|

TEMATY I REFLEKSJE
Przeżyć to jeszcze raz
Rozmowa z EWĄ SZUMAŃSKĄ (fragment)
Okres starości to czas dziesiątków tysięcy małych
zakończeń, wszystkiego, z czego składa się życie.
To ogołocenie jest bardzo potrzebne. Może to
część pokuty, jaka się należy? Część wiedzy
o sobie, która jest potrzebna? Powściągnięcie
swoich rozbrykań, zawrócenie cuglami z egoistycznych
dróżek?
ANNA GŁĄB: Kiedy czytałam Pani książki, uderzał mnie zawsze właśnie ten optymizm
i pogoda ducha, budowane na przekonaniu, że wszystko może
się zdarzyć, że wszystko jest możliwe!
EWA SZUMAŃSKA: Co nazywamy optymizmem? Optymista uważa, że z każdej sytuacji
jest jakieś wyjście, a świat zmierza w dobrym kierunku. Otóż ja tak
nie uważam. Są sytuacje, z których wyjścia nie ma – niejednokrotnie
w historii ludzkości się o tym przekonywaliśmy. Podobnie, nie mam
przekonania, że świat zmierza w dobrym kierunku. Ludzie potrafią
zepsuć wszystko, za co się zabiorą: idee, przyrodę. Całe dzieje świata
pokazują nam, że gdy coś idzie ku dobremu, jest powstrzymywane
i przeradza się w swoje przeciwieństwo.
Tak samo podchodzę do wiary w człowieka. Mam zaufanie do
człowieka, ale to zupełnie co innego niż wiara. To jest zaufanie a priori,
którego się nie boję i nie obawiam się też, że ktoś mnie nieprzyjemnie
zaskoczy. Chociaż zaskakuje... Owszem, spotykałam wspaniałych
ludzi i w nich wiarę rzeczywiście miałam i mam. Ale to byli
pojedynczy, konkretni ludzie.
Oddzielmy więc optymizm od radości życia. Skąd Pani czerpała i nadal
czerpie radość?
Przez całe życie czułam w sobie radość, która wcale nie wypływa
z optymizmu, ale raczej z tego, że swoich nadziei nie lokuję tu, na
ziemi, i mam zawsze świadomość przemijania. Jestem przekonana,
że wszystko ma sens, tylko my niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie
tego sensu zrozumieć. Wierzę w to, że kiedy przejdziemy na drugą
stronę, wyjaśnią się wszystkie rzeczy, których tu nie możemy pojąć.
Co chciałaby Pani przekazać młodym ludziom?
Chciałabym wiele przekazać, ale nie bardzo wierzę, że zostanie to
wzięte do serca. Gdyby faktycznie można było nauczyć czegoś generacje
wstępujące, od wielu pokoleń żylibyśmy w krajach świętych,
bo nikt nie popełniałby błędów poprzedników.
Zwróciłabym uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to odwaga we
wszystkim, wobec niebezpieczeństw, bo większość tych niebezpieczeństw
sami sobie wymyślamy. Nie bać się trudnych decyzji w życiu.
Demonstrowanie swoich lęków jest czymś upokarzającym, nic
tak nie wzbogaca życia i nie nadaje mu barwy i soczystości jak odwaga.
Nie bać się ryzyka. Druga rzecz to przyzwoitość. To, co mówi
Bartoszewski: warto być przyzwoitym.
Z czym wiązałaby Pani nadzieje, jeśli chodzi o przyszłość świata?
Wiążę ją z takimi strukturami jak Unia Europejska, ponieważ Europa,
która była w czasie całej swej historii miejscem najstraszniejszych
rzezi i konfliktów, a w której od sześćdziesięciu lat nie ma wojen,
jest otwarta i w pewnym sensie solidarna. Dobrze byłoby, gdyby tego
typu struktury zaczęły działać w całym świecie. Może dzięki nim udałoby się przezwyciężyć podziały na narodowe państwa z pretensjami
do supermocarstwowości, skaczące sobie do oczu…
Z czym wiążę jeszcze nadzieje? Z powstawaniem różnych grup,
organizacji pozarządowych, które mają jeden wspólny cel. Sama zetknęłam
się z dwiema takimi organizacjami. Jedna z nich to „Lekarze
bez Granic”, wspaniali ludzie z wielu krajów, którzy wyjeżdżają
nie dlatego, że chcą mieć więcej pieniędzy, ale żeby pomóc innym.
Pojawiają się w punktach zapalnych świata, są tak ofiarni... Jakżeż są
poważani, jak ludzie im ufają!
Druga to organizacja „Maitri” – Ruch Solidarności z Ubogimi
Trzeciego Świata (w Polsce jego siedzibą jest Gdańsk), który oprócz
różnych form pomocy prowadzi „adopcję serca” wśród sierot z Rwandy;
jak dotąd ponad cztery tysiące sierot zostało zaadoptowanych.
Ja też mam taką córeczkę Claudine z Rwandy. Adopcja polega na
tym, że płaci się miesięcznie piętnaście dolarów – to jest koszt utrzymania
tego dziecka. Pisze się do niego listy, ono pisze listy, w których
opisuje marzenia, przysyła swoje świadectwa, tytułuje
„Mamo…”. Świadomość tego, że można podarować dzieciństwo za
tak niewielką sumę, jest wspaniała.
Nadzieję dla świata upatruję właśnie w tym, że będzie coraz więcej
skupionych wokół jednego celu grup, które poprawią jakość życia
i przerzucą mosty między ludźmi.
Więcej na łamach listopadowego numeru "Znaku"
Zamów numer
EWA SZUMAŃSKA,
ur. 1921, pisarka, podróżniczka, autorka utworów
dramatycznych, reportaży i słuchowisk radiowych. Wydała m.in.:
Ślady na oceanie (1963), Przygoda w Lagos (1964), Tunes, Tunes (1979),
Obecność (1992), Skrwawione wzgórza Afryki (1996).
POCZĄTEK STRONY |