Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MARZEC 2004, NUMER 586

Strona główna

Popkultura


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

 

 

 

 

 

 

 


Społeczeństwo Nieobojętnych


Dobroć jest podejrzana

Dorota Rogala

W przedpokoju niewielkiego mieszkania w krakowskiej kamienicy stoi kilka olbrzymich garnków wypełnionych parującą zupą, ziemniakami i surówką. Codziennie, wczesnym popołudniem, Teresa i Marta Sawickie wydają obiady dla blisko 100 osób. Tutaj po gorący i świeży posiłek może przyjść każdy potrzebujący pomocy człowiek, z wyjątkiem osób nietrzeźwych. Przychodzą zazwyczaj bezrobotni, bezdomni mężczyźni, lat około 50, lub ludzie samotni, chorzy i starsi. Marta Sawicka mówi, że tym, którzy nie są w stanie przyjść o własnych siłach, obiady są dostarczane do domu.

Kuchnia funkcjonuje od 1980 roku. Powstała z inicjatywy Teresy Sawickiej, wtedy trzydziestokilkuletniej nauczycielki języka rosyjskiego. Z jej opowiadań wynika, że wszystko zaczęło się przypadkowo, kiedy znajoma złamała rękę i poprosiła ją o przyniesienie obiadu z jadłodajni fabrycznej, w której się stołowała. Teresa, pracując wówczas w Wieliczce, nie zdążyła pojechać po posiłek, więc sama go ugotowała i zaniosła jej. Któregoś dnia, kiedy po raz kolejny poszła do niej z obiadem, okazało się, że ta dzieli się jedzeniem ze starszą kobietą z sąsiedztwa. Teresa postanowiła więc gotować obiady dla nich obu. Z czasem potrzebujących zaczęło jednak przybywać - ludzie sami dowiadywali się o siostrach Sawickich. Początkowo to one roznosiły posiłki ludziom chorym, potem pojawili się bezdomni, bezrobotni, którzy przychodzili do nich po pomoc. Teresa gotowała w wynajętych grzecznościowo mieszkaniach, pracując, wstawała o trzeciej nad ranem, by obrać ziemniaki i przygotować wszystko na popołudnie. Twierdzi, że to nie było dla niej żadnym problemem, czuła, że chce to robić. Jej siostra wspomina, że Teresa już na studiach pomagała ludziom starszym, niepełnosprawnym, potem często nie przesypiała nocy, czuwając przy chorych. Marta upominała siostrę, buntowała się trochę przeciwko jej postawie. Sama pragnęła ułożyć sobie życie prywatne, wyjść za mąż, jako ekonomistka miała zupełnie inne niż siostra spojrzenie na świat. Niejednokrotnie było jej jednak po prostu żal Teresy, że się tak poświęca. Nie mogąc na to bezczynnie patrzeć, zaczęła jej pomagać. Z czasem ta praca całkowicie ją pochłonęła.

Przeor klasztoru oo. Dominikanów w Krakowie ojciec Jakub Kruczek opisuje siostry Sawickie jako osoby głęboko wierzące, rozmodlone, skupione na innych ludziach i na ich, a nie na swoim cierpieniu. One same natomiast niechętnie mówią o sobie, nie narzekają, choć, jak wynika z ich opowiadań, wciąż napotykają na wiele trudności. Nie jest tajemnicą, że obydwie są ciężko chore, na rencie. Teresa od 18 lat cierpi na cukrzycę, Marta natomiast chorowała na raka, jest po mastektomii. Mieszkają skromnie, śpią w maleńkim zatłoczonym pokoiku obok "ślepej" kuchni, w której przygotowywane są posiłki, w drugim pokoju, którym dysponują, znajdują się paczki z żywnością, worek z chlebem, kawa, przeciery, mleko dla dzieci, jest duży okrągły stół, przy którym przyjmują gości, telewizor. Twierdzą, że nic więcej nie jest im potrzebne. Żyją dla innych. Kiedy brakuje im pieniędzy na kuchnię, modlą się do św. Józefa, który jeszcze nigdy ich nie zawiódł. Kiedyś potrzebowały dwóch tysięcy złotych, by zwrócić kredyt zaciągnięty w pobliskim sklepie, gdzie zaopatrują się w żywność dla kuchni. Nie mając innej możliwości "załatwienia" tych pieniędzy, gorąco się modliły. Na drugi dzień ktoś przyniósł potrzebną kwotę. Innym razem w podobnej sytuacji, kiedy znowu brakowało prawie trzech tysięcy, okazało się, że ktoś wrzucił jako jeden zwitek dwa tysiące sześćset złotych do znajdującej się w kościele Dominikanów w Krakowie puszki na kuchnię dla ubogich.

