|

DIAGNOZY
Polskie wybory 2005
(fragment)
MIROSŁAWA GRABOWSKA
Odpowiedzialność polityków jest znacznie większa
od odpowiedzialności wyborców, odpowiedzialność
zaś polityków rządzących jest większa
od odpowiedzialności polityków opozycyjnych.
Za sobą mamy wydłużoną, bo potrójną kampanię wyborczą,
wybory i utworzenie rządu innego niż oczekiwany przez większość.
Wokół siebie – wielość komentarzy i objaśnień, agresywnych i nieszczerych
w wykonaniu polityków, stronniczych, ale także zagubionych
i bezradnych w wykonaniu publicystów. Jeśli do tego wszystkiego
dodaję swoją analizę, to w poszukiwaniu – poza bieżącą polityką
– zrozumienia i bardziej systematycznego wyjaśnienia, co się
stało i co w związku z tym jest możliwe.
1. W Polsce w okresie pierwszych piętnastu lat po roku 1989 polityka organizowana była przez podział postkomunistyczny. Z jednej strony sytuowali się ludzie PRL, jej
funkcjonariusze i zwolennicy oraz reprezentująca ich partia postkomunistyczna,
najpierw SdRP, a potem SLD. Z drugiej strony – rozmaite
ugrupowania i partie o rodowodzie antykomunistycznym i solidarnościowym
oraz ich zwolennicy i wyborcy.
2. SLD i strona postkomunistyczna przyzwyczaiły
nas do efektywności i sukcesów: w wyborach parlamentarnych 1991
roku Sojusz otrzymał niecałe 12 procent głosów, by w 2001 r. dojść
do 41 procent. W 1995 roku jego kandydat Aleksander Kwaśniewski
został prezydentem i po dziesięciu latach właśnie kończy swoje
urzędowanie, a trzeba dodać, że przez cały ten czas oceny jego prezydentury
były bardzo dobre lub dobre. Powodzenie Sojuszu miało
kilka przyczyn. SLD potrafił stać się jedynym reprezentantem strony
postkomunistycznej, dysponował rozbudowaną, jak na polskie warunki,
organizacją, jego przywódcy działali jak dobrze zgrany zespół
i z czasem proponowali coraz bardziej umiarkowany program, do
zaakceptowania przez „przeciętnego” wyborcę.
Wszystko to już przeszłość. Seria afer korupcyjnych i kryminalnych
oraz publiczne przesłuchania przed komisjami sejmowymi polityków
SLD ukazały nie tylko ich arogancję i cynizm, niekompetencję
lub niedbałość, ale przede wszystkim „sitwy” i układy dbające
o swoje interesy na granicy prawa i poza nią. Wobec dociekliwości
komisji i malejącego poparcia społecznego ulatniał się team spirit:
jedni myśleli o ratowaniu własnej skóry, drudzy o własnej karierze,
której partia już nie gwarantowała. Rozgorzały wewnętrzne walki.
Sojusz podzielił się – grupa Marka Borowskiego założyła SdPl. Tak
postkomuniści stracili jeden ze swoich atutów, a mianowicie jedność.
SLD dorobił się rywala, który – by się odróżnić i zyskać wiarygodność
– musiał go krytykować i atakować, co też czynił przez całą
kampanię wyborczą, wysunął odrębnego kandydata na fotel prezydenta
itp., itd. SdPl postępowała racjonalnie, ale plan się nie powiódł,
ponieważ postkomunistyczny elektorat rozłamów i „zdrady”
nie wybacza.
W wyborach w 2005 roku na SLD głosowało mniej niż kiedykolwiek,
bo 11,31 procent wyborców (1 335 257 osób), a SdPl do Sejmu
nie weszła, uzyskując poparcie 3,8 procent wyborców
(459 380 osób). To przede wszystkim
te słabe rezultaty, a w drugiej kolejności podział
partii oraz odejście jej kluczowych lilderów, doprowadziły
do przekonania o końcu postkomunizmu i w związku z tym
postkomunistycznego podziału.
Więcej na łamach grudniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
MIROSŁĄWA GRABOWSKA, socjolog, pracuje w Instytucie
Socjologii UW i w Instytucie
Studiów Politycznych PAN.
W latach 1975-1989 związana
z opozycją demokratyczną. Laureatka
Nagrody im. ks. Józefa
Tischnera za rok 2004. Wydała
ostatnio: Podział postkomunistyczny.
Społeczne podstawy polityki
w Polsce po 1989 roku
(2004).
POCZĄTEK STRONY |