
Zdarzenia-książki-ludzie
Esej czyli próba
Mateusz Antoniuk
Kosmopolityzm i sarmatyzm. Antologia powojennego eseju polskiego, wybór i opracowanie: Dorota Heck, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2003
Tak zwane Studium o Hamlecie to chyba najdziwniejsza książka Wyspiańskiego. Opowieść o myśleniu. Co to znaczy myśleć? Jak się myśli? Gdzie się myślenie zaczyna? A gdzie kończy? Takie pytania stawia Wyspiański sobie i temu, kto zechce czytać jego książkę.
Z jaką to książką Hamlet chodzi i jaką to książkę czytuje?
Czy jedną? (...)
Hamlet czyta Montaigne'a.
Szekspir bowiem pod ten czas (1603) czytuje Montaigne'a i na marginesie robi notatki.
Hamlet nosi przy sobie Montaigne'a i na marginesie robi notatki.
Hamlet i Szekspir uzupełniają Montaigne'a własnymi spostrzeżeniami, bo umysłu bystrością są mu równi.
Wyspiański uzupełnił Szekspira, nazywając książkę, którą czyta duński królewicz.
Tytuł dzieła Montaigne'a, Essais, zwykło się tłumaczyć na mowę Sarmatów jako Próby. Okoliczność ta wydaje się brzemienna w pewien sens, ujawniający się w dziwnym "Hamlecie" Wyspiańskiego. Otóż Hamlet jest konsekwentnie ukazywany jako człowiek próbujący. Można powiedzieć, że charakter książki, którą Hamlet prawie nieustannie czyta, charakter owych esejów - prób - odzwierciedla się w sposobie istnienia Hamleta w świecie. Hamlet poddaje próbie siebie i innych, sprawdza, bada, niczemu nie daje łatwej wiary. Chce wiedzieć - i wciąż nie wie "do końca". "Do końca" Hamlet dowie się dopiero "na końcu", to znaczy u kresu swojego życia i myślenia.
*
Książkę, o której spróbuję opowiedzieć, zredagowała Dorota Heck, dokonując wyboru w obszernym zbiorze tekstów, spełniających dwa warunki: przynależność do powojennej literatury polskiej i eseistyczny charakter. To drugie kryterium - przyznaje we wstępie Autorka - jest wysoce problematyczne, nieostre. Cóż to bowiem jest esej? Jeśli chcemy traktować go jako specyficzny gatunek literacki, musimy wskazać jakieś cechy konstytutywne. Niech będą to pojęcia najczęściej sugerowane w refleksji o eseju: indywidualizm i erudycja (jako rys osobowości eseisty i jako sposób ujęcia tematu), asocjacyjność (jako strategia twórcza), literackość (jako pewien walor formalny), otwartość, dialogiczność myśli (jako postawa wobec czytelnika). Wyliczanie można by jeszcze kontynuować. Kłopot w tym, że żadna z wymienionych cech nie ma wystarczającej siły dystynktywnej, nie pozwala w sposób jednoznaczny odróżnić eseju od jego genologicznego sąsiedztwa. Gdzie przebiega granica między esejem a gawędą, opowiadaniem, artykułem, felietonem, listem, dziennikiem, reportażem, przemówieniem etc.? Dorota Heck nie próbuje usunąć tego dylematu. Stwierdza: "Należałoby raczej mówić o wyznacznikach eseju niż o jego ścisłej definicji. Gatunek ma płynne granice". Kwalifikacja tekstu jako eseju przesuwa się więc w dużym stopniu w sferę subiektywnych odczuć Autorki antologii. Tylko niektóre spośród przedrukowanych w Kosmopolityzmie i sarmatyzmie tekstów opatrzone zostały bowiem etykietką "esej" przez samych autorów. Dorota Heck zamieściła w swojej antologii także i takie teksty, które pierwotnie wiodły żywot rozdziałów książki lub fragmentów dziennika.
