Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

PAŹDZIERNIK 2005, NUMER 605

Strona główna

Dokąd zmierza Rosja?


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Diagnozy

Tłumy dla dwóch papieży

Anna Szklarska


Zagadnięta przez francuską dziennikarkę, musiałam gorąco zaprzeczać, jakoby do Kolonii po śmierci Jana Pawła II przyjechało mniej Polaków. Mnie się wydaje, że było nas nawet więcej; ja sama zdecydowałam się na wyjazd już po jego śmierci. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać tę Francuzkę, że każdy papież jest "naszym" Ojcem Świętym, niezależnie od kraju, z którego pochodzi. W każdym razie tak powinno być, choć mnie samej niełatwo było okazać Benedyktowi aż taki entuzjazm i miłość, jakie naturalnie budziły się we mnie w zetknięciu z Janem Pawłem II. Uczucie wyjątkowości, szczególna radość i wzruszenie w sercu po trzech godzinach oczekiwania na trasie przejazdu Papieża po uroczystości powitania też nie były te same. Tysięczne tłumy młodych z całego świata nie odbierały tego jednak aż tak silnie jak ja. Okrzykom "Benedetto", euforii, tańcom i śpiewom na jego cześć nie było końca.

Niemniej w Kolonii ewidentnie było dwóch papieży. Ich ogromne wizerunki dominowały nad placem przed katedrą. Fotografia Jana Pawła II została ułożona z tysięcy małych, portretowych zdjęć nadesłanych przez młodzież z całego świata. Pod tym zdjęciem już pierwszego dnia pobytu w Kolonii młodzież z Polski umówiła się na spotkanie, które spontanicznością i sposobem organizacji przypomniało mi białe marsze i inne akcje odbywające się w całej Polsce po śmierci Jana Pawła II. Rozwieszone w okolicach kolońskiej katedry plakaty, informacje przekazywane z ust do ust zgromadziły spory tłum i morze flag. Od godziny 21 trwały śpiewy i modlitwy (Apel jasnogórski), zakończone chwilą ciszy i wspólnym odśpiewaniem Barki o 21.37. W tym czasie umilkły nawet bębny i inne instrumenty Brazylijczyków, Włochów i Hiszpanów, których w tych dniach było słychać najmocniej. Te wieczory przy fotografii zmarłego Papieża, tak jak i liczne pamiątki związane z jego osobą (np. gumowe bransoletki z napisem "Pokolenie JP II") świadczą o tym, jak ważny dla światowej młodzieży był papież z Polski. Każde jego wspomnienie, czy to przez biskupów celebrujących msze święte na rozpoczęcie Światowych Dni w Kolonii, Düsseldorfie i Bonn, czy to przez samego Benedykta XVI, wywoływało ogromną radość, aplauz, prowokowało okrzyki "John Paul II - we love you!" czy "Giovanni Paolo - Santo Subito!". Obecność Jana Pawła II w tych dniach była wyraźnie odczuwalna.

Nie oznacza to jednak wcale, że jego następca zepchnięty został w cień. Siedemset tysięcy młodych czuwających na Marienfeld w sobotnią noc i milion biorących udział w kulminacyjnej mszy powitało Benedykta XVI z radością momentami tak dużą, że Ojciec Święty, speszony, nie do końca wiedział, jak na nią zareagować. Ta pierwsza papieska pielgrzymka (do ojczyzny) była pewnego rodzaju próbą. Może więc dlatego niewiele w niej było spontanicznych gestów czy słów. Widać było, że Papież jest zakłopotany, być może dlatego wszystkie jego - bardzo mądre i głęboko przemyślane - wystąpienia czytane były z kartek. Jan Paweł II przyzwyczaił nas do czegoś innego, do pełnego radości i spontaniczności dialogu. Jednak to, że z Benedyktem XVI jest zupełnie inaczej, nie znaczy, że jest gorzej. Nowy papież to po prostu inny człowiek, jest następcą, a nie zastępcą Jana Pawła II i nie możemy oczekiwać od niego takich samych zachowań, nawet jeśli brakuje nam żywej rozmowy, do której przywykliśmy z jego poprzednikiem. A przemówienia i kazania Benedykta XVI, jeśli tylko ktoś wystarczająco się w nie wsłuchał, zawierały dużo głębokiej mądrości i prawdy. Niezależnie od języka, jakim się posługujemy i w jakim się modlimy, wszyscy wierzymy przecież w tego samego Boga i wspólnie możemy przeżywać adorację Najświętszego Sakramentu. Papież przypomniał nam o podstawach naszej wiary, wskazał także na Trzech Króli jako na postaci, które wierzą prawdziwie i które ta wiara przemienia, tak jak powinna przemienić nas samych.

