
Diagnozy
Imperium w głowach Rosjan
Bartłomiej
Sienkiewicz
Aby trwało
Imperium nie są potrzebne granice, obfitość surowców czy karne zastępy
wojska - potrzebne są ludzkie głowy. To w nich rodzi się i trwa
Imperium. Kiedy w początkach lat 90. w Rosji dla ludzi, którzy całe
swoje życie poświęcili tworzeniu ZSRR nastąpił prawdziwy koniec
świata, nikt chyba oprócz jednego człowieka nie był świadomy tej
prawdy. W 1993 roku ukazał się pierwszy publiczny raport analityczny
Służby Wywiadu Zagranicznego - następczyni Pierwszego Głównego Zarządu
KGB. Promował ten dokument ówczesny szef tej instytucji - Jewgienij
Primakow i to on był jego faktycznym twórcą. W czasie, gdy Rosjanie
pytali: kim jesteśmy bez ZSRR? Czym ma być ta nowa Rosja? Jaką drogę
ma obrać? - Primakow swoim raportem (a potem następnymi) rysował
odpowiedź. Jego definicja interesów Rosji wobec Zachodu sprowadzała
się do wniosku, że Rosja jest i pozostanie osobnym światem, a jej
dążenia w polityce zagranicznej są sprzeczne z tym, czego oczekują
od niej zachodnie demokracje. Budował tym samym podstawową dla tożsamości
Rosji konkluzję: mamy swoją drogę wyznaczaną pamięcią znaczenia
ZSRR. Stąd w polityce, którą prowadził jako minister spraw zagranicznych
a później jako premier, wyraźna linia niezgody na inne miejsce Rosji
w świecie niż w czasach Związku Sowieckiego, stąd nacisk na panowanie
polityczne w obszarze "bliskiej zagranicy" i niezgoda na rozszerzenie
NATO. Symbolicznym wydarzeniem dla myślenia Primakowa było zawrócenie
samolotu, którym leciał do USA, na wieść o rozpoczęciu nalotów w
Kosowie w 1999 roku. To równocześnie była największa jego klęska
- stanowisko Rosji w kwestii użycia siły w Europie zostało zignorowane,
a jej obstrukcja w polityce wobec Serbii okazała się nieskuteczna.
Doświadczenie słabości, poczucie przegranej w walce o znaczenie
na arenie międzynarodowej było dojmującym uczuciem elit rosyjskich
lat 90. Primakow był pierwszym, który starał się temu przeciwstawić,
przynajmniej w sferze idei przerzucając pomost między starymi a
nowymi czasy.
To wówczas
gdy Primakow był osobą decydującą o kształtowaniu się pozycji Rosji
wobec świata w okolicach władzy zaczęły powstawać przeróżne centra
geopoliticzeskich isledowanii - instytuty, fundacje zajmujące
się promocją idei Rosji jako imperium i analizami geopolitycznego
położenia Federacji Rosyjskiej. Nigdy wcześniej geopolityka nie
miał tylu wyznawców, co było paradoksem, zważywszy że w tym samym
czasie na Zachodzie składano tę dziedzinę politologii do lamusa.
W tle tych organizacji zwykle przewijali się jacyś "mundurowi":
a to z armii, a to ze służb specjalnych, a finansowanie tych instytucji
często odbywało się z pieniędzy państwa. Obserwatorzy rynku idei
w Rosji z pobłażaniem przyjmowali tę aktywność, tak sprzeczną z
realiami rosyjskiej polityki: po klęsce armii w pierwszej wojnie
czeczeńskiej, w trakcie pogłębiającego się kryzysu władzy i narastającego
chaosu, rozprawy i książki o imperialnym przeznaczeniu Rosji zdawały
się być głosem rozpaczliwej tęsknoty za minionymi czasy, rojeniami
rozgoryczonych. Przypominały pochody nacjonal-bolszewików, tak chętnie
pokazywane w telewizyjnych relacjach z Moskwy: portrety Lenina i
Stalina niesione razem z wizerunkami ich ofiar - Mikołaja II i ikonami.
Sytuacja
uległa zmianie wraz dojściem do władzy Putina. Hasła silnej władzy,
odbudowy znaczenia Rosji w świecie, twardego egzekwowania interesów
rosyjskich wobec sąsiadów znalazły powszechne poparcie, a geopolityka
stała się obowiązkową metodą myślenia moskiewskich elit. Toteż nic
dziwnego, że zaprzysiężenie prezydenta Rosji na drugą kadencję 7
maja br. miało oprawę bliższą koronacji niż rytuałowi demokratycznemu.
