|

TEMAT MIESIĄCA:
Śmierć i co dalej?
Co wiemy o życiu wiecznym
Śmierć jako miara istnienia
(fragment)
TOMASZ WĘCŁAWSKI
Nie należy przeciwstawiać realnie istniejącego
i doświadczanego przez nas świata jakiemuś
innemu, właściwie przez Boga zamierzonemu –
tak jakby światem „prawdziwym” miał być dopiero
ten drugi.
Klucz do tajemnicy nowego życia Jezusa leży w Jego stosunku do
własnej (możliwej, nadchodzącej) śmierci – a w pewnym sensie także
w Jego stosunku do śmierci, kiedy ona już nadeszła (jakkolwiek
dziwnie może brzmieć to ostatnie zdanie). Jest tak, skoro śmierć stanowi
krisis – moment sądu, który ujawnia całą prawdę życia. Dotyczy
to, oczywiście, nie tylko Jezusa, ale każdego w ogóle człowieka.
Stąd na tym miejscu najpierw pytanie o krisis śmierci.
Pytamy o krisis śmierci – w pierwszym greckim znaczeniu tego
słowa, a zatem o śmierć jako sąd nad życiem człowieka. Chodzi o sąd,
jakim jest sama obecność śmierci (a nie o obecność jakiegokolwiek
sądzącego podmiotu – ludzkiego czy boskiego). Punktem wyjścia jest
pytanie o sposób odnoszenia się człowieka do (własnej) śmierci. Po
tym, czy i jak śmierć na kimś ciąży (lub nie ciąży), po tym, czy i jak od niej ucieka (lub nie), czy i jak wypędza ją z własnego życia (lub nie), po
tym, czy ku niej wybiega (czy nie), możemy rozpoznać, czy i jak ktoś
taki zdaje sobie sprawę z najbardziej fundamentalnych właściwości
swojego życia – przede wszystkim zaś z miejsca w nim wolności (a z nią
wszystkich podstawowych relacji: do siebie samego, drugiego, świata
i Boga). Chodzi o taką wolność, która okazuje się również i właśnie
wobec śmierci: nie zamyka się na żaden z jej aspektów, w tym na ten
najbardziej podstawowy – jej bezwzględną obecność. Ściśle biorąc, jest
to pytanie, które najpierw trzeba postawić sobie samemu – i być może
tylko sobie samym możemy je postawić skutecznie.
Kiedy w tym kontekście mówimy o ucieczce od śmierci, nie chodzi
o „zewnętrzną” ucieczkę przed zgrozą, bólem czy jakimkolwiek
dyskomfortem związanymi z obecnością w naszym życiu/w naszym
bezpośrednim otoczeniu śmierci fizycznej i z jej zbliżaniem się do
nas ani o wewnętrzną ucieczkę przed czymś, „co i tak nieuchronne”
(zatem lepiej o tym wcale nie myśleć). Chodzi o sposób, w jaki traktujemy
to, że (w każdej chwili) stoimy wobec śmierci – i że otwarta
w ten sposób możliwość nie jest w żadnym sensie (przykrym) dodatkiem
do tego, że żyjemy, ale tym wymiarem naszej sytuacji, który
pozwala sięgać do jej jądra, także i odwracać się od niego: pozwala
ujawnić wszystko, co dla życia jest istotne, albo przeciwnie, może
stać się powodem, dla którego wszystko, co dla naszego życia jest
istotne, zostanie przez nas samych zatarte i przykryte czymkolwiek/
byle czym, co odwraca uwagę od nieprzyjętej wtedy możliwości zobaczenia
całości własnej egzystencji.
Skąd bierze się „diagnostyczna” zdolność odniesienia do śmierci?
Najprostsza odpowiedź brzmi: właśnie z jej związku z możliwą
całością życia. Tym związkiem zajmę się dokładniej później. Najpierw
jednak elementy prostego opisu.