Na czym zatem polega spoistość antologii polskiego eseju? Jedną z możliwych odpowiedzi jest wskazanie na ideę, która przenika całą książkę. Myśl o próbie jako specyficznej postawie człowieka tworzącego po raz pierwszy pojawia się już w przedmowie. Autorka stwierdza, że forma eseistyczna może spełniać funkcję "próby - testowania danej koncepcji". Sam esej nazywa zaś "próbą spenetrowania nieuczęszczanych ścieżek".
Spośród pisarzy reprezentowanych w antologii największe znaczenie do etymologicznego rozumienia eseju jako "próby" przywiązuje Józef Wittlin, autor tekstu Blaski i nędze wygnania. Wittlin podkreśla, że eseistyczne ujęcie tematu "wygnania" oznacza próbę ustalenia prawdy o tym trudnym doświadczeniu egzystencjalnym, próbę, która być może nigdy nie zostanie zwieńczona skrystalizowanym rezultatem, lecz mimo to nie jest wyzbyta swojej skromnej wartości właśnie jako próba, wyjście z bierności ku działaniu.
Sądzę, że kategoria próby okazuje się dogodna dla opisu postawy wspólnej wielu eseistom obecnym w antologii. W swoich tekstach próbują oni zrozumieć, a więc wytłumaczyć sobie i swoim czytelnikom, ten fragment rzeczywistości, z którym przyszło im się skonfrontować. Jak Hamlet Szekspira-Wyspiańskiego, biedny chłopiec z książką, idą przez świat czujni, krytyczni, niepewni, poddający pod osąd własne i cudze myśli.
*
Antologia Doroty Heck skonstruowana jest logicznie i przejrzyście. Z ostatecznego kształtu, jaki książka przybrała, łatwo zatem wyczytać intencje Autorki. Z pewnością chciała przedstawić możliwie szeroką panoramę polskiej eseistyki - a pośrednio - polskiej myśli humanistycznej w II połowie XX wieku. Autorzy reprezentowani w antologii należą do kilku pokoleń. Najstarsi (Karol Irzykowski, Henryk Elzenberg, Władysław Tatarkiewicz) część swego życia spędzili jeszcze w XIX wieku. Najmłodsi urodzili się około 1960 roku. Jedni jak Jerzy Stempowski czy Stanisław Vincenz - uczestniczyli jeszcze w kulturze dwudziestolecia międzywojennego, inni jak Stanisław Barańczak, Adam Zagajewski na literacką scenę wkraczają dwadzieścia lat po wojnie. Zwraca też uwagę staranne wyważenie między eseistami żyjącymi i tworzącymi w kraju oraz na emigracji. Wreszcie należy powiedzieć i to, że eseistami są w tej antologii ludzie uprawiający różne dziedziny humanistyki: pisarze, poeci, historycy literatury, krytycy, filozofowie, socjologowie, historycy sztuki. Nie twierdzę, że Kosmopolityzm i sarmatyzm jest antologią kompletną, reprezentującą wszystkie nurty polskiej eseistyki po 1945 roku. Wrażenia takiego nie usiłuje stworzyć sama Autorka. Można by długo pisać o tym, czego nie ma w książce i tak przecież obfitej, liczącej ponad 700 stron (na przykład nie ma w niej bujnie rozwijającego się na polskim gruncie eseju historycznego). Wyliczanie takie pozbawione jest jednak sensu - lepiej powiedzieć, co w książce jest.
Jest w niej zawarta pewna propozycja dla czytelnika, w ten sposób wyrażona przez Autorkę: "...tom powinien być stosunkowo przystępną książką 'do czytania', możliwie uniwersalną, np. poruszającą z różnych perspektyw nawet zagadnienia egzystencjalne, nie zaś - historycznoliterackie detale dla szperaczy". Prócz tak rozumianej przystępności książkę miała też charakteryzować koherencja: "poszczególne wątki tematyczne powinny przewijać się przez poszczególne teksty", czytamy we wstępie. Idąc za głosem Autorki, spróbuję teraz wskazać owe wątki tematyczne, spajające teksty bardzo nieraz różne. Zaznaczę tylko, że wątki nie istnieją w stanie czystym, lecz krzyżują się, przecinają, a czasem nakładają na siebie. Ich pełne wyodrębnienie jest zabiegiem właściwie sztucznym, stosuję go tylko dla większej przejrzystości opisu.
