|

TEMATY I REFLEKSJE
* * *
Halina Bortnowska
Razem u korzenia
Myślę o modlitwie, jak o drzewie ku czci Boga
wznoszącym z ziemi ku niebu sok życia
chwałę i błaganie
oto gałęzie, pień, korzeń.
Tego dnia
uderzeni ciosem cierpienia innych
przygnieceni współczuciem
do którego nasze człowieczeństwo wciąż powołuje
i uzdalnia
w Synagodze przywieramy do samego korzenia
tu wyssane stąd słowa psalmów
nieważne czyj głos je wymawia.
"Dobrze, żeście przyszli" - mówi M.
Dobrze, że jest gdzie przyjść.
Nie musi tak być, by wszyscy wiedzieli
jak wielkiej sprawie patronują tu
zmarli sprzedawcy i żywiciele gołębi.
Profanacja
Ktoś (chyba Chesterton?) opisał kiedyś, już dawno,
różne chytre
rachuby przewidującego bizantyjskiego urzędnika, planującego zawiłe intrygi mające mu zapewnić pomyślną
dworską karierę. Wszystko
się zgadzało, tylko że właśnie narodził się chłopiec, przyszły prorok
Mahomet. A teraz ktoś, jakiś rysownik, wpadł na pomysł mało zabawnej karykatury Proroka -
dla wyznawców islamu będącej profanacją.
"Profanacja" - określenie jakby zbyt mało dosadne,
abstrakcyjne. Mówienie o profanacji rzeczywiście ma sens tylko wtedy, gdy
uznaje się istnienie jakiejś strefy wyłączonej spod zwykłego władania
i używania. Rozumiemy, co to jest "profanacja", jeśli istnieją dla nas
osoby, miejsca i rzeczy - "nie nasze", niedotykalne, oddzielone, mające prawo do uszanowania, ponieważ są znakami
tego, co święte,
uobecniają świętość w jej zupełnej inności i bliskości zarazem.
Wszystko o tym już napisano tak wiele razy -
ale na użytek praktyczny wciąż ma nam służyć określenie tylko pozornie bardziej zrozumiałe:
"obrażanie uczuć religijnych". To spłyca i subiektywizuje
sprawę. Jedni czują się bardzo obrażeni, inni mniej albo wcale. Nie
ma o czym rozprawiać, bo to sprawa wrażliwości i przyzwyczajeń.
Bezdyskusyjna, bo każdy się czuje tak, jak się czuje. Natomiast profanacja wskazuje na coś bardziej obiektywnego,
na gwałt dokonywany na wyłączonej strefie sacrum, na wdzieranie się w nią niosące zniszczenie. Profanacja zadaje
ból
i odbiera ludziom cenioną przez nich,
czasem wręcz ukochaną możliwość bycia w bliskości z tym, co święte. Ci, co cierpią z powodu profanacji, to nie jacyś
nadmiernie wrażliwi obrażalscy. Doznają przykrości, profanacja czyni im despekt,
wydaje się aktem pogardy dla nich samych, ale żal i gniew budzi
przede wszystkim myśl o zranieniu, skalaniu samych świętych znaków, których należy strzec przed zagarnięciem przez
nieumiejących
czy niechcących ich odczytać jako świętych. Krzywda dzieje się jakby samej łaskawej bliskości tego, co święte.
To, co święte, różnie wśród nas, ludzi, mieszka. Czasem
w przybytku naszego wnętrza, niedostępne profanacji - człowiek tylko sam
może siebie tego pozbawić.
Czasem w przestrzeniach podarowanych na wyłączność, w
słowach - w niewymawianych imionach, w symbolach i wizerunkach
Niewidzialnego.
Myślę, że profanacja jest wielkim nieszczęściem, czymś o
wiele
gorszym niż spowodowanie czyjegoś czysto uczuciowego szoku. Profanacja zrywa link pomiędzy znakiem a tym,
co on znaczy. Wdziera
się w przestrzeń, którą chcę mieć wypełnioną ciszą.
