
Społeczeństwo nieobojętnych
Grzybek czy kafka?
Krystyna Strączek
Kogoś, kto nie jest elokwentny, cedzi słowa i zacina się, najłatwiej przebrać za grzybka czy ogórka. Do tego piosenka z magnetofonu - i przedstawienie gotowe. Wiele takich spektakli zobaczyć można podczas przeglądów twórczości osób niepełnosprawnych, gdzie główną nagrodą są... klocki.
"Stowarzyszenie Skrzydła jest młodym stowarzyszeniem, zostało zarejestrowane 31 X 2003. Jednak działalność ludzi, którzy je założyli, trwa od kilku lat" - napisała w liście z prośbą o wsparcie prezes Rachela Molicka. Wraz z mężem Janem prowadzi "Teatr trochę Inny", gdzie występują osoby niepełnosprawne: z zespołem Downa, po porażeniu mózgowym, upośledzone ruchowo i umysłowo w stopniu umiarkowanym i głębokim. Grupa teatralna działa w ramach Stowarzyszenia, stanowiącego bazę organizacyjną i finansową.
Jan - aktor krakowskich scen, między innymi Teatru Ludowego, i Rachela - psycholog, psychoterapeuta, zawodowo związana z Krakowską Kliniką Psychiatrii, poznali się w nieistniejącym już studenckim "Teatrze 38" w Krakowie. Pracy z niepełnosprawnymi podejmowali się okazjonalnie, odpowiadając na zaproszenia różnych ośrodków terapii zajęciowej. Prowadzili także warsztaty dla dzieci z rodzin patologicznych. Byli, jak mówi Rachela, "do wynajęcia".
Podjęcie decyzji, by pracować z niepełnosprawnymi, wcale nie było łatwe. Rachela wspomina, że czuła strach przed kontaktem fizycznym i bliskością psychiczną z chorymi, dręczyły ją wątpliwości, czy sobie poradzi, pytała: "jak z nimi rozmawiać?". Ludzie upośledzeni nie wyglądają estetycznie: ślina cieknie im z ust, bywają niedomyci, mówią niewyraźnie. Dla niej jako psychoterapeuty, którego fotel stoi półtora metra od fotela pacjenta i którego wyuczono utrzymywania dystansu, wycieranie nosa osobie na wózku wydawało się skokiem na głęboką wodę. Szybko jednak zauważyła, że nie musi zaciskać zębów i walczyć ze sobą. Wystarczyło trochę pobyć razem, by dostrzec w upośledzonym partnera i żeby znaleźć w bliskości z nim przyjemność. Rachela dowiedziała się czegoś o sobie - doszła do wniosku, że widocznie jakaś jej część potrzebuje bliskości. Jak pozbyć się strachu? Rachela radzi: "Przede wszystkim trzeba dać sobie pozwolenie na odczuwanie różnych emocji i nie zaprzeczać temu, czego się doświadcza. Wmawianie sobie, że ten niepełnosprawny to wspaniały, zadbany człowiek, do niczego nie prowadzi".
Integracja na siłę jest sztuczna, bo po prostu nigdy nie polubimy niektórych osób - tak niepełnosprawnych, jak i zdrowych. Dlatego według Jana sposobem na strach jest naturalność. Tłumaczy, że upośledzonemu można powiedzieć: "Przeszkadza mi twoje zachowanie, jesteś nachalny" albo: "Teraz nie mam czasu, przyjdź później". Czuje się on wtedy traktowany poważnie.
Otóż to. Podczas naszej rozmowy nieustannie wraca jeden problem: wszyscy, nawet rodzice i terapeuci, nieustannie odnoszą się niepełnosprawnych jak do dzieci. Nie pozwalają im dorosnąć.
Kiedy w 2002 roku Moliccy przyjęli propozycję poprowadzenia zajęć w krakowskim Centrum Kultury i Sztuki Osób Niepełnosprawnych "Molier", ostrzegano ich, żeby zbyt wiele po uczestnikach nie oczekiwali: ten czyta tylko z kartki, tamten w ogóle nie mówi, jeszcze inny powie najwyżej dwa zdania. Zdecydowali się jednak zrealizować spektakl pod tytułem Mały Książę. Okazał się sukcesem. W czerwcu 2003 roku już jako "Teatr trochę inny" wystąpili na Międzynarodowej Parafiadzie Dzieci i Młodzieży w Warszawie, gdzie publiczność złożona ze zdrowych dzieci przyjęła przedstawienie owacjami. We wrześniu 2003 roku zdobyli pierwszą nagrodę na Krakowskich Spotkaniach Artystycznych "Gaudium". Rok później przyszło zaproszenie do Łodzi na VI Międzynarodowe Biennale "Terapia i Teatr". Bardzo ważne zaproszenie: aby móc wystąpić podczas biennale, trzeba przejść eliminacje - specjalna komisja ocenia wartość artystyczną materiału nadesłanego na kasecie VHS. Udało się - "Teatr trochę inny" miał okazję zaprezentować się obok siedmiu grup: z Niemiec, Belgii, Holandii, Czech i Polski. Występ w Łodzi stanowił uwieńczenie dwu lat pokazów Małego Księcia.
