Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

STYCZEŃ 2007, NUMER 620

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Śmierć i co dalej?

Co wiemy o życiu wiecznym



Śmierć jako miara istnienia
(fragment)

TOMASZ WĘCŁAWSKI


Nie należy przeciwstawiać realnie istniejącego i doświadczanego przez nas świata jakiemuś innemu, właściwie przez Boga zamierzonemu – tak jakby światem „prawdziwym” miał być dopiero ten drugi.

Klucz do tajemnicy nowego życia Jezusa leży w Jego stosunku do własnej (możliwej, nadchodzącej) śmierci – a w pewnym sensie także w Jego stosunku do śmierci, kiedy ona już nadeszła (jakkolwiek dziwnie może brzmieć to ostatnie zdanie). Jest tak, skoro śmierć stanowi krisis – moment sądu, który ujawnia całą prawdę życia. Dotyczy to, oczywiście, nie tylko Jezusa, ale każdego w ogóle człowieka. Stąd na tym miejscu najpierw pytanie o krisis śmierci.

Pytamy o krisis śmierci – w pierwszym greckim znaczeniu tego słowa, a zatem o śmierć jako sąd nad życiem człowieka. Chodzi o sąd, jakim jest sama obecność śmierci (a nie o obecność jakiegokolwiek sądzącego podmiotu – ludzkiego czy boskiego). Punktem wyjścia jest pytanie o sposób odnoszenia się człowieka do (własnej) śmierci. Po tym, czy i jak śmierć na kimś ciąży (lub nie ciąży), po tym, czy i jak od niej ucieka (lub nie), czy i jak wypędza ją z własnego życia (lub nie), po tym, czy ku niej wybiega (czy nie), możemy rozpoznać, czy i jak ktoś taki zdaje sobie sprawę z najbardziej fundamentalnych właściwości swojego życia – przede wszystkim zaś z miejsca w nim wolności (a z nią wszystkich podstawowych relacji: do siebie samego, drugiego, świata i Boga). Chodzi o taką wolność, która okazuje się również i właśnie wobec śmierci: nie zamyka się na żaden z jej aspektów, w tym na ten najbardziej podstawowy – jej bezwzględną obecność. Ściśle biorąc, jest to pytanie, które najpierw trzeba postawić sobie samemu – i być może tylko sobie samym możemy je postawić skutecznie.

Kiedy w tym kontekście mówimy o ucieczce od śmierci, nie chodzi o „zewnętrzną” ucieczkę przed zgrozą, bólem czy jakimkolwiek dyskomfortem związanymi z obecnością w naszym życiu/w naszym bezpośrednim otoczeniu śmierci fizycznej i z jej zbliżaniem się do nas ani o wewnętrzną ucieczkę przed czymś, „co i tak nieuchronne” (zatem lepiej o tym wcale nie myśleć). Chodzi o sposób, w jaki traktujemy to, że (w każdej chwili) stoimy wobec śmierci – i że otwarta w ten sposób możliwość nie jest w żadnym sensie (przykrym) dodatkiem do tego, że żyjemy, ale tym wymiarem naszej sytuacji, który pozwala sięgać do jej jądra, także i odwracać się od niego: pozwala ujawnić wszystko, co dla życia jest istotne, albo przeciwnie, może stać się powodem, dla którego wszystko, co dla naszego życia jest istotne, zostanie przez nas samych zatarte i przykryte czymkolwiek/ byle czym, co odwraca uwagę od nieprzyjętej wtedy możliwości zobaczenia całości własnej egzystencji.

Skąd bierze się „diagnostyczna” zdolność odniesienia do śmierci? Najprostsza odpowiedź brzmi: właśnie z jej związku z możliwą całością życia. Tym związkiem zajmę się dokładniej później. Najpierw jednak elementy prostego opisu.