Prezydent podążający kilometrami czerwonych chodników, poprzedzany
heroldami z insygniami władzy, stał się ikoną nowej Rosji, w której
doszło do połączenia sprzecznych na zdrowy rozum porządków. Z jednej
strony władza ta nawiązuje wprost do Związku Sowieckiego (nawet
do tak odrażających postaci jak Jurij Andropow), z drugiej łączy
tradycje carskiej Rosji. Ta mieszanka jest możliwa tylko na gruncie
myślenia imperialnego, pozwalającego płynnie połączyć różne, często
sprzeczne ze sobą wątki historii i tradycji rosyjskiej. Ale przecież
rzecz nie w rytuałach i socjotechnice, a w działaniach państwa na
gruncie jak najbardziej realnej polityki. W przeciągu ostatnich
lat putinowska Rosja stała się aktywnym graczem na obszarze WNP.
Wykorzystując swoje możliwości ekonomiczne i infrastrukturalne,
doprowadziła do monopolizacji tranzytu paliw płynnych z obszaru
byłej ZSRR. Niepokornych łamie - blokada łotewskiego portu Windawa
to rodzaj wojny ekonomicznej, jaką Kreml wydał państwu należącemu
już do sfery UE i NATO. Na Litwie o mały włos nie udała się operacja
"Paksas", której celem było osadzenie na fotelu prezydenckim człowieka
zależnego od Rosji. Na Ukrainie wzrasta presja lobby moskiewskiego
- ostatnim sukcesem było podpisanie przez Ukrainę porozumienia o
Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej i praktyczny paraliż polityki
Kijowa zmierzającej do uzyskania członkostwa w WTO wcześniej niż
to może uczynić Rosja. Kreml oparł się zdecydowanie podejmowanym
przez UE próbom demonopolizacji Gazpromu - koncern ten jest postrzegany
jako kluczowe narzędzie realizacji polityki zagranicznej Federacji
Rosyjskiej. Rosyjska polityka, określana często mianem "pragmatycznej",
oparła się nie na armii, lecz na ekonomii, wykorzystując narzędzia,
jakie daje Rosji panowanie w tej części kontynentu w sferze zaopatrywania
w paliwa płynne - ropę i gaz. Po bez mała 14 latach od upadku Układu
Warszawskiego praktycznie cała Europa Środkowa i Wschodnia jest
uzależniona od dostaw rosyjskich, na staży których nie stoją już
rosyjskie wojska, tylko gwarancje długoterminowych umów handlowych
zawieranych przy wsparciu państwa i dyplomacji Federacji Rosyjskiej.
Na dodatek Kreml postanowił skonsolidować własny sektor paliwowy
- doprowadzić do kontroli państwa nad tym przemysłem i strumieniem
dochodów (poprzez konsolidację, przejęcia i wymuszanie zmian personalnych),
co - jeśli się zrealizuje - da Kremlowi potężne polityczne narzędzie
oddziaływania na cały region. Ale sprawdzianem imperialnego myślenia,
jakie zdominowało rosyjską politykę jest Czeczenia. To dzięki mobilizacji
opinii publicznej wokół interwencji w tej republice Putin objął
władzę przy powszechnym aplauzie. To Czeczenia stała się poligonem
postaw elit rosyjskich wobec problemów z dziedzictwem imperialnym.
Przemoc i okrucieństwo, jako sposób rozwiązywania konfliktów etnicznych
i dążeń separatystycznych, jest najgorszą z możliwych recept na
budowę własnego prestiżu. Dla większości Rosjan ta polityka jest
do zaakceptowania - i to stanowi największe zagrożenie. Bo przemiany
w Rosji zdają się iść w przeciwnym kierunku do tych, które są udziałem
reszty Europy - z jej dobrowolnością integracji, poszanowaniem dla
praw obywatelskich, niechęcią wobec użycia przemocy. Imperium w
głowach Rosjan skutecznie wyklucza współistnienie tych porządków.
Prędzej czy później musi dojść do "zderzenia cywilizacji", czy to
na gruncie polityki UE wobec Rosji, czy polityki Rosji wobec krajów
Europy Środkowo-Wschodniej. We współczesnej Europie imperializm
jest bowiem ostatnim komponentem, który może być zaabsorbowany.
BARTŁOMIEJ SIENKIEWICZ, był współpracownikiem ministrów Kozłowskiego
i Milczanowskiego w MSW i UOP, a następnie współtwórcą i (do wiosny
2001) wicedyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich. Jest wykładowcą
Akademii Obrony Narodowej.
POCZĄTEK
STRONY |