
Zdarzenia-książki-ludzie
Filozofia dla dzieci (całkiem małych i całkiem dużych)
Anna Głąb
Maciej Wojtyszko, Bromba i filozofia, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2004
Gdzie jest koniec świata? - usłyszałam kiedyś z ust pięcioletniego Mateusza, rodzinnego eksperta od trudnych pytań. Pytanie to wyskoczyło z jego umysłu niczym para wodna z czajnika z gotującą się wodą. Zaczerwieniłam się gwałtownie (pewnie pod wpływem temperatury, z jaką zostało ono wypowiedziane), po czym zaczęłam "pleść" coś o średniowiecznych wizjach kosmosu, w których Ziemię z obu jej "końców" podtrzymywały potwory, kontrastując te średniowieczne wyobrażenia z odkryciami Kopernika i posiłkując się uczenie wskazywaniem na globus. Nie wiem, czy Mateusz mi uwierzył, ale ja doszłam do przekonania - po kilku latach studiowania filozofii na uniwersytecie - że największymi filozofami są dzieci, a filozofowie to mędrcy, którzy potrafią uwolnić w sobie dziecięcy śmiech. Dziecięce pytania - poprzez swoją trudną prostotę - wytrącają "jajogłowych" z dogmatycznej drzemki i leniwego samozadowolenia, zmuszają do przemyślenia odwiecznych problemów i do zrewidowania schematów myślowych. Twarzą w twarz z dziecięcym pytaniem, wypróbowane ścieżki myślenia domagają się korekty, a przynajmniej przestają być niepowątpiewalne.
Jak pisze Maciej Wojtyszko w swojej najnowszej książce dla dzieci, która otrzymała tytuł książki roku 2004 przyznany przez Polską Sekcję International Board on Books for Young People, pytanie "dlaczego?", a w zasadzie pytajnik, od którego zaczynają się podstawowe pytania filozoficzne, powstaje na skutek... kopnięcia. Coś (wszechświat? sens? bezsens?) "kopie" nas, pozbawiając bezpieczeństwa schematycznych odpowiedzi, co z kolei wyzwala pytania, i w ten sposób zaczyna się przygoda z filozofią. Książka Wojtyszki ma - w zamierzeniu autora - pełnić rolę "przewodnika po niepokojach metafizycznych" i rzeczywiście pełni ją na kilku poziomach: dziecko zostaje bowiem "kopnięte" przez Brombę przynajmniej trzy razy. Pierwszy raz, gdy uczy się pewnej techniki myślenia filozoficznego (czyli logiki rozumianej jako sprawność myślenia). Drugi - gdy zostaje wprowadzone w teorię poznania, w której kluczowymi pojęciami są prawda i pewność. Trzeci raz - kiedy mierzy się ze światem niepokojów metafizycznych (choć w okrojonym sensie) i etycznych.
O tym, na czym polega logiczne myślenie, dziecko dowiaduje się w pierwszych rozdziałach książki i od razu zostaje wrzucone na (mniej lub bardziej głęboką) wodę sylogizmu. Wojtyszko nie zadowala się jedynie abstrakcyjnym określeniem logiki. Logika jako sztuka wyciągania wniosków na podstawie przesłanek natychmiast znajduje w jego książce zastosowanie. W jaki sposób? Bromba z przyjaciółmi zauważa, iż to, że w dzbanku nie ma śmietanki, wynika z wielu przesłanek, na przykład z tego, że ktoś wcześniej ją wypił lub że przeciekła przez dziurawe dno dzbanka, lub że została odprowadzona za pomocą specjalnej rurki do innego naczynia, lub że wyparowała od długiego stania, lub że mogła zostać wylana z dzbanka przez pomyłkę, lub przez pomyłkę nie nalana itd. Dziecko poznaje w ten sposób smak dedukcji (zanim zacznie czytać zimne, choć profesjonalne wywody dedukcyjne Herkulesa Poirot), przy okazji dowiadując się, że logika nic nie mówi o prawdziwości bądź fałszywości przesłanek i wniosków (dowód logiczny może być poprawny, choć wniosek może być nieprawdziwy). Dziecku zostaje uświadomione także i to, że nie wszystko można podporządkować logice i sylogizmom. Największe zastosowanie sylogizmy uzyskują w ramach nauk ścisłych i przyrodniczych, natomiast niekoniecznie stosuje się je np. w poezji, która może być rozmaicie przez różne osoby rozumiana. Na przykład Fumicy Lali może wydawać się, że pisze wiersze. Sylogizm byłby w tym wypadku następujący: "Lala pisze wiersze. Osoby piszące wiersze to poeci. Ergo: Lala jest poetką". No, cóż... Wszystko zależy od tego, co kryje się pod desygnatem nazwy "poezja". Potrzebna jest zatem definicja poezji. Dziecko zostaje wprowadzone dalej w sztukę definiowania.
