Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC - SIERPIEŃ 2004, NUMERY 590 - 591

Strona główna

Terroryzm - efekt domina


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Na marginesie pękania narodów we współczesnym raju

Leszek Jesień

Robert Cooper, The Breaking of Nations. Order and Chaos in Twenty-First Century, Atlantic Books, London 2003

Książka Roberta Coopera wpisuje się w ciąg intelektualnych wysiłków zmierzających do zrozumienia współczesnego świata. Podstawowy problem to porządek międzynarodowy, a w nim - miejsce i kształt państwa. Pracę Coopera należy dopisać do szeregu takich dzieł, jak Koniec historii Francisa Fukuyamy, Zderzenie cywilizacji Samuela Huntingtona czy - co w tym przypadku najważniejsze - Potęga i raj Roberta Kagana. Historia tego typu pisarstwa jest podobna: za każdym razem zanim ukaże się książka, we współczesnych "tołstych żurnałach" publikowane są kontrowersyjne artykuły (ważną rolę pełnią tu amerykańskie "The National Interest", gdzie pierwotnie pojawiły się szkice Fukuyamy i Huntingtona, oraz "Foreign Affairs"), a dopiero później - w oparciu o krytykę i często namiętny spór - powstają dzieła wielkości książki. Dzieło Coopera jest bezpośrednią polemiką ze słynniejszą nieco Potęgą i rajem Kagana.

Wszystkie te prace mają jeszcze jedną cechę wspólną: wprowadzają nowy styl debaty o "trudnych sprawach", o których kiedyś dyskutowali wyłącznie dyplomaci w "zadymionych salonach" lub ezoteryczni akademicy w swych pustych wieżach z kości słoniowej. Są więc pisane stosunkowo prostym językiem, posługują się skrótem myślowym, wreszcie obfitują we frazy, które mogą wejść do języka potocznego. Wszak dziś nie trzeba już wyjaśniać, co rozumiemy przez "koniec historii", "zderzenie cywilizacji", a Kaganowskie "Amerykanie są z Marsa, Europejczycy - z Wenus" było tak bliskie popularnym wersjom psychologii, że z czasem przysłoniło końcowe przesłanie książki - wezwanie do jedności USA i UE.

Tytuł książki Coopera można przełożyć jako "Pękanie narodów. Porządek i chaos w XXI wieku". Sugeruje on dwa związane ze sobą wątki, które stanowią najważniejszy przedmiot namysłu nad aktualną sytuacją międzynarodową. Po pierwsze, z jakim (jakimi) państwem (państwami) mamy do czynienia w dzisiejszym świecie? Po drugie, jak możemy opisać porządek międzynarodowy po atakach terrorystycznych na World Trade Center w Nowym Jorku i waszyngtoński Pentagon oraz po dwóch akcjach mających zwalczać międzynarodowy terroryzm w Afganistanie i Iraku. Historyczne próby opisania obu wątków znamy z pisarstwa Hobbesa, namysłu nad światem powestfalskim czy wreszcie studiów dotyczących dwubiegunowego porządku sił z okresu zimnej wojny.

Odwołując się do swych opublikowanych wcześniej artykułów, Cooper wprowadza podstawowe rozróżnienie na państwa przednowoczesne, nowoczesne i ponowoczesne. Jest to kategoryzacja modelowa, a więc z konieczności upraszczająca rzeczywistość. Kraje przednowoczesne to właściwie nie-państwa, brak im bowiem spójności wewnętrznej. Wprawdzie są uznanymi podmiotami prawa międzynarodowego, ale de facto nie spełniają kryterium monopolu na stosowanie siły wewnątrz. W rezultacie na ich terytorium dominuje chaos i anarchia. Ich udział w stosunkach z innymi państwami jest iluzoryczny, choć bywają przedmiotem działań ze strony innych, nowoczesnych państw, zaniepokojonych (ekonomicznie, moralnie, politycznie) ich słabością. Najczęściej są to interwencje na rzecz przywrócenia porządku wewnętrznego. Przykłady to Somalia, Afganistan czy Liberia. Międzynarodowy świat przednowoczesny - gdyby istniał - byłby światem Hobbesa, wojny wszystkich ze wszystkimi. Najnowsza strategia bezpieczeństwa USA ma właśnie zapobiec takiej ewentualności - chaosowi, który może powstać, gdyby broń masowego rażenia dostała się w ręce międzynarodowych terrorystów. To połączenie: terroryzm plus brudna bomba atomowa mogłoby uczynić z chaotycznego wewnętrznie nie-państwa potencjalne zagrożenie dla dowolnego innego państwa w dowolnym miejscu kuli ziemskiej.

