|

Kościół mój dom
Kardynał prymas.
Arcybiskup przewodniczący
Janusz Poniewierski
Z pewnego punktu widzenia 18 marca br., w dniu wyborów nowego
przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, nie wydarzyło
się właściwie nic istotnego. Ot, normalna kolej rzeczy: "Umarł
król, niech żyje król". "Zaszło słońce, wzeszedł księżyc" - można by
powtórzyć głośny (i do końca jednak niezbyt zrozumiały) komentarz
biskupa Tadeusza Pieronka.
Ale z innego punktu widzenia byliśmy świadkami przełomu. Oto
bowiem skończyła się długa epoka prymasów (de facto stojących na
czele Kościoła w Polsce). "Zaszło słońce prymasostwa", a w strukturach
Episkopatu na dobre usadowiła się demokracja.
W tym miejscu konieczne wydaje się kilka słów wyjaśnienia. Po
pierwsze, tytuł prymasa ma charakter honorowy (zgodnie z zasadą:
primus inter pares - "pierwszy wśród równych") i w Polsce związany
jest z arcybiskupstwem gnieźnieńskim. W naszym kraju jego ogromne
znaczenie wynikało z historii (to prymas pełnił funkcję interreksa).
I z osobowości niektórych prymasów - zwłaszcza kard. Stefana
Wyszyńskiego, który rzeczywiście rządził Kościołem na mocy specjalnych
uprawnień udzielonych mu imiennie przez Stolicę Apostolską
i był "zwornikiem całego Kościoła w Polsce".
Prymasem
od roku 1981 do dzisiaj jest Józef Glemp. Kim zatem został abp Józef
Michalik? Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski - a stanowisko
to zajmowali przed nim prymasi: Wyszyński i Glemp. Nic dziwnego,
że Polacy obu tych funkcji nie rozróżniali. 18 marca br. te dwa
"porządki władzy" zostały definitywnie rozdzielone - i
na tym właśnie polega przełom.
Po drugie - bardzo rzecz upraszczając - Kościół katolicki jest
podzielony na diecezje, a każdą diecezją rządzi biskup ordynariusz
(który pozostaje w łączności z papieżem i kolegium biskupów całego
świata). Żeby zaś kolegialność Kościoła nie była jedynie pobożnym
życzeniem, tworzone są regionalne (krajowe) konferencje episkopatu.
Na ich czele stoi właśnie przewodniczący, ktoś w rodzaju koordynatora
prac konferencji, w której zasiadają suwerenni biskupi diecezjalni
i ich biskupi pomocniczy. Rolą przewodniczącego Episkopatu
nie jest więc rządzenie polskim Kościołem, lecz r e p r e z e n t a c j a
i k o o r d y n a c j a, zwoływanie i przewodniczenie zebraniom plenarnym
itp. Przewodniczący Konferencji Episkopatu "jest osobą numer
jeden w naszym Kościele - mówił KAI bp Piotr Libera. -
W imieniu Kościoła zabiera głos w sprawach publicznych dotyczących
życia społecznego czy politycznego w skali całej Polski. Bardzo
ważnym jego zadaniem jest też reprezentowanie Kościoła w kontaktach z władzami państwowymi". (Jak z tego widać, musimy wszyscy
przywyknąć do tego, że od 18 marca to nie prymas Glemp, ale abp
Michalik reprezentuje Kościół w Polsce i jest w pewnym sensie jego
głosem. "Wszyscy" - to znaczy także dziennikarze telewizyjni i sam
kard. Glemp. W nowej sytuacji czymś kompletnie niezrozumiałym
było na przykład świąteczne orędzie Prymasa do narodu, transmitowane
przez I program TVP). Ponadto - i to jest bardzo ważne - "przewodniczący
nadaje kierunek pracom Episkopatu, wskazuje priorytety
duszpasterskie" itp. I jeśli jest w tej funkcji dobry, może wiele zdziałać.
Warto również (po trzecie) pamiętać, że wybory przewodniczącego
Episkopatu odbywały się nie po raz pierwszy, a kard. Glemp
był wybierany - czasem nawet jednogłośnie! - już w roku 1989,
1994 i 1999 (wcześniej prymas automatycznie zostawał przewodniczącym
konferencji). Różnica polega jednak na tym, że w czasie tamtych
posiedzeń biskupi czuli jakiś "wewnętrzny imperatyw" wyboru
Józefa Glempa. Rozmaicie ten fakt tłumaczono: tradycją, nawykami
myślenia itp. Jedni podejrzewali istnienie jakiegoś poufnego listu Jana
Pawła II na ten temat, drudzy mówili o "testamencie" kard. Wyszyńskiego,
który miał wyznaczyć bp. Glempa na swego następcę.
A jeszcze inni powiadali, że w czasach tak trudnych nie należy eksperymentować
i "zmieniać zaprzęgu". I tak trwał ten status quo, aż
jego dalsze utrzymywanie okazało się niemożliwe. Niemożliwe, bo:
1. Prymas osiągnie w tym roku wiek emerytalny; 2. zgodnie z nowym
statutem Konferencji Episkopatu funkcję przewodniczącego
można pełnić najwyżej przez dwie kadencje z rzędu.