Na poziomie epistemologicznym dziecko przechodzi burzę mózgu, jeśli chodzi o zagadnienie prawdy. Prawda i fałsz istnieją (choć Kot Makawity proponuje przyjaciołom zastanowić się, co by było, gdyby prawda nie istniała), dlatego nawet jeśli ktoś mówi, że nie ma prawdy, mówi prawdę lub kłamie. Jeśli mówi prawdę, to, co mówi, jest prawdą. Gdy kłamie, to, co mówi jest fałszem. Po tym olśniewającym odkryciu Bromba dochodzi do wniosku, że trudno dyskutować o prawdzie i fałszu, jeśli zakłada się, że ich nie ma. Ktoś, kto mówi, że nie ma prawdy, przypomina Brombie znajomego Fuma, który uważał, że kiedy stłucze termometr, nie będzie miał gorączki. Bromba i jej przyjaciele pytają też o to, czy można w ogóle być pewnym istnienia świata: Co mogłoby być dowodem na jego istnienie? Może wszystko jest iluzją? "Uszczypnij mnie, a powiem ci, czy istniejemy..." - czy to racjonalny sposób poszukiwania pewności? Gdybyśmy nie istnieli, nie moglibyśmy się szczypać! Ale szczypanie też może być złudzeniem... Bromba uważa, że z tego impasu może wyprowadzić nas tylko pewność tego, że wątpimy - skoro zaczynam powątpiewać w siebie, natychmiast pojawia się we mnie pytanie: ale kto wątpi, jeśli nie ja? Jednak upatrywanie pewności w zwątpieniu - zdaniem Kota Makawitego - przypomina nieco próby złapania się za własny ogon. Od tego kręcenia się celem uchwycenia własnego ogona (czyli od filozofii) rozwinęły się jednak nauki, zauważa Bromba.
W sferze etyki dziecko musi zmierzyć się z pojęciem wolności. Czy wolność oznacza nieobliczalność? Czy w wyobraźni Gluś może złapać Makawitego za ogon i kręcić nim młynka w powietrzu? Zapewne Makawity nie padłby zemdlony, ale czy można tak nawet myśleć? O wiele istotniejsze od tego, co się myśli, jest - zdaniem Bromby - to, co czynimy, i to, czego nie czynimy (lub nie uczyniliśmy). Pańcia nie uratowała z szalejącego nurtu Asiaka, ponieważ nie chciała wchodzić do wody w nowym ubraniu. Kajetan (jako jedyny detektyw w towarzystwie) określił jej postawę jako przestępstwo przez zaniechanie, natomiast sama Pańcia tłumaczyła się tym, że dla niej czystość i porządek są najważniejsze, dlatego nie mogła ratować Asiaka, ponieważ ubrudziłaby sobie buty. Ciekawe jest wyjaśnienie Bromby: niebezpieczne jest dążenie do obrony swoich wartości za wszelką cenę, dlatego nie zawsze postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami jest co najmniej rozsądne. Czy jednak nie byłoby lepiej powiedzieć, że istnieje hierarchia wartości, która pozwala nam w sposób obiektywny odróżnić wartość życia Asiaka od wartości czystości bucików Pańci? Nulek bez zastanowienia rzuca się na pomoc Asiakowi, tłumacząc swój czyn tym, że osoby stojące na brzegu patrzyły tylko na niego, tak jakby był jedynym człowiekiem, który ma pomóc tonącemu. Takie wyjaśnienie zachowania Nulka jest najlepsze z możliwych, nakłada bowiem na każdego człowieka - już od najmłodszych lat - pewną odpowiedzialność za drugiego, choćby anonimowego człowieka żyjącego gdzieś na końcu świata. Dziecko w ten sposób zostaje wprowadzone w świat konkretnej wrażliwości, w którym ja jestem odpowiedzialny za ból świata, w którym wszyscy patrzą na mnie, gdy ktoś potrzebuje pomocy.