Opowiadają, że w latach 80. od zupełnie nieznajomej szwajcarskiej lekarki otrzymały paczkę wypełnioną pieniędzmi, było w niej 5000 dolarów na prowadzenie kuchni. Kilka razy także dostały w spadku po starszych osobach, którymi opiekowały się przed śmiercią, duże sumy pieniędzy zapakowane w kartony i przekazane przez rodziny zmarłych. Wszystkie te środki przeznaczyły oczywiście na kuchnię.

Wydawać by się więc mogło, że inicjatywa sióstr Sawickich powinna zyskać ogólną przychylność, tymczasem wręcz przeciwnie, wzbudzała nieufność, a czasem nawet niechęć. Niektórzy do tej pory podejrzewają, że siostry dysponują pokaźnymi kontami w bankach, a ich skromny sposób życia to tylko pozory. Zapewne też nie są tak naprawdę chore, chcą tylko wzbudzić litość u ludzi po to, by zebrać więcej pieniędzy. Wielu sąsiadów zarzucało im także, że zakłócają spokój. Wspominają, jak kiedyś latem, za zgodą właściciela kamienicy, wydawały posiłki w pobliskiej bramie i po jakimś czasie otrzymały wyraźną sugestię, by nie robić tego w soboty i niedziele, kiedy mieszkańcy są w domu lub odświętnie ubrani idą na mszę świętą, bo razi ich widok tłumu zaniedbanych ludzi korzystających z darmowych posiłków. Teresa Sawicka opowiada o tym z dobrodusznym i pobłażliwym uśmiechem. Wielokrotnie przecież nadaremnie próbowała przekonywać, tłumaczyła się... Kiedy to nie pomagało, siostry musiały przenosić kuchnię. Teraz, kiedy mieści się ona u nich w mieszkaniu, panie Sawickie starają się tak wszystko organizować, by nie przeszkadzać sąsiadom. Wyznaczone są godziny posiłków, przychodzą po nie tzw. delegaci, którzy odbierają obiady dla kilku osób, nie ma więc tłoku. Pani, która gotuje, po każdym obiedzie myje klatkę schodową, by był porządek.

Kuchnia jest teraz finansowana przede wszystkim z pieniędzy zbieranych do puszki u Dominikanów lub z kwest organizowanych na ten cel 4 razy w roku przez klasztor. W zeszłym roku zebrano w ten sposób około 70 tysięcy złotych. Często też, jak podkreśla ojciec Kruczek, młode pary biorące ślub w kościele Dominikanów rezygnują z kwiatów i proszą weselnych gości, by zamiast nich ofiarowali pieniądze na kuchnię dla ubogich, niekiedy też ktoś w tym samym celu rezygnuje z podwyżki. Siostry Sawickie w imieniu swoich podopiecznych są ogromnie wdzięczne wszystkim, którzy wspomagają ich kuchnię. Sami zainteresowani nie zawsze bowiem potrafią wyrażać wdzięczność, zdarza się, że jakaś starsza chora osoba oddaje obiad, bo niedobry, albo ktoś nie bierze zupy, bo takiej nie lubi, czy przychodzi z pretensjami, że nie dostał paczki kawy, a jego znajomy ją otrzymał. Czasami ktoś nietrzeźwy nie szczędzi obelg pod adresem Marty, kiedy ta odmówi mu posiłku.

Ale siostry Sawickie twierdzą, że w tym, co robią, nie chodzi przecież ani o wdzięczność, ani o nagrody. Choć cieszą się z nominacji do nagrody Totus 2003 i wyróżnienia specjalnego, które otrzymały za swoją ponaddwudziestoletnią pracę charytatywną, można odnieść wrażenie, że ta nagroda nie jest dla nich istotna. Mówią, że teraz ich największym marzeniem byłoby otwarcie domu dla osób chorych i niepełnosprawnych.

DOROTA ROGALA

Możesz skomentować ten artykuł.
Kliknij tutaj.

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona administrowana przez: Akrateia Inc.