Światowe Dni Młodzieży są niewątpliwie wydarzeniem wieloaspektowym, pierwszym zaś i najważniejszym z nich jest aspekt duchowy - spotkanie z Chrystusem, a także z następcą świętego Piotra, wspólne modlitwy, czuwanie... Pod tym względem mam wobec spotkania w Kolonii mieszane uczucia. Również moi znajomi, którzy uczestniczyli w ŚDM w Toronto czy w Rzymie, uznali XX Dni za najmniej "duchowe". Wydaje mi się, że główną przeszkodę w naprawdę głębokim przeżyciu pielgrzymki do kolońskiej katedry, do relikwii Trzech Króli stanowił po prostu tłum. Niełatwo pielgrzymować w milczeniu czy odmawiać w skupieniu koronkę do Bożego Miłosierdzia w czasie, gdy inne pielgrzymujące grupy idą ze śpiewem na ustach przy akompaniamencie gitar i bębnów. By pokłonić się na chwilę przed relikwiarzem, trzeba było również odstać swoje, a o jakiejkolwiek kontemplacji raczej nie było mowy. Momentem refleksji i głębszego duchowego przeżycia stały się na szczęście katechezy tematyczne prowadzone przez polskich biskupów. Jednak najbardziej wzruszającą i wyciszającą chwilą podczas pobytu w Kolonii był dla mnie czas spędzony w Strefie Pojednania, hali, gdzie można było przystąpić do sakramentu pojednania, a wcześniej przygotować się do niego w sali z wystawionym Krzyżem (jednym ze znaków ŚDM, który podarował młodzieży Jan Paweł II), ikoną Matki Bożej "Salus Populi Romani" i Biblią. Osobne pomieszczenie przeznaczono na adorację Najświętszego Sakramentu. Cisza, spokój i atmosfera zadumy, w której nagle się znalazłam, wchodząc w nią prosto z upalnego, dusznego i zatłoczonego miasta, odręczny napis na drzwiach: "Pozwól się pojednać", wszystko to razem stwarzało niesamowite wrażenie wkraczania do innego, lepszego świata, w którym każdy chce stać się dobry, wymazać ze swojego życia to, co złe, by w pełni móc przeżyć Światowe Dni Młodzieży.

Nie wiem, czy to spowiedź czy inne czynniki sprawiły, że mimo tłumu, chaosu organizacyjnego i braku informacji wszyscy pielgrzymi zachowywali się bardzo spokojnie i przyjacielsko. Pomimo ogólnego zdenerwowania, a nawet początków paniki w metrze dobry nastrój się nie ulotnił, co było głównie słychać w pociągach: śpiewom nie było końca. Choć nawiązane w takich warunkach znajomości siłą rzeczy nie mogły trwać dłużej niż podróż pociągiem czy czas spędzony w kolejce, miłe wspomnienia rozmowy z Amerykaninem, Brazylijką czy Włochami pozostaną mi na długo w pamięci. Ten jakże ważny wymiar międzyludzki - podczas Światowych Dni Młodzieży spotykają się przecież setki tysięcy młodych, zarówno katolików, jak i przedstawicieli innych wyznań z całego świata, od Chin zaczynając, poprzez Ukrainę, Francję, Brazylię na Stanach Zjednoczonych kończąc - okazał się niezmiernie ważny także w Kolonii, gdzie zwyczajna ludzka życzliwość była szczególnie potrzebna pośród wszechogarniającego zamieszania, z którym niemieccy organizatorzy nie byli sobie w stanie poradzić. W drodze powrotnej z Pola Maryi na oddalony z niezbadanych przyczyn aż o 20 kilometrów parking napotkaliśmy mieszkańców mijanych domów, którzy z uśmiechem machali do zmęczonych, ale radosnych pielgrzymów. Ci ludzie częstowali nas wodą, a inne napoje, coś ciepłego do zjedzenia (pierwszy ciepły posiłek od dwóch dni, gdyż obiecanych dwóch obiadów nie dostaliśmy na Polu) oferowali za symboliczne euro lub dwa.