Jeśli chodzi o poziom metafizyczny książeczki Wojtyszki, to muszę powiedzieć, że trochę rozczarowuje. Z pojęć metafizycznych dziecko poznaje tylko pojęcie czasu. Niejeden więc powie: cóż to za filozofia, która nie jest otwarta na nieskończoność, która nie podejmuje zagadnienia istnienia Absolutu, a trudni się jedynie suchym rozważaniem abstrakcyjnych zagadnień? Bromba omija pytania o nieskończoność nie dlatego jednak, że uważa je za niepotrzebne, lecz raczej dlatego - wyjaśnia Wojtyszko - że sama nie wie, jak mogłaby na nie odpowiedzieć. Jej lęk przed pytaniem o człowieka i Boga bierze się stąd, że ma kolosalne trudności z wyjaśnieniem sobie zakresu tych pojęć. Czy jednak jest to przekonujące wyjaśnienie? Wydaje się, że w filozofii odpowiedzi nie są tak ważne jak pytania, dlatego pominięcie milczeniem w filozofii problemu Absolutu wydaje się błędem.To, że nie jesteśmy w stanie dać odpowiedzi, nie zwalnia nas z powinności stawiania pytań. Usprawiedliwić Brombę możemy jednak tym, że cisza wokół tych problemów nie oznacza u niej braku szacunku, lecz jego nadmiar, ponieważ - zgodnie z tym, co mówił Ludwig Wittgenstein - o czym nie można mówić, o tym należy milczeć. Głębia - jak zauważa skryba Puciek skrzętnie notujący dyskusje Bromby z przyjaciółmi - wymaga po prostu lepszej sieci, którą Bromba nie dysponuje.
Prawdziwe zamieszanie w główkach czytelników wprowadza wizyta Zwierzątka, eksperta od Chaosu, uosobiającego nurt postmodernizmu w filozofii. Zwierzątko jest z temperamentu dekonstrukcjonistą, nieufnym wobec rozstrzygnięć Rozumu. Zajmuje się namiętnie dekonstrukcją pojęć. Po dekonstrukcji pojęcia brudu stwierdza zuchwale, że w odmiennych warunkach brud może okazać się czystością, a czystość brudem, dlatego pojęcie brudu jest względne. Zdekonstruować w ten sposób można wszystko - nie ma nic wyróżnionego, nic nie jest ostateczne. Znaczenia nazw są względne, dlatego nie należy się nad nimi zastanawiać. Trzeba pytać tylko o ich zastosowanie. Zwierzątko uważa, że by zrozumieć język, którym operujemy, nadając na przykład nazwy rzeczom, nie możemy wyjść poza niego. Skandalem jest, że poszukuje się pewności, posługując się słowami. Grając na organkach i stepując w rozsypanej mące (i wykonując przy okazji wiele innych dekonstruktywnych działań), Zwierzątko wygłasza dekonstruktywną tezę dekonstrukcjonizmu: krytycyzm wobec wszystkiego, również wobec samej krytyki! W wyniku wizyty Zwierzątka powstaje taki zamęt, że naturalne wydaje się pytanie, kto to wszystko posprząta (i w norce Glusia, i w filozofii...). Zwierzątko po wygłoszeniu tyrady o ponowoczesności biegnie dekonstruować literę "P". Miejmy nadzieję, że najmłodszy adept filozofii nie będzie brał z niego przykładu!
