
Zdarzenia-książki-ludzie
Midrasze wolności
Ireneusz Krzemiński
Paweł Śpiewak, Midrasze.
Księga nad księgami,, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004
Nie jest łatwo pisać o książce przyjaciela, która wydaje się wyrastać z osobistych doświadczeń i która dotyka również niezwykle osobistych strun we mnie jako czytelniku. Tym bardziej że jest to książka o głęboko przeżytym doświadczeniu religijnym, choć przekazanym w wielce intelektualnym wywodzie. A jest to wywód, którego forma ma niezwykle długą historię! Wszystko jest tym bardziej skomplikowane, że dotyczy historii religii żydowskiej - jest to opowieść o midraszach, która sama jest nowym midraszem, czyli komentarzem do objawionego Słowa. Ta książka to midrasze intelektualisty i naukowca napisane u samego początku nowego wieku, podwójnie nowego dla Polski, która jest tu ważnym odniesieniem. Doniosły jest sam fakt, że oto na polskiej ziemi, odradzającej się po komunistycznej, niszczącej niewoli - na ziemi, gdzie, mogłoby się wydawać, można co najwyżej sięgać do przeszłości i gdzie religijni Żydzi przyjeżdżają na groby swych cadyków - pojawia się oto współczesna, aktualna żydowska refleksja nad Biblią, nad Torą. Dla ogółu Żydów polska ziemia jest jednak cmentarzem i znakiem żałoby niemal całego narodu. Tym bardziej znacząca jest książka Pawła Śpiewaka. Sama staje się ważnym znakiem: ścięte drzewo wielkiej żydowskiej tradycji i kultury nie zamarło - wypuszcza swoją nową, świeżą gałązkę. Nie w Izraelu, nie w Stanach Zjednoczonych, ale tutaj, gdzie przez wieki rozkwitała kultura i myśl judaizmu.
To "tutaj" zapewne nigdy nie było owej kulturze zbyt życzliwe, co najwyżej pozwalało jej rozwijać się i żyć własnym życiem. Mimo sąsiedztwa zasmucający był powszechny brak wiedzy o żydowskiej religii i obyczajach. Polska społeczność ani nie znała, ani nie chciała poznać tradycji, z której przecież wyrastała: bo nie ma Nowego Testamentu bez Starego, Nowego Przymierza bez Starego Przymierza zawiązanego przez Boga z narodem żydowskim. Ale ten jawił się jako "obcy", oddzielony i snuto na jego temat zastraszająco prostackie i głupie rozważania, a czasem tworzono zgoła zbrodnicze wyobrażenia.
Wolność i niepodległość ludzkiego myślenia
W drugim rozdziale rozważań autor przytacza midrasz talmudyczny. Opowiada on o sporze pięciu rabinów - mędrców Tory - z rabim Eliezerem o to, jak powinien być zbudowany koszerny piec. Mieli inne zdanie niż rabi Eliezer, ten więc, na poparcie słuszności swej opinii, dokonał kilku cudów, co jednak dalej nie przekonało pozostałych mędrców. Wreszcie z nieba odezwał się sam Pan Bóg, który poparł rabiego Eliezera, mówiąc: "Prawo jest takie, jak on powiada. Wtedy rabi Jehoszua wstał i powiedział: Nie jest ono w niebie" (s. 22). Mędrcy rabini skrytykowali samego Boga, bo, jak rzekł Rabi Jirmija: "Tora została już dana na górze Synaj [a więc nie znajduje się w niebie]. Nie zważamy na żaden głos Boski, albowiem już na górze Synaj zapisałeś w Torze, że [powinniśmy] postępować wedle większości". Skoro więc - można powiedzieć - zostawiłeś nam prawo decydowania, nie powinieneś teraz włączać się do dyskusji i interweniować!
I taki jest w swej wymowie dalszy komentarz do przytoczonej opowieści. Dotyczy on spotkania rabiego Natana z prorokiem Eliaszem, który opowiedział mu, co zrobił Pan Bóg, przysłuchując się przytoczonej wcześniej wypowiedzi rabiego Jehoszuy i Jirmija: "Bóg się uśmiechnął i powiedział: Moje dzieci pokonały Mnie, Moje dzieci pokonały Mnie" (s. 22). Uznał więc ich prawo do własnego sądu.