Mogę współczuć profanującym - że widocznie dla nich nie
ma tu
ciszy ani blasku, ani bliskości. Ktoś im tego nie dał, odebrał to, sprofanował? Ale jednocześnie budzi się
we mnie protest, chęć obrony,
może najpierw prośba: zostaw, proszę, nie bierz do zabawy, nie niszcz,
nie zakłócaj. Nie chcę dla ciebie kary, tylko opamiętania.
Myślę, że nasze bycie ludźmi religijnymi - czyli żyjącymi
w relacji z tym, co Święte - powinno nas doprowadzić do pewnego rodzaju odporności na przeżywanie profanacji.
Profanacja przecież tylko
gasi nam znak, a nie dotyka samej obecności. Cierpimy, ale to nie
może znajdować ujścia w nienawiści. Póki nie nauczymy się cierpieć
bez nienawiści, nasze bycie religijnymi będzie niosło w sobie zagrożenie dla innych i dla świata, dla pokoju, a
więc dla tego, co święte
w Człowieku, w każdym człowieku, także w dopuszczającym się profanacji.
Wydaje się, że z bólem ofiar profanacji spontanicznie
i głęboko
powinni współczuć inni wierzący, w których odzywa się echo własnych przeżyć. Tak bywa, ale nie z reguły.
To chrześcijanie budujący
cerkwie na miejscu zburzonych meczetów zakopywali szczątki zabitych muzułmanów na śmietnisku wśród świńskich
kości. Gdy mordowali i profanowali, nikt im nie krzyknął: "Bójcie się Boga!". Albo
potrafili ten krzyk w sobie zagłuszyć. Teraz jacyś muzułmanie organizują konkurs na karykatury Holokaustu.
Jakby sami nie opłakiwali własnych ofiar. I nie boją się przy tym Jedynego, w którego uderza
każda rozmyślna profanacja.
Jeżeli wszyscy wciąż będą szukać w swojej wierze akcesoriów zemsty, narzędzi, które pozwolą najboleśniej
ugodzić - to świat nie
będzie mógł wierzyć. Sami wygasimy szansę wiary!
Imagine... wyobraź sobie, że nie ma ojczyzn,
nie ma religii i ludzie - wreszcie - mogą żyć ze sobą w pokoju...
Sprofanuję ten mit, choć szanuję tęsknotę, która się w
nim wyraża: Pięknie byłoby żyć w powszechnym braterstwie. Ale w pustce,
po rozstaniu z religiami i ojczyznami lęgną się demony. Opustoszałe
przestrzenie wypełnią dojrzałe do nienawiści plemiona, subkultury,
klany i mafie.
Imagine...
Religie mogłyby wszystkie razem przestrzegać przed uciekaniem
się do profanacji jako narzędzia walki. Chociaż tyle: byłby to krok
w stronę uznawania, że drugi człowiek zawsze jest bliźnim.
Wszyscy równi
Na początku lutego dowiedziałam się, że
MEN zamierza zmienić
logo kampanii przeciw rasizmowi i nietolerancji prowadzonej od
wielu lat przez Radę Europy. W Polsce dewiza miałaby brzmieć:
"Każdy inny, wszyscy solidarni" (lub podobnie). Takie propozycje
dają do myślenia.
"All different" - "każdy inny".
Wybieram to tłumaczenie, bo tu nasz język nie zawodzi, przeciwnie: lepiej pomyśleć najpierw o każdym człowieku
jako odmiennym od wszystkich pozostałych, niepowtarzalnym: tym, bez którego byłoby inaczej. Ktoś wspaniale,
przenikliwie wszystko widzący zauważyłby brak. Każdy inny -
każdy sam najmniejszą mniejszością mającą prawo do szacunku.
Nie czuj się pionkiem. Jesteś jedyny. Doceń jedyność w
sobie -
i w innych, w każdym, bo każdemu przysługuje. Chciej, aby trwała,
aby trwało inne od twojego życie tamtego, tamtej.
Rysując portret, okaż swój zachwyt z powodu inności -
każdego
i swojej.
"All equal" - wszyscy równi. Teraz popatrz na tłum
rozmaitych, tak bardzo od siebie wzajemnie różnych. Teraz dostrzeż
w tej inności - to, co wspólne. To wszystko są ludzie.