Najmilszym dla mnie wspomnieniem są jednak wydarzenia poprzedzające kolońskie uroczystości. Otóż każda grupa miała okazję spędzić kilka dni w różnych diecezjach w całych Niemczech. Czas ten, nazwany "Tage der Begegnung", czyli "Dni spotkań", pozwolił na bliższe poznanie gospodarzy, nawiązanie współpracy, a także na duchowe przygotowanie do spotkania w Kolonii. Moja grupa "stacjonowała" w diecezji mogunckiej, w malowniczej krainie Odenwald w Hesji. Piękne krajobrazy, uroczy, ciepli i otwarci ludzie, którzy przyjęli nas do swoich domów, wszystko to sprawiło, iż żal było wyjeżdżać. W tym czasie mieliśmy okazję nie tylko nawiązać przyjaźń z naszymi "Gastfamilien", czyli rodzinami udzielającymi nam gościny, ale także zwiedzić miejsca związane ściśle z patronami XX ŚDM. Byliśmy więc w Spirze, gdzie mieszkała i pracowała św. Edyta Stein, a także w Moguncji, mieście związanym z postacią św. Benedykta. Z naszymi gospodarzami wspólnie pracowaliśmy podczas ogólnoniemieckiego "Dnia społecznego zaangażowania", budując plac Światowych Dni Młodzieży (budując dosłownie: kładliśmy kostkę brukową, malowaliśmy ławki, sadziliśmy drzewa), który, poświęcony przez proboszcza, posłuży parafianom jako miejsce spotkań i na pewno będzie przypominał im o nas. Urządziliśmy także wycieczkę do położonej na wzgórzu, urokliwej kapliczki św. Walpurgii, gdzie odprawiliśmy polsko-niemiecką mszę świętą przy świetle świec. Najbardziej wzruszającym momentem okazał się śpiew na zakończenie. Ktoś znalazł tekst Barki po niemiecku i wspólnie, przy akompaniamencie akordeonu, śpiewaliśmy ulubioną piosenkę Jana Pawła II... symultanicznie: Niemcy śpiewali po niemiecku, my po polsku. Gwiazdy nad nami, migoczące światło świec, dookoła cichy i ciemny las. Jestem pewna, że zmarłemu Ojcu Świętemu bardzo by się to podobało. Dzięki takim wzruszającym chwilom, a także radosnym momentom - na przykład w czasie towarzyskiego meczu piłki nożnej (wygraliśmy!) czy wieczoru międzynarodowego, podczas którego prezentowaliśmy małopolską kulturę i kulinarne specjały, tańczyliśmy i śpiewaliśmy - nić przyjaźni nawiązana w ciągu tych kilku dni przetrwa na pewno dłużej niż znajomości z Kolonii. Wiemy, że gdybyśmy kiedyś chcieli wrócić do Hesji, mamy u kogo się zatrzymać, a i my czekamy na naszych znajomych w Krakowie. Myślę, że prawdziwą wartością, skarbem tych dni jest właśnie ta iskierka dobra i ciepła, którą zostawiliśmy w Odenwaldzie i którą przywieźliśmy ze sobą do domu. Spotkanie z Papieżem w Kolonii tylko ją w nas wzmocniło i upewniło, że niezależnie od kraju pochodzenia wszyscy tworzymy jedną, światową wspólnotę.

ANNA SZKLARSKA, ur. 1985, studiuje socjologię w Wyższej Szkole Europejskiej im. Józefa Tischnera.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.