Gdy pierwszy raz czytałem tę opowieść, zachwyciła mnie i zdumiała. Bo to opowieść o ludzkiej niezależności w wydawaniu sądów, która paradoksalnie najgłębiej wiąże ludzi - ich refleksję, rozważania i postępowanie - z Bogiem i Jego Słowem. To sam Bóg daje nam prawo do dysputy, a nawet do kłótni z Nim samym. Paweł Śpiewak konkluduje, że wiedza płynąca ze studiowania Tory - Bożego słowa - musi opierać się na racjonalnych, ludzkich rozważaniach: "Tora nie jest w niebie. Pobożni Żydzi, za pośrednictwem swoich rabinów, biorą odpowiedzialność za Prawo i za swoje zobowiązania wobec Pana" (s. 23). Wolność, która pozwala na spór z samym Bogiem, jest równocześnie nakazem myślenia, nakazem szukania mądrości, która - jak pisze Autor - "rodzi się ze spotkania i wymiany poglądów. Jest usytuowana między ludźmi, w żywej wspólnocie".
Wolność - wolność myślowych i duchowych poszukiwań, czy wręcz nakaz poszukiwania sensu nierozerwalnie spleciony ze studiowaniem Bożego Słowa - to jedna z podstawowych osi, które organizują midraszowe rozważania Śpiewaka. Jest to jednocześnie jedna z podstawowych zasad całej kultury judaizmu. Wobec tej wolności sam Bóg niejako "kapituluje", pozostawiając przymierze i nadane raz prawa w rękach ludzi. Midraszowe rozważania Śpiewaka przeniknięte są tym dumnym duchem, który wyziera z przytoczonej opowieści o sporze między rabinami i o ich reakcji na Boską ingerencję w dyskusję. Wiara religijna nie oznacza tu umysłowego podporządkowania się jakimś gotowym formułom. Wręcz przeciwnie: im wiara silniejsza, tym bardziej odważna w podejmowaniu dyskusji - choćby nawet z samym Bogiem. Midraszowe rozważania są swego rodzaju manifestem duchowej i umysłowej odwagi i niepodległości.
Wydawać by się mogło, że po doświadczeniach II wojny światowej powinno nastąpić wyciszenie ruchu eugenicznego. Magdalena Gawin zauważa, że wiele osób czynnych przed wojną w ruchu eugenicznym pomija w swoich wspomnieniach tę sferę swojej działalności. Mimo to po wojnie udało się Leonowi Wernicowi, jednemu z głównych aktywistów tego ruchu, reaktywować Polskie Towarzystwo Eugeniczne przy poparciu Ministerstwa Zdrowia. Ciekawe, że problematyką eugeniczną było zainteresowane Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które zorganizowało dla swoich pracowników odpowiednie kursy i poradnie przedślubne. Autorka odkryła, że jeszcze w 1955 roku na konferencji dotyczącej alkoholizmu padały głosy domagające się sterylizacji chorych wenerycznie i alkoholików. Ogólnie jednak od początku lat 50., wraz z narzuceniem teorii Łysenki, stłumione zostały zarówno genetyka, jak i ruch eugeniczny jako przejawy wrogiej klasowo ideologii i rasizmu.
Trudno nie odnieść tego do tradycji wyznaczającej polskie "tutaj". Nasza tradycja religijna jest tradycją katolicką, która mimo rewolucyjnych poczynań Soboru Watykańskiego II wciąż strzeże prawowitości religijnych myśli i przeżyć. Być może zresztą chodzi tu nie tyle o dogmatyczne zasady, ile o to, że instytucjonalnie wyznaczana i strzeżona jest właściwa interpretacja religijnego przekazu. Tym większe wrażenie robią na czytelniku referowane przez Autora rozważania rabinów, twórców midraszy, w których refleksja i namysł nad sensem przekazanych Bożych słów łączy w sobie niepodległość ludzkiego rozumu z niezmiernym, czułym szacunkiem wobec Słowa i jego Dawcy. Niepodległość i wolność połączone są z ogromną troską o wierność przekazowi. Tej odpowiedzialnej wierności sprzyja właśnie dyskusja, wspólne snucie rozważań, a nawet spór o właściwą interpretację.
Serce i umysł w poszukiwaniu mądrości
Znaczenie namysłu nad przekazem biblijnym wiąże się z ogromnym szacunkiem dla myślenia. Ale refleksja ta nie jest refleksją zimną, pozbawioną uczuć. Można powiedzieć, że najbardziej intelektualne rozważania na temat konsekwencji przyjętych tez wynikają z umiłowania danego nam Słowa. Piszę "nam", bo przecież znaczna część Tory, o której pisze Śpiewak, jest też częścią chrześcijańskiej, katolickiej Biblii.
