Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MAJ 2004, NUMER 588

Strona główna

Po śladach ks. Józefa Tischnera


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Zdarzenia-książki-ludzie

 

Wytrwać w nocy nadaremności

Jerzy Wocial

Anselm Grün, Jezus - brama do życia. Ewangelia św. Jana, tłumaczenie Grzegorz Sowinski Wydawnictwo Znak, Kraków 2002

Wyrażenie "noc nadaremności" pojawia się w przedostatnim rozdziale książki: tak nazywa autor tę noc (mowa o niej w ostatnim rozdziale Ewangelii św. Jana), kiedy uczniowie Jezusa pracowali przy połowie ryb, lecz ich trud pozostawał daremny. O świcie - relacjonuje za Ewangelistą Anselm Grün - rybakom ukazał się Jezus i polecił im zarzucić sieci z prawej strony łodzi. Rybacy wykonali to polecenie, a wtedy ich praca przyniosła obfity plon. Zdaniem Grüna, opowieść jest napisana w języku symboli: strona prawa to strona świadomości, połów ryb to badanie głębi własnego życia wewnętrznego. Uczniowie Jezusa, pod kierunkiem Nauczyciela i z Jego zachęty, sięgają do najgłębszej rzeczywistości własnej duszy. Co znaczy obfitość plonu? W interpretacjach Grüna motyw obfitości stale wraca na pierwszy plan. Spróbuję pokazać przynajmniej niektóre jego podstawowe znaczenia.

Najpierw zatem: dlaczego Jezus wzywa uczniów, by sięgnęli do głębi własnej duchowej rzeczywistości? Cóż mają przez to zdobyć? Przede wszystkim, odpowiada autor, samopoznanie, to znaczy bezpośrednią - utraconą w następstwie grzechu pierwszych rodziców - więź z własną istotą, która w sposób rdzenny określa to, kim są. Ludzką historię - zarówno gatunkową, jak osobistą - przenika dziedzictwo źródłowego grzechu: zerwania przez człowieka więzi ze Stwórcą. Bóg przygotował nam radość doskonałą - mieliśmy cieszyć się Jego obecnością i uczestniczyć w pełni Jego życia. Przez zerwanie więzi z Bogiem sami strąciliśmy siebie z miejsca przewidzianego dla nas w zamyśle stwórczym: żyjemy w oddaleniu od Boga, w cierpieniu, a nasze życie przemija. Zwróceni nieustannie ku własnym potrzebom, żyjemy w rozproszeniu, ponieważ w rzeczach, których pragniemy, nie rozpoznajemy jednoczącej woli Stwórcy, a w naszych zamysłach - Jego wezwania. Bóg stworzył nas na własny obraz. A skoro utraciliśmy możliwość oglądania Boga wprost, przestaliśmy także rozpoznawać samych siebie. Żyjemy niejako po omacku, jak pisze Grün - w rzeczywistości zasłoniętej, a więc również w nieustannym poczuciu zagrożenia. Im żarliwiej pragniemy je odsunąć, tym bardziej je pogłębiamy, ponieważ - zaślepieni na nasze najgłębsze tęsknoty - szukamy satysfakcji tam, gdzie znajdujemy tylko rozczarowanie. W opowieści Ewangelisty, wyjaśnia Anselm Grün, obfitość połowu oznacza odzyskanie przejrzystego obrazu własnej rzeczywistości, odkrycie zasady, która nasze życie jednoczy i określa jego sens. Oznacza w istocie odzyskanie pełnego wymiaru życia. Gdy na początku książki czytamy: "tylko ten rzeczywiście żyje, kto rozumie samego siebie" (s. 11), przyjmujemy tę uwagę jako oczywistą, teraz jednak głębiej rozumiemy jej racje. Wezwanie Jezusa, bezpośrednio skierowane do uczniów, przez swój sens symboliczny dotyka także każdego z nas w naszym zasadniczym kalectwie. I nie jest tak, by dotarcie do własnej istotnej głębi miało pozostać dobrem grona wybranych, ponieważ wszyscy jesteśmy zaproszeni, by zostać uczniami Jezusa.