O śmierci dają się mianowicie najpierw powiedzieć dwie rzeczy bardzo proste i zarazem podstawowe:

1’ Śmierć jest tym stanem i miejscem czyjejś drogi, na którym każdy jest najbardziej sobą. Powiedzmy to zupełnie naiwnie: nie mogę już stać się niczym więcej niż tym, czym jestem w chwili mojej śmierci, moje życie jest wtedy ostatecznie całe – jest (już) wszystkim, czym za moją sprawą realnie mogło się stać.

Równocześnie (w najprostszym i bezpośrednim wymiarze) żadne ludzkie życie nie jest w śmierci bynajmniej zamknięte. Sprawia to jego oczywiste wpisanie w historię, która nigdy nie jest tylko własną historią żyjącego i umierającego, i to wpisanie zarówno w sensie fizycznym (wszelkiego rodzaju fizyczne ślady czyjegoś życia, począwszy od umarłego ciała), jak też wpisanie w sensie osobowym, moralnym, kulturowym, twórczym, społecznym czy jakkolwiek inaczej go określimy (również wszelkiego rodzaju ślady czyjegoś życia w postaci skutków tego życiowego dialogu/dialogów, w których czyjeś życie doszło do głosu i „zarejestrowało się” w innych wokół niego). Oczywiście te dwa rodzaje śladów są ze sobą ściśle splecione: nie ma moralnych a niecielesnych śladów czyjegoś życia i nie ma jego śladów cielesnych pozbawionych znaczenia – także moralnego i społecznego. Oznacza to jednak, że – czy chcemy tego czy nie – umieraniu człowieka i temu, co on, umierając, pozostawia, zawsze towarzyszy jakieś wymaganie. I jest to wymaganie, które dotyka zarówno umierającego, jak też świadków jego śmierci.

Istotna możliwość człowieka w stosunku do własnej śmierci polega na tym, że może on odnosić się do tego wymagania. Czy to robi i jak to robi, okazuje się właśnie diagnostyczne. Może to być znowu diagnoza na poziomie zewnętrznych fenomenów czyjegoś życia i ich prostego zewnętrznego opisu, może jednak sięgać podstaw egzystencji. Są ludzie, którzy „aranżują” okoliczności swojego umierania i także bezpośrednich następstw śmierci – pogrzeb, grób – i mogą to być aranżacje różnego rodzaju: od przede wszystkim pragmatycznych, przez estetyczne aż po etyczne. Obecność lub nieobecność takich aranżacji mówi coś istotnego o tożsamości i wolności osoby, o którą chodzi (albo raczej o jej stosunku do własnej wolności) – a przede wszystkim mówi o jej autousytuowaniu społecznym: konieczności lub niekonieczności wyjaśniania innym czegokolwiek w związku z własną śmiercią. Na poziomie najgłębszym obecność lub nieobecność tego rodzaju aranżacji mówi o stopniu i rodzaju czyjegoś świadomego stosunku do śmierci. Warto jeszcze zdać sobie sprawę, że nieobecność aranżacji, o których mowa, może być czymś o wiele większym niż tylko skutkiem braku potrzeby wyjaśniania komukolwiek własnej śmierci: może być wyrazem odmowy udzielania w związku z nią jakichkolwiek wyjaśnień. Jeśli zaś tak, to sama ta możliwość powie nam więcej o śmierci jako mierze istnienia niż jakikolwiek „aranżacyjny” komentarz. Jak widać, nie chodzi tu w pierwszej linii o rodzaj zewnętrznego konkretu aranżacyjnego, ale o świadome podejście wobec możliwości owego wyrazu / lub jego braku (dysponowania owym wyrazem jako rodzajem ostatniego słowa – choćby miało ono zostać wypowiedziane milczeniem).

Więcej na łamach styczniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI,
ur. 1952, teolog, prof. dr hab., wykładowca teologii fundamentalnej w UAM w Poznaniu, b. członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej, członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN, laureat Nagrody im. ks. Józefa Tischnera (2004). Ostatnio wydał: Pascha Jezusa (2006).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.