|

TEMATY I REFLEKSJE
Spisek (fragment)
JERZY SURDYKOWSKI
Ojcem wiary w spisek jest strach, matką podejrzliwość.
Żadne prawo nie zakaże tej wiary,
a tym bardziej samego spiskowania. Tylko wolność
jest światłem rozświetlającym taki mrok.
Spisek to coś "spisanego". Jakaś tajna umowa. Albo spis, lista
- niekoniecznie Macierewicza czy Wildsteina. Może raczej proskrypcyjna,
przy pomocy której dyktator Sulla u kresu Republiki siał trwogę
w Rzymie. Od najdawniejszych czasów ludzie nieufnie odnosili się
do pisma, choćby dlatego, że tylko nieliczni je znali. To, co spisane -
jako dostępne wybrańcom - z natury budziło lęk. Tak jak spis u narodzin
Chrystusa, który sprawił, że Józef z ciężarną Marią musieli
udać się aż do Betlejem, gdzie nie znaleźli gospody. Takie spisy były
znienawidzone przez lud, nie tylko ze względu na uciążliwość, ale
dlatego, że zwiastowały nowe podatki albo pobór do wojska. Spis
pachniał spiskiem. Ale pierwszy w dziejach spisek nie został bynajmniej
spisany, lecz uknuł go Wąż z głupiutką pięknotką Ewą. Ta
dysproporcja dobrze oddaje istotę spisków późniejszych, w których
zawsze są przepełnieni złem prowodyrzy i ich naiwne narzędzia.
Wszystko da się zinterpretować jako spisek. Dobrym przykładem
jest sławetna powieść Dana Browna i głupawy, choć sprawnie
zrobiony film na niej oparty: historia Kościoła jako super-spisek.
Ale to przecież nic nowego; już gnostycy uważali, że Pismo Święte
ma ukryty kod i usiłowali go złamać. W judaizmie to samo czynili
kabaliści z Torą, a w islamie sufici z Koranem. O tekstach mniej
fundamentalnych i ich numerologicznej obróbce nawet wspominać
nie warto.
Sukcesu historycznych badań, pozwalających odróżnić autentyczną
myśl Tomasza od tomistycznych naleciałości, nie należy traktować
jako ostatecznego rozwiązania problemu. Powinny być one
wstępem do badań hermeneutycznych, te zaś dopiero mogą rozstrzygnąć,
na ile tomizm jest zakorzeniony w Tomaszowym sposobie
myślenia. Choć bowiem Akwinata z pewnością tomistą nie był, nie
można a priori zakładać, że jego myśl nie ma w sobie tomistycznych
zalążków, a nawet istotnych elementów. Należy wręcz domniemywać,
że nie przez przypadek był on najwyższym autorytetem tomizmu
i ugruntowanej na nim apologetyki kościelnej; oraz że jego myśl
do takiej wykładni ciąży na mocy własnej, immanentnej dynamiki.
Historia dzieje się tak, jak się dzieje, nie dlatego, że jest trudną do
przewidzenia wypadkową ludzkich usiłowań i gry przypadku, ale
dlatego, że gdzieś knuje grupa spiskowców i oni są ukrytym demiurgiem
dziejów. Według zwolenników spiskowej teorii wszystkiego,
przypadkowość jest wykluczona: wszystko, co się stało, zostało zaplanowane
przez zakonspirowaną koterię, która sprzysięgła się na
naszą zgubę, pasożytując na reszcie ludzkości. Templariusze ukryli
świętego Graala, aby potajemnie rządzić światem. Średniowieczne
zarazy roznosili Żydzi, heretycy i czarownice. Spiskowcami byli Luter
i Kalwin, wynikiem spisku - reformacja, osłabienie Kościoła i bezczelne
domaganie się praw przez pokornych dotąd poddanych. Nie
inaczej z rewolucją francuską i wszystkimi rewolucjami następnymi.
W naszych czasach światem rządzą, oczywiście, Żydzi, masoni, anglosascy
bankierzy albo inna klika, bez której przyzwolenia nic stać
się nie może. W wersji rodzimej klika pała szczególną nienawiścią
do Polski i ma upodobanie w jej udręczaniu, stąd biorą się wszystkie
nasze niedole. Wcale zresztą nie jesteśmy wyjątkiem w podobnej
wierze: wedle niektórych Amerykanów - korzystających oczywiście
ze swobody stowarzyszania się i z wolności słowa - kontakty z pozaziemską
cywilizacją zatajono, lądowanie na Księżycu i jego telewizyjną
transmisję po prostu sfingowano, AIDS wyhodowano w rządowym
laboratorium, a żaden samolot nie uderzył w Pentagon, tylko
eksplodowała tam bomba. Za atakiem na World Trade Center
nie stał żaden ben Laden, ale izraelski Mosad albo post-sowieckie
KGB. Terroryzm jest świetnym tworzywem do klecenia kolejnych
spiskowych bajęd. Wiara w spisek nie jest zresztą atrybutem durniów: jak powiada pewna wybitna Pani Socjolog, w 1983 roku odbyła
się na Kremlu tajna narada, w czasie której uznano, że utrzymanie
imperium stało się zbyt kosztowne i trzeba się go pozbyć, ale tak, by
zachować wpływy. Podziemna Solidarność, a potem - Okrągły Stół
z przesławną Magdalenką są owocem tych ustaleń. Dzisiejszy "układ"
czy też "czworokąt" - ich przebiegle zaplanowanymi dziećmi.
Więcej na łamach wrześniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
JERZY SURDYKOWSKI,
ur.
1939, pisarz, publicysta, obieżyświat,
w latach 1980-1990 wiceprezes
SDP, w latach 1990-1996
konsul generalny RP w Nowym
Jorku, od 1999 do 2003 roku
ambasador RP w Tajlandii, na
Filipinach i w Unii Myanmar
(Birma). W roku 2005 ukazała
się jego powieść S.O.S., a ostatnio
tom esejów filozoficznych
Wołanie o sens (2006).
POCZĄTEK STRONY |