
Społeczeństwo nieobojętnych
Uniwersytet w Teremiskach
Jacek Kuroń
Obserwuję w naszym społeczeństwie dwie różne tendencje. Jedna jest powszechnie znana: to rosnąca obojętność na potrzeby drugiego człowieka. Ale z drugiej strony jeszcze nigdy nie widziałem wokół siebie tak wielu ludzi, którzy chcą robić rzeczy dobre i sensowne: dla siebie i dla innych. I bardzo często są to ludzie młodzi.
Przykładem takiej działalności jest dla mnie Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach, w Puszczy Białowieskiej. Nazwa ta nawiązuje do inicjatywy Ignacego Solarza, który prowadził taką placówkę przed wojną. Tamten uniwersytet ludowy działał w warunkach drobnotowarowej gospodarki chłopskiej; była ona wprawdzie kiepska, ale istniała. Solarz nie musiał więc myśleć o tym, z czego będą żyli jego słuchacze. Jemu chodziło o formację liderów ruchu chłopskiego, o zaszczepienie kultury na wsi. Dziś twórcy uniwersytetu ludowego mają zadanie wielekroć trudniejsze: trzeba - z każdym słuchaczem z osobna - wymyślić jego przyszłe zajęcie. Żeby on po tym uniwersytecie miał dokąd wracać i miał co robić.
Ale zacznijmy od początku. Fundacja SOS od lat wspiera świetlice dla dzieci i młodzieży z terenów odciętych od kultury i rynków pracy. Niestety, na tę młodzież, po osiągnięciu przez nią pełnoletności, czeka bezrobocie, bieda, może jeszcze inne nieszczęścia. Czy z tej sytuacji nie ma wyjścia?!
Uniwersytet Powszechny w Teremiskach jest jedną z wielu w Polsce prób szukania odpowiedzi na pytanie, jak żyć w warunkach transformacji na terenach stagnacji gospodarczej. Próbą podjętą z jednej strony przez absolwentów wyższych uczelni, z drugiej zaś - przez młodzież ze wsi, małych miasteczek i blokowisk. Ci pierwsi chcą pomóc sobie (szukają sensownej pracy) i chcą pomóc innym: ich głód sensu spotyka się z głodem tych, którzy nie mają przed sobą żadnej przyszłości. Połączenie tych dwóch niezależnych do tej pory nurtów, dwóch grup młodych ludzi w twórczym wysiłku, to wielka szansa dla Polski.
W Teremiskach wkrótce osiądzie młode małżeństwo, Kasia i Paweł Winiarscy. To bardzo ważne, że oś tej inicjatywy stanowi rodzina, bo - jestem o tym głęboko przekonany - młodzi słuchacze Uniwersytetu Powszechnego powinni mieszkać w domu, a nie w internacie. Tych słuchaczy będzie około 20. Przyjadą do Teremisek ze świetlic i innych organizacji społecznych, których byli wolontariuszami, a bywa że wychowankami, wielu z nich będzie pochodzić z wiosek popegeerowskich.
Oczywiście, słuchacze uniwersytetu będą reprezentować rozmaite poziomy wykształcenia - niektórzy z nich będą mieli maturę, a niektórzy tylko szkołę podstawową. To zróżnicowanie jest dla projektu dobre. Zawsze głęboko wierzyłem w coś, co nazywam "maszynką wychowawczą" - czyli grupę ludzi zróżnicowanych: płcią, wiekiem i poziomem. Moim zdaniem, powstaje wtedy klimat rodzinnej opiekuńczości: silniejsi nie starają się przodować, tylko pomagają słabszym. A w grupie jednorodnej natychmiast zaczyna się rywalizacja.
Młodzież ta będzie przez rok mieszkać i uczyć się w Teremiskach. Czego będą się uczyć? Przede wszystkim twórczego i krytycznego myślenia, planowania własnego życia, własnej ścieżki rozwoju, dokonywania wyborów, przygotowania do samokształcenia przez całe życie, docierania do informacji, również w języku angielskim, i wykorzystywania elektronicznych mediów.
Rozwój zainteresowań i osobowości, niezbędny do twórczego kierowania własnym życiem i uczestnictwa w kulturze, chcemy zapewnić poprzez edukację w dwu blokach programowych: humanistycznym, obejmującym literaturę i język polski, historię ruchów społecznych i idei, elementy filozofii, problemy cywilizacji i kultury, oraz bloku przyrodniczym. Planujemy kurs przedsiębiorczości, rachunkowości, zajęcia z nowej ekonomii pracy oraz kurs wiedzy o trzecim sektorze i animacji działań lokalnych. Równorzędne do zdobycia wykształcenia jest nabycie umiejętności współżycia i współdziałania. Będzie się to działo podczas codziennych zajęć domowych, spędzania wolnego czasu, pokonywania kłopotów i przeszkód, poprzez odnajdywanie i naśladowanie wzorów, dzięki wzajemnemu ufaniu sobie, poczuciu wspólnego losu, bliskości i szacunku.
