|

TEMATY I REFLEKSJE
Nisza dla wszystkich (fragment)
WOJCIECH BONOWICZ
Takiego poety już raczej nie będzie – co nie
znaczy, że nie będzie poetów czytanych, a nawet
traktowanych jako duchowe autorytety. Ksiądz
Twardowski był bowiem, poza wszystkim, kimś,
kto odpowiadał na ogromny głód przeżycia
duchowego kryjący się wewnątrz polskiego katolicyzmu.
Po księdzu Janie Twardowskim pozostała mi krótka dedykacja
w szarym, zgrzebnie wydanym tomie Rachunek dla dorosłego. Ksiądz-poeta
prosi w niej jedynie o pamięć. Data: 19 października 1983
roku.
Pamiętam bardzo dobrze to spotkanie – w sali klasztoru ojców
bernardynów pod Wawelem. Pomieszczenie było nabite ludźmi, żaden
kawałek podłogi nie pozostał niewykorzystany. Przyszedłem wcześniej
i od razu zająłem miejsce na podwyższeniu, tuż obok stołu, za
którym miał usiąść Ksiądz Jan. Miałem ze sobą legendarny magnetofon
„Kasprzak” ze świeżutkimi bateriami. W końcu taka okazja mogła
się szybko nie powtórzyć. Magnetofon ustawiłem pod stołem, licząc...
No właśnie – licząc chyba na cud, że wyłapie on stamtąd ściszony głos
Księdza. Nagranie nie nadawało się do niczego.
Ksiądz przeczytał dużo wierszy, a kiedy zaczęto zadawać pytania,
odpowiadał jednym zdaniem i znów sięgał po wiersze. Zapamiętałem
studentkę siedzącą w pierwszym rzędzie, która zapytała,
czy filozofia zbliża do Boga, czy oddala. Ksiądz się po swojemu skrzywił,
uśmiechnął zakłopotany i odpowiedział: „Dobra filozofia przybliża,
a zła – oddala...”.
Ksiądz Twardowski był najpopularniejszym poetą polskim. Udało
mu się to, co nie udawało się wielu innym – o czym marzył na
przykład Czesław Miłosz, układając Wypisy z ksiąg użytecznych: żeby
„w ścianie otaczającej poezję dla wybranych” otworzyć „wylot prowadzący
do poezji dla wszystkich”. Książki księdza Twardowskiego,
przynajmniej do połowy lat 90., miały i dobre recenzje, i powodzenie
wśród czytelników; później powodzenia było więcej niż recenzji,
co brało się też stąd, że liczne tomy wierszy były kompilacjami starych
utworów. W kolejnych pokoleniach odbiorców poezji znajdował
zawsze wystarczająco duże ich grono, żeby łańcuch zainteresowania
i uznania nigdy się nie przerwał. Mówiło się o nim, że „ma
swoje miejsce”. Po jego śmierci krytyk Piotr Śliwiński zwrócił na
łamach „Tygodnika Powszechnego” uwagę na interesujący paradoks:
„choć bardzo popularny, był Twardowski postacią osobną”, „rozbijając
niszowość poezji współczesnej, sam był niszą, bardzo gościnną,
trzeba przyznać”.
Był na pewno łącznikiem między światem Staffa, Miłosza, Herberta
a światem zaprzątniętych codziennością „zjadaczy chleba” –
choć mówił tylko o własnych spostrzeżeniach i własnych duchowych
doświadczeniach. Mógł spełniać tę funkcję, bo w stosunku do obu
światów żywił ogromny i naturalny szacunek. Czy potrafiłby również
połączyć świat owych „zjadaczy chleba” ze światem poetyckich
awangard? W końcu w młodości fascynował się Czechowiczem, a kiedy
dziś czytam jego wiersze, szczególnie te z lat 80., przychodzi mi
niekiedy na myśl Białoszewski. Są to jednak skojarzenia oparte na
dość wątłych podstawach: zapewne łączył ich podobny stosunek do
człowieka, do zwierząt i roślin, do polityki i codzienności właśnie,
lecz różnił – do słowa.
Więcej na łamach marcowego numeru "Znaku"
Zamów numer
WOJCIECH BONOWICZ, ur. 1967, poeta, publicysta, dziennikarz,
w latach 1996–2000 redaktor miesięcznika „Znak”. Wydał tomy rozmów:
z o. Leonem Knabitem OSB (Schody do nieba, 1998) i z Janiną
Ochojską (Niebo to inni, 2000). Jest też autorem biografii Tischner (2001)
oraz trzech zbiorów wierszy: Wybór większości (1995), Hurtownia ran
(2000) i Wiersze ludowe (2001).
POCZĄTEK STRONY |