Antologię otwiera esej Władysława Tatarkiewicza, zatytułowany Skupienie i marzenie. Autor przeprowadza w nim typologię reakcji ludzkiego umysłu na dzieło sztuki. Tym samym zawiązany zostaje wątek refleksji estetycznej, stawiający w centrum zainteresowania tworzenie i poznawanie sztuki. Bycie artystą i bycie odbiorcą, dawanie piękna i życie w pięknie - tak można by określić krąg doświadczeń opisywanych przez eseistów.
Sztuką budzącą najwięcej fascynacji wśród autorów reprezentowanych w antologii jest literatura (piszą o niej m.in. Irzykowski, Miłosz, Herling-Grudziński, Sobkowski, Hertz, Burek, Barańczak). Najczęściej omawianymi pisarzami okazują się Camus, Conrad, Joyce, Kafka, Mann, Gombrowicz. Wędrówkom w świat słów towarzyszą wyprawy w świat barw i linii. O dawnym malarstwie włoskim piszą Herbert (Siena) i Ewa Bieńkowska. Jej niezwykły esej Wygnaniec, poświęcony twórczości XVI-wiecznego malarza weneckiego Lorenzo Lotto, pozwala uchwycić coś, co pojawia się jako rys charakterystyczny większości tekstów tworzących "wątek estetyczny" antologii. Myślenie o pięknie okazuje się drogą ku człowiekowi, który jest za to piękno odpowiedzialny, który je tworzył - sam uwikłany w rzeczywistość często daleką od piękna.
Wątek refleksji etycznej tworzą teksty próbujące ukazać człowieka żyjącego w świecie wartości, zmuszanego do ciągłego ponawiania wyborów. Czytając Kosmopolityzm i sarmatyzm, nie prowadziłem badań nad częstotliwością, z jaką pojawiają się w nim określone pojęcia. Po przeczytaniu książki mam jednak wrażenie, że szczególnie intensywnie obecne jest w niej pojęcie wolności. Tytuł eseju Elżbiety Wolickiej Pod urokiem idei wolności może służyć za komentarz do całego szeregu tekstów, w których właśnie doświadczenie ludzkiej wolności postrzegane jest jako punkt wyjścia ku dwu możliwym kierunkom, z których jeden zwie się dobro, a drugi zło. Słowa "wolność', "dobro", "zło" budują podstawowy aparat pojęć wspólny eseistom. Jednak odcienie znaczeń tych trzech słów podlegają zmianom - czytelnik antologii staje się świadkiem semantycznych przygód.
Zaprzeczenie ludzkiej wolności jest tematem esejów tworzących wątek refleksji o totalitaryzmie. Bywa on postrzegany w swoich konkretnych przejawach historycznych oraz jako pewna możliwość tkwiąca w naturze człowieka. O totalitaryzmie, jego źródłach, istocie, o spustoszeniach, które po nim zostają, mówią w antologii tacy świadkowie i uczestnicy epoki jak: Czesław Miłosz, Aleksander Wat, Gustaw Herling-Grudziński, Jan Strzelecki czy Zygmunt Kubiak. Rozważania o totalitaryzmie są bliskie innemu wątkowi, który - umownie - określiłbym mianem refleksji o historii. Historia bywa traktowana jako nieubłagany upływ czasu, przynoszący zmiany i zabierający wszystko, co stare, zdezaktualizowane i do czego człowiek zdążył się już przyzwyczaić. W takim przeżywaniu historii centralnym doświadczeniem staje się poczucie utraty jakiegoś kształtu świata, poczucie zupełnie zrozumiałe w XX wieku, pełnym dramatycznych pęknięć i zerwanych ciągłości. Najlepiej o takim przeżywaniu historii mówi klasyk polskiego eseju Stanisław Vincenz w tekście zatytułowanym - właśnie! - Koniec świata. Myślenie o historii jako o procesie, w którym - wedle słów Vincenza - coś "na to się kończy, aby się znów zaczynało", znajduje ujście w pesymizmie lub (rzadziej) optymizmie historiozoficznym. Nieprzypadkowo obok siebie pojawiają się w antologii dwa teksty: Esej dla Kasandry Jerzego Stempowskiego i Pax Jana Bielatowicza. Pierwszy z wymienionych esejów pokazuje dzieje jako cykl przypływów szaleństwa i zła, przypływów niemal zupełnie przewidywalnych, a mimo to nieuchronnych ze względu na wieczną głupotę rodzaju ludzkiego. Natomiast Bielatowicz akcent kładzie raczej na "odpływy" szaleństwa i krzepiącą wiarę w odnawialność ładu, pokoju i życia.