Zaufaj swojemu prostemu doświadczeniu i słowom tylu
nauczycieli wiary i filozofii: żadne różnice nie usprawiedliwiają wniosku,
że ktoś jest "bardziej" człowiekiem, a ktoś inny "mniej". Trudniej to
bezwzględnie wspólne człowieczeństwo zobaczyć - mniej się rzuca
w oczy niż inność i rozmaitość, niż większe czy mniejsze do siebie
podobieństwo.
Podobieństwo wszystkich ludzi do wszystkich innych ludzi jest
tak ogromne, że wzrok go nie obejmuje. Ale jest. Można go doświadczyć i przekonać się, że nie ma ważniejszej prawdy.
Gdy rodzi się człowiek -
to pojawia się ktoś nowy, niepowtarzalny - i tak samo ludzki jak ja, jak ty.
Gdy ktoś ginie - ubywa nam niepowtarzalna obecność. A jego
śmierć jest, jak moja będzie.
Wszyscy równi. Powiem ci nadto, że w świetle mojej wiary
Bóg jest jedyny. Wszystkie ludzkie dzieci są Jego. Nie ma drugiego,
gorszego boga, który mógłby je sobie przywłaszczyć.
A więc jeszcze i to: Wszyscy równi wobec Niewysłowionego. Mali
i ważni, skoro On miłuje ich dla nich samych, każdego najwięcej.
Nowy Rok drzew
Nie mam nabożeństwa do sylwestra, to znaczy nie
przejmuję się
jakoś ostatnim wieczorem starego roku. Natomiast nieraz chciałabym, aby znów zaczynał się rok nowy, jakaś nowa
rachuba, uroczysty dzień z poczuciem, że "od dziś". Ucieszyłam się więc wiadomością, że w żydowskim kalendarzu
coś w rodzaju Nowego Roku -
przypada aż cztery razy. Każdy z tych dni powinien być poświęcony
refleksji nad sobą, nad postawą wobec Boga i bliźnich - mówi mi
Ninel Kameraz-Kos, którą zagaduję w Bibliotece ŻIH - należyte przeżycie każdego z "dni sądnych" wymaga gorliwego
przygotowania,
w tym pojednania się z bliźnimi i naprawienia szkód.
Przede wszystkim jest powszechnie znane ważne
"dla ludzkości"
święto nowego roku. Od tego dnia liczą się daty. Jest nowy rok "dla
Izraela", "dla Królów", ludzi wiary wspominających Dzieła Boże,
ich własny, specjalny. Swój "nowy rok" w miesiącu Ellul mają zwierzęta. I wreszcie jest "Nowy Rok drzew"!
To dziś w zwykłym kalendarzu 12 lutego przypada Tu-bi-Szwat, czyli piętnasty dzień miesiąca Szwat.
O godzinie 12, jeszcze przed właściwym świętem (zaczynającym się o zmroku), wykład stanowiący przygotowanie.
W małej
salce przy synagodze grupka osób słucha rabina Zeliga Avrasina,
wyraźnie zwolennika tego święta, które po zburzeniu Świątyni,
a zwłaszcza w diasporze, jakby utraciło swoją rangę. Na pewno nie
czują swego święta zaśnieżone zmarznięte drzewa wokół warszawskiej synagogi. Zresztą nie nadają się na
solenizantów, bo jest to święto
drzew owocowych, do których dołączają zboża: pszenica i jęczmień.
Być może drzewem rajskim była właśnie pszenica, w tamtym ogrodzie wielka jak drzewo - mówi Rabin.
Zwierzęta otrzymały od Haszem swój "Nowy Rok"
jako zbiorowo obchodzony dzień urodzin. Urodzone tego dnia i po nim były
liczone, aby można było wyznaczyć dziesięcinę za dany rok. W tym
samym celu potrzebny był Nowy Rok drzew. Jest midrasz głoszący, że
drzewa upomniały się o jego wyznaczenie i podawały różne propozycje dat odpowiednio do tego, kiedy dojrzewają
ich owoce. Haszem
widział, że będą z tego tylko spory. I dlatego wszystkie drzewa zaczynają rok w dniu, gdy do ich korzeni dociera nowa wiosenna woda. To
właśnie jest już na pewno faktem, gdy nadejdzie Tu-bi-Szwat.
