. Mk 13,13: „Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze względu na moje imię. Kto jednak wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Podobnie Μt 24,13. Tu zbawienie łączone jest z wytrwałością, podczas gdy w tekście Mk 16,16 z wiarą i chrztem.

[4] Zob. M. Gourgues OP, «Qui n’aura pas cru sera condamné» (Mk 16,16): De quelle incroyance s’agit-il? W: Deus meus et omnia. Księga pamiątkowa ku czci o. Prof. Hugolina Langkammera OFM w 50. rocznicę święceń kapłańskich. Red. M.S. Wróbel, Lublin 2005, s. 123-137.

[5] W odniesieniu do Jezusa i skazania Go na śmierć por. Mk 10,33 oraz 14,64.

[6] Na temat tego tekstu zob. W. Hryniewicz, Bóg wszystkim we wszystkich. Ku eschatologii bez dualizmu, Warszawa 2005, s. 143-144.

[7] Na temat niektórych wątków w Apokalipsie ważnych dla nadziei na ostateczne pojednanie z Bogiem zob. W. Hryniewicz, Teraz trwa nadzieja. U podstaw chrześcijańskiego uniwersalizmu, Warszawa 2006, rozdział IX: „Sprawiedliwość, miłosierdzie i sąd Boży: od Pawła Apostoła do Apokalipsy”.

[8] J.B. Brantschen, Gott ist anders. Theologische Versuche und Besinnungen, Luzern: Exodus 2005, s. 128. Ostatnie zdania w oryginale: „Man darf sich aber fragen, ob die heutigen «modernen Christen» sich ans Bilderverbot halten, wenn sie so genau und dezidiert zu wissen meinen: Mit dem Tod ist alles aus! Auch hier ehren wir Gott, indem wir ihn frei lassen. Lassen wir uns doch überraschen!“.

[9] Dotyczy to zwłaszcza motywu kary leczniczej i naprawczej (kólasis). Zob. W. Hryniewicz, Nadzieja uczy inaczej,  Warszawa 2003, s. 26-40.

[10] Nowy Testament uczy, że zmartwychwstaną zarówno sprawiedliwi jak i grzesznicy. Mówi o tym m.in. przypowieść o niewrażliwym bogaczu i żebraku Łazarzu (Łk 16,19-31). Apostoł Paweł uczył, że „wszyscy będziemy przemienieni” (1 Kor 15,51: por. w. 53).

[11] W tradycji wschodniego chrześcijaństwa słowiańskiego nazywany jest po prostu „Strasznym Sądem” (strašnyj sud).

[12] Zob. W. Hryniewicz, Nadzieja zbawienia dla wszystkich. Od eschatologii strachu do eschatologii nadziei,  Warszawa 1989, s. 120-124.

[13] Podobnie brzmi przepowiednia odmiany losu Samarii i Sodomy w Księdze Ezechiela (16,53).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata