|

TEMAT MIESIĄCA:
Metafizyka podróży
Nie ma jak podróż (fragment)
MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ
Tu po prostu jesteśmy - żeby znaleźć się tam,
trzeba wyruszyć w drogę. Co też robimy, od
samego początku: podróżujemy. Między tu a tam
rozciąga się podróż.
Być tu albo być tam. Żeby ocenić dystans między tu a tam, nie
wystarczą jednostki pomiaru przestrzeni. Tam wykłada się czasem
konkretnie, przez miejsce określone
przynajmniej na mapie - Paryż, Lądek Zdrój, Antarktyda; czasem znaczy po prostu gdzie indziej, nie tu.
Tu jesteśmy na co dzień u siebie, razem ze wszystkimi tutejszymi, i wiadomo, jak jest. Tam jest coś całkiem
nieznanego albo nie całkiem znanego, trochę obcego, w każdym razie
niecodziennego. Czasem tam wypycha nas konieczność, czasem ciągnie
nas ciekawość, która zmaga się ze strachem. Stosunki wielkości między
tu a tam też nie dają się wyrazić
w zwykłych jednostkach, a w dodatku są zmienne. Tu może rozrastać
się w wielki kawał świata, z wąską
tylko lamówką tamtejszości, albo
kurczyć się do skrawka, wokół którego rozciąga się bezmiar obczyzny.
Na dawnych mapach obszar świata
znanego nakreślony był z większą
czy mniejszą precyzją, stosownie do
ówczesnej wiedzy; reszta była białymi plamami, opisywanymi czasem
skrótowo formułą hic sunt leones.
Stanisław Krajewski w komentarzu
do drabiny z aniołami, która śniła się Jakubowi w podróży, przytacza
interpretację Rasziego: "Na nieznanej ziemi potrzeba innych aniołów
stróżów", i celnie ją aktualizuje, pisząc o odmiennych pokusach i niebezpieczeństwach, na jakie wystawia
nas pobyt tam i tu. Tu po prostu jesteśmy - żeby znaleźć się tam, trzeba wyruszyć w drogę. Co też robimy, od samego początku: podróżujemy. Między tu a tam rozciąga się
podróż.
W podróż wyrusza się z konkretną intencją. Sporo rzeczy, bez
których nie chce się żyć, znajduje
się gdzie indziej, tam, czasem bardzo daleko. Pielgrzymuje się do
świętych miejsc: nad Ganges, do
Abydos, do Jerozolimy, do Mekki,
do Rzymu, i niezliczonych innych.
Średniowieczną Europę przecinały
krzyżujące się szlaki podróży, którym przyświecały różne i złożone
motywy. Studenci wędrowali do
uczelni, artyści do pracowni mistrza, czeladnik po wyzwolinach
miał obowiązek odbycia wędrówki.
Podróżowali kupcy i dyplomaci.
Niektórzy stale byli w drodze: błędni rycerze z Don Kichotem na czele,
waganci, łazikowie od Dyla Sowizdrzała po Huckleberry'ego Finna
i "pannę Holly Golightly w podróży" - ci ostatni wędrowanie i niebycie-nigdzie-u-siebie uczynili zasadą egzystencji. Podróżowanie
było też sposobem panowania: monarcha swoją obecnością w coraz to
innych miejscach zaznaczał zasięg
swojej władzy. W XVII wieku dla
młodych ludzi z wyższych warstw
obowiązkowym punktem programu edukacji staje się odbycie podróży
kształcącej - le Grand Tour - już nie
tylko po to, by studiować, ale żeby
się otrzaskać w świecie i zyskać
ogładę, a ta pojawia się z chwilą,
kiedy można dokonywać porównań. I oczywiście podróżowali wielcy odkrywcy, badacze, uczeni
i amatorzy, poszukujący wiedzy o krajach i ludziach, o odległych
kulturach, także o odległych w czasie źródłach własnej kultury. Sposoby i motywacje podróżowania
zmieniały się z każdym tchnieniem
ducha czasów. W pewnym momencie ustalił się obyczaj podróży poślubnej: nowe życie dobrze jest zaczynać gdzie indziej. W pewnym
momencie zaczęła się turystyka
masowa, powszechna i banalna,
korzystająca z wszelkich udogodnień i wydeptanych tras, ale wciąż
kierująca się niezłomną wiarą, że
warto znaleźć się tam, choćby dlatego, że przed nami znaleźli się tam
inni.
Niekiedy w podróż wyrusza się
nie z myślą o dotarciu do konkretnego miejsca i spełnieniu tam konkretnej misji, ale żeby nie być tu. Bo
tu jest nam źle albo nudno. Tam
może nie będzie lepiej, ale będzie
inaczej. Gdy Goethe "chyłkiem",
"o trzeciej nad ranem" wyruszał do
Włoch, powodowała nim zarówno
chęć zobaczenia sławnych krajobrazów i dzieł sztuki, jak i wyrwania się
z nieznośnej sytuacji osobistej w Weimarze. Aschenbach na spacerze
uświadamia sobie, "że coś rozpiera
mu piersi, jakiś nieuchwytny niepokój, młodzieńcza tęsknota za dalą (...). Była to chęć do podróży, nic
więcej...". W wierszu Baudelaire'a
nadzieje i miraże podróżowania zbiegają się w przemożnej chęci ucieczki
z tego świata: "Byle tam, w Niewiadomej, znaleźć coś nowego!".
Wiemy, co się stało w drodze do
Damaszku: Szawła, wyruszającego
z intencją pognębienia zwolenników
nauki Jezusa, nagle olśniła prawda tej
nauki. Niezależnie bowiem od pierwotnych intencji w podróży zawsze
może zdarzyć się coś niespodziewanego. Najskrupulatniejsze plany
i przygotowania mają przeciwko sobie to, co jest przygodą podróży,
ogrom złożoności świata i człowieka.
Ba - to, co się zdarza przygodnie,
może się okazać ważniejsze od pierwotnie założonego celu, wręcz najważniejsze ze wszystkiego. Aschenbachowi, który zwykł podróżować tylko dla higieny, dla wypoczynku
i nabrania sił do pracy, podróż do
Wenecji zmieniła się w wielkie misterium. Nawet Fileas Fogg, przezorny
pedant, chodzący chronometr, nie
zdołał wszystkiego przewidzieć: zaskoczyły go zarówno odruchy własnego serca, jak konsekwencje ruchu
Ziemi wokół Słońca.
Więcej na łamach lipcowo-sierpniowego numeru "Znaku"
MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ,
tłumaczka, eseistka, autorka monografii Robert Walser (1990).
POCZĄTEK STRONY |