Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC-SIERPIEŃ 2006, NUMER 614-615

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Metafizyka podróży



To samo zobaczyć gdzie indziej.

O podróżach starożytnych Rzymian
(fragment)

MICHAŁ BARDEL


Zdaniem Seneki, podróżowanie po świecie podobne jest do wiercenia się w łóżku w poszukiwaniu coraz to wygodniejszej pozycji, a jest to - jak złośliwie zauważa - "objaw właściwy człowiekowi choremu, który niczego długo nie może wytrzymać i w ciągłych zmianach szuka lekarstwa i ulgi".

Lekceważymy to, co leży przed naszymi oczyma, lecz często odbywamy podróże, przepływamy morze, ażeby to samo zobaczyć gdzie indziej. Czy leży to w naturze ludzkiej, że nieciekawi tego, co znajduje się w pobliżu, szukamy tego, co odległe, czy też obojętnym staje się nam to wszystko, co jest łatwo osiągalne, a może po prostu nie spieszymy, by obejrzeć to, co możemy zobaczyć, kiedy tylko przyjdzie ochota. Nieważna przyczyna, faktem jest, że nie tylko nie widzieliśmy wielu ciekawych rzeczy w Rzymie i okolicy, lecz nawet słuch o tym do nas nie doszedł. Ale niech by to wszystko było w Grecji, w Egipcie czy w Azji albo w jakimś innym, głośnym z jego osobliwości kraju, to już byłoby głośno o tym, szukalibyśmy o tym wiadomości, bo musielibyśmy to na własne oczy zobaczyć.
(Pliniusz St., List VIII, 20)

Ta nieco szydercza, ale - przyznajmy - w gruncie rzeczy niezwykle trafna i wciąż aktualna ocena turystyki pochodzi z listu Gajusza Pliniusza Sekundusa, autora monumentalnej Historii naturalnej, który - co ciekawe - większość swojego życia spędził właśnie w podróżach.

Jednym z pierwszych historycznie potwierdzonych podróżników europejskich był Grek Piteas z Massalii (IV w.p.Ch.) - jego ośmiomiesięczna wyprawa, podczas której opłynął Brytanię, docierając do Szkocji i Jutlandii, a wedle niektórych nawet do wybrzeży Islandii, do dziś owiana jest mgłą tajemnicy. Nie znamy jej prawdziwego celu, nie znamy inspiratorów, a co ważniejsze - nie wiemy, kto za nią zapłacił. Ponieważ raport Piteasa natychmiast po sporządzeniu trafił pod klucz państwowy, a korzyści ekonomiczne, jakie jego wyprawa miała przynieść, nie były pokaźne, możemy podejrzewać, że jej celem były badania naukowe, a głównym sponsorem sam Aleksander Wielki. Przed erą Aleksandra, w okresie helleńskim, nie słyszymy o zbyt wielu wyprawach, których cel nie byłby ściśle handlowy lub militarny. Z wyjątkiem igrzysk olimpijskich, zmuszających nawet najbardziej zasiedziałych domatorów do chwilowego opuszczenia swojej polis, Grecy przedhellenistyczni nie mieli żadnych powodów, by wystawiać nos poza granice swojego miasta. Polis była dla nich wszechświatem - znajdowali w niej wszystko, co było im potrzebne do życia, przede wszystkim zaś bezpieczeństwo, którego nie dało się zapewnić starożytnym podróżnikom. Zresztą sama Grecja, z uwagi na swój górzysty krajobraz i słaby system dróg, nie zachęcała do dłuższych wypraw lądowych. Grecy chętniej korzystali z dróg morskich, a bywali i tacy (choć dopiero w II wieku, a więc w czasach "rzymskich"), którym marzyły się podróże... samolotem. Pisał oto Lukian z Samosaty:

Ja rad bym tylko z Hermesem się spotkać i żeby on ofiarował mi kilka pierścieni, w specjalne wyposażających dary. A więc: jeden w zdrowie i siłę fizyczną, odporność na rany i cierpienia; także, bym wysoko ponad ziemię wzbijać się mógł w powietrze - i na to pragnąłbym mieć jakiś pierścień. Gdyby w kraju Indów albo Hiperborejów coś osobliwego było do zobaczenia, albo przedmiot jakiś kosztowny, jakaś specjalna potrawa albo napój, nie potrzebowałbym posyłać po te osobliwości, sam bym przelatywał i wszystkiego, ile pragnął, używał! (...) Nadto, ponieważ ogień nic by mi zrobić nie mógł, mógłbym zbadać snadnie naturę gwiazd, księżyca i samego słońca, a co najmilsze - w jednym i tym samym dniu mógłbym donieść do Babilonu, kto zwyciężył w zawodach olimpijskich, spożyć śniadanie w Syrii, i w razie potrzeby obiad zjeść w Italii.
(Lukian, Okręt albo życzenia, 42 nn)

Nie tylko więc podróże lotnicze marzyły się Lukianowi, ale i wyprawy kosmiczne. Możemy się jedynie domyślać, jakie politowanie budzić musiały futurystyczne mrzonki Lukiana u współczesnych mu czytelników i jak czułby się szczęśliwy, żyjąc w naszych czasach.

Więcej na łamach lipcowo-sierpniowego numeru "Znaku"

MICHAŁ BARDEL,
ur. 1976, dr filozofii, wykładowca w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie i Collegium Civitas w Warszawie, p. o. redaktora naczelnego "Znaku".

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.