Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2004, NUMER 594

Strona główna

Kościół ubogi?


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

TEMATY I REFLEKSJE

 

Snobi i dżentelmeni

Joanna Petry Mroczkowska

Życie, jak stwierdził William Hazlitt, angielski eseista piszący na początku XIX wieku, to usiłowanie, żeby być tym, czym nie jesteśmy, i robić to, czego robić nie możemy.

Jeszcze nie jesteśmy, jeszcze nie możemy - czyż nie taka frustracja gnębi snoba?W polskiej kulturze był nim najczęściej ten, kto przez bezkrytyczne naśladownictwo pragnął znaleźć się w grupie czy na pozycji, która mu imponuje. Wraz z nadejściem nowych czasów modyfikacji uległ i stary snobizm. Najbardziej żywotny charakteryzuje "klasę na dorobku" - tych, dla których zamanifestowanie własnego sukcesu staje się rękojmią utrzymania się w szrankach. Badania socjologiczne odnotowują już powoływanie się wielu ludzi na snobizm jako zjawisko może niepiękne, ale korzystne, będące silnym bodźcem do wyrobienia czy utrwalenia wyższych oczekiwań i aspiracji!

Demokracja, którą w Polsce cieszymy się od niedawna, daje nowe szanse. Pojawia się alternatywa: być "tylko" sobą czy być kimś bardziej znaczącym, godnym podziwu. Wśród sobie równych ludzie nie przestają chcieć być "równiejszymi". Znaleźli się wreszcie w wolnym tłumie i teraz pragną się wyróżnić. Możliwość wyboru i awansu jest pożywką dla snobizmu, który, jak zobaczymy, ma się świetnie w demokracji, chociaż w teorii jest sprzeczny z jej duchem. Stawiam tezę, że polski snobizm upodabnia się dzisiaj do amerykańskiego, ponieważ jego najżywotniejszy nurt oparty jest na wierze w siłę pieniądza i pozycji dzięki niemu zdobytej. Dzieje się tak w wyniku "naturalnej kolei rzeczy" będącej konsekwencją przemian ekonomicznych oraz wpływu ekspansywnej kultury masowej zza oceanu. Stary snobizm na lepsze urodzenie poszedł w odstawkę, gdy przestało się ono liczyć. Snobizm intelektualny gdzieś jeszcze pokutuje, ale jakież znaczenie mają teraz erudycja czy wykształcenie, które nie przynoszą pieniędzy?

Snobizm kwitnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie otwarte, rzekomo "bezklasowe" społeczeństwo wydaje się nań odporne. System klasowy w życiu społecznym "odtwarzany" jest teraz dzięki zróżnicowaniu konsumpcji. W kraju Wielkiej Szansy, gdzie niemal wszyscy rozpoczynali jako dorobkiewicze, w naturalny sposób za ideał uchodziło nuworyszostwo. Już w Demokracji amerykańskiej Alexis de Tocque-ville zaobserwował, że "instytucje demokratyczne przyczyniają się do rozwijania zawiści". W kraju, który już w konstytucji gwarantuje wszystkim "prawo do poszukiwania szczęścia", niełatwo pogodzić się z myślą, że inni mogą mieć szczęścia więcej - znaczniejszych rodziców, lepsze warunki zewnętrzne czy wyjątkowe zdolności. Niedawno zmarły socjolog Robert Nisbet uściślał powyższe stwierdzenie spostrzeżeniem, że zawiść wzmaga się w okresach czy w społeczeństwach, w których równość stawia się ponad innymi wartościami.

Sine nobilitate

Etymologia słowa snob nie jest jasna, istnieje w tej kwestii kilka teorii. Zgodnie z pierwszą snob wywodzi się z języków skandynawskich i oznacza ambitnego głupca. Według drugiej określenie pochodzi od łacińskiego "sine nobilitate", oznaczającego prostaka. Wedle trzeciej wersji nob to człowiek o pewnej pozycji, której snob nie posiada. Niektórzy wiążą to słowo z francuskim zwrotem c'est noble, jakiego chłopi używali wobec klas wyższych.

