Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

GRUDZIEŃ 2005, NUMER 607

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 



SPOŁECZEŃSTWO NIEOBOJĘTNYCH



Tyle kosztuje uśmiech dziecka

MARCIN ŻYŁA

Szczęścia nie można wyrazić pieniędzmi, ale gdyby spróbować wycenić jeden tylko uśmiech dziecka z sierocińca Bon Children’s Home w Himalajach indyjskich, to suma dwudziestu pięciu dolarów nie wydałaby się zbyt wysoka. A właśnie tyle kosztuje miesięczne utrzymanie jednego z kilkudziesięciorga dziewczynek i chłopców, którym – daleko od ojczyzny ich rodziców, Tybetu – stworzono szansę nauki i wychowania zgodnego ze starą tradycją.

Program sponsoringu indywidualnego, nazywanego często „adopcją serca”, prowadzi w Polsce Fundacja Pomocy Dzieciom Tybetu „Nyatri”. Nyatri to imię mitycznego króla Tybetu, ojca wszystkich Tybetańczyków. Fundacja poszukuje wśród nas „ojców” i „matek”, którzy zobowiążą się do utrzymywania wybranego wychowanka Bon Children’s Home do momentu zakończenia przez niego edukacji. Każdy – osoba prywatna, firma, grupa znajomych – może „adoptować” tybetańskiego malucha za dwadzieścia pięć dolarów (równowartość niecałych dziewięćdziesięciu złotych) miesięcznie.

Kiedy w latach 50. rozpoczęła się chińska okupacja Tybetu, tysiące mieszkańców tego kraju pokonało przełęcze himalajskie, docierając do Nepalu i Indii. Byli wśród nich bönpowie – wyznawcy tradycyjnej religii bön, przez wieki poddanej wpływom buddyjskim. Większość Tybetańczyków uważała ich za lud prymitywny i wierzący w zabobony. Zlecano im najtrudniejsze prace: wielu zginęło podczas budowy dróg w Himalajach. Na emigracji wyznawcy bön ciągle doświadczają dyskryminacji, a że stanowią zaledwie jeden procent ogółu populacji tybetańskiej, grozi im całkowity zanik w ciągu jednego czy dwóch pokoleń.

Indyjską wieś Dolanji w zachodnich Himalajach wybrano na miejsce, w którym bönpowie mogą kultywować swe tradycje. Za zgodą Dalajlamy XIV i tybetańskiego rządu na uchodźstwie powstało tam osiedle, hostel dla chłopców przygotowujący do życia klasztornego oraz szkoła. W 1988 roku założono Bon Children’s Home (BCH) – sierociniec dla chłopców i dziewcząt pozbawionych rodzin i z rodzin najuboższych. Celem prowadzenia BCH jest umożliwienie przetrwania i rozwoju tradycji, języka i religii bön jako pierwotnej kultury Tybetu. Warunki w sierocińcu są bardzo surowe: dzieci śpią po dwoje na jednym łóżku. Dopiero rok temu sponsorzy kupili sierocińcowi pralki półautomatyczne, dzięki czemu wychowankowie nie muszą prać wszystkiego ręcznie, na dworze. „Odwiedziłam wiele tybetańskich osiedli dla uchodźców, ale w żadnym z nich nie panują tak trudne warunki jak w Bon Children’s Home” – opowiada Anna Urbańska-Szymoszyn z fundacji „Nyatri”. Choć fundację zarejestrowano dopiero w 2005 roku, ludzie związani ze środowiskiem protybetańskim w Polsce już od przeszło czterech lat utrzymują kontakty z ośrodkiem w Dolanji. Do dziś znaleźli sponsorów dla piętnaściorga maluchów. Teraz mają nadzieję poprawić ten wynik.