Midrasze pokazują, jak dalece serce i rozum powiązane są ze sobą w dziele poszukiwania mądrości. Mądrość wyrasta z serca i do serca przemawia, ale czyni to w zaskakująco inny sposób, niż dzieje się to w polskiej tradycji. Mojej lekturze rozważań midraszowych Pawła Śpiewaka często towarzyszyła myśl, że żydowska tradycja inaczej rozwiązuje dylemat, który w polskiej tradycji zapisał się arcysławnym wersem przeciwstawiającym mędrca oko i patrzenie sercem. Opozycja "uczuć" i "rozumu" nie jest, rzecz jasna, czymś charakterystycznym tylko dla Polski: w mniejszym lub większym stopniu dotyczy tradycji europejskiej, zwłaszcza tej romantycznej. I nie tylko w Polsce konsekwencje tego przeciwstawienia niechlubnie odcisnęły się na dziejach kultury. Przeciwstawienie "prawdy rozumu" i "prawdy uczuć" może - z jednej strony - prowadzić do cynizmu, a z drugiej - do równie niebezpiecznej dla uczuć religijnych sentymentalnej czułostkowości.
Midrasze Śpiewaka nie pozostawiają wątpliwości: niepodległość sądzenia zanurzona w interpretacyjnej debacie chroni przed religijną czułostkowością. Nieraz zresztą jesteśmy poddani straszliwej próbie uczuć. Na przykład wtedy, gdy stajemy - wraz z żydowskimi interpretatorami - u podnóża góry Moria. Wspinają się tam Abraham ze swym jedynym synem Izaakiem, synem-obietnicą. Abraham ma zgodnie z rozkazem Boga złożyć swego jedynaka w ofierze. Anioł powstrzymuje cios wzniesionego nad dzieckiem noża...
Wątek ten jest jednym z ważniejszych w refleksji autora książki, pojawia się bowiem nie tylko w rozważaniach poświęconych temu fundamentalnemu fragmentowi Tory. Autor pokazuje, jak tę scenę, wprawiającą uważnego czytelnika w konsternację, analizowała żydowska tradycja. Autor sam dokłada do wielowiekowej refleksji własną cegiełkę. Przywołuje słynne rozważania Kierkegaarda, który uznał, że sytuacja Abrahama jest niemożliwa do pojęcia, bo gwałci podstawowe ludzkie uczucia i napawa grozą. Przynajmniej on, Kierkegaard, odmawia możliwości wczucia się w taką sytuację. Nie do końca zgadzam się tu ze Śpiewakowym odczytaniem intencji duńskiego filozofa, ale to sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest to, że żydowska refleksja nijak nie mogła i nie chciała pominąć wczuwania się w sytuację Abrahama. I nie tylko Abrahama: położenie i doświadczenie Izaaka jest równie ważne (Kierkegaard całkiem je pomija). W dodatku najnowsze, XX-wieczne dzieje Żydów podsuwały porażające analogie między położeniem narodu żydowskiego a biblijną sytuacją i Abrahama, i Izaaka. Nakaz poszukiwania sensu Bożego przesłania płynął nie tylko z wewnętrznych pragnień: dramatyczne dzieje Izraela i sam żydowski los ten nakaz uzasadniały i wzmacniały, zarazem broniąc Żydów przed popadaniem w sentymentalizm.
Dwoistość oblicza Boga w obu Testamentach
Ale rozważania o sytuacji Abrahama, które odgrywają tak ważną rolę w opowieściach Śpiewaka, stanowią zarazem kolejne fundamentalne odniesienie do "polskiego tutaj". Sytuacja na wzgórzu Moria jest równie dramatyczna jak ta na wzgórzu Golgoty. Wydarzenia, które dokonały się na obu wzgórzach, ukazują rzeczywistość relacji Boga z człowiekiem. Miłość Boga nie jest łatwa, w niczym nie przypomina czułostkowych wzruszeń, można nawet powiedzieć, że jest twarda, choć nagradza i owocuje niezwykłymi dziełami. Najpierw owocuje ostatecznym powstaniem Izraela, narodu wybranego, potem - Zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa: kamieniem węgielnym nowej religii.
W obu opowieściach ujawnia się też dwoiste oblicze Boga: raz Tego, który wyśle anioły, abyś - jak mówi psalmista - "stopy nie uraził o kamień" (Ps 91), a raz Tego, który każe podnieść rękę na syna-obietnicę, syna-spełnienie marzeń. Albo też - jak wierzy chrześcijanin - na Tego, który jest Jego własnym Synem.