Wydaje się jednak, że podjęcie Jezusowego wezwania otwiera przed nami próżne nadzieje. Nasza rzeczywistość duchowa, wskazuje Grün, nie pozwala się uprzedmiotowić, a jej penetracja nie sięga nigdy tak daleko, byśmy w pełni mogli poddać ją naszej kontroli. Analizę rozmowy Jezusa z Nikodemem, a rozmowa dotyczy narodzin z Ducha, Anselm Grün zamyka taką oto wypowiedzią: "Wiedza o tajemnicy mej duchowej istoty uwalnia mnie od ciągłego krążenia wokół powierzchownych i drugorzędnych problemów. Jest niczym ponowne narodziny. Panuje we mnie już nie ego, które stale krąży wokół samego siebie, lecz prawdziwa istota, w której odcisnął się wizerunek Boga i która wymyka się ludzkiemu poznaniu" (s. 58). Czymże jest "wiedza o tajemnicy"? Czym jest wiedza świadoma zarazem tego, że swego przedmiotu nie zna?

Odpowiedź podsuwa sam przytoczony fragment. W naszej właściwej istocie jest obecny obraz Boga. Gdy przekroczymy myślą granice naszej psychiki i wejdziemy w obszar naszego ducha, dotkniemy tego obrazu i poznamy, że przedstawia on Boga, choć ani treści obrazu, ani rzeczywistości, której obraz jest znakiem, nie obejmiemy. Zdobędziemy wiedzę o tajemnicy.

Mianem "wiedzy" zwykliśmy jednak określać takie przekonania, które składają się wyłącznie z sądów prawdziwych. Czy sądy o Bogu, a więc i o własnej duszy, skoro zawiera ona Jego obraz, można uznać za prawdziwe w tym samym sensie, w jakim przypisujemy prawdziwość sądom o rzeczywistościach dostępnych obserwacji lub myśli badawczej? Autor książki nie stawia tego pytania wyraźnie, ale też nie uchyla się przed nim. Pisze: "Gdy usiłujemy pojąć, czym jest jakaś rzecz, bierzemy ją do ręki. Chwytanie i ujmowanie są ludzkim sposobem poznawania. Ale Zmartwychwstałego nie można zrozumieć w taki sposób. Niezbędny jest wgląd wiary. Zmartwychwstałym nie można dysponować jak rzeczą. Nie można Go uchwycić" (s. 169). Ten, kto żywi prawdziwy sąd o rzeczy, w pewnym sensie nad tą rzeczą zapanował, poddał ją swej intelektualnej władzy. Ani Boga, ani własnej duszy w ten sposób poznać nie można. Rozważając mowę pożegnalną Jezusa, Anselm Grün zwraca uwagę, że przedstawia się On uczniom jako prawda. W innym miejscu książki autor informuje, że greckim odpowiednikiem słowa "prawda" jest aletheia - pojęcie, które najdosłowniej znaczy tyle co "rzeczywistość odsłonięta". Jezus - interpretuje Grün relację Ewangelisty - objawia właściwą rzeczywistość, zdejmuje z niej zasłonę pozoru (motyw ten, widomy znak zainteresowania autora kulturą Wschodu, występuje w książce wielokrotnie), odsłania to, co prawdziwie jest. Prowadzi, rzec można, do dwu nieskończoności: do pełni życia Bożego, a jednocześnie tam, gdzie jest obecny jego obraz - do naszego właściwego jestestwa. Wiedza o Bogu, a także wiedza o duszy, nie jest tej natury, byśmy mogli zamknąć ją w zasobach naszej pamięci i dołączyć do już posiadanych informacji o świecie - kto stawiałby jej taki wymóg, odbierałby słowom "Bóg" i "dusza" ich właściwy sens. Prawdy, pisze Grün, nie można posiadać - można nią żyć. Rzeczywistości, która - prawdziwie i w najmocniejszym sensie słowa - jest, nie można opanować, można ją kontemplować jako tajemnicę.

Nadzieje, które Jezus w uczniach wzbudza, nie są próżne: tajemnica nie zamyka dostępu do siebie, możemy wchodzić w jej głębie i podziwiać ją - bez złudzeń, że kiedykolwiek ogarniemy ją w całości. A plon naszego trudu - w relacji Ewangelisty: obfity połów - jest tak wielki, że przekracza nasze wyobrażenia. Wyobraźnia jest władzą naszej psychiki, projektuje rzeczywistość, lecz sama nie przestaje być jej składnikiem - jej działanie jest zawsze uwarunkowane. Gdy, przekroczywszy granicepsychiki, otwieramy się na rzeczywistość naszego ducha, doświadczamy obecności tego, co nie podlega władzy uwarunkowań. Obecności Tego, który jest, a jednocześnie obecności naszej prawdziwej istoty, naszego - pisze Grün za Wernerem Huthem, terapeutą - duchowego centrum. "Gdy sieć napełniła się rybami, umiłowany uczeń Jezusa poznał, że nieznajomym na brzegu jest Zmartwychwstały" (s. 176). Poznał Go nie władzą psychiki, lecz ducha. Poznanie Boga nie jest tylko oglądem, kontemplacją i nie jest aktem tylko naszym. Jest ono jednocześnie aktem Bożym, w którym Bóg przywraca nas naszej własnej istocie, a przez to scala w nas to, co pozostawało w wewnętrznej niezgodzie.

