Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC-SIERPIEŃ 2006, NUMER 614-615

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Metafizyka podróży



Nie ma jak podróż
(fragment)

MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ


Tu po prostu jesteśmy - żeby znaleźć się tam, trzeba wyruszyć w drogę. Co też robimy, od samego początku: podróżujemy. Między tu a tam rozciąga się podróż.

Być tu albo być tam. Żeby ocenić dystans między tu a tam, nie wystarczą jednostki pomiaru przestrzeni. Tam wykłada się czasem konkretnie, przez miejsce określone przynajmniej na mapie - Paryż, Lądek Zdrój, Antarktyda; czasem znaczy po prostu gdzie indziej, nie tu. Tu jesteśmy na co dzień u siebie, razem ze wszystkimi tutejszymi, i wiadomo, jak jest. Tam jest coś całkiem nieznanego albo nie całkiem znanego, trochę obcego, w każdym razie niecodziennego. Czasem tam wypycha nas konieczność, czasem ciągnie nas ciekawość, która zmaga się ze strachem. Stosunki wielkości między tu a tam też nie dają się wyrazić w zwykłych jednostkach, a w dodatku są zmienne. Tu może rozrastać się w wielki kawał świata, z wąską tylko lamówką tamtejszości, albo kurczyć się do skrawka, wokół którego rozciąga się bezmiar obczyzny. Na dawnych mapach obszar świata znanego nakreślony był z większą czy mniejszą precyzją, stosownie do ówczesnej wiedzy; reszta była białymi plamami, opisywanymi czasem skrótowo formułą hic sunt leones. Stanisław Krajewski w komentarzu do drabiny z aniołami, która śniła się Jakubowi w podróży, przytacza interpretację Rasziego: "Na nieznanej ziemi potrzeba innych aniołów stróżów", i celnie ją aktualizuje, pisząc o odmiennych pokusach i niebezpieczeństwach, na jakie wystawia nas pobyt tam i tu. Tu po prostu jesteśmy - żeby znaleźć się tam, trzeba wyruszyć w drogę. Co też robimy, od samego początku: podróżujemy. Między tu a tam rozciąga się podróż.

W podróż wyrusza się z konkretną intencją. Sporo rzeczy, bez których nie chce się żyć, znajduje się gdzie indziej, tam, czasem bardzo daleko. Pielgrzymuje się do świętych miejsc: nad Ganges, do Abydos, do Jerozolimy, do Mekki, do Rzymu, i niezliczonych innych. Średniowieczną Europę przecinały krzyżujące się szlaki podróży, którym przyświecały różne i złożone motywy. Studenci wędrowali do uczelni, artyści do pracowni mistrza, czeladnik po wyzwolinach miał obowiązek odbycia wędrówki. Podróżowali kupcy i dyplomaci. Niektórzy stale byli w drodze: błędni rycerze z Don Kichotem na czele, waganci, łazikowie od Dyla Sowizdrzała po Huckleberry'ego Finna i "pannę Holly Golightly w podróży" - ci ostatni wędrowanie i niebycie-nigdzie-u-siebie uczynili zasadą egzystencji. Podróżowanie było też sposobem panowania: monarcha swoją obecnością w coraz to innych miejscach zaznaczał zasięg swojej władzy. W XVII wieku dla młodych ludzi z wyższych warstw obowiązkowym punktem programu edukacji staje się odbycie podróży kształcącej - le Grand Tour - już nie tylko po to, by studiować, ale żeby się otrzaskać w świecie i zyskać ogładę, a ta pojawia się z chwilą, kiedy można dokonywać porównań. I oczywiście podróżowali wielcy odkrywcy, badacze, uczeni i amatorzy, poszukujący wiedzy o krajach i ludziach, o odległych kulturach, także o odległych w czasie źródłach własnej kultury. Sposoby i motywacje podróżowania zmieniały się z każdym tchnieniem ducha czasów. W pewnym momencie ustalił się obyczaj podróży poślubnej: nowe życie dobrze jest zaczynać gdzie indziej. W pewnym momencie zaczęła się turystyka masowa, powszechna i banalna, korzystająca z wszelkich udogodnień i wydeptanych tras, ale wciąż kierująca się niezłomną wiarą, że warto znaleźć się tam, choćby dlatego, że przed nami znaleźli się tam inni. Niekiedy w podróż wyrusza się nie z myślą o dotarciu do konkretnego miejsca i spełnieniu tam konkretnej misji, ale żeby nie być tu. Bo tu jest nam źle albo nudno. Tam może nie będzie lepiej, ale będzie inaczej. Gdy Goethe "chyłkiem", "o trzeciej nad ranem" wyruszał do Włoch, powodowała nim zarówno chęć zobaczenia sławnych krajobrazów i dzieł sztuki, jak i wyrwania się z nieznośnej sytuacji osobistej w Weimarze. Aschenbach na spacerze uświadamia sobie, "że coś rozpiera mu piersi, jakiś nieuchwytny niepokój, młodzieńcza tęsknota za dalą (...). Była to chęć do podróży, nic więcej...". W wierszu Baudelaire'a nadzieje i miraże podróżowania zbiegają się w przemożnej chęci ucieczki z tego świata: "Byle tam, w Niewiadomej, znaleźć coś nowego!".

Wiemy, co się stało w drodze do Damaszku: Szawła, wyruszającego z intencją pognębienia zwolenników nauki Jezusa, nagle olśniła prawda tej nauki. Niezależnie bowiem od pierwotnych intencji w podróży zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego. Najskrupulatniejsze plany i przygotowania mają przeciwko sobie to, co jest przygodą podróży, ogrom złożoności świata i człowieka. Ba - to, co się zdarza przygodnie, może się okazać ważniejsze od pierwotnie założonego celu, wręcz najważniejsze ze wszystkiego. Aschenbachowi, który zwykł podróżować tylko dla higieny, dla wypoczynku i nabrania sił do pracy, podróż do Wenecji zmieniła się w wielkie misterium. Nawet Fileas Fogg, przezorny pedant, chodzący chronometr, nie zdołał wszystkiego przewidzieć: zaskoczyły go zarówno odruchy własnego serca, jak konsekwencje ruchu Ziemi wokół Słońca.

Więcej na łamach lipcowo-sierpniowego numeru "Znaku"

MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ,
tłumaczka, eseistka, autorka monografii Robert Walser (1990).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.