Wplatam w rozważania Pawła Śpiewaka wątek chrześcijański nie bez kozery. Sądzę, że Autor świadomie buduje niektóre wątki swych rozważań w odniesieniu do tradycji katolickiej czy w ogóle chrześcijańskiej. Jednym z najważniejszych wątków, których nie można było pominąć w rozważaniach dotyczących Abrahama, jest wspomniany już problem dwoistości obrazu Boga w ludzkim doświadczeniu. Kierkegaard wyraził całą grozę i zgrozę tego doświadczenia. W polskiej tradycji mamy wspaniałe, acz mało znane rozważania Karola Konińskiego, w których obsesyjnie powracał wątek Boga miłosiernego, współczująco nachylonego nad każdą istotą, i Boga groźnego, bezwzględnego, nakazującego czynienie rzeczy niemal nie do przyjęcia. W rozważaniach katolickich czy, szerzej, chrześcijańskich pojawia się pewien trop refleksji religijnej, przyjmującej postać przeciwstawienia dwóch Przymierzy i dwóch Testamentów: Starego, opartego na żydowskiej Torze, i Nowego, zbudowanego na ewangelii Jezusa Chrystusa. Groźna twarz Boga jest identyfikowana z Bogiem Starego Przymierza, Bogiem judaizmu, surowym Jahwe, a twarz miłosierna, współczująca - z Bogiem Nowego Przymierza, Bogiem Synem, założycielem chrześcijaństwa. U Konińskiego myśl taka - jeśli nawet ze znakiem zapytania - jest wyraźnie obecna.
Midraszowe rozważania Śpiewaka, które przerzucają metaforyczny pomost między górą Moria a wzgórzem Golgoty, ukazują, że owa dwoistość oblicza Boga, ważna w refleksji chrześcijańskiej, obecna jest tak naprawdę codziennie w życiu każdego człowieka wierzącego w Twórcę Biblii - zarówno chrześcijanina, jak i Żyda. Więcej: to nie dopiero przekaz Ewangelii wywołuje owo dręczące zadziwienie nad dwoistością obrazu Boga, dobrego, a dopuszczającego niezrozumiałe zło. To dręczące zadziwienie jest jednym z ważniejszych wątków midraszowych refleksji. Autor książki pokazuje, jak w przekazie Tory zmieniają się słowa określające Nienazywalnego. Raz obrazują Boga miłosiernego, kiedy indziej - Boga rozkazującego i sądzącego.
Ten wątek rozważań Śpiewaka godny jest podkreślenia. Pokazuje on bowiem zasadniczą wspólnotę istotnych elementów doświadczenia religijnego Żydów i chrześcijan. Dręcząca zagadka obecności zła w świecie, który Bóg stworzył jako dobry, zadziwiająca dwoistość Boga w ludzkim doświadczeniu i nieodparta potrzeba ludzkiego zmierzenia się z tymi zagadkami - to najgłębiej wspólna warstwa religijnego przeżycia i religijnej refleksji obu religii. Rozważania Śpiewaka skłonny jestem zinterpretować jako propozycję wobec polskiego "tutaj", w którym dokonuje się jego własna, odautorska refleksja. Jest to propozycja innego spojrzenia na judaizm, na żydowskie studia i myśli o Torze bedącej wspólnym rdzeniem wiary. Autor na wstępie mówi wprost, że w teologii i szerokiej refleksji religijnej katolicyzmu i całego chrześcijaństwa dominuje perspektywa chrystologicznego czytania Starego Testamentu. Najważniejsza jest taka analiza i taka interpretacja, jakiej prototyp zawiera choćby List do Hebrajczyków św. Pawła, a więc czytanie sensu Tory jako zapowiedzi pojawienia się Mesjasza - Jezusa. Sytuacje biblijne to jakby prototypy sytuacji i nauk ewangelicznych, a wedle tradycyjnej teologii - prefigury "prawdziwego" Przymierza i zbawienia za sprawą Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa.
