Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

GRUDZIEŃ 2005, NUMER 607

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Tajemnica Tybetu



Mój Tybet...
(fragment)

IRENEUSZ KANIA


…zaczął się bardzo dawno, ponad pięćdziesiąt lat temu, od znaczków pocztowych (jak wiele innych moich trwałych urzeczeń). Miałem chyba dwanaście-trzynaście lat, gdy drogą skomplikowanych transakcji wymiennych wszedłem w posiadanie złożonej z czterech sztuk serii znaczków chińskich.

Znaczki przedstawiały między innymi jakąś ogromną – i bardzo piękną – budowlę na szczycie góry oraz ubogo i smętnie wyglądającego chłopinę, który prowadzi sochę, postępując za parą dziwacznych zwierząt, ni to wołów, ni to żubrów. Później dowiedziałem się, że te bydlęta to jaki oraz że pyszny gmach zwał się „Potala” i był rezydencją dostojnika tytułowanego „Dalaj Lama”.

Szczególnie zainteresowały mnie napisy na znaczkach. Oprócz chińskich, które już identyfikowałem, były tam zupełnie inne litery – z fantazyjnymi, wytwornymi zawijasami o ostrych, jakby płomiennych zakończeniach. Wtedy właśnie zacząłem marzyć o ich odszyfrowaniu. Bo wnet też dowiedziałem się, że znaczki przedstawiają krajobrazy Tybetu, tajemniczego kraju w Azji Środkowej, kraju, o którym nikt nie umiał powiedzieć mi niczego konkretnego, o którym nie mogłem znaleźć żadnej książki. Wiedziałem tylko z mapy, że są tam najwyższe na świecie góry.

Intrygujący mnie napis rozszyfrowałem dopiero po prawie dwudziestu latach. W transliteracji na nasze pismo brzmiał: Bod żi-bas bczings-bkrol, i znaczył: „pokojowe wyzwolenie Tybetu”. Co to naprawdę oznaczało, dowiedziałem się z książki Jerzego Lobmana Tybet (Książka i Wiedza, Warszawa 1960), w której autor dokonaną zbrojnie przez Chińczyków w 1951 roku aneksję Tybetu przedstawiał, stosując się wiernie do tez komunistycznej propagandy, jako „wyzwolenie spod ucisku obszarników i zdemoralizowanego kleru buddyjskiego”. Książka była jednak moim pierwszym źródłem informacji o Kraju Śniegów, więc – mimo wszystkich jej mielizn i fałszów, z których zdać sobie w pełni sprawę mogłem dopiero znacznie później – zachowałem dla niej niejaki sentyment.

Później, gdy już zacząłem studia romanistyczne w Krakowie sprawa „mojego Tybetu” potoczyła się żwawiej. Moment przełomowy przyszedł, gdy dowiedziałem się, że kultura, język i piśmiennictwo Tybetu zajmują szczególną pozycję w całokształcie studiów orientalistycznych. Był rok 1960; uczyłem się m.in. chińskiego, chodziłem na lektorat sanskrytu u docenta Tadeusza Pobożniaka, interesował mnie buddyzm. Nie wiem już, od kogo usłyszałem, że do naprawdę poważnych studiów nad tą religią nieodzowna jest znajomość – oprócz sanskrytu, chińskiego, palijskiego – również tybetańszczyzny, bo właśnie w tym języku zachowało się w przekładzie z sanskrytu wiele ważnych tekstów, których oryginały bezpowrotnie zaginęły. Tak więc musiałem nauczyć się tybetańskiego.

Więcej na łamach grudniowego numeru "Znaku"

Zamów numer

IRENEUSZ KANIA, ur. 1940, absolwent romanistyki UJ, tłumacz z literatur romańskich i orientalnych, eseista. Wydał m.in. Muttävali, antologię wypisów z kanonu palijskiego. Autor tomu esejów Ścieżka nocy (2001).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.