Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

WRZESIEŃ 2005, NUMER 604

Strona główna

Eucharystia jako uobecnienie


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

TEMATY I REFLEKSJE

 

Stanisław Stomma - realista i romantyk

Henryk Woźniakowski

Kiedy umiera osoba wielkiego formatu, pojawia się nieuchronne pytanie: co ona po sobie pozostawia? Co pozostawia po sobie Stanisław Stomma, którego Pan Bóg obdarzył długim życiem, doświadczeniem kilku epok? Nie umniejszając w niczym znaczenia prac naukowych Stommy, Jego publicystyki i książek historyczno-politycznych, sądzę, że to nie one są najtrwalszym dziedzictwem autora rozprawy poświęconej stosunkom polsko-niemieckim: Czy fatalizm wrogości? Najcenniejszym spadkiem po Stommie jest w moim przekonaniu pewien styl uprawiania polityki, a może raczej - styl bycia i działania w przestrzeni publicznej. Styl ten dobrze ilustruje kilka słów czy haseł-kluczy, powołanych do życia przez Stommę lub zapożyczonych od któregoś z cenionych przezeń autorów, a ostatnio we wspomnieniach pośmiertnych często i słusznie przywoływanych: "mądrość etapu" i "perspektywa długiego trwania", "wszystko kocham, co paliłem, wszystko palę, co kochałem" (to z Mackiewicza), "Polska leży nad Wisłą" (to z Gołubiewa), "imponderabilia", "wyspy wolności", "neopozytywizm"...

Jaka sylwetka Stanisława Stommy wyłania się z tych kilku słów- -haseł? Widzimy w nich polityka, którego ideałem jest realizm, a więc branie pod uwagę rzeczywistego rachunku sił i dogłębne rozumienie procesów zachodzących w danym momencie historycznym: ich logiki, motywacji aktorów indywidualnych i zbiorowych. Taki polityk przede wszystkim pragnie być skuteczny, a więc osiągać maksimum tego, co w danym momencie jest możliwe do osiągnięcia z punktu widzenia zbiorowości, jakiej służy. To znaczy: z punktu widzenia Polski i jej interesu - bo Polska, bez żadnych dodatkowych określeń, po prostu Polska, była tą wspólnotą, której Stanisław Stomma był wiernym sługą, niezależnie od tego, czy mieszkał w Wilnie, w Krakowie czy w Warszawie i czy w danym momencie był katolickim publicystą, nauczycielem akademickim czy posłem na Sejm. Ten realizm ma jednak, po pierwsze, szeroki, historyczny horyzont, nie ogranicza się nigdy tylko do drobnych lokalnych rozgrywek - ale odnosi wydarzenia do szerokiego tła, na którym widnieją postacie Piłsudskiego, Wielopolskiego, gen. Henryka Dąbrowskiego, ale i Stefana Batorego oraz niektórych Jagiellonów i Piastów. Taki rodzaj realizmu pozostaje zatem zawsze wierny zbiorowej tożsamości: zarówno tożsamości historycznej, "wielkiej narracji", którą współtworzyli w sposób Stommie szczególnie bliski autorzy tacy jak Paweł Jasienica czy Antoni Gołubiew. Po wtóre zaś, realizm ten ma wyrazisty horyzont moralny, wyrażający się przez krystalicznie jasne rozróżnienie pomiędzy polem koniecznych kompromisów a dziedziną imponderabiliów - zasad, których się nie negocjuje. Stąd płynie, z jednej strony, nieideologiczny charakter polityki uprawianej przez Stommę: ideologia nie była Mu do niczego potrzebna, zamiast niej bowiem miał rozeznanie potrzeb chwili, znajomość historii, moralną jasność i wielką odwagę osobistą. Z drugiej strony natomiast - charakterystyczne połączenie elastyczności i wyczucia granicy. Przychodzi taki moment, kiedy możliwości kompromisu już nie ma. Wtedy trzeba powiedzieć, jak Tomasz More u Hanny Malewskiej: "odmawiam".

