Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2004, NUMER 594

Strona główna

Kościół ubogi?


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Zdarzenia-książki-ludzie

 

"Jestem DDA"

ks. Piotr Brząkalik

Gdzie się podziało moje dzieciństwo?
O dorosłych dzieciach alkoholików
(zbiór artykułów),
Wyd. Charaktery, Kielce 2003

Książka ta składa się z sześciu odrębnych części, w których różni autorzy próbują zwięźle, a równocześnie w miarę wyczerpująco odpowiedzieć na kilka podstawowych i bardzo ważnych pytań: kim są dorosłe dzieci alkoholików?, co dzieje się w rodzinach alkoholików?, jakie role pełnią w nich dzieci?, co dzieje się z dzieckiem alkoholika, gdy dorasta?, jakie są typowe problemy dorosłych dzieci alkoholików?, gdzie i jakiej pomocy powinny szukać DDA? Na końcu tej książeczki zamieszczono swoiste abecadło informacji o problemach związanych z piciem alkoholu, opatrzone znamiennym tytułem Silna wola i inne bajki czy mity o piciu alkoholu, autorstwa Wiktora Osiatyńskiego. Nie wiem, czy lektury tej publikacji nie należałoby zaczynać od tego właśnie tekstu, który krótko, jednoznacznie i - powiedziałbym nawet - banalnie demaskuje mocno zakorzenione (i to we wszystkich środowiskach społecznych), mity i złudzenia na temat picia alkoholu.

Gdzie się podziało moje dzieciństwo? to owoc pracy psychologów z doświadczeniem terapeutycznym, zawodowo zajmujących się badaniami nad psychologią zachowań dorosłych dzieci alkoholików. Jej bogactwem i wartością samą w sobie są liczne cytowane w tekście autentyczne wypowiedzi dorosłych dzieci alkoholików. Dodają one tej pracy autentyzmu i dowodzą, że przedstawia ona realne ludzkie przeżycia, a nie teoretyczne rozważania psychologów.

Prawdą jest, że wiedza na temat alkoholizmu, jego identyfikacji i sposobów leczenia w ciągu ostatnich lat bardzo się rozwinęła. Wychodzimy z zamkniętego kręgu "szeptania o alkoholizmie", mówimy o nim już głośno i, co najważniejsze, mądrze i fachowo. Możemy się poszczycić zupełnie dobrze funkcjonującym systemem lecznictwa odwykowego i bardzo dobrze rozwiniętą bazą samopomocową wśród alkoholików. To - a także coraz większa rzesza tych, którym w swoim życiu udało się zatrzymać proces rozwoju uzależnienia od alkoholu i którzy mają odwagę o tym głośno mówić - sprawia, że coraz więcej ludzi chce się leczyć. Nic przecież nie ma takiej wartości i nie przyciąga tak jak przykład. To jedna strona medalu, ta jaśniejsza.

Jest jednak i druga strona, ciemniejsza. Prawdą jest bowiem również i to, iż jak dotąd obowiązuje dość powszechne przekonanie, że alkoholizm to problem samego uzależnionego, że to on przede wszystkim powinien się leczyć. Z trudem przebija się do świadomości zarówno samych zainteresowanych, jak i tej powszechnej, prawda o destrukcyjnym oddziaływaniu alkoholizmu jednego z członków rodziny (najczęściej rodzica), na relacje innych członków tej rodziny między sobą i z innymi.

Powiedzieć o sobie: "jestem alkoholikiem", wielu uzależnionym przychodzi już coraz łatwiej, co nie znaczy wcale, że alkoholizm rzeczywiście i w pełni traktujemy jak chorobę, którą można i trzeba leczyć. Zdecydowanie trudniej jednak - i to niezależnie od wieku i dojrzałości - przychodzi powiedzieć o sobie: "jestem dzieckiem alkoholika", "pochodzę z rodziny z problemem alkoholowym". A to dlatego że, po pierwsze, bardzo trudno się pogodzić z tym, iż alkoholizm rodzica nie jest wyłącznie jego sprawą i problemem, a w dodatku odcisnął on swoje, rzec by można, niezatarte piętno na życiu wszystkich członków rodziny. Po drugie, w takiej deklaracji zawiera się coś więcej niż tylko informacja o sobie, o swoim problemie czy kłopocie. Informujemy także o naszych najbliższych - o rodzicach, jednocześnie, chcemy czy nie chcemy, oceniając (i to niepochlebnie), własny dom i dzieciństwo. A wspomnienia z dzieciństwa każdy pragnie mieć jak najlepsze, nawet za cenę ich idealizacji.