Czy teatr tworzony przez niepełnosprawnych bardziej służy terapii czy twórczości artystycznej? Główny cel stanowi sztuka. "Najważniejsze jest pytanie, czy nasze przedstawienie może zainteresować widzów - mówi Jan. - Jeśli nie - wycofujemy się z pomysłu na teatr. Nie chcemy na siłę forsować idei chybionej".
Sztuka to dziedzina, w której upośledzeni mogą konkurować ze zdrowymi. Dowiadują się, że są wartościowi i mogą coś ofiarować innym. Taka informacja ma niesłychane znaczenie terapeutyczne. Poza tym teatr wymaga od aktora otwartości emocjonalnej i pewności siebie. Uczy, jak nie bać się drugiego człowieka i akceptować własne ciało. Jan i Rachela śmieją się, wspominając, jak przygotowywali się wspólnie do prowadzenia zajęć i z niepokojem stwierdzili, że ich warsztat zawodowy jest niemal identyczny... "Wszystko zależy od tego, na co w komentarzu zwrócimy uwagę. W trakcie jednego ćwiczenia szkolimy warsztat aktorski i prowadzimy terapię" - podsumowuje Jan. Jaki to przynosi skutek? Niepełnosprawny, który występował na scenie, nie boi się wyjść do sklepu, nie czuje się zażenowany, wsiadając do autobusu, gdzie wszyscy patrzą na jego powykręcane ręce. Przekonanie, że "jesteśmy sobie równi", stanowi pierwszy krok do integracji.
Niepełnosprawni aktorzy traktują swoje występy niesłychanie poważnie. Angażują się emocjonalnie, chcą mieć wpływ na scenariusz. Ale nie podchodzą do grania ambicjonalnie, w przeciwieństwie do zawodowców. Wprawdzie spierają się o role, gdy jednak już dojdzie do podziału, traci jakiekolwiek znaczenie to, czy ktoś gra postać pierwszo- czy drugoplanową. Frustracja to rzecz rzadka. Mają oczywiście swoje ograniczenia: zdarza się im zaciąć na scenie. Czasem z kolei "ponosi" ich i nagle zaczynają improwizować. To wymaga od reżysera umiejętności wycofania się i oddania pola aktorom. Nie zdarzyło się jednak, by sztuka na tym ucierpiała. Jan twierdzi, że niektórzy niepełnosprawni wyrażają na scenie emocje w sposób nieosiągalny dla zdrowych aktorów. "Każdy spektakl to tajemnica - konkluduje Rachela. - Nigdy nie wiemy, jak przedstawienie się potoczy".
Stowarzyszeniu najbardziej potrzeba pieniędzy. Przede wszystkim na realizację nowych projektów teatralnych (a plany są wielkie: może Kafka, może Beckett?). A także, o czym marzą Moliccy, na organizację ośrodka, w którym mogliby prowadzić terapię i wystawiać przedstawienia. Do którego mogliby zaprosić wszystkich niepełnosprawnych zainteresowanych teatrem, a w przyszłości może także - malarstwem, rzeźbą, muzyką. "To byłaby zupełnie nowa jakość pracy - z aktorami-ochotnikami, którzy sami podjęli wysiłek, by się do nas zwrócić" - zauważa Jan. Przy pożegnaniu pada: "Proszę koniecznie napisać, żeby zgłaszały się osoby niepełnosprawne chcące spróbować grania w teatrze. Kompletujemy stały zespół aktorski".
Wszystko to Jan i Rachela wciąż robią "po godzinach" (bo "z tego przecież się nie utrzymamy"). Może kiedyś będą się mogli poświęcić przede wszystkim niepełnosprawnym? Kiedyś, gdy powstanie ośrodek?
Stowarzyszenie Skrzydła
Centrum Terapii, Sztuki i Integracji
os. Jagiellońskie 34/35A
31-836 Kraków
tel. (012) 649 78 46; 0 507 153 679
e-mail: teatrtrocheinny@wp.pl
Bank BP S.A. III o. w Krakowie
53-10202906-0000170200848515
POCZĄTEK
STRONY |