O śmierci dają się mianowicie najpierw powiedzieć dwie rzeczy
bardzo proste i zarazem podstawowe:
1’ Śmierć jest tym stanem i miejscem czyjejś drogi, na którym
każdy jest najbardziej sobą. Powiedzmy to zupełnie naiwnie: nie mogę
już stać się niczym więcej niż tym, czym jestem w chwili mojej śmierci,
moje życie jest wtedy ostatecznie całe – jest (już) wszystkim, czym
za moją sprawą realnie mogło się stać.
Równocześnie (w najprostszym i bezpośrednim wymiarze) żadne
ludzkie życie nie jest w śmierci bynajmniej zamknięte. Sprawia to
jego oczywiste wpisanie w historię, która nigdy nie jest tylko własną
historią żyjącego i umierającego, i to wpisanie zarówno w sensie fizycznym
(wszelkiego rodzaju fizyczne ślady czyjegoś życia, począwszy
od umarłego ciała), jak też wpisanie w sensie osobowym, moralnym,
kulturowym, twórczym, społecznym czy jakkolwiek inaczej go
określimy (również wszelkiego rodzaju ślady czyjegoś życia w postaci
skutków tego życiowego dialogu/dialogów, w których czyjeś życie
doszło do głosu i „zarejestrowało się” w innych wokół niego). Oczywiście
te dwa rodzaje śladów są ze sobą ściśle splecione: nie ma moralnych
a niecielesnych śladów czyjegoś życia i nie ma jego śladów
cielesnych pozbawionych znaczenia – także moralnego i społecznego.
Oznacza to jednak, że – czy chcemy tego czy nie – umieraniu
człowieka i temu, co on, umierając, pozostawia, zawsze towarzyszy
jakieś wymaganie. I jest to wymaganie, które dotyka zarówno umierającego,
jak też świadków jego śmierci.
Istotna możliwość człowieka w stosunku do własnej śmierci polega
na tym, że może on odnosić się do tego wymagania. Czy to robi
i jak to robi, okazuje się właśnie diagnostyczne. Może to być znowu
diagnoza na poziomie zewnętrznych fenomenów czyjegoś życia i ich
prostego zewnętrznego opisu, może jednak sięgać podstaw egzystencji.
Są ludzie, którzy „aranżują” okoliczności swojego umierania i także
bezpośrednich następstw śmierci – pogrzeb, grób – i mogą to być
aranżacje różnego rodzaju: od przede wszystkim pragmatycznych,
przez estetyczne aż po etyczne. Obecność lub nieobecność takich
aranżacji mówi coś istotnego o tożsamości i wolności osoby, o którą
chodzi (albo raczej o jej stosunku do własnej wolności) – a przede
wszystkim mówi o jej autousytuowaniu społecznym: konieczności
lub niekonieczności wyjaśniania innym czegokolwiek w związku
z własną śmiercią. Na poziomie najgłębszym obecność lub nieobecność
tego rodzaju aranżacji mówi o stopniu i rodzaju czyjegoś świadomego
stosunku do śmierci. Warto jeszcze zdać sobie sprawę, że
nieobecność aranżacji, o których mowa, może być czymś o wiele
większym niż tylko skutkiem braku potrzeby wyjaśniania komukolwiek
własnej śmierci: może być wyrazem odmowy udzielania w związku z nią jakichkolwiek wyjaśnień. Jeśli zaś tak, to sama ta możliwość
powie nam więcej o śmierci jako mierze istnienia niż jakikolwiek
„aranżacyjny” komentarz. Jak widać, nie chodzi
tu w pierwszej linii o rodzaj zewnętrznego
konkretu aranżacyjnego, ale o świadome podejście
wobec możliwości owego wyrazu / lub
jego braku (dysponowania owym wyrazem jako
rodzajem ostatniego słowa – choćby miało ono
zostać wypowiedziane milczeniem).
Więcej na łamach styczniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI,
ur. 1952, teolog, prof. dr hab., wykładowca
teologii fundamentalnej w UAM w Poznaniu, b. członek Międzynarodowej
Komisji Teologicznej, członek Komitetu Nauk Teologicznych
PAN, laureat Nagrody im. ks. Józefa Tischnera (2004). Ostatnio
wydał: Pascha Jezusa (2006).
POCZĄTEK STRONY |