Akt samopoznania nigdy nie zamyka nas w granicach naszej indywidualności, ponieważ kieruje nas ku Temu, którego obraz w sobie odkrywamy. Poznanie Boga zwraca nas ku sobie samym i pozwala nam odkryć, kim prawdziwie jesteśmy. Czytelnik książki Anselma Grüna przypomni sobie, być może, fragment Solilokwiów św. Augustyna: "R. Streść krótko swoje życzenia. - A. Chcę poznać Boga i duszę. - R. Czy nic więcej? - A. Nic zgoła". Gdyby przy lekturze Augustyna zadał sobie kiedykolwiek pytanie, dlaczego pisarz niczego więcej nie pragnie, w książce Grüna znalazłby odpowiedź następującą: ponieważ poznanie Boga i duszy zaspokaja wszelki głód rzeczywisty. Zaspokaja głód pokoju, ponieważ jest ono aktem pojednania: odkrywając siebie, docieramy do miejsca, w którym ład duszy, porządek rzeczy i Słowo stwórcze zachowują istotną jedność. Zaspokaja głód miłości: Bóg objawia się jako miłość nieustannie czynna, a poznanie duszy - przywracając nam więź z naszym właściwym jestestwem - oczyszcza naszą postawę wobec własnego życia z fałszu, który nie pozwala nam Bożej miłości przyjąć. Poznanie Boga i duszy zaspokaja głód istnienia i życia. Miłość jest wewnętrznym życiem Boga, a zarazem jest początkiem i zasadą wszelkich rzeczy. Gdy przyjmujemy Bożą miłość, wówczas przyświadczamy temu, że jest ona także zasadą naszego życia. Jednoczymy się wtedy ze światem, a jednocześnie uczestniczymy w życiu Boga: zbawienie, a więc pełnia życia, nie jest już tylko obietnicą, lecz staje się rzeczywistością.

Co znaczy: przyjąć Bożą miłość? Znaczy to: przyjąć misję Jezusa Chrystusa. Jezus, posłany przez Ojca, aby świat zbawić, jest Słowem odwiecznym, które przyjąwszy ciało człowieka, przyszło na świat i trwa w jego historii. Jest Mądrością Bożą, która dała istnienie wszystkiemu - a zarazem racją każdej historii osobistej. Krzyż na Golgocie - miejsce haniebne, a zarazem symbol poniżenia i odrzucenia - jest miejscem definitywnego zwycięstwa: śmierć została pokonana przez Tego, który wolęBoga całkowicie wypełnił. Gdy rozważamy Krzyż Chrystusa i odnajdujemy jego figurę we własnym doświadczeniu cierpienia i umierania, możemy w tym doświadczeniu rozpoznać Boży plan: Słowo, które wcieliło się w nasze życie. Nasze cierpienie staje się wtedy przejrzyste, rozumiemy jego sens i możemy wówczas doświadczyć radości, jaka płynie z życia spełnionego. Jezus jest prawdą - aletheia. On odsłania rzeczywistość: objawia Boga, a jednocześnie ukazuje nam nas samych - pozostając w pełni swego Bóstwa, Jezus jest pełnym człowiekiem.

Anselm Grün zwraca uwagę, że słowem aletheia Ewangelista oddaje wyraz hebrajski, który znaczy tyle co "wierność". Bóg jest wierny człowiekowi w sposób niezawodny, darzy go miłością bezwarunkową. Przyjęciem daru Bożej miłości jest wiara. Słowo "wiara" nie oznacza tu stanu świadomości. Wiara jest przede wszystkim postawą i jakością życia: "Wiara nie jest trwałym uposażeniem, lecz drogą, ruchem, wewnętrzną dynamiką, dzięki której pozostajemy żywymi istotami" (s. 136). Wiara, o której pisze Grün, jest decyzją przyjęcia misji Jezusa do własnego życia, co znaczy w istocie - decyzją pójścia za Nim. W relacji Jezusa wobec Boga dialog miłości uzyskuje postać doskonałą - na bezwarunkową miłość Ojca Jezus-człowiek, ale w mocy Ducha Bożego, odpowiada zupełnym zawierzeniem i miłością bezwarunkową. Wróćmy do wydarzenia, o którym czytamy w ostatnim rozdziale Janowej Ewangelii: Jezus ukazuje się uczniom po nocy ich bezowocnej pracy i poleca, by zarzucili sieć z prawej strony łodzi. Grün podkreśla, że było to po Zmartwychwstaniu. Zmartwychwstały zachęca nas, byśmy pod Jego kierunkiem odkryli w sobie to miejsce, gdzie nie jesteśmy związani ani prawami świata, ani jego wydarzeniami - gdzie określa nas jedynie to, kim jesteśmy istotnie. Tam, w naszej prawdzie, w naszej przez Jezusa odsłoniętej rzeczywistości, będziemy mogli zarówno doświadczyć miłości Boga, jak i własną miłością bezwarunkową, a więc wolną, Bogu odpowiedzieć.

