Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

STYCZEŃ 2007, NUMER 620

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Śmierć i co dalej?

Co wiemy o życiu wiecznym



„Czego oko nie widziało...”


Z o. prof. JACKIEM SALIJEM OP o sprawach

ostatecznych rozmawiają Adam Workowski

i Michał Bardel (fragment)


Ewangelia jest jedną wielką obietnicą zbawienia i wezwaniem do tego, żeby się na nie otworzyć. Po to zaś Jezus tak często mówił o potępieniu wiecznym, żeby możliwie nikt się do piekła nie dostał, żeby nikt tego wyroku nie usłyszał.

MICHAŁ BARDEL: Ojcze Profesorze, czy przystoi chrześcijaninowi dopytywać się o sprawy ostateczne? Może raczej powinien zaufać Panu Bogu i zająć się przygotowaniem do śmierci? Bardzo jesteśmy ciekawi, czy Ojciec wejdzie dziś w rolę poskramiającego naszą ciekawość duszpasterza czy raczej dociekliwego teologa...

JACEK SALIJ OP: Wiele tu porządkuje zaproponowane przez Gabriela Marcela rozróżnienie prawdy jako problemu i prawdy jako tajemnicy; prawdy, którą można posiąść, i prawdy, która nas bierze w posiadanie. Problem staramy się rozwiązać, tajemnicę należy zgłębiać, gdyż dotyczy ona prawdy, która nas przekracza, która nas tworzy. To dlatego poszukiwanie prawdy, która mnie przekracza, dokonuje się nie tylko za pomocą głowy, ale także poprzez całą moją postawę życiową. Rzecz jasna, poszukiwać prawdy można i trzeba wspólnie, nieraz w starciu wzajemnym, w dyskusji, ale bez „poklepywania prawdy po ramieniu”. W trakcie poszukiwania należy też przypatrywać się temu, jak tę tajemnicę widzieli różni ludzie – przecież nikt z nas nie jest Bogiem, który miałby wgląd nieomylny i pełny w prawdę absolutną.

Jeśli zaś idzie o ciekawość w sprawach wiary, powinna to być ciekawość prawdy naszej sytuacji wobec Boga, a nie ciekawość tego, „jak to fajnie w raju było”, ani ciekawość tego, jaki jest los ostateczny Adolfa Hitlera. Pytanie o raj, czyli o to, na czym polegał stan sprawiedliwości pierwotnej naszych prarodziców, jest w gruncie rzeczy pytaniem o naszą obecną sytuację duchową. Bóg nie zrezygnował przecież ze swojego przedwiecznego zamysłu, żebyśmy byli – jako Jego przyjaciele – bezgrzeszni i niepokalani, i chociaż do końca naszych dni będziemy jakoś tam naznaczeni grzechem, to przecież Boże powołanie do ostatecznej bezgrzeszności nosimy w sobie – i częściowo realizujemy – już teraz.

Również z naszą przyszłością ostateczną jest trochę podobnie jak z przyszłością doczesną: naszą przyszłość, dobrą lub złą, w znacznym stopniu kształtujemy dzisiaj, ona w dużym stopniu zależy od naszych dzisiejszych wyborów i zachowań. Tego, kto dzisiaj doświadcza, jak „dobrze być blisko Boga, w Panu znaleźć sobie schronienie” (Ps 73, 28), kto dzisiaj wie, jak Bóg potrafi być zaskakujący, cudownie „nieprzewidywalny” – nie trzeba przekonywać o prawdzie słów apostoła Pawła, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2, 9).

Podobnie w sprawie zmartwychwstania ciał, niewiele sensu mają pytania, jak to będzie. Chodzi o to, żebyśmy dzisiaj doświadczali mocy Bożej, uzdrawiającej duchowo również nasze ciała, uzdalniającej je do czynienia dobra i współpracy z łaską, czyniącej je świątyniami Ducha Świętego! Dopiero z tej perspektywy nabierają sensu pytania, co się stanie z naszymi ciałami po zmartwychwstaniu.

ADAM WORKOWSKI: Ale to nie jest przecież jedyna perspektywa: zadaniem teologów jest też spojrzenie na świat również z perspektywy Pana Boga. Na tym polega drapieżność teologii i filozofii, że o sprawach ostatecznych mówią z obu tych punktów widzenia. Stąd biorą się różne teorie, modele eschatologiczne, rozwijane nierzadko przez ludzi niezwiązanych z Kościołem, czasem nawet ateistów. Możemy się zatem w tych kwestiach uczyć także od pogan...

Jednak o nasze przeznaczenie ostateczne – to znaczy: moje, twoje i całej ludzkości – jako chrześcijanie pytamy, zawierzając temu objawieniu, jakie się dokonało w Chrystusie i zostało zapisane w natchnionym przez Ducha Świętego Piśmie, i które jest rozpoznawane przez kolejne pokolenia Kościoła. Nie wierzę poszukiwaniom prowadzonym pod hasłem: „tak mi się wydaje” czy nawet: „tak podpowiadają mi moje doświadczenia duchowe”.