Kraje nowoczesne to tradycyjne państwa narodowe. Są spójne wewnętrznie, silnie legitymizowane, zdolne do pełnego odwołania się do tożsamości obywateli (narodu), będącej źródłem ich potęgi. Dzięki niej bywają skłonne do stosowania siły w rozstrzyganiu sporów międzynarodowych. Ich spójność wynika również z jasnego rozróżnienia między kwestiami wewnętrznymi a polityką zagraniczną. Świat nowoczesny, a więc zorganizowany przez tak rozumiane państwa nowoczesne, to na przykład świat ONZ, który próbuje ustanowić porządek między nimi, za punkt wyjścia biorąc doktrynę nieograniczonej suwerenności państwa na swoim terytorium. W tym świecie są oczywiście równi i równiejsi. Pięć mocarstw ma prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa po to, by ów porządek nie stał w sprzeczności z ich podstawowymi interesami. W rezultacie - zdaniem Coopera - najbardziej charakterystyczną cechą świata nowoczesnego jest porządek oparty na równowadze sił. Może ona dotyczyć całego globu, może też mieć znaczenie regionalne (tak dzieje się w przypadku równowagi między Chinami, Indiami, Pakistanem i Japonią). W takim świecie może wyłonić się imperium kontrolujące równowagę sił. Współcześnie niewątpliwie globalną pozycję dominującą uzyskały Stany Zjednoczone. Nie jest to jednak dla Coopera powodem do obaw. W układzie regionalnym wyłanianie się państwa dominującego musi prowadzić do naruszenia równowagi sił, co staje się czynnikiem destabilizującym sytuację. W ten sposób autor przedstawia sens pierwszej wojny w Zatoce Perskiej: interwencja koalicji na rzecz uwolnienia Kuwejtu była próbą przywrócenia równowagi sił w tym regionie.

Trzeci stan, w jakim mogą znaleźć się współczesne państwa, to ponowoczesność. Tu porządek siły jest wypierany przez porządek prawa. Spostrzeżenie to ma dotyczyć tak polityki wewnętrznej, jak i stosunków między państwami. Dominuje prawo, a nawet filozofia porządku prawnego. Zamazuje się różnica między sferą spraw krajowych a relacjami międzynarodowymi. Gospodarka opiera się na usługach. "Unia Europejska to najbardziej rozwinięty przykład systemu ponowoczesnego. Polega [on] na bezpieczeństwie dzięki przejrzystości i na przejrzystości dzięki współzależności. Jest to system raczej transnarodowy niż ponadnarodowy". Przejrzystość i współzależność mają tu prowadzić do narastania poczucia bezpieczeństwa, a to dlatego, że niemożliwa staje się wzajemna podstawowa nieufność, która w poprzednim porządku międzynarodowym prowadziła do konieczności zbrojenia się, utrzymywania pokaźnych sił wojskowych, wreszcie - przy niekorzystnym zbiegu okoliczności - do wyścigu zbrojeń, a ostatecznie do wojny. Państwa ponowoczesne wiedzą o sobie nawzajem tyle, że nie muszą się siebie obawiać. Tym samym, zdaniem Coopera, system ten staje się mocniej legitymizowany w oczach obywateli, ponieważ dostarcza im tego, co ma dać każdy system międzynarodowy: bezpieczeństwa. I robi to lepiej niż inne modele - czy to system równowagi sił, czy dominacja hegemona. Pojęcie transnarodowości pochodzi z wcześniejszych prac analitycznych systemu Unii Europejskiej, m.in. Helen Wallace. O takim typie relacji między państwami mówi się wówczas, gdy intensywność kontaktów między nimi przekracza pewien próg, po którym następuje socjalizacja narodowych elit, pozwalająca im na jednoczesne realizowanie interesu narodowego i wspólnotowego. W rezultacie trudno dziś mówić o takim rodzaju państwa narodowego, jaki znamy w przeszłości. Pękają też narody, które kiedyś te państwa określały.