Zaproszenie do wspólnoty
Współczesna refleksja chrześcijańska nad dziedzictwem Słowa biblijnego uległa rozszerzeniu, pogłębieniu, włączyła się w studia historyczne, literackie, filozoficzne, ale mimo wszystko w teologicznie "poprawnej" refleksji wciąż bazuje na odczytywaniu Starego Testamentu z punktu widzenia Nowego. Dlatego też "midraszowanie" Śpiewaka stanowi propozycję innego spojrzenia na wspólne dziedzictwo Słowa. Książka Śpiewaka jest z jednej strony prezentacją wielkiej, żydowskiej tradycji biblijnej refleksji, a z drugiej - zaproszeniem do wejrzenia w nią i poznania. Jeden i drugi zamysł ma - według mnie - niezwykle doniosłe i wręcz symboliczne znaczenie. Z jednej strony wprowadza w polski język i w polską tradycję rdzennie żydowską refleksję, stanowiącą jądro kultury judaizmu. Rozważania Śpiewaka o Talmudzie są zaproszeniem "tych tutaj" żyjących do wspólnego "midraszowania". Zaproszenie to jakby otwiera przed nami wielowiekowy skarbiec żydowskiej mądrości, pragnąc pokonać ciążącą na wspólnej historii polsko-żydowskiej wzajemną obcość i jakby osobność historii polskiej i historii żydowskiej.
Z drugiej strony wielkoduszne zaproszenie do wspólnego "midraszowania" i namysłu nad Torą-Biblią nie rezygnuje ani trochę z zaznaczenia swoistości i odrębności, z zarysowania odmienności obu tradycji. Tkwi w tej wielkodusznej propozycji także duma z dorobku własnej, żydowskiej kultury. I trudno nie zauważyć, że to dumne zaproszenie do wspólnego nachylenia się nad Słowem przeciwstawia się lekceważeniu i wrogiej nieprawdzie na temat żydowskiej tradycji, jaka wciąż rozpowszechniana jest w naszym polskim "tutaj", jakże często "tutaj" katolickim. Przecież prawdą jest, że w przykościelnych kioskach wciąż można kupić książki, w których wypisuje się horrendalne i pełne wrogości kłamstwa na temat żydowskiej tradycji, a zwłaszcza Talmudu - tego pierwszego zapisu "drugiej Tory", jak mówi nasz autor - Tory złożonej właśnie z przypowieści, z midraszowych refleksji nad Słowem.
Midrasze Pawła Śpiewaka wprowadzają żydowską refleksję, a tym samym i żydowską kulturę w tkankę "polskiego tutaj", jako coś żywego. Wierzę głęboko, że ta obecność jest i będzie znacząca. Po pierwsze bowiem, umacnia w polskiej kulturze, również tej religijnej, to wszystko, co sprzyja otwartemu i życzliwemu stosunkowi do żydowskiej obecności we wspólnych dziejach i do tego, co obydwie tradycje wzajemnie sobie zawdzięczają. Po drugie, prezentując się dumnie i otwarcie polskim, często uprzedzonym oczom, działa na rzecz rozszerzenia polskiego spojrzenia, zachęca do jego zmiany. Jest wezwaniem do zobaczenia tej głębszej wspólnoty wynikającej z miłości do wspólnego Boga Ojca i jego Słowa.
"Midraszowanie" Pawła Śpiewaka jest nie tylko szukaniem sensu i interpretowaniem Słowa, jest także zachwytem nad Słowem. Nie bez powodu podkreśla to sam Autor, przypominając, że pochodzi z rodziny poetów. I nie bez powodu przypomina swą matkę, Annę Kamieńską, poetkę katolicką, ale zarazem budującą w swej twórczości pomost między tradycją żydowską a chrześcijańską. Dziwnie plączą się ludzkie losy, bo oto przed laty autor tej książki o midraszach wprowadzał mnie w wielki świat religii chrześcijaństwa. Teraz, wyszedłszy ku starszej tradycji swego rodzinnego dziedzictwa, wprowadza mnie w świat religii żydowskiej. Ale zaprasza nie tylko mnie, zaprasza nas wszystkich - aby dwie tradycje, od wieków powiązane, a jednocześnie osobne, mogły zawrzeć nowe przymierze, zamieniając nienawiść i podejrzliwość w szacunek wobec różnic, szacunek, za którym dostrzec można to, co służy wspólnemu zachwytowi nad danym nam Słowem Jedynego Boga.
IRENEUSZ KRZEMIŃSKI, ur. 1949, prof. dr hab., wykładowca socjologii UW. Członek Zarządu Polskiego PEN Clubu. Wydał m.in.: Solidarność. Projekt polskiej demokracji (1997), Co się dzieje między ludźmi (1999).
POCZĄTEK
STRONY |