Po drugie: niezależnie od tego, w co ludzie wierzą czy nie wierzą, jedno jest pewne: Pan Bóg stworzył wszystkich ludzi. A jeśli stworzył, to kocha – kocha również niewierzących, a nawet tych, którzy Go nienawidzą. Jest w nas wszystkich coś takiego, co tradycja chrześcijańska nazywała capacitas Dei, otwarcie na Boga, pragnienie Boga. Chodzi o prawdę zawartą w nas, w samym naszym istnieniu, że nie zrealizujemy siebie inaczej jak tylko w Bogu. Ponieważ Bóg jest miłością, wobec tego – jak to przypomniał ostatni sobór – „człowiek nie zrealizuje się inaczej niż przez bezinteresowny dar z samego siebie” (KDK 24).

A co do poszukiwań nie rozświetlonych światłem Bożego objawienia, owszem, niekiedy są one oparte o intuicje, autentycznie zawarte w ludzkiej naturze, ale bywa i tak, że prowadzą one raczej na manowce. Na przykład Grecy po prostu się mylili, sądząc, że ciało jest więzieniem duszy, a w najlepszym razie jej rusztowaniem, i tylko dla duszy spodziewając się nieśmiertelności. Albo jeśli ktoś, powiedzmy, wierzy w reinkarnację, to jakkolwiek może mu ona pasować do jego wyobrażeń na temat świata, jest to perspektywa, od której ja, jako chrześcijanin, muszę się zdystansować. Bo wierzę, że jestem stworzeniem Bożym – cały, wraz z tym, co we mnie duchowe, i z tym, co cielesne – i wierzę, że Bóg chce mieć mnie całego, również w moim ciele, na wieczność.

MB: Ojcze, spróbujmy zmierzyć się z najbardziej podstawowymi kwestiami chrześcijańskiej eschatologii. Wielu wiernych, nawet dobrze wykształconych, ma kłopot z dość skomplikowaną „procedurą” pośmiertną. Zadają sobie na przykład pytanie, dlaczego Pan Bóg przewidział dla nas aż dwa sądy: szczegółowy, zaraz po śmierci, i ostateczny, wraz z końcem świata.

Pismo Święte ani razu nie mówi jednocześnie o obu tych sądach, natomiast niektóre zawarte tam stwierdzenia podpowiedziały Kościołowi, że na sądzie Bożym staniemy zaraz po śmierci. Na przykład czytamy w Liście do Hebrajczyków: „Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (9, 27); również apostoł Paweł spodziewał się życia wiecznego bezpośrednio po śmierci (por. Flp 1, 21– 24; 2 Kor 5, 6–8). Z kolei kiedy indziej Pismo Święte mówi o sądzie Bożym nad całą ludzkością, który będzie podsumowaniem całej naszej ludzkiej historii: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (Mt 25, 31n).

Co wobec tego z zasadą bis de eadem re ne sit actio – że nie powinno się drugi raz sądzić w tej samej sprawie? Sąd Boży to nie będzie coś jednoznacznie podobnego do sądów ludzkich – to będzie raczej potężne, pełne miłości wejście Boga miłosiernego i sprawiedliwego w ludzkie sprawy. Boski Sędzia przywróci wtedy dobru należne mu prawa i położy kres złu, odbierze złu jego dotychczasowe możliwości panoszenia się. Boimy się Sądu Ostatecznego, bo jesteśmy grzesznikami. I bardzo słusznie: ten grzesznik, który jest we mnie, niech się boi i niechże będzie z nim koniec – ja chcę być cały, bez reszty i nieodwracalnie, Boży. Z tego grzesznika, który jest we mnie, słusznie ironizował św. Augustyn: „Cóż to za miłość ku Chrystusowi, lękać się, że przyjdzie? Miłujemy Go i boimy się, że przyjdzie? Czy naprawdę miłujemy? Czy może bardziej miłujemy nasze grzechy? Miejmy w nienawiści grzechy, a miłujmy Tego, który przyjdzie, aby ukarać grzechy!”.

Sąd Boży będzie wyzwoleniem tego wszystkiego we mnie, co zaczęło się w chwili chrztu. Dlatego „człowiek wewnętrzny” (Rz 7, 22) tęskni we mnie za tym Sądem. Ufam, że dzięki łasce idę przez życie w świetle Ewangelii i dojrzewam do życia wiecznego, a zatem ów sąd będzie ostatecznym zwycięstwem we mnie tego, co Boże.

Więcej na łamach styczniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

JACEK SALIJ OP,
ur. 1942, teolog, prof. dr hab., wykładowca teologii dogmatycznej w UKSW, członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN, publicysta, tłumacz, popularny duszpasterz, laureat Nagrody Stowarzyszenia Wydawców Katolickich „Feniks” (2004). Ostatnio wydał: Listy szóste (2004), Patriotyzm dzisiaj (2005).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.