Gdyby można było porównać Brombę i filozofię do którejś z najsłynniejszych książek na świecie czytanych zarówno przez dzieci, jak i przez dorosłych, wskazałabym na Alicję w krainie czarów i Małego Księcia (choć dołączyłabym tu również niezapomniane Muminki, Opowieści z Narni lub mniej znaną, lecz świetną książkę Fynna Halo, pan Bóg? Tu Anna...). Cel takiej literatury jest niewątpliwie wychowawczy, choć nie ma nic wspólnego z łatwym moralizatorstwem czy płaskim dydaktyzmem. Główna bohaterka Carrolla, Alicja, przechodząc przez serię niesamowitych przygód w Krainie Czarów i Po Drugiej Stronie Lustra, nieustannie czegoś się uczy, zadaje pytania ("Kim jestem?", "Którędy powinnam pójść?"), dzieli się swoimi wątpliwościami, zdumiewa się czymś, jednym słowem, dojrzewa do pełniejszego i bardziej świadomego życia intelektualnego. W Małym Księciu Antoine'a de Saint-Exupéry nacisk kładzie głównie na dojrzewanie do życia dobrego i odpowiedzialnego, wrażliwego na to, że "najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" i że "szukać należy sercem". Mały Książę kształtuje więc przede wszystkim dojrzałość moralną i uczuciową. Fynn w książce Halo, pan Bóg? Tu Anna... uwrażliwia na przyjaźń z Bogiem, niewidzialnym, choć obecnym w życiu duchowym człowieka. Czym - na tym tle - jest książka Macieja Wojtyszki? Jest zbiorem problemów filozoficznych prezentującym filozofię jako metodę ich dociekania poprzez precyzyjne stawianie pytań (choć spectrum jest węższe niż w filozofii rozumianej jako najstarsza z dyscyplin akademickich) i sposób ich dyskutowania. Bromba krok po kroku, niczym Sokrates, za pomocą pytań, budzi w przyjaciołach myślenie. Nie należy z nim jednak pozostać samemu - rozmowa po każdej z takich czytanek jest, zdaniem autora, konieczna, wtedy bowiem dziecko uświadamia sobie wyraźniej problematykę, a także uczy się trudnej sztuki dyskutowania.
Czasami marzę o napisaniu podręcznika dla dzieci. Zastanawiam się wtedy, jak mógłby on wyglądać? Taka forma docierania z filozofią do najmłodszego adepta powinna porządkować myślenie, promować pewną kulturę myślenia, dyskutowania, stawiania pytań, co we współczesnej szkole - pozbawionej elementarnych podstaw nauczania filozofii - należy do umiejętności "wymarłych". Tutaj nasuwa mi się pytanie, czym zatem powinna być filozofia dla dzieci. W jakiej formie należałoby jej uczyć? Jak pomóc dzieciom myśleć o świecie, aby nie poczuły się przygniecione ciężarem bezsensownych pytań i by umiały radzić sobie w świecie pełnym myślowych pułapek? Jak pomóc im odnaleźć się w świecie myśli tak, aby nie zepsuć ich ciągnącym się w nieskończoność kwestionowaniem tez lub radykalnym, wręcz dogmatycznym przedstawianiem swoich opinii na jakiś temat? Jak uchronić je, z jednej strony, przed relatywizmem, a z drugiej strony - dogmatyzmem w myśleniu? Co zrobić, aby Zwierzątko "nie zaczarowało" różdżką rutyny zwinnego jak źrebak umysłu dziecka?
Kiedy na Targach Książki w Krakowie podeszłam z Brombą... po autograf do Macieja Wojtyszki, ten westchnął i powiedział: "Zawsze chciałem, by moje książki czytali dorośli...". Może rzeczywiście Bromba i filozofia (i nie tylko) jest również lekturą dla nas? Dlaczego? Abyśmy pozwolili na roześmianie się w sobie dziecięcych pytań. Abyśmy zgodzili się na swoją błogosławioną nieudolność w szukaniu odpowiedzi... Abyśmy pamiętali, że jesteśmy ciągle na początku drogi... Przecież Lewis Carroll napisał drugą część Przygód Alicji na życzenie królowej Anglii, Wiktorii, w której nagle roztańczyły się dziecięce pytania...
ANNA GŁĄB, ur. 1979, doktorantka w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej na Wydziale Filozofii KUL.
POCZĄTEK
STRONY |