Wyodrębnianie wątków tematycznych jest dogodnym sposobem uporządkowania bogatej treści. Nieco inny sposób, służący temu samemu celowi, podpowiada tytuł antologii: Kosmopolityzm i sarmatyzm. Tak sformułowany tytuł wzbudza pewne oczekiwania. Można się spodziewać, że dwa wyróżnione pojęcia wyznaczają układ odniesienia, wobec którego określi się każdy zamieszczony esej. Tytuł spełnia funkcję interpretującą; ukierunkowuje uwagę czytelnika, każe mu myśleć o kolejnych napotkanych esejach kategoriami kosmopolityzmu i sarmatyzmu, co może prowokować do pytania: Dlaczego zatem - jeśli ów tytuł jest tak ważnym składnikiem całej książki - piszę o nim dopiero teraz? Otóż tytuł Kosmopolityzm i sarmatyzm niewiele mi wyjaśnia. Odnoszę wrażenie, że pojęcia te - jeśli chce się je stosować do wszystkich esejów - tracą wiele na znaczeniu, stają się nieco "rozwodnione". Dzieje się tak nawet mimo przyjęcia najszerszej możliwej interpretacji, traktującej "sarmatyzm" i "kosmopolityzm" jako ogólne nazwy pewnych tendencji, kierunków myślenia. Ostatecznie wypadałoby uznać, że "kosmopolityzm" to myślenie o sprawach ogólnoludzkich, uniwersalnych, ewentualnie europejskich, a "sarmatyzm" to odwieczna sprawa polska. Można przeprowadzić taki podział i można zasygnalizować go etykietą kosmopolityzm - sarmatyzm. Ale czy tytułowych pojęć nie sprowadzamy wówczas do roli pustych haseł?
Inna sprawa, że znajdziemy w antologii grupę esejów, dla których właściwym komentarzem byłby zaproponowany przez autorkę tytuł. Wątek kosmopolityzmu i sarmatyzmu, wyodrębniony z całości na tej samej zasadzie co wcześniej omawiane wątki, obejmowałby takie teksty, jak: Biografia wielkiego Kosmopolaka Bobkowskiego, Europeizm a literatura polska Hertza, Narodowość czy wyłączność Czapskiego, Prywatne obowiązki wobec literatury polskiej Miłosza, a także Chochoł sarmackiej melancholii Tischnera. Za ich wspólny mianownik należałoby uznać myślenie nad tym, co - na dobre i złe - swoiste, charakterystyczne dla polskiej kultury, literatury, religijności czy mentalności. Wspólne dla tak rozumianego wątku kosmopolityzmu i sarmatyzmu jest także pytanie o to, jak "polskość" ma się do tak zwanej europejskości. Z bogatej refleksji nad tym zagadnieniem chciałbym teraz wyodrębnić jeden szczegół, jak sądzę, dość ciekawy. Otóż pisarzem, który bardzo często przyciąga uwagę eseistów, jest Joseph Conrad. Autor Smugi cienia ukazany zostaje jako pisarz, który swój sukces w literaturze światowej zawdzięcza "wyzwoleniu z Ojczyzny". Gdyby ta sztuka mu się nie udała - konstatuje Bobkowski - zamiast Jądra ciemności napisałby W pustyni i w puszczy. Okazuje się jednak, ze możliwy jest także inny sposób patrzenia na Conrada. Jako autor W oczach Zachodu, pisarz staje się wyrazicielem typowo polskich uprzedzeń wobec Rosji. (Opinię taką wygłasza między innymi Czapski, zaznaczając, że polska tradycja zna także świetne przykłady innego stosunku do Rosji). Conrad widziany oczami dyskutujących rodaków jawi się więc jako osobnik narodowo indyferentny lub jako tułacz noszący w sobie Polskę. Ten sam człowiek może być zarówno wzorem wyzwolenia z polskości, jak i przykładem polskiego sukcesu. Różnorodność perspektyw, w które uwikłany zostaje Conrad, mówi wiele o różnorodności refleksji mierzącej się z dylematem polskości i europejskości, sarmatyzmu i kosmopolityzmu.