Zasadniczym doświadczeniem ucznia Jezusa nie jest jednak czyste poznanie, lecz krzyż. Jezus pokonał śmierć, ale wcześniej oddał za nas życie w sytuacji absolutnego ogołocenia. My, "narodzeni z ciała", nie potrafimy pójść za Nim o własnych siłach - kiedy dajemy tylko to, co mamy sami, zauważa Grün, rychło wydamy wszystko. Stawić życie dla innych, w pełnej wolności, jesteśmy gotowi wtedy jedynie, gdy narodzimy się powtórnie, "z ducha" - działa w nas wówczas ta miłość, którą przyjmujemy od Jezusa.

Na początku książki Anselm Grün stwierdza, że św. Jan podejmuje trzy podstawowe pytania, jakie stawia wszelka filozofia, o ile interesujeją człowiek: "Na czym polega tajemnica naszego życia? Kim jest człowiek? Jaki jest jego stosunek do Boga?" (s. 9). W istocie Grün w swoich analizach, zachowując porządek ewangelicznego przekazu, zawsze te trzy pytania ma na uwadze. Praca Anselma Grüna jest więc przede wszystkim rzetelną i ciekawą myślą o źródłach wiary chrześcijańskiej, myślą, która prawdy wiary wyjaśnia, a przez to też uzasadnia. Rozprawa jest zasadniczo analizą, ale jest też w niemałej mierze komentarzem do Ewangelii. Jest także wyznaniem własnego doświadczenia wiary. Czytelnik nie ma wątpliwości, że autor żyje rzeczywistością, o której pisze, a w książce daje o tym świadectwo. Dlatego rozważania Grüna mogą okazać się pomocne dla każdego, kto czuje, że jego wiara obumiera lub kostnieje - w książce znajdzie on niejedną zachętę, aby zastanowić się, co znaczy obietnica, którą otrzymał w sakramencie chrztu, i by odnieść do niej podstawowe doświadczenia swojego życia.

We wszystkich swoich warstwach - jako rozprawa, komentarz i świadectwo - książka Grüna jest żywą i piękną katechezą. Wyjaśniając znaczenia wypowiedzi Ewangelisty, Anselm Grün sam głosi Dobrą Nowinę. W analizie symboliki "nocy nadaremności" i spotkania uczniów z Jezusem Grün, w świetnej syntezie, ukazuje działanie Jezusa zmartwychwstałego w życiu człowieka. "Jezus pokazuje im [uczniom - J.W.], jak mają żyć, by ich życie było udane. Każe im, by zarzucili sieć z prawej burty. Nie żąda niczego niezwykłego. Mają zrobić to samo co zawsze: zarzucić sieć. Ale teraz mają to zrobić na Jego polecenie..." (s. 175). Codzienność często nuży nas, a niekiedy przejmuje lękiem. Mozolnie próbujemy zmienić jej kompozycję w nadziei, że uwolnimy się od niej, ale nasza nadzieja pozostaje próżna, a trud - bezowocny. Jezus nie zmienia naszej codzienności - działa w jej strukturze. Jego interwencja nie przynosi nam innej historii, lecz uzdalnia nas do tego, byśmy w naszej historii dostrzegli Jego obecność i wyznali - jak niegdyś uczniowie - że On jest Panem. Zmartwychwstanie wydarza się wówczas, gdy odczuwamy poruszenie Jego miłości - wraz z ponagleniem, abyśmy tę miłość przekazywali innym. Wtedy, w życiu obecnym, które bywa nierzadko nocą pracy daremnej, doświadczamy cudu nowości życia.

JERZY WOCIAL, ur. 1946, dr filozofii, pracownik Instytutu Filozofii UW, członek Rady Redakcyjnej "Więzi".

 

 

POCZĄTEK STRONY


Znak Młodych

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.