|

TEMAT MIESIĄCA:
Czy Pan Bóg lubi żonatych?
O powszechności cnoty dziewictwa
(fragment)
KRZYSZTOF PACZOS MIC
Tradycyjna nauka o wyższości charyzmatu dziewictwa
nad charyzmatem małżeństwa jest dziś
wstydliwie skrywana i przemilczana, tak jakby
była ona dla współczesnego człowieka czymś nie
do przyjęcia. Tymczasem prawda ta w swym
głębokim rozumieniu nie występuje przeciwko
ludzkiej miłości, ale broni jej, pokazując dalszą
drogę tym, którzy bardziej niż społecznym i mentalnym
stereotypom ufają własnemu sercu.
Prawda o wyższości dziewictwa nad małżeństwem jest dziś w Kościele
przemilczana. Niegdyś znajdowała ona swój wyraz w dokumentach
soborów, dzisiaj z trudem można znaleźć absolwenta teologii,
który umiałby poprawnie przedstawić stanowisko Kościoła
w tym względzie. Sam wielokrotnie doświadczyłem, jak wielkie zgorszenie
wywołuje u słuchających już sam fakt takiego zestawienia
małżeństwa i dziewictwa. Roztropna – jak się wielu zapewne wydaje – obawa przed urażeniem szczerze (i słusznie) wierzących w moc
swego sakramentu małżonków jest równie wielka, co powszechna.
Przemilcza się więc ten fragment tradycyjnego nauczania Kościoła
w przekonaniu, że stanowisko to jest nazbyt trudne do obrony.
Tymczasem gdyby ktoś chciał znaleźć miejsce w nauczaniu Jana
Pawła II, w którym Papież wspomina o tej prawdzie, to ze zdziwieniem
odkryłby, że nie jest nim wcale jakiś list o wartości życia zakonnego,
ale adhortacja, czyli zachęta skierowana do małżonków.
Ojciec Święty, zachowując wielkie uznanie dla małżeństwa, właśnie
w adhortacji Familiaris consortio otwarcie przypomina starą, chrześcijańską
zasadę o wyższości dziewictwa:
Czyniąc w specjalny sposób wolnym serce człowieka do wszystkich ludzi,
dziewictwo świadczy o tym, że Królestwo Boże i jego sprawiedliwość są ową
cenną perłą pożądaną nad wszelkie, nawet największe wartości, której człowiek
winien szukać jako jedynej wartości ostatecznej. Dlatego też Kościół w ciągu
swych dziejów zawsze bronił wyższości tego charyzmatu w stosunku do charyzmatu
małżeństwa, z uwagi na jego szczególne powiązanie z Królestwem Bożym
(nr 16).
Warto więc chyba skonfrontować nasze współczesne, nader wrażliwe,
nawykłe do egalitarności dusze z tą tradycyjną prawdą ujętą
w jakimś starym, nobliwym wydaniu. Najlepsze i chyba najbardziej
reprezentatywne dla katolickiej tradycji będzie tu stanowisko św. Tomasza
z Akwinu. Warto zobaczyć, czy nauka Akwinaty na temat dziewictwa
jest dziś w ogóle do przyjęcia, czy raczej jako mało pociągający
owoc swej feudalnej epoki jest ona czymś, co interesować może
jedynie historyków teologii.
Co ciekawe, przykład teologii największego chyba doktora Kościoła
jest w tym miejscu o tyle intrygujący, że nauka Akwinaty zawiera
implicite tezę, która jest znacznie śmielsza niż wspomniana
prawda o wyższości dziewictwa nad małżeństwem. Tomasz jest bowiem
przekonany o powszechnym obdarowaniu charyzmatem dziewictwa
zawartym w łasce Chrystusowej działającej przez sakramenty.
Wszyscy chrześcijanie (a poniekąd również i poganie) wezwani
są – według tej teologicznej wizji – do dziewictwa. Ba, nie tylko wezwani,
ale łaską dziewictwa obdarowani. Łaska ta jeszcze się w pełni
nie wyraziła. Zacznie się jednak ujawniać w coraz dojrzalszej postaci, w miarę jak człowiek będzie żyć chrześcijańskimi cnotami. Każda
prawdziwa cnota zawiera bowiem większe lub mniejsze, elementarne
czy wręcz zarodkowe, pragnienie zachowania dziewictwa, jako
że cnoty stanowią system dóbr ściśle ze sobą połączonych i stąd „ten,
kto ma jedną cnotę, ma w pewien sposób wszystkie”.
Czy możemy poznać jakąś prawdę, która byłaby dla nas zupełnie
nieznana? Czy możemy prawdziwie zdobyć coś, czego w jakiś sposób
już byśmy nie mieli? Nawet ktoś tak mocno przywiązany do
koncepcji umysłu jako niezapisanej tablicy, jak św. Tomasz z Akwinu,
powiada (zgodnie zresztą z przekonaniem Arystotelesa), że zarówno
w sferze naszej wiedzy, jak i w sferze cnót moralnych istnieją
w nas pewne wrodzone zaczątki (inchoationes) w znaczeniu swoistej
postawy czy dążności.
Otóż, zdaniem Tomasza, w rozumie ludzkim obecne są od samego
początku ludzkiego istnienia pewne zasady w sposób naturalny
poznawane, dotyczące zarówno wiedzy, jak i działania. Są one zarodkami
cnót intelektualnych i obyczajowych. W woli natomiast
obecne jest pewne przyrodzone pożądanie dobra (naturalis appetitus
boni), które odnosi się do porządku rozumu.
Cnót nie zdobywa się zatem jako czegoś całkowicie obcego. One
w nas są. Istnieją w stanie zarodkowym. Wymagają pielęgnowania,
wykształcenia, udoskonalenia. Zostały w nas jakby zasiane i czekają
na możliwość wzrostu. Dotyczy to wszystkich cnót umysłowych i moralnych,
a wśród tych ostatnich zarówno cnót głównych, zwanych
kardynalnymi, jak i tych pomniejszych, pokrewnych cnotom głównym
lub będących wprost ich składnikami.
Więcej na łamach listopadowego numeru "Znaku"
Zamów numer
KRZYSZTOF PACZOS MIC,
filozof i teolog, duszpasterz Wspólnot
Drogi do Emaus, założyciel i wykładowca Szkoły Filozofii im. św. Tomasza
z Akwinu. Ostatnio wydał: Równy aniołom. Zagadnienia podstawowe
z teologii duszy ludzkiej (2005) oraz Czekając, aż przyjdzie. Radykalizm
chrześcijański w epoce postindustrialnej (2005).
POCZĄTEK STRONY |