Jak się dziś obchodzi to święto? Modlitwy i obrzędy
ukształtowały się pod wpływem mistycyzmu kabalistycznego, stad zwyczaj
czytania w przeddzień księgi Zohar. Dziś w Izraelu jest to dzień uroczystego sadzenia drzew. Rabin Zelig nie
powiedział nam, czy wobec tych drzew będzie przestrzegany prastary przepis, by nie zbierać
i nie jeść owoców aż do czwartego roku drzewa, kiedy owoce mają
być ofiarowane Haszem, a spożywać je dopiero w piątym...
Na dzień "Nowego Roku drzew"
przepisana jest wieczerza sederowa podobna do paschalnej. Mają być spełnione cztery kielichy wina
- pierwszy białego, ostatni czystego czerwonego, pomiędzy nimi dwa,
w których białe i czerwone są zmieszane, a udział czerwonego rośnie.
Pożywienie to owoce - zboże w postaci ciasta, owoce drzew
w jak największej rozmaitości, z tym, że powinny to być owoce takie
jak w ziemi Izraela, a najlepiej stamtąd pochodzące. Owoce - symbole świata: świat duchowy to owoce spożywane
bez reszty, światy
pośrednie - to te, z których coś zostaje. Wreszcie świat materialny to
owoce okryte niejadalną skorupą. Tę skorupę się rozbija - jak pokonać trzeba zaskorupienie w grzechu.
Słucham objaśnień rabina Zeliga, trudnych do ogarnięcia
i zapamiętania, tyle w nich nawiązań do nieznanych mi wątków, midraszy
i obyczajów. Słucham, zanurzając się wyobraźnią w wir barw, zapachów, ech, przypomnień i skojarzeń. Tu-bi-Szwat.
Za oknami niebiesko-biały luty. A tam podziemne strumienie niosą już nową wodę,
sycą nią mocne pędy winorośli, srebrzące się oliwki i palmy, z których zwisają spływające miodem kiście daktyli.
Tak - mówi Rabin -
ziemia mlekiem i miodem płynie, pełne są wymiona kóz, z których
kapie tłuste mleko, a deszcz miodu skapuje spod pióropuszy palm.
Wiem, że to wszystko jeszcze coś innego znaczy - to coś więcej
niż sen o sytości i słodyczy.
Bukłaki
Z zabitego zwierzęcia
skóra odłączana, zdzierana, zdjęta
czyści się w rękach i kadziach garbarzy
wyprawiona idzie na służbę
gęstym ściegiem pozszywana odzyskuje
kształt pojemny
stukając od wewnątrz, burząc się w cieple
młode wino rzeźbi swój bukłak
oddycha w nim jak kiedyś płuca koźlęcia
piękny jest nowy bukłak
wzdęty obietnicą napitku.
Dobre wino na początek
ktoś wleje do stągwi
ale przedtem zgrabnie, cienkim strumieniem
we własne usta.
Starzeją się bukłaki i wino
coraz spokojniejsze, łagodne
wolne od szaleństwa, dobre na sen i zgodę.
Już go mało. Rozsycha się bukłak, sztywnieje
szwy mogą się rozstąpić
teraz już dobry tylko na wodę
na nowe wino szyjcie nowy.
(Pięćdziesiątnica 2006)
*
Szuranie kroków po kościelnej podłodze. Rzeka niezliczonych
powolnych stąpnięć. O Boże mój, o Zbawicielu... Ludzie idą po swój
popiół.
1 marca 2006
HALINA BORTNOWSKA, publicystka, działaczka społeczna,
animator grupy "Wirydarz" przeciw antysemityzmowi i ksenofobii (http://
wirydarz.org), a także warsztatów dziennikarskich Stowarzyszenia Młodych Dziennikarzy POLIS. Wydała:
Już - jeszcze nie. Całoroczne rekolekcje z Ludźmi Adwentu (2005).
POCZĄTEK
STRONY |