Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC - SIERPIEŃ 2004, NUMERY 590 - 591

Strona główna

Terroryzm - efekt domina


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Diagnozy

Lepper - zdolny uczeń czarnoksiężnika

Barbara Fedyszak-Radziejowska

Majowe sondaże PBS, OBOP i CBOS po raz pierwszy od wielu miesięcy nieco uspokoiły nastroje - wysokie poparcie dla Andrzeja Leppera wyraźnie spadło. Jeszcze miesiąc temu prawie co trzeci Polak zamierzał oddać swój głos na Samoobronę. W pierwszych dniach maja na Leppera chciało głosować od 17% do 21% respondentów, co oznacza, że poparcie zmalało o ok. 4 do 8 %. W kwietniu sytuacja wydawała się dramatyczna - z jednej strony sejm niezdolny do wyłonienia stabilnej większości, z drugiej Lepper jako wysoce prawdopodobny zwycięzca wcześniejszych wyborów. Strach przed jego rządami sprawiał, że eksperci, których trudno podejrzewać o sympatie do autorytaryzmu z lękiem myśleli o naturalnym dla demokracji wyjściu z trudnej sytuacji - czyli o szybkich wyborach.

Wiele słów i wiele artykułów napisano ostatnio o Andrzeju Lepperze. Populizm, łamanie prawa, arogancja - to typowe skojarzenia z liderem Samoobrony, zaś "przegrani, roszczeniowi, bezradni, bezrobotni, biedni mieszkańcy wsi i miast" to, zdaniem publicystów, epitety charakteryzujące jego wyborców. Ostatnie artykuły opublikowane w "Rzeczpospolitej" pod wspólnym tytułem Dlaczego Lepper? tylko pozornie wyjaśniają zagadkę jego sukcesów. Piotr Śmiłowicz ("Rzeczpospolita", 27 V) poszukuje i znajduje polityków, którzy - jego zdaniem - "pomogli" swoją słabością liderowi Samoobrony. Wymienia Lecha Wałęsę, Jana Olszewskiego, Jerzego Buzka i Leszka Millera. Jednakże wspólna "pomoc" Wałęsy i Olszewskiego w latach 1993-97 nie wydobyła Andrzeja Leppera z politycznego niebytu. Dopiero jego stała obecność w mediach niezbyt przychylnych rządom AWS wprowadziła Samoobronę do sejmu.

Piotr Ciacek i Igor Janke ("Rzeczpospolita", 26 V), analizując osobowość ludzi, którzy "kochają Andrzeja Leppera", nie potrafią odpowiedzieć, dlaczego mimo ich nieufności "do wszystkich polityków" wierzą właśnie jemu.

Warto sięgnąć do początków kariery Leppera, by zrozumieć, jak stał się "obrońcą upokorzonych i pogardzanych". Trzeba jednak choć na chwilę uwolnić się od stereotypu dominującego w polskich mediach, zgodnie z którym polscy rolnicy "nie mają racji, są roszczeniowi, niezbyt rozgarnięci i nie zasługują ani na dopłaty wyrównawcze, ani na unijną politykę rolną".

Prawdziwa kariera Leppera zaczęła się bowiem od protestów i blokad lat 1998-1999. Wcześniej, gdy bronił rolników nie spłacających kredytów, inni kpili sobie z niego: "Jaki z niego chłop? Bierze kredyt i nie płaci!". I rzeczywiście - zarówno w sondażach, jak i w kolejnych wyborach nie popierała go żadna licząca się grupa wyborców. Dlatego Śmiłowicz myli się, nazywając Andrzeja Leppera "prawdziwym wodzem chłopskiego buntu z lata 1992 roku". W 1993 roku sukces wyborczy na wsi odniosło PSL, zdobywając poparcie 15,4% wyborców. Wtedy Związku Zawodowego Rolników "Samoobrona" na politycznej scenie jeszcze nie było.

Dlaczego w 1999 roku sytuacja zmieniła się tak radykalnie? To wtedy Lepper wygrał swoją pierwszą batalię o pozycję przywódcy rolników, miażdżąc konkurentów - Romana Wierzbickiego z NSZZ RI "Solidarność" oraz Władysława Serafina z KZRKiOR. To z tamtych czasów pochodzi opinia o jego politycznych talentach, charyzmie przywódcy i co najważniejsze - o jego skuteczności w walce o rolnicze interesy.