Snob to według definicji oksfordzkiego słownika języka angielskiego osoba przesadnie zaabsorbowana pozycją społeczną lub stanem posiadania, która ma skłonność do odczuwania wstydu z racji niższego statusu. Odznacza się służalczością wobec stojących wyżej i lekceważy tych, których osiągnięcia i gust uważa za pośledniejsze od swoich, lub wręcz nimi pogardza. Snob wkłada bardzo wiele energii w drapanie się w górę. Natomiast snobem nie jest automatycznie ktoś, kto nie chce "biec ze stadem". To może bowiem wynikać z chęci bycia sobą.

Wspaniałe studium snobizmu stworzył Molier w komedii Mieszczanin szlachcicem, będącej notabene pierwszą jego sztuką wystawioną w Polsce. Nie pada tam oczywiście słowo "snob". Z Francji wywodzą się bowiem znacznie starsze pokrewne określenia - parweniusz, nuworysz, arywista. Z biegiem czasu przyjęło się jednak i we Francji, gdzie doceniono "jednosylabową impertynencję" słowa snob. Podobnie jak i później w Polsce we Francji słowem tym zaczęto określać przede wszystkim człowieka, który w karykaturalny sposób podziwia wszystko, co modne. Powszechnie uważa się, że największą wadą Francuzów jest przesada w dziedzinie dobrego smaku. Włosi raczej nie są snobami, z wyjątkiem obsesyjnej fascynacji modą. Palmę pierwszeństwa w kwestii snobizmu przyznaje się tradycyjnie Anglikom. Można by zaryzykować stwierdzenie, że styl bycia w pewnych kręgach mógł uchodzić za wzór snobistycznej wyniosłości. Nawiasem mówiąc, to również Anglicy wykształcili typ ekscentryka, a przede wszystkim nieodżałowanego, należącego już niestety tylko do historii kultury - dżentelmena.

Nadwrażliwy w kwestii opinii o sobie snob ma nadzieję, że inni wezmą go za tego, kim on sam chce się wydawać. Stąd koncentrowanie się na pozorach. Ponieważ snob pragnie, żeby ceniono go bardziej, niż na to zasłużył, żyje fałszem i kłamstwem. Odznacza się przy tym zapałem - działa przez porównania, które wymagają rywalizacji, prowadzącej najczęściej do zawiści. Snob patrzy do góry i gotów jest uniżyć się przed osobnikami stojącymi wyżej, aby uzyskać ich akceptację. Z góry patrzy na tych, nad którymi czuje przewagę, szczególnie na tych, którym się nie powiodło.

Jak pchły na psie

Amerykański filozof Thomas Hill w jednym z rozdziałów książki Autonomy and Self-Respect (Cambridge 1991) przypomina, że snob to przede wszystkim ktoś, kto wywyższa się nad innych z powodu jakichś zalet. Może to być inteligencja, uroda, talenty, osiągnięcia sportowe czy zawodowe, dobry smak czy nawet moralne postępowanie. Na podstawie - nawet prawidłowo zastosowanego wyróżnika - snobem jest ktoś, kto stosuje to kryterium do dzielenia ludzi na ważnych, godnych szacunku (insiders), i nieważnych, godnych lekceważenia (outsiders). Myśl tę rozwija Joseph Epstein w książce Snobbery. The American Version (Houghton Mifflin Company 2002).

Aldous Huxley porównał rozliczne dzisiejsze snobizmy do pcheł na psie, które nie pozwalają biednemu zwierzęciu zaznać spokoju. Ktoś inny do wszechobecnych bakterii. Przypatrzmy się niektórym.

I tak, obserwuje Epstein, w Ameryce, może nieco bardziej niż gdzie indziej, rozwinął się snobizm zawodowy. O ile w Europie ludzie chcą wiedzieć, kim jesteś, w Stanach stawia się pytanie: "co robisz?". Wolne zawody, w ramach których istnieje wewnętrzna hierarchia, były z reguły bardziej poważane. Dzisiaj wiele zawodów straciło swój prestiż. I co ciekawe, owa utrata prestiżu społecznego często łączyła się ze wzrostem, nie spadkiem, dochodów!

