|

TEMATY I REFLEKSJE
Palestyna - ziemia ojców (fragment)
JANINA OCHOJSKA-OKOŃSKA
Nie można zniechęcać się porażkami w budowaniu mostów. My, którzy jesteśmy na zewnątrz, ale i również w pewien sposób
wewnątrz tego problemu, powinniśmy interesować się sytuacją po obu stronach i właśnie budować mosty, mosty nadziei i solidarności.
Jakakolwiek poprawa sytuacji Palestyńczyków wpłynie również pozytywnie na Izraelczyków.
Złożoność kwestii izraelsko-palestyńskiej najpełniej wyjaśnił mi Abu Jusuf przed swoim
sklepikiem, w którym sprzedaje "mydło i powidło" w obozie Dehasihe:
Wiem, że w czasach niewoli babilońskiej Pan Bóg obiecał Izraelczykom powrót do ziemi ojców.
W 1948 roku, kiedy usuwano Palestyńczyków z ich ziemi i ich domów, żeby zrobić miejsce dla innych, nadzieja
Izraelczyków na spełnienie tej obietnicy zaczęła stawać się rzeczywistością. Cieszę się, że Izraelczycy wrócili
na ziemię obiecaną, bo to znaczy, że Pan Bóg dotrzymuje swoich obietnic. Ale wiem też, że na tej samej ziemi,
ten sam Pan Bóg umieścił również Palestyńczyków. Więc może Bóg chce, żebyśmy żyli wspólnie na jednej ziemi?...
Abu Jusuf wypowiedział te słowa, kiedy odwiedzałam jeden z obozów dla uchodźców na terenie Autonomii
Palestyńskiej, dokąd pojechałam, żeby zobaczyć, jakiej pomocy PAH może udzielić Palestyńczykom. Wyjazd ten był
spowodowany docierającymi do nas informacjami o stale pogarszającej się sytuacji ludności palestyńskiej, zwłaszcza
po styczniowych wyborach parlamentarnych, w których zwyciężył Hamas. Spędziłam w Palestynie 18 dni, odwiedzałam obozy
dla uchodźców, spotykałam się z międzynarodowymi i lokalnymi organizacjami, byłam w dużych miastach oraz miasteczkach
i wsiach. Spotkania, rozmowy oraz to, co zobaczyłam, pozwoliło mi wyrobić sobie opinię na temat sytuacji i problemów Palestyńczyków.
Jeśli chodzi o stronę izraelską, to poza spotkaniami z dwoma organizacjami nie miałam okazji poznać
problemów życia osadników izraelskich. Moja relacja jest więc siłą rzeczy jednostronna - piszę o tym, co widziałam
i co słyszałam, posiłkując się informacjami potwierdzonymi przez niezależne źródła.
Abu Jusuf pochodzi z Daraben, wioski oddalonej o 13 km od Jerozolimy i mieszka w obozie Dehaishe koło Betlejem.
W 1948 roku, kiedy rozpoczęło się wysiedlanie wioski, mieszkańcy bronili się przez 10 miesięcy. Po silnym
ostrzale artyleryjskim 18 października 1948 roku właściciele domów zostali zmuszeni do ucieczki. Abu Jusuf miał
wtedy 12 lat - uciekał z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa. Dobrze pamięta ten dzień, bo wtedy po raz ostatni
jego stopa dotykała ziemi ojców. Pamięta, że jego ojciec zabrał ze sobą siedem worków z ziarnem. Inni zostawili je,
sądząc, że będą mogli po nie wrócić. Jeden z tych worków dwunastoletni Jusuf niósł na plecach i chociaż było mu
bardzo ciężko, to poczucie honoru i szacunek dla ojca nie pozwalały mu na sprzeciw. Po kilku miesiącach
po wypędzeniu, kiedy okazało się, że obietnice nowych domów i ziemi nie spełnią się szybko, niektórzy poszli
potajemnie do wioski, by ze stodół zabrać zboże, żeby móc wyżywić swoje dzieci. Niestety wielu z nich zginęło pod
ostrzałem. Pomyślał wtedy, że jego ojciec jest wyjątkowym człowiekiem, który potrafi zadbać o swoją rodzinę,
i że bardzo chciał być podobny do ojca.