Służąc Polsce, Stomma jako pisarz i polityk musiał też umieć "spalić" swoje dawne umiłowania, nie tracąc z oczu tego, co najważniejsze. I tak Stomma umiał opuścić swoją ukochaną Litwę, umiał oderwać się od swego ideału Polski jagiellońskiej, kresowej i wielonarodowej na rzecz Polski piastowskiej, monoetnicznej, nadwiślańskiej (a nie nadniemeńskiej ani naddnieprzańskiej) jako tego, co możliwe i co obiektywnie spełnia polską rację stanu na danym etapie. To był niewątpliwie jeden z Jego dramatów - któremu mężnie i twórczo podołał.

"Neopozytywizm", wspólne dzieło Stommy i Kisielewskiego (ale też z udziałem Gołubiewa i Turowicza), nie był żadną ideologią. To była raczej pewna dyrektywa, to było poszukiwanie - praktykowane znacznie wcześniej, zanim powstała ta nazwa - możliwości tworzenia czy chronienia wysp wolności w totalitarnym ustroju: "Tygodnika Powszechnego", "Znaku", Koła Posłów Znak, Klubu "Dziekania". To było przede wszystkim poszukiwanie w ludziach i w zdarzeniach tego, co pozytywne, co budzi nadzieję, i odwoływanie się do tej jasnej strony ludzkiej natury, charakterów i zdarzeń dziejowych. Dla żarliwego katolika, jakim był Stanisław Stomma, taka postawa jest poniekąd oczywista. Wszystko, co istnieje, nosi jakieś znamię pozytywności. Nawet sam szatan - jak twierdzi ks. Wacław Hryniewicz - kiedyś zostanie pokonany i zbawiony, bo w samym jego istnieniu zawiera się już jakiś element pozytywny. A tym bardziej w ludziach - dlatego Stomma potrafił nawiązać ludzki kontakt z niektórymi prominentami reżymu (na przykład z Kliszką), co przynosiło niekiedy konkretne pozytywne owoce, bowiem racje Stommy bywały wysłuchiwane. Stomma umiał też jasno widzieć te elementy polskiej racji stanu, które spełniało komunistyczne państwo i - poprzez swą politykę pojednania z Niemcami - potrafił te elementy wzmacniać. Co bynajmniej nie odbierało w Jego oczach idei komunistycznej jej zasadniczo negatywnego i kłamliwego charakteru. Ale nie na tym aspekcie koncentrował swoje wysiłki. Koncentrował je na tym, co pozytywne, twórcze, żywe, oryginalne. Wolał pracować "na rzecz", "dla" niż "przeciw". I nie było w tym żadnego optymistycznego naiwniactwa. Nie darmo jednym z najważniejszych Jego mistrzów był chrześcijański pesymista Marian Zdziechowski; nie darmo Stomma przyznawał się do filozoficznej bliskości z Kantem i fascynował się próbami chrześcijańskiej (a nawet katolickiej) interpretacji Kanta podejmowanymi przez Mirosława Dzielskiego.

Kładąc nacisk na realizm Stanisława Stommy, na rolę geopolityki w Jego myśleniu, na Jego polityczną elastyczność, często umieszcza się Go w obozie "realistów" czy "pozytywistów" przeciwko "romantykom". Tymczasem - nic bardziej niesłusznego! Stomma sytuuje się ponad - czy poza - tym podziałem, który przebija z Jego niewygasłego do końca życia podziwu, a może nawet "krytycznej miłości" do postaci Marszałka. Stomma - wielki, całkowicie bezinteresowny Polak - musiał być po części romantykiem. Wielekroć dawał temu wyraz. "Inspiracje romantyczne mogą być źródłem wielkości, ale tylko tam, gdzie się rzeczywiście rzeźbi bryłę historii - w konfrontacji z prawdziwą rzeczywistością, z wyczuciem nurtów biegnących przez świat", pisał. A gdzie indziej: "pozytywizm (...) to był taki ascetyczny romantyzm przez łzy".

Stanisław Stomma był wielkim, "ascetycznym" patriotą, na którego wargach wyraz "Ojczyzna" pojawiał się rzadko, wymawiany głosem ściszonym i z największym uszanowaniem. Trudno dziś nie patrzeć na Jego mogiłę - przez łzy.

HENRYK WOŹNIAKOWSKI, ur. 1949, publicysta, tłumacz, prezes wydawnictwa Znak, członek redakcji miesięcznika "Znak".

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.