Snobizm nie omija intelektualistów, natomiast artystów stawia raczej w wyjątkowej sytuacji. Pisarz noblista Saul Bellow zaobserwował, że artystom zazdrości się bardziej niż milionerom. Paradoksalnie często wysoko płatni pisarze są najostrzejszymi krytykami korupcji i chciwości. "Bogowie kapitalizmu - pisze Joseph Epstein - lubią dobry żart". Ambicja i snobizm przeplatają się ze sobą, z wyjątkiem tych sytuacji - w naukach ścisłych, w prawdziwej sztuce - kiedy nie zabiegają o przyziemny sukces. Marcel Proust, w młodości wielki snob, później już tylko znawca i zdecydowany krytyk snobizmu uważał to zjawisko za "największego wroga inspiracji twórczej, niszczyciela talentu, czynnik tłumiący oryginalność".

Może najlepiej widocznym aspektem snobizmu jest jednak trudny do zdefiniowania smak. Składają się nań formy towarzyskie, preferencje danej grupy społecznej. Smak, gust zmieniają się wraz z kulturą. Pojęcie dobrego smaku jest węższe niż idea piękna. To właśnie smak bardzo często dyktuje ludziom, co mogą uważać za piękne. Dla snoba, wedle słów Thorsteina Veblena, piękno rzeczy wydaje się proporcjonalne do ceny. "Bóg - czy, jak ktoś woli, Natura - stwarza piękno, ludzie stwarzają smak", zauważa Joseph Epstein. Ale skoro dobry gust może składać hołd pięknu i harmonii, w krytyce snobizmu nie może chodzić o odrzucenie dobrego smaku. Trzeba zwrócić tylko uwagę na konieczność połączenia go ze zdrowym rozsądkiem. Posiadanie smaku nie zakłada bowiem etycznego postępowania. Zasadniczym błędem snoba jest przedkładanie dobrego smaku nad życzliwość wobec drugiego człowieka, przedkładanie go niemal ponad wszystko inne. Tymczasem smak w dziedzinie sztuki powinien wiązać się z pięknem, harmonią i kunsztem; w domenie rzeczy posiadanych - z wygodą, elegancją, użytecznością; w stosunkach międzyludzkich z taktem, tolerancją wobec gustów innych.

Kolejnym ważnym wyznacznikiem snobizmu jest status, który charakteryzuje się tym, że nie można go sobie samemu przyznać. Przyznają go inni. Kolejnym paradoksem staje się to, że im bardziej ktoś o niego zabiega, im bardziej jest gotów weń "zainwestować", tym bardziej ów prestiż staje się ulotny. Snob martwi się o prestiż, najbardziej bowiem boi się być nikim. Historia uczy, że niekiedy troska ta wydaje się przesadna. Ideałem byłoby społeczeństwo, w którym prestiż pokrywa się z zasługami. Epstein uważa, że tak było w V wieku p.n.e. w Atenach czy w Anglii w II połowie XIX wieku. Kiedy jednak, a tak się najczęściej dzisiaj dzieje, zła czy mierna praca zostaje nagradzana, a zaszczytami obdarza się miernoty, prestiż traci swoją wartość.

Inny snobizm daje o sobie znać w dziedzinie kształcenia dzieci i szerzy się wśród rodziców. Dotyczy wyboru szkół, poczynając od przedszkoli po najwyżej notowane, liczące się uniwersytety. Powoływanie się na dobro dzieci, na troskę o ich przyszłość ukazuje związek tych zabiegów z wiarą, że selektywna elitarność wpłynie na lepsze szanse profesjonalne, a co za tym idzie: pieniądze. Stwierdzenie takie niepozbawione jest oczywiście racji, snobizm natomiast przejawia się w często niewybrednym pędzie do zapewnienia odpowiedniej kariery młodym w oderwaniu od ich zdolności i ambicji.

Znacznie trudniej, o ile w ogóle, można bronić obsesji modą, która jest szczególną pożywką dla snobizmu. Zawsze trwa ona krótko i zakłada bardzo sztywne kanony. Balzak definiował modę jako dziedzinę życia, w której zbyteczne staje się nieodzowne. Oscar Wilde kpił, że moda jest tak nieznośnie brzydka, iż trzeba ją co parę miesięcy zmieniać. Sto pięćdziesiąt lat temu obserwowano, że w każdej epoce najlepiej ubrani bywali "najmniej wartościowymi ludźmi". W lepszych czasach, jak żartuje Epstein, etykietki markowe umieszczano na lewej stronie ubrań… Moda odpowiada na dwie potrzeby człowieka: żeby szpanować, być we właściwym kręgu towarzyskim (to be in) i żeby odróżniać się. Jest się "in", a równocześnie ponad. Być z właściwymi ludźmi i zarazem ponad pospólstwem. Wymaga to odpowiedniej wiedzy. Przydaje się bycie młodym i młodym trzeba pozostać na zawsze. Nieważne są honor czy charakter, nie są one nawet możliwe, bo - jak w surfingu - aby utrzymać się na fali, trzeba wciąż szybko manewrować.