Dzisiaj ma trzynaścioro dzieci - wszystkie założyły własne rodziny i teraz Abu Jusuf jest dziadkiem
sześćdziesięciorga wnuków. Wszyscy mieszkają razem, w tym samym miejscu, gdzie w 1948 roku osiedlili się
po ucieczce. Cieszy się, że wszyscy synowie mają zatrudnienie. Jeden z nich zna dobrze angielski i pracuje w
UNRWA (United Nation Relief Works and Agency for Palestinian Refugees). Abu Jusuf stoi przed drzwiami swojego sklepiku
ubrany w długą dżalabiję i pozdrawia wszystkich przechodzących. Jego twarz jaśnieje uśmiechem. Jest tutaj
szanowanym człowiekiem, sąsiedzi liczą się z jego zdaniem, często przychodzą do niego po radę. Jego rodzina
nie cierpi głodu, a liczba wnuków przynosi mu zaszczyt. Na moje wątpliwości dotyczące możliwości utrzymania
tak wielkiej rodziny odpowiada: "Musimy mieć dużo dzieci, żeby Izraelczycy nie zniszczyli naszego narodu - to nasza
jedyna siła, nasza jedyna broń". Nie popiera zabijania niewinnych ludzi przez palestyńskich samobójców, ale jest też
przeciwko najazdom Izraelczyków na ich obóz. Kiedy pytam, jaką przyszłość Palestyńczycy widzą przed sobą, mówi:
"Pan Bóg o nas zadba i pomoże".
Abu Jusuf, jako najstarszy w rodzinie, do dzisiaj przechowuje klucz do domu swoich rodziców w nadziei, że
kiedyś do niego powrócą. Wprawdzie dom jest całkowicie zrujnowany, a obok niego pobudowała się rodzina izraelska,
ale nie traci nadziei. Może jego kawałek to nie ten obiecany Izraelczykom przez Boga? Ma wszystkie dokumenty
potwierdzające własność ziemi, przechowuje je pieczołowicie i w odpowiednim czasie przekaże je najstarszemu synowi.
Abu Jusuf mieszka w jednym z 59 obozów dla uchodźców palestyńskich znajdujących się w Jordanii, Libanie, Syrii, na
Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. Większość z nich powstała w 1948 roku, dziesięć po wojnie w 1967 roku.
Mieszka w nich około 1,3 miliona Palestyńczyków. Według UNRWA, uchodźcami palestyńskimi są osoby, których miejscem
zamieszkania między czerwcem 1946 a majem 1948 była Palestyna i którzy musieli ją opuścić w rezultacie konfliktu
arabsko-izraelskiego w 1948 roku. Definicja ta obejmuje także potomków tych osób. Liczba zarejestrowanych uchodźców
wzrosła z 914 tysięcy w 1950 roku do ponad 4 milionów w 2002 roku (dwie trzecie z nich mieszka poza obozami).
Obozy znajdują się na terenach rządowych lub dzierżawionych od posiadaczy ziemskich. Tak więc ziemia, na której znajdują
się domy uchodźców, nie należy do nich. Warunki socjalno-ekonomiczne, w jakich muszą żyć, są bardzo uciążliwe -
obozy są przeludnione, budynki sklecone byle jak, rozbudowywane w miarę rozrastania się rodzin, ustawione jeden koło
drugiego tak, że rozdzielają je wąskie uliczki. Wodociągi i kanalizacja są przestarzałe i niewydolne. Nie ma placów
zabaw dla dzieci, boisk, żadnego skrawka zieleni.
Więcej na łamach październikowego numeru "Znaku"
Zamów numer
JANINA OCHOJSKA-OKOŃSKA,
współzałożycielka i prezes Polskiej Akcji Humanitarnej. W 1993 roku Komisja Wspólnot Europejskich przyznała jej tytuł
Kobiety Europy. Laureatka Nargody im. Jana Karskiego "Za Odwagę i Serce" i Nagrody im. ks. Józefa Tischnera. Rozmowy z nią
przeprowadzone przez Wojciecha Bonowicza ukazały się w książce Niebo to inni (2000).
POCZĄTEK STRONY |