Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

GRUDZIEŃ 2006, NUMER 619

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Bóg ukryty w literaturze polskiej



Pejzaż z katastrofą w tle
(fragment)

ALEKSANDER FIUT


Czy żłobienie sobie przez niektórych pisarzy, prawdziwie wyczulonych na problematykę religijną, własnych korytarzy, które daleko wyprowadzają nie tylko poza katolicką ortodoksję, ale też poza chrześcijaństwo, jest pośrednim symptomem tyleż ukrytego do tej pory kryzysu katolicyzmu w Polsce, co jedną z pierwszych zapowiedzi procesu dechrystianizacji, który ogarnął większość krajów Europy Zachodniej?

Jaki pejzaż naszej religijności kreśli proza ostatnich lat? Pytanie tym bardziej zasadne, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pisanie o tej problematyce w sposób krytyczny nie skazuje pisarza, któremu takie sprawy naprawdę leżą na sercu, na pośrednie posądzenie, że – świadomie bądź nie – bierze udział w antykościelnej nagonce reżimu komunistycznego. Z drugiej strony, wspomniana sfera życia społecznego przestała być tabu także dla tych, którzy manifestują niechętny bądź wrogi stosunek do Kościoła, co nie znaczy, że muszą koniecznie zajmować ściśle określone stanowisko światopoglądowe. Wreszcie – trzeba sobie zdać sprawę z tego, że symboliczny Mur Berliński był murem więzienia politycznej podległości i jedynie słusznej ideologii, ale równocześnie szczelnie izolował, także wierzących, od wielu niebezpiecznych wpływów kultury Zachodu. W tej mierze występował czasami cichy sojusz czy przynajmniej zbieżność interesów partii i Kościoła, na przykład oficjalnie głoszona i utrzymywana surowość obyczajowa, a zwłaszcza restrykcje w sprawach dotyczących seksu, były na rękę i jednej, i drugiej stronie. A zatem symboliczne zburzenie Muru stanowiło nie tylko akt przywrócenia wolności, nade wszystko wolności wyboru, ale również otwarcie na mało dotychczas znany świat postnowoczesny, ze wszystkimi jego pozytywami i negatywami dobrodziejstwami i pokusami. Jest to niewątpliwe wyzwanie, któremu muszą sprostać zarówno wierni, jak i kler. Przypominam o tych znanych powszechnie faktach, by podkreślić, że moje uwagi nie mają charakteru wyczerpującego studium – to wymagałoby bardziej szczegółowych badań – lecz są jedynie próbą wskazania na zjawiska najbardziej symptomatyczne.

W jaki zatem sposób postrzegają cały ten proces pisarze przełomu XX i XXI wieku? W Opowieściach galicyjskich Stasiuka były pracownik PGR-u z sentymentem i nostalgią wspomina czasy, gdy kradzież była powszechnie aprobowaną formą bytowania. Wedle zasady: skoro wszystko, co państwowe, jest „nasze”, to w istocie niczyje; a jeśli państwo, wbrew hałaśliwej propagandzie, nie zapewnia obywatelowi elementarnych środków do życia, jest on zwolniony z poczucia moralnej i prawnej odpowiedzialności za dobro powszechne. Gdzie w tym wszystkim miejsce na religię? Spełniała ona nade wszystko rolę zbiorowej psychoterapii, która gwarantowała poczucie wewnętrznego spokoju i etycznego komfortu. Udział w rytuale niedzielnej mszy św. stał się formą samooczyszczenia, bowiem można się wówczas

obmyć z przewin, by ponownie zanurzyć się w rzeczywistości, w której kategorie cnoty i grzechu były nieprzejrzyste, przenikały się nawzajem, zupełnie tak jak ciemność i światło przed pierwszym dniem stworzenia.
[Andrzej Stasiuk, Opowieści galicyjskie]

Proces gospodarczej transformacji rodzi tymczasem nowe potrzeby i nowy kult – kult rzeczy. Nawet na zapadłej prowincji, gdzieś w Beskidzie Niskim, wśród ludzi całkowicie wykorzenionych i prawami rynku pozbawionych nieraz elementarnych środków do życia, przywiezione z Zachodu przedmioty konsumpcji budzą pełen zabobonnej czci podziw, a wypełniona kolorowymi proszkami do prania oraz kosmetykami witryna kiosku zmienia się w swego rodzaju „mandalę”. Kolory są ważne, skoro

biały – Similac Isomil – to czystość, radość, niewinność i wieczna chwała, to barwy szat Chrystusa na górze Tabor, to bisior ze świątyni Salomona. Niebieski – Blue Ocean Deodorant – to kolor Matki Boskiej, firmamentu, i tak jak biel znaczy nieskazitelność. Czerwień – Fort Moka Desert – to kolor Ducha Świętego, który wznieca ogień miłości i zjawia się w postaci ognistych języków, to także kolor Męki Pańskiej, krzyża i tych wszystkich, którzy drogą wiary szli aż do przelania krwi.
[Andrzej Stasiuk, Opowieści galicyjskie]

Celowe bluźnierstwo? Prowokacja? Nie do końca, skoro symboliczne znaczenia barw mało dla kogo z wierzących i niewierzących są naprawdę czytelne, zaś zabieg desakralizacji pośrednio wyraża nostalgię za przeszłością, w której to, co święte, było wyraźnie odgraniczone od tego, co świeckie.

Więcej na łamach grudniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

ALEKSANDER FIUT,
ur. 1945, historyk literatury, krytyk i eseista, prof. dr hab., kierownik Katedry Literatury Polskiej XX wieku UJ. Opublikował m.in.: Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza (1987), Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem (1999), W stronę Miłosza (2003), Spotkania z Innym (2006).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.