Największy problem polega na tym, że to Lepper, a nie Balcerowicz merytorycznie miał w 1999 roku rację. Piszę o tym z żalem, bo doceniam olbrzymie zasługi Leszka Balcerowicza dla Polski. Ale w 1998 i 1999 roku na Lepperowskich blokadach stał sprzęt dostarczony przez dzierżawców i producentów rolnych, mających wyższe wykształcenie, duże, popegeerowskie i rodzinne gospodarstwa i pewność, że bez protestów skazani są na niezawinione straty grożące bankructwem. Kto dużo, dobrze i intensywnie produkuje, ten więcej traci, gdy nie może sprzedać owoców swojej pracy po opłacalnej cenie. A ceny półtuszy wieprzowych spadły wtedy w stosunku do cen z 1998 roku o 50%. Polscy rolnicy zaczęli tracić rosyjski rynek zbytu na rzecz subsydiowanych przez Komisję Europejską rolników unijnych. Na podobne subsydia eksportowe nie było stać polskiego rządu.

Pech chciał, że Leszek Balcerowicz pojechał wówczas do Brukseli i wygłosił zauważony w TVP (kto miał ją wtedy w swoich rękach, koteczku?) referat, przypominający Komisji Europejskiej, że w liberalnej gospodarce nie dotuje się eksportu, a już na pewno nie dotuje się eksportu żywności. Kilka dni później Komisja Europejska podniosła subsydia i polscy rolnicy zostali z niesprzedaną wieprzowiną. Po protestach i blokadach polski rząd (co dla fachowców od początku było oczywiste) podjął skup interwencyjny i podniósł cenę półtuszy wieprzowych. I tak Lepper okazał się zwycięskim przywódcą w "słusznej sprawie". Już wtedy popierali go nie tylko "biedni i przegrani" właściciele małych gospodarstw, lecz także lepiej wykształceni, tzw. "towarowi" rolnicy, którzy - w odróżnieniu od polskich elit politycznych i opiniotwórczych - doskonale wiedzieli, na czym polega Wspólna Polityka Rolna UE i dlaczego trzeba twardo negocjować warunki naszej akcesji. Można powiedzieć, że od tego błędu zaczęła się cała seria medialnych i politycznych nonsensów, które zmusiły rolników do szukania własnej politycznej reprezentacji w wyborach 2001 roku.

Przypominam, że już wtedy negocjowaliśmy akcesję polskiego rolnictwa do Unii Europejskiej. Polski rząd i środowiska opiniotwórcze miały dwa wyjścia: reklamować Wspólną Politykę Rolną i namawiać rolników do poparcia integracji, obiecując liczne korzyści (tak robił Buzek i Balazs), albo namawiać ich do integracji, ośmieszając i krytykując politykę rolną Unii i obrażając polskich rolników twierdzeniami: "że na tę politykę nie zasługują, że jest ich za dużo, że to absurd dotować rolnictwo" etc. Ten drugi ton debaty publicznej ostatecznie niestety zwyciężył i nieodmiennie towarzyszył naszym negocjacjom z UE.

Domaganie się wysokiej kwoty mlecznej i 100% dopłat bezpośrednich denerwowało wielu dziennikarzy i komentatorów. Dlaczego - pytali - ważny cywilizacyjny proces budowania europejskiej wspólnoty sprowadzany jest do dopłat, kwot i limitów? Dlaczego narażamy interesy Polski (!?) dla jednej, wąskiej (?!) grupy zawodowej? Dlaczego - pytał wybitny profesor - dopłaty przysługują rolnikom, a nie krawcom lub naukowcom? Inny profesor i wicepremier zarazem żądał rezygnacji polskich rolników z dopłat, uważając pomysł wspierania rolnictwa za antyrynkowy, a przyznanie unijnych dopłat polskim rolnikom nazwał "pyrrusowym zwycięstwem rolników i otwartą klęską dla kraju".

Tytuły artykułów prasowych roiły się od dobrych rad udzielanych naszym negocjatorom przez dziennikarzy, którym euroentuzjazm przesłaniał zdrowy rozsądek. Tymczasem w programach redakcji rolnej przewodził Lepper i politycy PSL - to oni trafnie przedstawiali reguły kosztownej polityki rolnej w Unii Europejskiej i zdecydowanie domagali się twardych negocjacji w sprawie rolnictwa .

Obiektywnych racji za tym, by walczyć o dobre warunki akcesji, polska wieś miała sporo, bo ilość nagromadzonych na jej obszarze problemów była nie tylko ogromna, lecz - co gorsza - nie do rozwiązania w krótkim czasie i przy niewielkich środkach finansowych polskiego budżetu. Marcin Makowiecki w dodatku do "Nowego Życia Gospodarczego" pisał: "Wyniki analiz i prognoz są jednoznaczne - wieś i rolnictwo to najbardziej złożony i najtrudniejszy problem społeczno-ekonomiczny naszego kraju. To polski problem nr 1".