Ale chyba "najnowszym" wynalazkiem dzisiejszego snobizmu wydaje się kult osobistości życia publicznego. Jak wyraził się amerykański historyk Daniel Boorstin, taka osobistość (celebrity) to ktoś znany z tego, że jest dobrze znany. "Bohater wyróżniał się wielkimi czynami, celebrity wizerunkiem. Bohater tworzył siebie, celebrity tworzone jest przez media. Bohater był wielkim człowiekiem, celebrity jest wielkim nazwiskiem". Dawniej sława związana była z cnotami czy osiągnięciami, zasługiwali na nią bohaterowie, męczennicy, prorocy, władcy, wojownicy, poeci, artyści, naukowcy, intelektualiści, znacznie później - wielcy przemysłowcy czy finansiści. Dzisiaj rozgłosem cieszą się mordercy, ktoś, kto wygra na loterii, osoby świadczące pokątne usługi seksualne przywódcy czy znanemu politykowi. Dawniej istniała sława i zła sława, niesława czy wręcz hańba, dzisiaj zatarła się ta różnica, tryumfy święci rozgłos, popularność. Snobizm oparty na kulcie popularności dotyczy ludzi, którzy starają się zbliżyć do znanych osobistości. Najpierw liczyło się, kto kim jest, potem, kto co robi, jeszcze później, kto co ma, a wreszcie kto kogo zna - teraz dochodzi jeszcze liczba tych znajomości.

Owe głośne persony natomiast gwałtownie potrzebują osób potwierdzających ich popularność. Największym bowiem nieszczęściem jest utrata popularności. Chełpliwe przywoływanie - rzekomo mimochodem - nazwisk czy imion znanych ludzi, z którymi łączy nas domniemana zażyłość, ma nawet po angielsku swoje określenie: name-dropping.

Jako ostatni rodzaj snobizmu można by wymienić zjawisko, które wydaje się wytworem naszych czasów - snobizm cierpienia. Jak w wypadku snobizmów bardziej tradycyjnych i tu dochodzi do głosu poczucie wyższości: jestem lepszy, bo moje cierpienie jest większe od twojego. Mój status ofiary jest dotkliwszy. W Stanach przejawia się to w lansowaniu tezy: "mój holokaust ma przewagę nad twoim niewolnictwem". Albo odwrotnie. Konfiguracji jest wiele. Nam Polakom też chyba nieobce jest podobne rozumowanie…

Narzuca się pytanie: czemu nieustannie osądzamy naszych bliźnich i wprowadzamy sztuczną hierarchię? I odpowiedź: z powodu zawiści, kompleksu, nietolerancji. Według Kanta snobizm dyskredytują nie tyle błędy w ocenie zasług, ile niedostrzeganie wartości człowieka jako osoby.

Snobizm pociąga tych, którzy nie wiedzą, kim są, a co za tym idzie, nie mogą być sobą. Każdy przejaw snobizmu jest aktem słabości. Stanowi pokusę ludzi niedojrzałych. Tymczasem prawdziwy dżentelmen ma poczucie własnej wartości.

Jak uczy przykład Moliera, najlepszą formą krytyki snobizmu jest ośmieszenie. Nie na wiele się jednak przyda posiadanie złudzeń. Snobizm umrze dopiero w dniu, kiedy znikną kompleksy, nadwrażliwość na własnym punkcie, kiedy uprzejmość, hojność, odwaga i honor będą cenione ponad inne rzeczy. Kiedy przestaniemy oglądać się na innych, myśląc wyłącznie o sobie. Gdy nie będziemy ciągle patrzyć do góry czy z góry, ale przed siebie, w jakimś wartym patrzenia kierunku.

JOANNA PETRY MROCZKOWSKA, dr filologii romańskiej, krytyk literacki, tłumaczka i eseistka. Ostatnio wydała: Siedem grzechów głównych dzisiaj (2004). Mieszka w Stanach Zjednoczonych.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.