To nie znaczy, oczywiście, że po roku 1989 biskupi głosowali
wbrew swoim poglądom. Moim zdaniem, większość i tak uważała,
że Prymas jest w tej roli najlepszy. A przedstawiciele mniejszości mogli
myśleć, że lepiej, by kardynał Glemp rządził także na Skwerze kard.
Wyszyńskiego (siedziba Konferencji Episkopatu), niż gdyby miały
istnieć w Warszawie dwa niezależne ośrodki kościelnej władzy. Ale
wiosną tego roku wybór Józefa Glempa nie wchodził już w rachubę.
Biskupi musieli podjąć suwerenną decyzję i wskazać tego, który
z nich najlepiej odczyta znaki czasu. Który najtrafniej odpowie na
wyzwania stojące dziś przed Kościołem w Polsce. A jest ich sporo!
Kilka dni
przed zebraniem plenarnym Episkopatu pisał w "Tygodniku Powszechnym"
ks. Adam Boniecki, że "przez ten wybór Episkopat odpowie na
pytanie: 'Kościele, co mówisz o sobie?". I rzeczywiście: odpowiedział.
Ze względu
na osobę abp. Józefa Michalika jest to odpowiedź jasna i czytelna.
Bo metropolita przemyski to człowiek wyrazistych poglądów. Tak wyrazistych,
że od lat postrzega się go jako przywódcę "prawego skrzydła"
Episkopatu. Dzień po wyborach publicysta "Gazety Wyborczej"
Jan Turnau pisał, że nowy przewodniczący "reprezentuje raczej
poglądy 'oblężonej twierdzy': lęk przed współczesnym światem, zgniłym
Zachodem, krytycznie myślącym laikatem, niewierzącymi, ba, masonami...".
I listę tę można by jeszcze przedłużać (wskazując na przykład "bezkompromisową"
obronę księdza oskarżonego o molestowanie seksualne).
To wszystko prawda. Ale prawdą jest również to, że metropolita
przemyski ma prawdziwie katolicki (tzn. uniwersalny, wolny od szowinizmu)
stosunek do Kościoła unickiego i do ukraińskich mieszkańców
ziemi przemyskiej. Że chciałby zdyscyplinować Radio Maryja
(głównie ze względu na jego nieposłuszeństwo wobec Kościoła)
i - jako były pracownik Papieskiej Rady ds. Świeckich - dobrze rozumie
problemy laikatu i nowych wspólnot w Kościele. I że się szybko
uczy na błędach.
Od chwili wyboru na przewodniczącego Konferencji Episkopatu
abp Michalik zachowuje się tak, jakby chciał "zakopać topór wojenny"
i wiele spraw podjąć od nowa ("Dla mnie bardzo ważnym miejscem
w Ewangelii jest modlitwa Pana Jezusa o jedność - mówił
w rozmowie z KAI. - Proszę zwrócić uwagę, że Chrystus w tym szczególnym
momencie nie modlił się o inne sprawy, tylko, żebyśmy zachowali
jedność"). Jego słowa wypowiedziane bezpośrednio po wyborze
zanotował korespondent "Tygodnika Powszechnego": "...zaprosił
'zarówno wierzących, jak i niewierzących do współpracy', do
wspólnego 'pochylenia się nad człowiekiem żyjącym na tej naszej
ziemi'. Poprosił o modlitwę, bo 'im słabszy człowiek, tym więcej
potrzeba pomocników, tym większej potrzeba modlitwy'. Przypomniał, że umierający Prymas Tysiąclecia nie pozostawił następcom
programu, twierdząc, że 'program stworzy historia, czas i ludzie'.
Arcybiskup lapidarnie skomentował: 'Myślę, że to jest jakieś zadanie
'. Uprzedzając pytania, lakonicznie scharakteryzował też styl swego
urzędowania: 'Będę próbował widzieć Pana Boga, Ewangelię, Pana
Jezusa. Będę próbował widzieć człowieka, ludzi i mieć dystans do
siebie'".
Jak widać, nowy przewodniczący Konferencji Episkopatu wymyka
się czarno-białym schematom. I choć do tej pory dał się poznać
przede wszystkim jako obrońca instytucji Kościoła w obliczu
wielorakich zagrożeń, to jego obecne wypowiedzi pozwalają żywić
nadzieję, że zwycięży w nim ten, kto "dostrzega dobro wokół nas",
skądkolwiek ono przychodzi, i "nie wpada w panikę wobec trudności.
One nie są takie groźne, bo Pan Bóg jest mocniejszy niż zło i jest
bliżej nas, niż myślimy".
JANUSZ
PONIEWIERSKI, ur. 1958, członek redakcji "Znaku", w latach 1993-1997
kierownik działu religijnego "Tygodnika Powszechnego", autor książek:
Pontyfikat (1999; II wyd. 2003) i Kwiatki Jana Pawła
II (2002).
POCZĄTEK
STRONY |