Porównanie (Raport UNDP) szacunków produktu krajowego brutto dla obszarów wiejskich (6116 USD) i miejskich (8892 USD) pokazuje, że różnica między nimi stanowi ponad 31% wartości PKB. Podobnie kształtuje się ogólny Wskaźnik Rozwoju Społecznego HDI w zróżnicowaniu na wieś i miasto. Polska miejska, ze wskaźnikiem 0,828 w roku 1997, plasuje się w grupie krajów wysoko rozwiniętych, gdzie wskaźnik przekracza poziom 0,800. Polska wiejska - z HDI na poziomie 0,794 - znajduje się poniżej linii oddzielającej kraje dobrze i słabo rozwinięte (w towarzystwie Litwy, Trynidadu i Tobago).

W raporcie FDPA czytamy: "Podczas, gdy odsetek żyjących w sferze niedostatku, czyli poniżej minimum socjalnego, mieszkańców miast wynosił w 1997 roku 42,7%, a w sferze skrajnego ubóstwa, czyli poniżej minimum egzystencji 3,3%, dla wsi te proporcje wynosiły odpowiednio 62,5% oraz 8,7%" .

Na obszarach wiejskich mieszka 38% Polaków, a wśród nich milion bezrobotnych zarejestrowanych w rodzinach nierolniczych. Kolejny milion to zarówno bezrobotni rejestrowani w rodzinach rolniczych, jak i "ludzie zbędni" dla gospodarstw rolnych, tworzący bezrobocie ukryte. Szacunki ekonomistów mówią, że poprawa konkurencyjności polskiego rolnictwa drogą ograniczenia jednostkowych kosztów pracy może zwiększyć liczbę bezrobotnych o dalszy 1 do 1,2 miliona ludzi . Gorzej wykształceni niż mieszkańcy miast mieszkańcy wsi mają na trudnym rynku pracy (przy 20% stopie bezrobocia) znacznie mniejsze szanse na zatrudnienie. A wśród 1,8 mln gospodarstw rolnych około połowa przynosi swoim właścicielom znikome dochody, dostarczając głównie żywności na tzw. "samo zaopatrzenie".

Nic dziwnego, że w wyborach do sejmu z 23 września 2001 roku rolnicy wybrali - łącznie - najsilniejszą po 1989 roku, swoją polityczną "ludowo - rolniczą" reprezentację. Co prawda SLD otrzymało na wsi 33% głosów, ale "rolnicze partie": Samoobrona (17,3%) i PSL (19,5%) zdobyły razem prawie 40% wiejskich głosów. Jeśli dodamy do tego eurosceptyczną LPR z ponad 8% elektoratem wiejskim, okaże się, że połowa mieszkańców wsi wybrała w 2001 roku sejm, w którym na 460 posłów aż 83 osoby, czyli 18%, posiadają wykształcenie rolnicze, są rolnikami lub pracują w rolnictwie. W skali kraju na Samoobronę i PSL łącznie w 2001 roku głosowało 2,5 mln wyborców, czyli więcej niż w rekordowym dla PSL roku 1993, gdy posłów tej partii poparło 2,1 mln Polaków.

Tak polska wieś przygotowywała się do "negocjacji" warunków swojej akcesji, nie wierząc ani rządowi, ani elitom. Jeszcze w 1997 roku wydawało się, że AWS, wygrywając wybory na wsi (w dużej mierze dzięki Stronnictwu Konserwatywno-Ludowemu z Balazsem na czele), na stałe zmieni scenę polityczną i wyśle "klasowe partie chłopskie" na polityczną emeryturę. Wybory z 2001 roku okazały się "powtórką z historii ruchu ludowego".

Potem sekwencja wydarzeń przypominała scenariusz błyskotliwej akcji liderów SLD zmierzających do przejęcia wiejskiego i rolniczego elektoratu na "zawsze". Początek to nieustający festiwal Leppera w TVP pod prezesurą Roberta Kwiatkowskiego, który z punktu widzenia SLD osłabiał politycznie PSL, zaś politykom PSL zdawał się korzystnym wsparciem w negocjacjach z UE. I tak obie partie, używając Samoobrony w swoich rozgrywkach, pomogły wykreować wizerunek Leppera jako człowieka lekceważącego elity (rolnicy im nie ufają), który "bierze rewanż" za krzywdy i upokorzenia marginalizowanej wsi, a wszystkich polityków uważa za złodziei i dyletantów. W zamian za tę pomoc Lepper w ważnych momentach głosował (i nadal to robi) wspólnie z SLD.