Marzy mi się, aby wychodzący stamtąd młodzi ludzie mieli wizję i umiejętność czynienia świata wokół siebie lepszym. Kiedy myślę o ich praktycznej edukacji, jestem optymistą, bo wiem o wielu ludziach nauki, którzy chętnie dojeżdżaliby do Teremisek, prowadzili tam zajęcia, w dodatku są gotowi robić to za darmo, byle tylko miało to sens. A kiedy myślę o ideałach, jestem spokojny, bo znam zapał i bezinteresowność tej młodzieży, która wzięła się za organizowanie uniwersytetu. Jest wielki entuzjazm, mogą się znaleźć środki... Choć, oczywiście, jest o nie coraz trudniej - trzeba je wyżebrać, wyprosić...
Mam nadzieję, że Teremiski dołączą do sieci uniwersytetów ludowych i innych nieformalnych instytucji oświatowych. To inicjatywa, którą uważam za przyszłościową; inicjatywa, w którą wierzę i której jestem gotów z całych sił pomagać. Powie ktoś: to utopia. Wielkie marzenia i bardzo małe możliwości. No cóż, ja tak działałem przez całe swoje życie. I... częściej mi wychodziło, aniżeli nie wychodziło, chociaż oczywiście ponosiłem też wiele klęsk. Niemniej, nie ma zwycięstw bez klęsk. Nie chciałbym tylko, żeby oni na samym początku ponieśli klęskę, bo potem mogą się z niej już nie podnieść.
Zresztą może to rzeczywiście jest utopia. Uważam jednak, że na świecie nie byłoby nic sensownego, gdyby nie było utopii, czyli wielkich marzeń ludzkości. Owszem, wiem dziś, po doświadczeniach wieku XX, mamy prawo bać się utopii. Jednak to, że ludzie mają skłonność ,"chodzić na skróty" i jak sobie wymyślą piękną przyszłość, chcą ją realizować od razu i bez względu na środki, to przecież zupełnie inna sprawa. Ja szukam takiej wizji świata, w którym wszyscy chcielibyśmy żyć. Chcę budować "szklane domy" i wiem, że to możliwe, bo tę "utopię" zrealizowano w mojej dzielnicy, na Żoliborzu.
Wmówiliśmy sobie, iż motywacją ludzkiego działania musi być zysk - najlepiej zysk maksymalny. To nieprawda. Bo przecież najwyższe wartości to miłość i solidarność, a one są twórcze. Wierzę, że ocalejemy, jeżeli wspólnie podejmiemy budowę świata, w którym każdy będzie mógł zrealizować swoje najpiękniejsze marzenia. Wierzę w międzyludzką wspólnotę i o takiej wspólnocie - budowanej w codziennym trudzie i codziennej trosce o bliźniego - marzę. I kiedy patrzę na młodzież, która zaczyna wspólnie działać w Teremiskach, uznaję to za dobry znak.
JACEK KUROŃ (1934-2004), pedagog i działacz społeczny, obrońca praw człowieka, wieloletni więzień polityczny, współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników, polityk, b. minister pracy i polityki społecznej. Ostatnio ukazała się jego książka Rzeczpospolita dla moich wnuków (2004).
Powyższy artykuł (autoryzowany w sierpniu 2004 r. przez p. Danutę Kuroń) stanowi zapis wypowiedzi Jacka Kuronia, nagranej wiosną 2002 roku specjalnie dla ,"Znakowej" rubryki Społeczeństwo nieobojętnych. Kiedy jednak wkrótce potem zatelefonowałem do Jacka Kuronia, prosząc go o autoryzację, usłyszałem, że... to niemożliwe, bo twórcy Uniwersytetu w Teremiskach woleliby najpierw zainaugurować jego działalność, a dopiero potem pisać o nim w mediach. To była nasza ostatnia rozmowa. Zapamiętałem z niej jeszcze jedno: mój rozmówca był autentycznie przejęty, że przez niego straciłem czas.
Kiedy powstał Uniwersytet Powszechny w Teremiskach (październik 2002), od razu stał się ,"oczkiem w głowie" Jacka Kuronia (on sam prowadził tam wykład: Miłość jako naturalne środowisko człowieka). Nic dziwnego, była to przecież realizacja jego wielkiego marzenia: krok w stronę świata, "w którym wszyscy chcielibyśmy żyć".
Jacek Kuroń zmarł 17 czerwca 2004 roku. Trzy dni później - czytam w białostockim dodatku ,"Gazety Wyborczej" - wykładem prof. Bronisława Geremka zakończył się drugi rok działalności Uniwersytetu Powszechnego w Teremiskach: "Po wykładzie studenci I roku zasadzili róże. To już uczelniana tradycja".
Janusz Poniewierski
Uniwersytet Powszechny
im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach
Teremiski 12
17-230 Białowieża
e-mail: teremiski@poczta.onet.pl
POCZĄTEK
STRONY |