Dzieci na fotografiach ze strony internetowej fundacji są uśmiechnięte: jak choćby Nyima Bhuti i Pema Wangyal. Nyima chciałaby zostać pielęgniarką. Pochodzi z wioski w Nepalu, jej ojciec jest rolnikiem, a mama gospodynią domową. W domu na pewno nie zrealizowałaby swoich marzeń – dzięki temu, że jest w Bon Children’s Home, ma na to już jakąś szansę. Z kolei Pema urodził się niedaleko granicy z Tybetem. Pochodzi z bardzo biednej rodziny, jest jedynakiem. Ojciec pracuje jako służący, matka jest gospodynią. Mały Pema, jak prawie każdy chłopiec na świecie, najbardziej lubi grać w piłkę nożną. Oboje mają po dziewięć lat i czekają na adopcję.

Pośród sponsorów – kilkunastu osób, które już „adoptowały” dzieci, wyróżnia się grupa dziesięciorga przyjaciół, która wspólnie, dzieląc się kosztami, utrzymuje jedno dziecko w Bon Children’s Home. Wychowankom sierocińca pomagają też między innymi dwie anonimowe „panie z Poznania”, „kobieta z Warszawy” i trzy pary studenckie…

Wszyscy mają możliwość regularnego kontaktowania się z dziećmi. „W przeciwieństwie do programów dla Afryki, gdzie sponsor zazwyczaj nie może kontaktować się ze swoim podopiecznym, u nas nie ma takich ograniczeń – tłumaczy Anna Urbańska-Szymoszyn. – Wysoka moralność buddyjska pozwala na przysyłanie listów czy paczek z prezentami bez obawy, że stanie się to powodem zawiści innych”. Dziecko wie, że jak długo będzie się uczyło, w dalekim kraju na Zachodzie pamiętał będzie o nim jego opiekun. To bardzo mobilizuje do nauki. Dla chętnych istnieje możliwość odwiedzenia Bon Children’s Home, a niektórzy sponsorzy już teraz zobowiązali się do zaproszenia swojego dziecka na studia do Polski.

Na początku 2006 roku nad Wisłę przyjedzie pierwszych dwoje wychowanków sierocińca BCH. I Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Warszawie zobowiązało się do przyjmowania każdego roku dwojga dzieci z Tybetu na trzyletnie stypendium zakończone międzynarodową maturą. „To prawdziwa szansa dla tych dzieci, bo poziom nauczania w Dolanji jest bardzo niski. Z tego powodu do Polski przyjadą dzieci nieco starsze od tych, które u nas rozpoczynają naukę w liceum” – wyjaśnia Anna Urbańska-Szymoszyn. „Nyatri” czeka na podobne zgłoszenia od szkół z całej Polski. Wśród instytucji z USA, Holandii, Niemiec i Austrii, które współpracują z sierocińcem, fundacja z Polski jest jedyną, która prowadzi program stypendialny.

Polacy zbierają pieniądze na wyposażenie Bon Children’s Home: generatory prądu, łóżka, materacy, pomoce szkolne… Poszukiwana jest emerytowana pielęgniarka ze znajomością angielskiego, która przez sześć miesięcy w roku (na więcej nie pozwalają przepisy wizowe) mogłaby opiekować się dziećmi z sierocińca. Potrzebny jest też nauczyciel angielskiego z uprawnieniami do uczenia najmłodszych oraz specjaliści od irygacji i prac ziemnych.

Na pytanie, jak najlepiej pomóc małym Tybetańczykom, Geshe Nyima Dakpa Rinpocze, opiekun sierocińca, odpowiada zwięźle: „Jeśli ktoś chce pomóc, niech zrobi coś, co uczyni choć jednego z nich szczęśliwym”. Działalność osób skupionych w Fundacji Pomocy Dzieciom Tybetu i program indywidualnego sponsoringu pomagają wyzwalać dziecięce uśmiechy na odległość sześciu tysięcy kilometrów – tak jakby ojciec Nyatri nie był postacią li tylko mityczną.

„Nyatri” – Fundacja Pomocy Dzieciom Tybetu
61-113 Poznań, ul. Warszawska 31/21
www. nyatri.org.pl

Numer konta: Volkswagen Bank Direct
10 2130 0004 2001 0347 3170 0001

Więcej na łamach grudniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.