Grudzień 2002 i sukces w Kopenhadze rolnicy zawdzięczają dwu ministrom: Jerzemu Plewie i Jarosławowi Kalinowskiemu. Zaraz po nim politycy SLD przechodzą do ofensywy. PSL wypchnięto z koalicji, a na ministra rolnictwa powołano apolitycznego fachowca - Adama Tańskiego, który natychmiast wyciąga z ław poselskich Wojciecha Olejniczaka z SLD i czyni go wiceministrem rolnictwa. Po trzech miesiącach Leszek Miller odwołuje Tańskiego i nowy minister rolnictwa - Wojciech Olejniczak - przejmuje władzę. To dobrze przemyślana strategia liderów SLD na wygranie w 2005 roku wyborów na wsi. Bo grudzień 2004 i styczeń-luty 2005 to moment, w którym rolnicy i wieś zaczną "konsumować" korzyści Wspólnej Polityki Rolnej UE.

Ale "ta gra o wszystko" skończyła się fiaskiem. Zbyt wiele afer, nieudolności, ustaw-bubli i kompromitujących nominacji ministerialnych towarzyszyło rządom Millera, by sprytne plany wykorzystania Samoobrony w okresie "przejściowym" zakończyły się sukcesem. Gwoździem do trumny okazała się Afera Rywina i prace Komisji Śledczej. To był powód odwrócenia się wyborców SLD od swoich liderów i przerzucenia poparcia na Samoobronę. I tak co trzeci Polak dołączył do elektoratu Leppera.

Spróbujmy zastanowić się, czy istnieje inna partia, na którą mogli przenieść swoje głosy ci, którzy w 2001 roku wybierali polityków SLD, a w 2003 roku przeżyli bolesne i głębokie rozczarowanie? Jaka inna partia poza Samoobroną mogła przyciągnąć elektorat SLD obarczający "swoją" partię odpowiedzialnością za rosnące bezrobocie i za afery na niespotykana dotąd skalę. Z portretu wyborcy "kochającego Leppera" wyłania się osoba bez wyraźnych poglądów, podatna na medialne kampanie i telewizyjne manipulacje, z poczuciem "sieroctwa po PRL", akceptująca autorytarne rozwiązania. Dziecko PRL-u zagubione w liberalnym, pozbawionym wartości i norm, postkomunistycznym i apolitycznym świecie III RP, w którym jedynym czytelnym symbolem staje się biało-czerwony krawat.

Dlatego Lepper, przejmując elektorat SLD, nieco zmienił swój wizerunek. Ze skutecznego obrońcy rolników stał się walczącym ze złodziejami i "solidaruchami" silnym przywódcą uczciwych i zagubionych ludzi, mało rozsądnie zwanych przez część polityków "barbarzyńcami". Ale ten nowy image okazuje się mało przekonujący. W Komisji Śledczej Jan Łączny poczuł się "zmuszony" do poparcia raportu Anity Błochowiak, co "kosztowało" Leppera utratę w majowych sondażach kilku punktów procentowych poparcia. Co więcej, przestaje mu także sprzyjać polityczny klimat po 1 maja 2004, dacie naszej akcesji do UE. Od grudnia 2004 na konta rolników zaczną płynąć dopłaty wyrównawcze, a środki z Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich i Sektorowego Programu Operacyjnego Gospodarki Żywnościowej pomogą rozwiązać wiele nabrzmiałych - rolniczych i wiejskich - problemów. Okaże się że Lepper nie miał racji, strasząc rolników Unią Europejską,

Już dzisiaj sukces przedakcesyjnego funduszu SAPARD, który rolnicy, przetwórcy, przedsiębiorcy i wiejskie samorządy wykorzystali w wysokości 113% przyznanych środków, wzrost eksportu polskiej żywności do krajów Unii, rozszerzenie umowy Rosja-UE na nowych członków źle wróżą wiejskim eurosceptykom. Jeśli zarejestrowane w działającym systemie IACS 1,4 miliona gospodarstw wystąpi do 15 czerwca z wnioskami do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o dopłaty wyrównawcze i otrzyma je, szanse na sukces wyborczy Leppera znacznie spadną.

Jeśli chcemy zrozumieć fenomen Leppera, musimy rozpatrywać go jako realne wydarzenie polityczne, które stanowi odpowiedź na społeczno-ekonomiczne problemy Polaków. Bo przecież nie jest tak, że cała Polska mieści się w telewizyjnym okienku, a wszystkiemu jest winny ciemny, polski lud.

BARBARA FEDYSZAK-RADZIEJOWSKA, Adiunkt w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie. Zajmuje się zmianami zachodzącymi w społecznościach wiejskich. Bada postawy rolników i mieszkańców wsi wobec procesu transformacji, globalizacji oraz integracji Polski z UE.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.