Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2006, NUMER 618

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMATY I REFLEKSJE



Przeżyć to jeszcze raz


Rozmowa z EWĄ SZUMAŃSKĄ (fragment)


Okres starości to czas dziesiątków tysięcy małych zakończeń, wszystkiego, z czego składa się życie. To ogołocenie jest bardzo potrzebne. Może to część pokuty, jaka się należy? Część wiedzy o sobie, która jest potrzebna? Powściągnięcie swoich rozbrykań, zawrócenie cuglami z egoistycznych dróżek?

ANNA GŁĄB: Kiedy czytałam Pani książki, uderzał mnie zawsze właśnie ten optymizm i pogoda ducha, budowane na przekonaniu, że wszystko może się zdarzyć, że wszystko jest możliwe!

EWA SZUMAŃSKA: Co nazywamy optymizmem? Optymista uważa, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, a świat zmierza w dobrym kierunku. Otóż ja tak nie uważam. Są sytuacje, z których wyjścia nie ma – niejednokrotnie w historii ludzkości się o tym przekonywaliśmy. Podobnie, nie mam przekonania, że świat zmierza w dobrym kierunku. Ludzie potrafią zepsuć wszystko, za co się zabiorą: idee, przyrodę. Całe dzieje świata pokazują nam, że gdy coś idzie ku dobremu, jest powstrzymywane i przeradza się w swoje przeciwieństwo.

Tak samo podchodzę do wiary w człowieka. Mam zaufanie do człowieka, ale to zupełnie co innego niż wiara. To jest zaufanie a priori, którego się nie boję i nie obawiam się też, że ktoś mnie nieprzyjemnie zaskoczy. Chociaż zaskakuje... Owszem, spotykałam wspaniałych ludzi i w nich wiarę rzeczywiście miałam i mam. Ale to byli pojedynczy, konkretni ludzie.

Oddzielmy więc optymizm od radości życia. Skąd Pani czerpała i nadal czerpie radość?

Przez całe życie czułam w sobie radość, która wcale nie wypływa z optymizmu, ale raczej z tego, że swoich nadziei nie lokuję tu, na ziemi, i mam zawsze świadomość przemijania. Jestem przekonana, że wszystko ma sens, tylko my niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie tego sensu zrozumieć. Wierzę w to, że kiedy przejdziemy na drugą stronę, wyjaśnią się wszystkie rzeczy, których tu nie możemy pojąć.

Co chciałaby Pani przekazać młodym ludziom?

Chciałabym wiele przekazać, ale nie bardzo wierzę, że zostanie to wzięte do serca. Gdyby faktycznie można było nauczyć czegoś generacje wstępujące, od wielu pokoleń żylibyśmy w krajach świętych, bo nikt nie popełniałby błędów poprzedników.

Zwróciłabym uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to odwaga we wszystkim, wobec niebezpieczeństw, bo większość tych niebezpieczeństw sami sobie wymyślamy. Nie bać się trudnych decyzji w życiu. Demonstrowanie swoich lęków jest czymś upokarzającym, nic tak nie wzbogaca życia i nie nadaje mu barwy i soczystości jak odwaga. Nie bać się ryzyka. Druga rzecz to przyzwoitość. To, co mówi Bartoszewski: warto być przyzwoitym.

Z czym wiązałaby Pani nadzieje, jeśli chodzi o przyszłość świata?

Wiążę ją z takimi strukturami jak Unia Europejska, ponieważ Europa, która była w czasie całej swej historii miejscem najstraszniejszych rzezi i konfliktów, a w której od sześćdziesięciu lat nie ma wojen, jest otwarta i w pewnym sensie solidarna. Dobrze byłoby, gdyby tego typu struktury zaczęły działać w całym świecie. Może dzięki nim udałoby się przezwyciężyć podziały na narodowe państwa z pretensjami do supermocarstwowości, skaczące sobie do oczu…

Z czym wiążę jeszcze nadzieje? Z powstawaniem różnych grup, organizacji pozarządowych, które mają jeden wspólny cel. Sama zetknęłam się z dwiema takimi organizacjami. Jedna z nich to „Lekarze bez Granic”, wspaniali ludzie z wielu krajów, którzy wyjeżdżają nie dlatego, że chcą mieć więcej pieniędzy, ale żeby pomóc innym. Pojawiają się w punktach zapalnych świata, są tak ofiarni... Jakżeż są poważani, jak ludzie im ufają!

Druga to organizacja „Maitri” – Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata (w Polsce jego siedzibą jest Gdańsk), który oprócz różnych form pomocy prowadzi „adopcję serca” wśród sierot z Rwandy; jak dotąd ponad cztery tysiące sierot zostało zaadoptowanych. Ja też mam taką córeczkę Claudine z Rwandy. Adopcja polega na tym, że płaci się miesięcznie piętnaście dolarów – to jest koszt utrzymania tego dziecka. Pisze się do niego listy, ono pisze listy, w których opisuje marzenia, przysyła swoje świadectwa, tytułuje „Mamo…”. Świadomość tego, że można podarować dzieciństwo za tak niewielką sumę, jest wspaniała.

Nadzieję dla świata upatruję właśnie w tym, że będzie coraz więcej skupionych wokół jednego celu grup, które poprawią jakość życia i przerzucą mosty między ludźmi.

Więcej na łamach listopadowego numeru "Znaku"

Zamów numer

EWA SZUMAŃSKA,
ur. 1921, pisarka, podróżniczka, autorka utworów dramatycznych, reportaży i słuchowisk radiowych. Wydała m.in.: Ślady na oceanie (1963), Przygoda w Lagos (1964), Tunes, Tunes (1979), Obecność (1992), Skrwawione wzgórza Afryki (1996).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.