Nieustannie powiększa się grono tych, którzy chcą trzeźwieć, to znaczy żyć normalnie, bez alkoholu. Udowadniają w ten sposób, że człowiek może w swoim życiu dużo zmienić, nawet jeśli to wydawać by się mogło zgoła niemożliwe. Dlatego jako swoisty dobry owoc ich wysiłków powiększać się będzie liczba tych, którzy - doświadczywszy życia w rodzinie z problemem alkoholowym - będą szukali odpowiedzi na dręczące ich pytania o własną tożsamość i kształt swojego życia. Więcej: poznawszy siebie, będą chcieli w swoim życiu zmienić to, co jest ciężarem z przeszłości.

Omawiana tu książka może spełniać rolę szczególnego podręcznika poznawania siebie, swoich zachowań, reakcji, u źródeł których znajdują się doświadczenia i przeżycia z dzieciństwa w rodzinie z problemem alkoholowym. Nie jest to jednak publikacja tylko dla osób już świadomych, że są dziećmi - najczęściej dorosłymi - alkoholików. To książka przede wszystkim dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, kim są i skąd się bierze wszystko, co ich spotyka, i trochę po omacku, na wyczucie, próbują szukać rozwiązania swoich życiowych trudności. To książka dla osób przeczuwających, że ich obecne problemy mogą mieć związek z ich dzieciństwem, o którym najchętniej chcieliby zapomnieć i które boją się nazwać po imieniu. Dla tych zaś, co weszli na drogę trzeźwienia, ten zbiór artykułów stanowi przestrogę, żeby - zachłysnąwszy się własnymi sukcesami w niepiciu - nie zapomnieli, że ich alkoholizm dokonał spustoszenia nie tylko w nich samych, ale i w całym ich najbliższym otoczeniu. Powinni ją również przeczytać ci, którzy rozpoczęli dorosłe życie i uważają alkohol za jego nic nie znaczący element, obecny na co dzień albo od święta. Jest to wreszcie pomoc dla nauczycieli i pedagogów szkolnych, którym łatwiej będzie po dziecięcych zachowaniach i reakcjach rozpoznać skrzętnie skrywany problem alkoholowy jednego z rodziców. A także dla księży, spowiedników, ale przede wszystkim katechetów, zwłaszcza uczących młodzież ze szkół średnich, czyli tę przeżywającą okres intensywnej samoidentyfikacji.

Na koniec chcę się podzielić niepokojem, jaki wywołały we mnie cytowane w książce wypowiedzi dorosłych dzieci alkoholików. Otóż większość z nich odpowiedzialnością za trudności w dojrzałym życiu obarcza swoich rodziców. "Przez ojca alkoholika zostałam pozbawiona...", "czuję żal do mamy...", "to przez nich jestem sama...". To prawda, że konsekwencje życia w rodzinie z problemem alkoholowym są niemałe, trudno jednak zakładać, iż rodzice w świadomy, dobrowolny i rozmyślny sposób krzywdzili swoje dzieci. Trudno więc nazwać to jednoznacznie winą, zważywszy na dodatek, że taką ocenę wystawiamy bogatsi o wiedzę i doświadczenie, których nie mieli nasi rodzice. Tu czai się też zresztą niebezpieczna pokusa przerzucania całkowitej odpowiedzialności za własne życie na innych.

Byłoby chyba zatrzymaniem się w pół drogi, gdyby terapia miała prowadzić tylko do identyfikacji samego siebie w kontekście własnej przeszłości i doświadczeń wyniesionych z rodzinnego domu, a nie tworzyła podwalin do przebaczenia tam, gdzie poczucie krzywdy zaciążyło na więzach rodzinnych i budowaniu dorosłego życia. A to zdaje się szczególnie ważne i potrzebne, choć może czasem trwać całe lata. Nic jednak nie odbudowuje więzi między ludźmi tak jak przebaczenie.

KS. PIOTR BRZĄKALIK, ur. 1955, duszpasterz trzeźwości archidiecezji katowickiej. Wydał: O chorobie alkoholowej.

 

 

POCZĄTEK STRONY


Znak Młodych

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.