Kończąc, wypada jeszcze zastanowić się nad pytaniem, jak czytać Antologię polskiego eseju? Tryb lektury, który chciałbym zaproponować, wiąże się z przekonaniem, że istotną cechą tej książki jest jej wewnętrzna dialogiczność. Autorka zadbała o to, aby wybrane eseje nie tylko korespondowały znaczeniowo, ale wręcz dyskutowały ze sobą, aby wiodły spór o prawdę. Czasem ów spór ma charakter ewidentny - tak dzieje się wówczas, gdy jakiś esej ma konkretny i ujawniony, polemiczny adres. Spośród autorów reprezentowanych w antologii jeden wydaje się mieć szczególną zdolność do wzbudzania woli dyskusji ksiądz Józef Tischner. Jego obecność w książce jest podwójna: jest to obecność tekstów (oprócz Chochoła sarmackiej melancholii także Chrześcijaństwo w postkomunistycznej pustce), ale i polemik z Tischnerem, podejmowanych przez innych autorów (na przykład Alfred Gawroński polemizuje z Tischnerowską krytyką tomizmu). Częściej jednak eseje wchodzą w spór bez żadnych deklaracji ze strony autorów, ba, czasem bez ich wiedzy. Redaktorka tomu próbuje zwrócić uwagę czytelnika na takie sytuacje, umieszczając eseje wzajemnie polemiczne obok siebie. Rzecz w tym, że taka metoda nie zawsze jest możliwa. Dorota Heck przyjęła jako zasadę chronologiczną kolejność prezentacji tekstów. Wyśledzenie dyskusji toczonej przez dwa eseje nad przepaścią kilkuset stron i kilkudziesięciu lat jest często sprawą czytelnika. Czytelnik nie musi zresztą - a w moim przekonaniu nawet nie powinien - ograniczać swej inwencji do tropienia dyskusji już rozpoczętych. Być może najcenniejszym darem tej antologii jest luksus wejścia w spór z wielkimi mistrzami, na który bezpiecznie (w miarę) może sobie pozwolić czytelnik. O co wolno spierać się z autorami? Chyba o wszystko. Ja na przykład miałem ochotę nie zgodzić się z Czesławem Miłoszem (kiedy postrzega Wyspiańskiego jako pisarza bez reszty i beznadziejnie uwikłanego w polskość) i z Jackiem Łukasiewiczem (kiedy stwierdza, że nasi romantycy na emigracji byli "nie zainteresowani w realności społecznej Europy Zachodniej"). Każdy czytelnik na własny użytek może sporządzić mapę swej zgody i niezgody. Tylko taki sposób lektury pozwala włączyć się w doświadczenie eseju - próby. Eseiści poddają swoje myślenie próbie, pisząc. Czytelnicy dopełniają ową próbę, czytając i osądzając. Sami zaś rozpoczynają własną próbę, kiedy usiłują przeciwstawić swoje myślenie myśleniu eseisty. Nawet jeśli nie mogą czytać esejów jak Hamlet, bo umysłu bystrością nie są mu równi.
MATEUSZ ANTONIUK, ur. 1980, student teatrologii UJ, publikował m.in. w Kwartalniku Teatralnym.
POCZĄTEK
STRONY |