Ważna uwaga Coopera dotyczy wątpliwości, czy Stany Zjednoczone są państwem nowoczesnym, czy może ponowoczesnym. USA są jednocześnie i takie, i takie. Nowoczesne są wówczas, gdy - zgodnie z Narodową Strategią Bezpieczeństwa - zwalczają międzynarodowy terroryzm i zapobiegają rozprzestrzenianiu się broni masowego rażenia. Ponowoczesne natomiast w tym znaczeniu, w jakim prowadzą ponowoczesną politykę bezpieczeństwa w stosunku do swych sąsiadów: Kanady i Meksyku oraz w stosunku do swego strategicznego sojusznika: Europy. Autor zatem rozróżnia rolę regionalną (ponowoczesną) Ameryki, od jej roli globalnej (nowoczesnej). W tej ostatniej dominuje relacja siły, a skłonność do jej stosowania jest przecież naturalną cechą nowoczesności.

Co ciekawe, Cooper sytuuje kraje przystępujące obecnie do UE, w tym Polskę, już w świecie ponowoczesnym. Jakkolwiek negatywne byłoby nasze zdanie o porządkach we własnym kraju, uwaga ta nie ma sugerować, że świat ponowoczesny ucieleśnia jakiś ideał. Jest natomiast pewnym porządkiem, w którym wojna - z innych przyczyn zdaniem autora niż hegemonia lub równowaga sił - wydaje się niemożliwa (przynajmniej między państwami należącymi do tego porządku). Wydaje się, że w Polsce czasem trudno nam przychodzi spoglądać na siebie samych z tej perspektywy.

Ważniejsza jest jednak uwaga końcowa autora, w której postuluje on większą aktywność Europy i jej znaczniejszą odpowiedzialność za porządek międzynarodowy. Sugeruje współpracę z USA, ale z właściwą sobie brytyjską ironią zauważa: "Nie jest satysfakcjonujące, gdy w kwestii obronności 450 milionów Europejczyków tak bardzo zależy od 250 milionów Amerykanów". Z tym trudno się nie zgodzić, podobnie jak z oczywistymi stwierdzeniami o niechęci - na szczęście - do używania siły przez Europejczyków, co wynika przecież z samej istoty integracji europejskiej. Autor, podobnie jak Kagan, posługuje się słowem "Europa" tak, jakby była to jakaś jednostka polityczna, a nawet podmiot polityczny. Europa wydaje się jednością, a nawet czasem nią bywa. Tak się dzieje, gdy negocjuje umowy handlowe, czy w polityce konkurencji. Tu mamy do czynienia z prostym uwspólnotowieniem - Unia reprezentuje wszystkich i całość. Dzieje się tak dzięki oddaniu władzy w ręce Komisji Europejskiej w tych właśnie sprawach. Jednak jest to w mechanizmach wewnętrznych UE sytuacja raczej wyjątkowa niż trwała. W znakomitej większości pozostałych spraw UE okazuje się skomplikowanym systemem rozstrzygania sporów o interesy, wyrażającym tymczasowe preferencje. UE traci wiele ze swej spoistości tam, gdzie chodzi o sprawy mające charakter strategiczny. Świadczy o tym na przykład historia jej poszerzenia o kraje Europy Środkowej i Wschodniej, która z przedsięwzięcia o charakterze - w swej istocie - dziejowym, przerodziła się w biurokratyczne "negocjacje o pietruszkę". Nie znaczy to, że pietruszka jest nieważna, toutes proportions gardées. Szkopuł w tym, że rozmaite pietruszki przysłoniły historię, a przez to również pomniejszyły samą "Europę", tę rozumianą jako podmiotowa całość.

I Cooper, i Kagan mówią o potrzebie Europy jako poważnego gracza międzynarodowego, który występuje u boku sojuszniczej Ameryki. Ten dawny mit jest niewątpliwie ważny i dzisiaj. Obecnie może nawet bardziej niż w przeszłości. Powstaje pytanie, czy Europa - rozleniwiona w swym raju, jak go nazwał Kagan - potrafi? A jeśli w ogóle potrafi, to czy zdąży na czas? A jeśli nawet zdąży na czas, to czy Ameryka wytrwa w cierpliwości? Stawka jest wysoka.

LESZEK JESIEŃ, dr, wykładowca WSE im. ks. Józefa Tischnera, były doradca premiera Jerzego Buzka i ministra Jana Kułakowskiego. Wydał m.in.: Europa w lustrze eurosceptycyzmu. Brytyjska Partia Konserwatywna wobec integracji europejskiej (1999).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.