|

ZDARZENIA - KSIĄŻKI - LUDZIE
Autoportret z wizerunku sąsiada
odczytany (fragment)
KS. JAN KRACIK
Michał Jagiełło,
Słowacy w polskich oczach.
Obraz Słowaków w piśmiennictwie polskim,
Biblioteka Narodowa, Podhalańska Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Targu, Warszawa 2005,
t. 1-2, ss. 342 + 453
„Aż do ostatnich czasów język łaciński był urzędowym na Węgrzech,
teraz jest nim węgierski; w szkołach nie uczą po słowacku, gdzież się
miał język wykształcić? (...) Lud tylko prosty pozostał wierny rodzinnej
mowie. A jednak zdobywa sobie ona teraz także warstwy wyższe” – pisał
w 1847 roku Feliks Zieliński w „Bibliotece Warszawskiej”. Zahamowana
w rozwoju, skupiona od wieków na własnym przetrwaniu mimo nacisków
madziaryzacji, kultura słowacka wchodziła w fazę budzenia świadomości
narodowej i zaczynała przyciągać uwagę Polaków. Ci swoją
niepodległość utracili. Słowacy, stanowiąc od wieków mniejszość w państwie
węgierskim, nigdy jej nie mieli, a poszukiwanie swej autonomii
czy tożsamości zaczynali późno, spierając się o drogę: wyodrębniać z czeskiego
język słowacki czy nie? Dopominać się o skromną choćby samodzielność
kulturową w ramach państwa węgierskiego czy pogodzić się
z jego asymilacyjną polityką? Przyłączyć się do czeskich panslawistów
czy być przeciw wiązaniu się z Rosją?
Stare polskie sympatie prowęgierskie czy antyrosyjskie nastawienie
miały rzutować na ocenę owych rozbieżnych tendencji panujących wśród
Słowaków. Dzieje tworzenia się ich narodowej świadomości i funkcjonowanie
w monarchii habsburskiej, a potem we wspólnym z Czechami
(1918–1939) państwie obserwowane były spoza Tatr także poprzez własne
dylematy Polaków, którzy zanim odzyskali niepodległość, też nie
widzieli pod zaborami tylko jednej do niej drogi i poszukiwali jej między
powstańczymi zrywami a lojalizmem i pracą organiczną. Utrwalone
w prasie i innych pożółkłych publikacjach inteligenckie postrzeganie
sąsiadów stanowi źródło informacji dwustronnej, z awersem i rewersem.
Historia oglądu niesie wszak wiedzę nie tylko o oglądanych, ale i o oglądających,
ujawniając ich preferencje, zainteresowania czy stereotypy,
jakim ulegają.
Ta dwuwymiarowość wzbogaca poznawcze walory publikacji, czyniąc
jej lekturę bardziej atrakcyjną, niż gdyby była ona suchą monografią
przeszłości Słowaków. Po krótkiej wizycie u paru staropolskich poetów,
którzy zauważyli, że istnieją Tatry, Autor prowadzi nas na chwilę
do Staszica, który jako pierwszy z Polaków badał naukowo te góry i obserwował
mieszkających po obu ich stronach górali. Na początku XIX
wieku zaczynało się od zainteresowania historią i mitologicznymi dziejami
Słowiańszczyzny, a polskie teksty poświęcone tej tematyce dotyczyły
wpierw częściej Czechów niż Słowaków. Panslawizm jednych i drugich
sprzyjał ich prorosyjskim sympatiom, które nie podobały się Mickiewiczowi
i innym polskim słowianofilom wiążącym swe nadzieje nie
z przywództwem carskim, lecz z Zachodem.
Węgrzy, szukając usprawiedliwienia dla madziaryzacji Słowaków,
przedstawiali ich narodowe dążenia jako efekt rosyjskiej inspiracji. Starania
księcia Adama Czartoryskiego o wspólne wystąpienie Polaków
i Słowaków przeciw Habsburgom okazały się nierealne. Jego emisariuszom
słowaccy „budziciele” narodowi powiedzieli: Austria broni nas
przed Madziarami, a żeby nie zostać „zduszeni przez Niemców i Węgrów,
(...) rzuciliśmy się w objęcia rosyjskie”. Węgrzy, chcąc „nie rozmyć
się w niemieckości lub Słowiańszczyźnie” (sami byli wszak w państwie
mniejszością), przyjęli pojęcie narodu politycznego, który uzyskując
dla siebie prawa w monarchii habsburskiej, może jednocześnie
ograniczać narodowe aspiracje słowiańskich współobywateli. Uznano je
za uzurpację, niewdzięczność wobec ojczyzny i uleganie inspirowanemu
przez carat panslawizmowi, przed którym Ludwik Kossuth ostrzegał
europejską opinię.
Więcej na łamach styczniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
KS. JAN KRACIK,
ur. 1941, prof. dr hab., historyk Kościoła, wykładowca
PAT. Ostatnio wydał Powszechny, apostolski, w historię wpisany.
Z wędrówek po kościelnej przeszłości (2005).
POCZĄTEK STRONY |